wtorek, 29 kwietnia 2014

Gayle Forman: Jeśli zostanę


Ileż to razy zdarzało się, że zapowiedź ekranizacji (zwłaszcza gdy ekranizacja zapowiada się naprawdę niesamowicie) wpływała na zakup książki? Zbyt często. A najgorzej jest, gdy w ogóle nie ma się pojęcia o tym co reprezentuje sobą dana powieść, a jedyną informacją jaką o niej posiadamy jest fakt, że zagra tam utalentowana młoda aktorka… jednak czasem spontaniczna decyzja dobrze robi na urozmaicenie swojej biblioteczki oraz poszerzenie horyzontów, i tym stała się dla mnie ta powieść – czymś, czego w życiu nie wziąłbym do ręki, gdyby nie fakt, że będzie film. Nie żałuję jednak. Miło jest dać się zaskoczyć, nawet jeśli to co nas zaskakuje nie zawsze trafia w nasze gusta…

Książka jest naiwna do bólu, jednak zauważyć można, iż nie jest to w zasadzie jej wada, gdyż w połączeniu z niesamowitą przewidywalnością, kompletną prostotą i wszechobecnym uczuciowym rozdarciem tworzy nawet coś na kształt słodkiego czytadełka. Rozterki bohaterki – normalnej acz niebanalnej dziewczyny – która musi wybrać między śmiercią a życiem dopełniają wizerunku pseudogłebokiego odmóżdzacza, jednak tak słodkiego, odprężającego, niewymagającego i niewinnego, że gdyby to do czegoś porównać, byłby to berbeć rozbijający puszkę różowej farby – słodycz i wnerwienie w jednym. Wiadomo jednak, że jeśli w grę wchodzi słodycz, wnerwienie musi się schować.

Normalnie rzekłbym, iż to źle, że książka jest tak króciutka, bo nie dość, że ma to nie całe 250 stron to wydane w niewielkim formacie i z potężną interlinią, jednak jest to wystarczająca objętość. To dobrze, że autorka nie starała się wydłużyć książki – mimo swojej niewielkiej objętości ma ona bardzo wiele elementów, które są przyjemnie skonstruowane i retrospekcje wplątane w fabułę, mimo tego iż występują całkiem często, w ogóle nie męczą i nie nudzą. Podobnie rzecz ma się z tym w jaki sposób powieść została napisana. Jest prosto i nieszczególnie skomplikowanie, jednak nie odnalazłem żałośnie banalnych zdań jak w ‘’Niezgodnej’’ ani przesadnych uproszczeń jak w ‘’Becie’’- ‘’Jeśli zostanę’’ to książka napisana w sposób prosty i przyjemny, jednak nie banalny i żałosny.

Zasadniczą wadą są bohaterowie. Mię, główną bohaterkę, jeszcze bym przeżył – autorka postawiła ją w sytuacji, w której rozterki uczuciowe są zupełnie naturalne, a poza tym nie dotyczą one chłopaków (dzięki Bogu!) zatem tu banalny charakter bohaterki odziany w strój wiolonczelistki (mam nadzieję, że wiolonczela będzie głównym dźwiękiem w sondtracku ekranizacji której i tak nie obejrzę) nie wypada jakoś szczególnie źle. Gorzej prezentują się… cóż, wszyscy. Chłopak głównej bohaterki sprawia wrażenie punka z One Direktion a przyjaciółka wygląda jak zimna suka z rozdwojeniem jaźni. Rodzice też nie prezentują się szczególnie ciekawie – groupie ze zdziecinniałym rockmanem. A wszystko odziane w hipisowski luz.

Fakt, że książka nieszczególnie przypadła mi do gustu nie znaczy, że jest zła. Wziąwszy pod uwagę jej grupę docelową wydaje mi się, iż powinna spodobać się naprawdę wielu osobom. To książka napisana dla odprężenia i swą funkcję spełnia doskonale, bo czasami czułem się tak odprężony, że bałem się, iż zaraz zacznę rozpływać się, i niestety nie z zachwytu. Odprężenie też ma swoje granice, ale jeśli ktoś nie podchodzi do niej jak do literatury, która może zmienić życie, a jako do czytadła, które wciągnie na kilka chwil i uświadomi kilka życiowych prawd, nie powinien odczuć zawodu. Czytając ją czułem się, jakbym próbował wcisnąć się w malutką, różową huśtawkę, i nawet jeśli mnie nie sprawiło to szczególnej frajdy – huśtawka się nie urwała, a osobom, które w huśtawkę pasują, powinna dać kilka chwil bardzo przyjemnej rozrywki.

