wtorek, 19 sierpnia 2014

Izabela Żukowska: Teufel




Kryminały retro, czyli, jak łatwo się domyśleć – kryminały opisujące czasy, które już przeminęły, a które zazwyczaj oscylują w XX wieku – ostatnimi czasy, co ciekawe, za sprawą głównie polskich autorów, zyskały niemałą popularność zarówno w naszym kraju jak i na świecie (co można zauważyć biorąc pod uwagę fakt, że powieści Krajewskiego przetłumaczono na dwadzieścia języków). „Teufel” miał być chyba czymś w rodzaju tego, ale jest jednocześnie czymś mniej i więcej niż zwykły kryminał.  Ciężko jednoznacznie sklasyfikować tę książkę. To, czy to dobrze czy nie, już pozostawiam w ocenie innym czytelnikom, ale według mnie mogło być lepiej. Co nie znaczy, że było źle.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo usilna próba zobrazowania Gdańska w roku 1939. Autorka bardzo przemyślanie zbudowała tło dla powieści i to, trzeba jej oddać, wyszło całkiem zgrabnie, niestety, jak widać, we wszystkim można przesadzić. Otóż elementów jest tak wiele, że zamiast rysować wyraziste tło zaczynają w pewnym momencie wylewać się z powieści i żyć własnym życiem. To co miało być z tyłu zaczyna w pewnym momencie wzbudzać wielką irytację, bo autorka próbując doskonale oddać miejsce w którym dzieje się fabuła sprawia, że czytelnik zwraca uwagę właśnie na to tło, a nie na wydarzenia. Z przykrością jednak stwierdzam, że nie traci zbyt wiele.

Bardzo podobało mi się to, że już od samego początku widać, iż morderstwo nie jest „przypadkowe”. To znaczy, że nie jest to kolejny trup, którego zagadkę trzeba rozwiązać. Trup owy jest wyjątkowy, bowiem autorka nagle oznajmia, iż łączy go z głównymi bohaterami powieści, i zamiast snuć domysły tylko o tym, kto zabił, domyślamy się także, przy okazji poznając bohaterów, cóż oni mają z tym u licha wspólnego. Była to bardzo miła odmiana po  tych wszystkich trupach, przy których detektyw i jego niedoceniony pomocnik mogli jedynie dociekać po cóż on tym trupem został. To w jaki sposób autorka połączyła danego trupa z bohaterami mnie się osobiście podobało. Szczegółów, rzecz jasna, nie zdradzę.

Pozytywnym zaskoczeniem był także bardzo dokładny i drobiazgowy a jednocześnie całkiem lekki styl autorki. Mamy tu interesującą zabawę słowem, gdzie ujawnia się pisarski talent autorki, połączoną z przemyślanym doborem słów jeśli chodzi o oddanie otoczenia, które w każdej innej książce pewnie by bardzo nudziło, tu jednak, gdy fabuła zwalnia, przyspiesza autorka, i nadało to bardzo ciekawego efektu zabawy formą – gdy akcja staje się mniej ważna, autorka zabawia czytelnika słowem, i na odwrót, tam, gdzie akcja się dzieje, dostajemy surową i wciągającą prostotę. To nie zawsze się udawało, aczkolwiek i tak zrobiło na mnie wrażenie.

W ogólnym rozrachunku jednak nie mogę powiedzieć, bym świetnie bawił się przy tej książce.  Zawiodły mnie przede wszystkim dosyć płaskie i papierowe kreacje bohaterów i mizerny rozwój śledztwa. Nie, żebym wynudził się jakoś straszliwie, ale książka mnie nie porwała, nie wciągnęła w swój świat i nie pozostanie w moich myślach na długo. Była przyzwoitym czytadłem, zgrabnym, ale kulejącym. Niemniej uważam, że warto dać jej szansę, gdyż podobno w kolejnych częściach książek o komisarzu Thiedtke jest już lepiej (a na razie mówi się o dwóch kolejnych). Oby, bo mam ochotę się z nimi zapoznać.

Autor: Izabela Żukowska
Tytuł: Teufel
Część: I
Wydawnictwo: Oficynka
Okładka: miękka
Stron: 295
Ocena: 4,5/10

Za książkę dziękuję portalowi sztukater.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...