wtorek, 8 marca 2016

Wstyd Harry'ego Pottera



Żyjemy na początku XXI wieku, u schyłku postmodernizmu, w epoce, gdzie łatwiej jest znaleźć ludzi, którzy szczycą się tym, że nie czytają książek, niż tym, że je czytają. W epoce kryzysu czytelniczego, powszechnej pogoni za pieniądzem i braku czasu. I niemal dwadzieścia lat temu rozpoczął się w literaturze okres, który historia bez wątpienia zapamięta jako godny odnotowania, bowiem fenomen taki jak ten nie zdarza się często.
                Jeśli przyjrzymy się klasykom literatury już na pierwszy rzut oka dostrzeżemy bardzo istotny dla tego tematu fakt – żadna z tych książek nie jest powieścią dla młodzieży.  Literatura dla młodszego czytelnika (słusznie bądź nie, to już musicie ocenić sami) zawsze była marginalizowana, traktowana jako przedmiot nie warty nie tylko badań, ale w ogóle uwagi. Czasy się jednak zmieniły. Nastały czasy, w których seria powieści przeznaczonych dla młodszego czytelnika osiągnęła sprzedaż ponad pół miliarda egzemplarzy. Pół miliarda! Statystycznie co czternasty człowiek na świecie ma egzemplarz Harry’ego Pottera.

                Taka sława robi wrażenie, jednak ludzie różnie na to reagują, zwłaszcza jeśli od szczytów popularności mijają kolejne lata i czytelnicy nabierają dystansu. Poddał się temu „Zmierzch”, który w gimnazjum moje koleżanki nazywały najlepszą książką o miłości, poddało się temu wiele innych powieści, które rangę straciły zaraz po modzie na nie. Potter się temu oparł, nadal ma rzeszę fanów na całym świecie, nic jednak nie uchroni się przed  własną sławą.
                Damoklesowy miecz wiszący nad tą serią powiesiła tam sobie ona sama. Problem Harry’ego Pottera tkwi w tym, że jest dosłownie wszędzie. Dosłownie. Na wszystkim. I to nawet nie byłoby takie złe, bo ta seria się nie nudzi, nie narzuca. Fandom Pottera jest irytujący jak każdy fandom, ale porównując go z innymi, wypada znośnie. I tu to też współtworzy pewien problem.
                Do napisania tego tekstu zainspirował mnie post na stronie bookgeek.pl, w którym użytkowniczka o nicku Mało Oryginalna wymienia pięć powieści, które zostaną w jej pamięci do końca życia. Już abstrahując od tego co tam znajdziemy, zainteresował mnie dopisek na końcu, który przytoczę: „Jakie są wasze ukochane historie, które trzymacie głęboko w swoim sercu? Tylko nie mówcie Harry Potter!„ I tu jest ponurak pogrzebany! Tendencja do tego, żeby powiedzieć coś innego niż wszyscy kłóci się ze stanem obecnym. Odpowiedzcie sobie na pytanie – jak wiele Harry Potter namieszał w literaturze ostatniego dwudziestolecia?
               
Awersja do Harry’ego Pottera zaczęła się według mnie od tego, że ta książka podobała się milionom, którzy lubią czytać lekkie rzeczy dla przyjemności, a nie było osób, które stanowczo stwierdzałyby, że jest to tekst nie warty czytania. Harry Potter jest z nami prawie dwadzieścia lat, nienaruszony, popularny. Jest z nami wszędzie i zawsze. Początek naszego wieku został praktycznie zdominowany przez tę serię, a co gorsza, nikt się temu nie przeciwstawiał.
                Gdyby takie wyliczenia jak wspomniany post z portalu bookgeek.pl były robione szczerze i nie pod publiczkę (nie zarzucam tego autorce wspomnianego tekstu, chodzi mi raczej o tendencję silenia się na oryginalność) Harry Potter byłby w znacznej większości. Ta seria naznaczyła nas, dzieciaki lat 90., młodych dorosłych XXI wieku, czy tego chcemy czy nie. Nie unikniemy Harry’ego Pottera, nie wyprzemy się go, i nie powinniśmy!

                Warto spojrzeć na to co dzieje się obecnie w literaturze młodzieżowej. Osoby które wyrastały na Harrym Potterze zaczynają tworzyć własne dzieła. Jay Kristoff jawnie przyznaje się do tego, że inspiruje się J. K. Rowling, Cassandra Clare nie musi, jej powieścidła mówią to za nią. Po przeczytaniu książek Samanthy Shannon gdzieś w tle bije zapach Hogwartu. Czy tego chcemy, czy nie, ta seria odcisnęła bardzo duże piętno na naszych czasach i naszej literaturze. I nie ma powodu, żeby się tego wstydzić. Dla mnie Harry Potter dał miłość do książek i bez względu na to, czy jest dobrą powieścią, czy złą, tego nikt mi nie odbierze, i nigdy w moim zestawieniu Pottera nie zabraknie!