Tytuł: Jeśli zostanę
Autor: Gayle Forman
Część: I
Stron: 245
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Ocena: 4,5/10

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Być może zapowiedzi #2 - czyli co chcę, ale nie mogę!

Tradycyjne zapowiedzi, które każdy przy nawet odrobinie chęci można znaleźć w internecie, już nam nie wystarczają, zatem wychodzimy z inicjatywą, którą sami chcielibyśmy gdzieś ujrzeć - zapowiedzi książek, które są odległe i daleko, ale fascynują równie mocno, co te, które wychodzą za miesiąc lub dwa.
Cykl ten będzie poświęcony książkom, najczęściej zagranicznym, które kuszą, ale których data wydania jest daleka od ideału (w domyśle: już!) a o których w naszym kraju być może nigdy nie usłyszymy (a może za prawą tego posta... kto wie :D).
Nie przedłużając: zapraszam!

Heir of Fire 

 (opis nie przetłumaczony, gdyż tom 2 jeszcze nie przeczytany)

To chyba jedyny przypadek w tej serii, gdzie ta okładka ''pełna kolorów'' wydaje się ładniejsza niż ta z białym tłem.

Lost and broken, Celaena Sardothien’s only thought is to avenge the savage death of her dearest friend: as the King of Adarlan’s Assassin, she is bound to serve this tyrant, but he will pay for what he did. Any hope Celaena has of destroying the king lies in answers to be found in Wendlyn. Sacrificing his future, Chaol, the Captain of the King’s Guard, has sent Celaena there to protect her, but her darkest demons lay in that same place. If she can overcome them, she will be Adarlan’s biggest threat – and his own toughest enemy.

While Celaena learns of her true destiny, and the eyes of Erilea are on Wendlyn, a brutal and beastly force is preparing to take to the skies. Will Celaena find the strength not only to win her own battles, but to fight a war that could pit her loyalties to her own people against those she has grown to love?


The Dream Thieves, Blue Lily, Lily Blue

Po lewej tom drugi, po prawej okładka (cudowna!!) tomu trzeciego.


Teraz, gdy linie w Cabeswater zostały obudzone, nic dla Ronana, Ganseya i Blue nie będzie takie samo.

Ronan coraz bardziej zagłębia się w swoje sny, a jego sny co raz bardziej odbijają się na jego życiu.

Niestety są ludzie, którzy szukają tych samych kawałków zagadki, które Gansey już odnalazł...

piątek, 25 kwietnia 2014

Dan Simmons: Trupia otucha




Jak się w swojej krótkiej karierze czytelniczej zdążyłem przekonać – zaskakująco częstą wadą powieści debiutanckich, jest nieumiejętność wykorzystania dobrego pomysłu. To także cecha książek napisanych zbyt wcześnie i zbyt pośpiesznie, ale nie o tym. ‘’Trupia otucha’’, mimo iż nie jest debiutem (raczej jedną z pierwszych powieści autora)  prezentuje według mnie przykład powieści zupełnie odmiennej – opartej na raczej słabym i niezbyt imponującym pomyśle, ale za to wykorzystanym w taki sposób, że to w zasadzie nie stanowi szczególnej różnicy, gdyż powieść poprzez wyczynowe zabiegi autora – nawet mimo kulejących elementów – pochłania się bardzo szybko i z radością.

Muszę się nie zgodzić z tym, by zakwalifikować tę powieść jako horror. Owszem – były momenty, które mroziły krew w żyłach, przez które siedzenie samemu w ciemnym pokoju wydawało się katorgą a wyjście do toalety w środku nocy napawało przerażeniem… ale to były tylko momenty – krótkie, szybkie i mimo ich intensywności trudne do zapamiętania. Dużo więcej elementów kwalifikowałoby się natomiast do powieści sensacyjnej, bo pościgów, strzelanin, wybuchów, knowań, manipulacji (paranormalnej, bo paranormalnej, ale jednak), zdrad, zwrotów akcji i trupów to w niej zdecydowanie nie brakowało. W połączeniu z mrocznym klimatem dałoby to bardzo dobry thriller, ale autor uparł się na horror i wyszło jak wyszło.

Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści – elementy ‘’z przeszłości’’ zostały wplątane w książkę i połączone z elementami ‘’z teraźniejszości’’ w naprawdę sensowny sposób i całość prezentuje w tym aspekcie bardzo spójną całość. Na pochwałę zasługuje także lekki ale nie banalny styl autora, sprawiający, iż zbędne  fragmenty (a z przykrością muszę stwierdzić, że jest ich trochę, bo książka wydaje się być znacznie przegadana), które normalnie stanowiłyby gwóźdź do trumny,  teraz były zbędnymi acz zjadliwymi przystankami. Gdyby ta książka była tak o trzydzieści, do pięćdziesięciu stron krótsza, naprawdę nie wywołałoby to żadnej tragedii, przeciwnie, akcja może nabrałaby jeszcze większego tempa… ale i tak nie było najgorzej.

Książka – mimo tego iż porusza zarówno problemy rasizmu (porusza go całkiem znacznie, jednak, na szczęście, nie przypomina to szturchania ula patykiem) jak i antysemityzmu – poprzez skupienie uwagi bohaterów tylko na jednym elemencie nie rozdrabnia się na te poszczególne aspekty ale próbuje ukazać zło w znacznie szerszej skali i w znacznie bardziej rozbudowany sposób, niż gdyby autor zdecydował się na zgłębianie tylko jednej strony. Już sam dobór bohaterów – polski Żyd wraz z afro amerykańską dziewczyną poszukujący niemieckiego obersta i (co ważne) białej staruszki  – stanowi przedsmak rozmachu jaki autor starał się tu ukazać. Według mnie – zdecydowanie się to udało.

A propos bohaterów – tu muszę napisać, że ich kreacje a także ich zachowanie zostały stworzone w naprawdę imponujący sposób. Doskonałym i bardzo dobrze skonstruowanym zabiegiem było obsadzenie w roli głównego bohatera psychiatry, bo pozwalało to w sensowny i zgrabny sposób ukazać motywy jakimi kierują się bohaterowie, przez co czytelnik miał jakiś punkt zaczepienia przy ocenie danych bohaterów, jednak autor sprytnie nie zdradzał wszystkiego, co pozostawiało przyjemny smaczek niepewności. Usprawiedliwia to także poniekąd objętość książki – powieść ma tylu bohaterów, i stworzonych w tak dokładny sposób, że nie było możliwości, żeby zmieścić to w raptem kilkuset stronach. Jedyne, czego żałuję to to, że autor nie zdecydował się napisać kontynuacji. Książkę polecam wszystkim, bez wyjątku, bo stanowi bardzo dobrą rozrywkę.

Tytuł: Trupia otucha
Autor: Dan Simmons
Część: - 
Okładka: twarda
Stron: 968
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 6,5/10 

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych świąt!

 
 
Niech Wam świąteczne jajko dobrze smakuje,
bogaty zajączek uśmiechem czaruje.
Mały kurczaczek spełni najskrytsze marzenia,
wiary, radości, miłości, spełnienia.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Tahereh Mafi: Sekret Julii









Tom pierwszy był rozczarowaniem całkiem znacznym, toteż z przeczytaniem kontynuacji zwlekałem aż do tej smutnej chwili, czyli lekko ponad rok po przebrnięciu przez męki i jęki Juliowego dotyku. Tym razem mimo tego, iż wiedziałem, że piszę się na zauroczenie napompowane niczym żaba przez dziecko do granic, które wielu uważa za miłość młodzieżową powieść, nadal doznałem niemiłego rozczarowania, bo wszystkie błędy, mankamenty , chybione pomysły, metafory a’la będę Coelho dla dzieci i rozwlekłe, tanie i głupie nieprzemyślane i chaotyczne przemyślenia głównej bohaterki i cała masa innych zepsutych żelkowych pocisków, które minęły się z tarczą i trafiły w czytelnicze podniebienie elementów wykonanym w sposób taki, że plastikowe różowe szwy trzeszczą wywołują kolorowe, tęczowe niczym określenia przystojniaków torsje!