7 komentarzy:

  1. W życiu bym nie wpadła na pomysł, że można by się Harry'ego wstydzić ;), nawet metaforycznie ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, może żadna książka dla młodzieży nie zapisała się w kanonie po prostu dlatego, że "młodzież" jako konstrukt marketingowo społeczny istnieje tak jakoś od XX w.? W sensie, że wcześniej człowiek z dziecka stawał się właściwie dorosły, bez etapu pośredniego wartego wzmianki, więc nie tworzono niczego specjalnie dla tej grupy wiekowej?

    Oraz pierwsze tomy HP to literatura zdecydowanie dziecięca, a nie młodzieżowa. A dziecięcej w kanonie mamy mnóstwo.

    Hm, poza tym... czy ktokolwiek wstydzi się sympatii do HP? Nie znam takich osób. Ot, książka pokolenia lat 90, tak jak Jeżycjada była książką (no, przyjmijmy, że zbiorową książką) pokolenia lat 80, a pewnie i lata 70 jakąś mają.

    Jednak myślę, że rola HP w tworzeniu trendu współczesnej literatury młodzieżowej. Czy to dobrze, czy źle, czas osądzi. (podobną rolę odegrał Tolkien dla fantasy i obecnie, po 50 latach, niektórzy zauważają, słusznie IMO, że wpływ ten był w dużym stopniu zgubny).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest ponad 100 lat ewolucji powieści młodzieżowej. "Trędowata" (powieść zdecydowanie dla młodzieży, chociaż na pewno innej, niż znamy dzisiaj) to jest 1909 rok. Od tamtego czasu powstawało wiele powieści dla młodszych czytelników, ale to dopiero Potter wywołał prawdziwą burzę.
      Wiem, dlatego mówiłem o całej serii (a cała to według mnie bardziej młodzieżówka niż powieść dziecięca).
      Nie wiem, czy ktoś się wstydzi, tytuł nawiązuje do tego, że na przykład "Zmierzchu" teraz niektórzy się wstydzą, a Potter może podzielić jego los. Niektórzy się go wyrzekają (co widać najczęściej w takich zestawieniach) bo zdaje się być wyborem oczywistym. Uważam, że nie należy unikać tej oczywistości. Te książki poniekąd zbudowały kawał pokolenia, nie ma sensu, żeby ich unikać, bo wybór jest oczywisty.

      Usuń
    2. Hm, wydawało mi się, że "Trędowata" była raczej takim ówczesnym Harleuinem, kierowanym owszem, do młodych dziewcząt też, ale przynajmniej w tym samym stopniu do ich matek. No i sto lat powieści młodzieżowej to ciągle przynajmniej sto lat mniej, niż miała literatura dziecięca na wypracowanie klasyki.

      Hm, ale nawet w notce, którą linkujesz, nikt wezwania autorki nie potraktował poważnie (ona też nie) i HP pojawia się w co drugim komentarzu, a u autorki nie pojawia się dlatego, ze to ona go nie lubi, a nie dlatego, że uważa za zbyt oklepanego. Różnica między "Zmierzchem" a HP jest taka, że HP to po prostu dobra książka, czego o "Zmierzchu" powiedzieć nie można.

      Z drugiej strony, chwalenie się teraz znajomością HP to jak chwalenie się oczywistością.

      Usuń
  3. Tak czytałam Twój tekst i nie wiedziałam do czego zmierzasz (w trakcie chciałam wykrzyknąć "No jak to wypierać się Harry Pottera!), ale zakończyłaś pięknie ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja przygoda z książkami zaczęła się właśnie od Harrego, dzięki niemu zapałałam miłością do literatury i książki pochłaniam ilościami hurtowymi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba wiem co chcesz powiedzieć. Czasami udaje mi się usłyszeć, szczegolnie, kiedy pytam ludzi o ulubione serie, albo uczestniczę w takich rozmowach, coś na styl: "Co Harry Potter? Chyba żartujesz!". Tak jakby HP był już zbyt mainstraimowy i to był niewiadomo jaki wstyd, przyznawać, że to ulubiona książka. Kompletnie tego nie rozumiem. To jedna z milej kojarzących mi się serii. :D

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...