Jeszcze przy pierwszej części sposób napisania nie wywoływał u mnie jakichś szczególnych uczuć, bo mimo iż była to grafomania miała kilka elementów, które starały się być oryginalne a że im nie wyszło to już inny problem, ale się starały!. O ile tam ten bilans między staraniem się a efektem był do zniesienia, o tyle tu te powtórzenia powtórzenia powtórzenia i jeszcze od chuja innych powtórzeń! zaczęły irytować a r o  z   w    l    e      k       ł     o        ś                 ć zaczęła doprowadzać mnie do szewskiej pasji. Autorka chciała uczynić tę książkę jak najprostszą, najbardziej zrozumiałą i dostępną, ale się zagalopowała, i dostaliśmy nadmuchaną ‘’efektami żałosnymi specjalnymi’’ gęstą masę złożoną z niewiarygodnie idiotycznych zabiegów, które są używane zbyt często, by można je zignorować, a co dopiero się nimi cieszyć!

Określenia tępych napalonych przystojniaków Warnera i Adama w tomie pierwszym były zabawne, ale nie w ten dobry sposób – wywoływały raczej nikły uśmieszek litości. Ta tępa dzida Julia i tym razem nie szczędziła swoich galopujących myśli na określenia ich niesamowitości, teraz jednak przeszła samą siebie – były takie momenty, że książka jakby naglę się zatrzymywała, cały świat stawał w miejscu i nic nie miało znaczenia, bo przecież ci przecudni, jedyni tacy, nieskrępowani inteligencją, nietknięci myślą, opętani Julią, modele okładkowi i cuda natury, zasługiwali na to, by rozkleić się wewnętrznie, iść płakać, później być napaloną, później znowu płakać, a później zacząć wariować, próbować któregoś przelecieć i znowu płakać. Julia miała potencjał na początku, teraz jest połączeniem wariatki, nastolatki i prostytutki na haju. I nie, tego ostatniego nie skreślę.

Czy ta część wyróżnia się czymś szczególnym? Cóż, pomijając fakt, że autorka przy konstrukcji bohaterki zażywała jakieś przeterminowane narkotyki, to ten tom na pewno jest bardziej obfity jeśli chodzi o akcję. Niestety, akcję dosyć średnią, bo znaczą większość stanowią tu kalki z ‘’Kosogłosa’’. Wciągające – odrobinę. Zabawne – średnio. Smutne – tylko gdy weź mieniu pod uwagę fakt ile osób się tym zachwyca. W końcu bohaterka odkryła trochę świata, niestety nie ma on ani rąk, ani nóg, ani mózgu i tym ostatnim przypomina trochę bohaterkę bowiem jest to zbitek najprostszych elementów wykorzystanych w najżałośniejszy sposób – pełnym krwi i zniewolenia, które zamiast budzić przerażenie wywołuje raczej litość.

Przewidywalność nadal jest największą i najbardziej rzucającą się w oczy wadą pomijając… wszystko inne ale widać poprawę. Gdy przypomniałem sobie moje przypuszczenia co do tej książki i gdy porównałem je z faktycznym jej stanem wyszło na to, że sprawdziło się wszystko, co zapamiętałem. Dobre to, że teraz już nawet nie chciało mi się marnować czasu, na zgadywanie, bo wszystko było zwyczajnie oczywiste. Wydarzenia trzeciego tomu są dla mnie proste do przewidzenia i przeczytam go tylko dlatego, by sprawdzić w jakich elementach miałem rację. Tak samo jak nie polecałem części pierwszej, tak nie polecam i drugiej. Naprawdę nie rozumiem jakim cudem można nabrać się na rzeczy tak napompowane i nadmuchane. Niech ten sekret Julii postanie w jej małym, napalonym świecie!

Tytuł: Sekret Julii (Unravel me)
Autor: Tahereh Mafi
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 437
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 3.5/10
 

sobota, 12 kwietnia 2014

Być Może Zapowiedzi #1 - czyli co chcę, ale jest daleko.

Tradycyjne zapowiedzi, które każdy przy nawet odrobinie chęci można znaleźć w internecie, już nam nie wystarczają, zatem wychodzimy z inicjatywą, którą sami chcielibyśmy gdzieś ujrzeć - zapowiedzi książek, które są odległe i daleko, ale fascynują równie mocno, co te, które wychodzą za miesiąc lub dwa.
Cykl ten będzie poświęcony książkom, najczęściej zagranicznym, które kuszą, ale których data wydania jest daleka od ideału (w domyśle: już!) a o których w naszym kraju być może nigdy nie usłyszymy (a może za prawą tego posta... kto wie :D).
Nie przedłużając: zapraszam!

Illuminae

Aimee Kaufman (autorka bestsellera ''These broken stars'', do którego prawa wykupiło wydawnictwo Otwarte a prawa do ekranizacji zakupiono tuż po premierze i od razu zaczęto szykować castingi) oraz Jay Krostoff (autor uwielbianej przez Śliwkę książki ''Tancerze burzy'') połączyli siły i ta cudowna grafika obok ma obrazować książkę, którą przeczytać chcę natychmiast.

Z niejasnych informacji wynika, iż będzie to trylogia opowiadająca o młodej hakerce i jej byłym chłopaku, pilocie, którzy muszą odkryć prawdę o śmiercionośnej pladze, nawiedzającej ich flotę, sztucznej inteligencji mającej ich chronić oraz o odrywaniu ich własnego, odrealnionego świata, który możliwe, iż jest zupełnie czymś innym niż im się wydawało.

Całość prawdopodobnie będzie zawierała w sobie od listów, aż po raporty medyczne, skradzione emaile, grafiki, wywiady i wiele więcej.

Jako że wmieszał w to swoje pazurki Krostoff węszę tutaj romans młodzieżowy daleki od banału. Podobnież będzie to coś, czego dotychczas nikt jeszcze nie widział - oby. Zapowiedziana na 2015.

The Circle of Twelve


Do walki o swoje przeznaczenie jako zaginionej dziedziczki potężnego i niebezpiecznego tajnego stowarzyszenia, szesnastoletnia Avery West musi rozwiązać starożytną zagadkę w śmiertelnym wyścigu po całej Europie. Zakazana miłość i łamanie kodu, bale maskowe i wybuchy, przeznaczenie i mroczne tajemnice zderzają w tym romantycznym thrillerze w stylu Kodu da Vinci dla młodzieży.Nowa rodzina Avery West może zamknąć Pradę na Champs -Elysees, kiedy chcą zrobić zakupy w spokoju, a może także łatwo zamówić bombardowanie, kiedy chcą rozpocząć wojnę.Są częścią potężnego i niebezpiecznego tajnego stowarzyszenia o nazwie The circle of twelve, i Avery jest ich zaginioną spadkobierczynią. Jeśli odkryją, kim ona jest, niektórzy z nich będą chcieli użyć jej jako pionka. Niektórzy będą chcieli ją zabić .Aby pokrzyżować ich plany, Avery musi podążać szlakiem wskazówek z punktów orientacyjnych w Paryżu do zaułków Stambułu poprzez sieć starożytnych legend i kłamstw.


Snow Like Ashes

  Szesnaście lat temu Królestwo Zimy zostało przejęte a jego obywatele zniewoleni, pozostając bez magii i monarchy. Teraz Winteriansi są jedyną nadzieją na wolność. Jest ośmiu ocalałych, którym udało się uciec, i którzy czekają na okazję, by ukraść z powrotem magię zimy i odbudować królestwo.Osierocona jako dziecko podczas klęski Winterów, Meira stała się uchodźcą. Szkolona by być wojownikiem i rozpaczliwie zakochana w swoim najlepszym przyjacielu, i przyszłym królu, Matherze - zrobi wszystko, by ponownie przywrócić władzę w królestwie. 


Gdy zwiadowcy odkrywają lokalizację starożytnego medalionu, który może przywrócić magię Wintera, Meira decyduje się go odzyskać. W końcu, odwiedzając wieże, walcząc z żołnierzami wroga służy królestwu tak, jak zawsze marzyła. Lecz misja nie idzie zgodnie z planem, i wkrótce Meira zostanie wrzucona w świat złej magii niebezpiecznej polityki - i ostatecznie uświadamia sobie, że jej przeznaczeniem nie jest być samą.

Midnight Thief 

Dorastanie na ulicach Forge nauczyło Kyrę jak rozmnożyć monetę. Ale kiedy przywódca Gildii Assasynów oferuje Kyrze lukratywną pracę, ona się waha. Nie jest pewna, czy chce grać według jego zasad . Nie wie, czy da radę oprzeć się jego mrocznej atrakcyjności.Tristam z Brancel jest młodym rycerzem. Gdy jego najlepszy przyjaciel zostaje brutalnie zamordowany przez Demon Riders, klan zaciekłych wojowników, którzy jeżdżą na krwiożerczych Wildcats, Tristam poprzysięga ich pokonać. Ale gdy dochodzenie się pogłębia, jego wysiłki zostają udaremnione przez utalentowanego złodzieja, który zakrada się do starego, obronnego pałacu z niesamowitą łatwością.Podczas pogoni Kyra i Tristam zdają sobie sprawę z tego, iż razem mają dużo większe szanse na pokonanie wrogów, przetrwanie, i zemstę. Ich lojalność wobec siebie jest wystawiana na próbę, gdy na jaw wychodzi tajemnica Kyry z przeszłości, która może zmienić całe ich życie.

 

 

Falls the Shadow

Gdy Cate Benson ma dwanaście lat, jej siostra umiera.Dwa dni po pogrzebie Violet została wymieniona i żyli, jakby nigdy nic się nie stało. Rodzice Cate są wśród tych, którzy postanowili wyjawić swoim dzieciom sekret nieśmiertelności - przez klonowanie ich po urodzeniu. Nowa Violet ma ten sam uśmiech. Ten sam śmiech . Tę samą idealną twarz. Dzięki postępowi w technologii przesyłania umysłu, ma nawet te same wspomnienia jak dziewczyna, którą zastąpiła.Może też zamordować najpopularniejszą dziewczynę w szkole .Albo przynajmniej sprawić, że to, co myślą paparazzi i  protestujący przeciwko klonowaniu, myśleli wszyscy: że klony to gwałtowne, nieprzewidywalne potwory. Przysięga sobie zostać, aby udowodnić niewinność swojej siostry- bez względu na koszty. Ale im głębiej szuka prawdy, tym starannie skonstruowane żucie Cate zaczyna się rozwiązywać odsłaniając świat pełen obłudy i kłamstwa, gdzie nic i nikt, nawet jej siostra - nie jest takie jak powinno być.


Z góry przepraszam za jakość tłumaczenia, ale mam nadzieję, że ogólne zarysy fabuł przybliżyłem wystarczająco dokładnie. Wpadło Wam coś w oko? Jam nie mogę doczekać się gdy dorwę ''Illuminae'' oraz ''Midnight thief''!

czwartek, 10 kwietnia 2014

Robert Galbraith: Wołanie kukułki


Nie ukrywajmy – by stworzyć kryminał, który będzie wybijał się pod względem oryginalności i niebanalności, a jednocześnie nie wpadnie w kiczowate, abstrakcyjne dywagacje i nie będzie raził przekombinowaniem, szans już nie ma. Gatunek ten jest tak przemaglowany, wyprany, obejrzany i użyty z każdej strony, że jedynym oryginalnym pomysłem byłoby doprowadzenie do tego, iż zabójcą stałby się sam czytelnik (a to, jak wiemy… już się nie powtórzy, i każdy z Was ostatnio zakopał ostatnie zwłoki w tym sezonie, znaczy, ćśśśśś….). Autor (autorka…? Nie, pozostańmy przy autorze) nie starał się w żaden sposób ponad przeciętność wybić, i prawdę powiedziawszy, jest to jedna z tych sytuacji, gdy właśnie takie postępowanie należy uszanować – kryminał jest już tak wąski, że rozpychanie się nie będzie miało sensu, toteż najlepszym sposobem by tam wejść, jest bezceremonialne wkroczenie bez udziwnień – to udało się w stu procentach.

Kryminały dotychczas kojarzyłem z niewielką objętością (pomijając, rzecz jasna, tomiszcza Larssona). ‘’Wołanie kukułki’’ wybija się pod tym względem, iż oprócz bardzo zgrabnie zarysowanej zbrodni, ma doskonale zobrazowane, opisane, i ocenione tło – Londyn dosłownie pulsuje na kartach tej powieści. Autor zadbał o to, by czytelnik nigdy nie zapomniał gdzie się znajduje i o ile w większości książek nazwałbym to nachalną próbą wciągnięcia czytelnika w świat, tu wygląda to raczej jak próba jak najdokładniejszego oddania klimatu miasta. Wprowadza to także element, który w kryminałach cenię najbardziej – realność. Czujemy, jakby to dosłownie wydarzyło się tuż obok. Po raz pierwszy zazdroszczę anglikom ich pogody – czytanie tej powieści przy odgłosach angielskiej ulicy, wszechobecnej szarości i dudnienia deszczu musi być niesamowite.

Co do zbrodni samej w sobie i – co najważniejsze – zakończenia, osobiście złego słowa powiedzieć nie mogę. Podobnie sprawa ma się z samym przebiegiem powieści – wszystko jest tak, jak być powinno, czyli gdy przez całą książkę czytelnik zbiera poszczególne elementy i wydaje mu się, że doskonale do siebie pasują, a zabójca jest już na wyciagnięcie ręki nagle okazuje się, że nic nie pasuje, że mylił się i autor wykiwał go jak chciał. Bardzo imponującym elementem było jedno zdanie – wskazówka, która mówi czytelnikowi kim jest zabójca, ale wskazówka umiejscowiona tak doskonale, że nikt nie zwróci na to uwagi, powodując na koniec wielki plask w czoło i krzyk ‘’no przecież!’’. Kryminał polega poniekąd na grze z czytelnikiem, a autor wykiwał mnie na każdym ruchu.

Zasadniczą wadą tej powieści jest konstrukcja zakończenia – nie rozwiązanie zagadki samej w sobie, ale to co działo się wówczas wokół. Kolejną jest jej przegadanie – autor cudownie opowiada i całość jest spójną, prześliczną jednością, ale gdyby owa jedność była krótsza o kilkanaście stron naprawdę nic by się jej nie stało. A propos wad – z racji autora możemy doskonale zaobserwować wszystkie błędy jakie popełniła Rowling pisząc jako facet. Oprócz, wspominanych często w wywiadach, elementów ubioru, którymi pisarze – nawet ci dokładni – raczej nie zaprzątają sobie głowy, rzucił mi się z oczy jeszcze jeden bardzo ciekawy smaczek – trwała ondulacja. Który facet by na to wpadł? No i różnorodność kolorów, która porażała czytelnika. Nie było to zbyt przemyślane…

Zalet jest zdecydowanie więcej – przy ‘’Trafnym wyborze’’ wspomniałem, iż mimo okrucieństwa i realności powieść jest przepięknie opowiedziana, i tu nic w tym aspekcie się nie zmieniło. Autorka nadal piszę tak, że chciałoby się wziąć kubek czegoś ciepłego i słuchać tej prześlicznej opowieści. Kolejnym wartym uwagi elementem są charaktery bohaterów. Przyznam szczerze, nie spodziewałem się, iż spodoba mi się to aż tak bardzo, ale zarówno Cormoran Strike jak i Robin Ellacott wywołali u mnie niepohamowaną sympatię. Gdyby doszło do ekranizacji Emma Watson w roli Robin byłaby doskonałym wyborem. Perfekcyjnym. Cała powieść sprawia czytelnikowi mnóstwo rozrywki i zmusza do wysiłku umysłowego. Z niecierpliwością czekam na tom kolejny!!

Tytuł: Wołanie kukułki
Autor: Robert Galbraith (J. K. Rowling)
Część: I
Stron: 451
Okładka: twarda
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 7/10
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...