niedziela, 18 maja 2014

George R. R. Martin: Uczta dla wron. Cienie śmierci


Nie istnieje taka seria, która w swojej mnogości tomów nie miałaby takiego, który byłby słabszy, nudniejszy, który będzie starał się nie zobrazować kolejne fabularne potyczki ale naprawić chwiejące się tło. Tym był trzeci tom serii Gone, tym samym był czwarty tom serii Jutro i tym jest początek czwartego tomu Pieśli lodu i ognia. Z tego co słyszałem o tej książce wynikało, że należy ją przeczytać i migiem lecieć do następnej, bo refleksji tu niewiele, i nie jest ona nawet bliska poprzednim tomom i ja śmiem się z tym nie zgodzić. Przy czytaniu poprzedniego tomu wiedziałem, że po TAKICH wydarzeniach, jakie tam autor zaserwował czytelnikom wszystko –choćby było dobre – i tak zostanie ocenione bardziej negatywnie niż na to zasługuje, bo odległość jest zbyt wielka, i tak się niestety stało. Ale nie w moim przypadku.

Pod względem mózgów na ścianie, krwawiących z rozpaczy serc po stracie ulubionych bohaterów, szczęk strzaskanych na drobne kawałeczki po solidnym uderzeniu w ziemię i opętańczych bluzgów wylewanych na autora za jego geniusz i okrucieństwo – fakt, szału nie było. To chyba najspokojniejsza część tej sagi, choć nie obyło się bez momentów, które siały niepewność, wzbudzały ciekawość i przy których głosy w głowie krzyczały ‘’Martin, Ty draniu, jeszcze jeden taki numer i…’’. Jak wspomniałem wcześniej – książka ta ma na celu raczej podbudowanie tła, rozpoczęcie kilku nowych wątków i domysłów oraz poruszenie tematów, których poprzednie książki unikały, ale w ogólnym rozrachunku wyszło całkiem nieźle.

Jedyne co mi się w tym tomie bardzo nie podobało, to proporcje, jakie dzielą ten tom od poprzednich. Tam autor łączył wątki, które budują tło z takimi, które rozwalają czytelnika, tutaj autor musiał upchnąć wszystko, czego nie udało się wcześniej, i zamiast to trochę ujednolicić, po prostu trzasnął Zbiór Tematów Nieporuszonych. Największym z nich jest wątek żelaznych ludzi, którzy pod względem poprzednich tomów mają tu zaskakująco dużo miejsca. To można było rozdzielić między książki, ale Martin tego nie zrobił, a szkoda. Poza tym pierwsze skrzypce w powieści gra Cersei, która tworzy sobą doskonały obraz kobiety, która wzgardzana przez swoją płeć za wszelką cenę stara się dojść do władzy, nawet za cenę swojego własnego umysłu.

Największym dowodem na to, iż to raczej dodatek do sagi, jest pominięcie bohaterów głównych a skupienie się na tych drugoplanowych. Nie jest to takie jednolite, bo jest tu bardzo dużo wspomnianej wyżej Cercei, oraz wiele miejsca autor poświęcił Aryi (nawet jeśli nie robi ona nic szczególnie interesującego), ale znaczną część wypełniają ludzie, którzy w poprzednich tomach wypełzali na karty tylko mimochodem. Odrobinę bolał mnie fakt, że autor zupełnie zrezygnował z Daenerys, Tyriona i kilku innych bohaterów (tu mam na myśli zakończenie ‘’Nawałnicy mieczy’’, które to było masakryczne, a o którym nie było tu ani słowa), ale mam szczerą nadzieję, że w tomie kolejnym powróci do, że tak powiem, normalnej jazdy bez trzymanki. Tu także nie obyło się bez okrucieństwa, bo autor zabił jednego z bohaterów nawet nie informując o tym czytelnika, który musiał dowiadywać się wszystkiego od jakichś zapchlonych lwów, ale cóż, przyzwyczaiłem się, że okrucieństwo tego brodacza nie zna granic.

Oprócz chęci podreperowania trochę świata Westeros największą cechą tej powieści jest fakt, że skupia się ona aż w tak wielkim stopniu na kobietach. I to nie na ich urodzie, ale na ich psychice. W książce znajduje się dosłownie kilka rozdziałów o facetach, a główną rolę, oprócz wymienionych już Cercei i Aryi grają Brienne, Asha, Sansa, Myrcella i Margaery, nawet jeśli we własnej osobie pojawiają się rzadko, oraz Arianne ze swoimi siostrami, które pokazują nam piękno i tajemnice Dorne. Na szczęście charaktery tych kobiet ratują tę książkę. Modlę się, by to autorowi wystarczyło, bo aż skręca mnie w środku by poznać tajemnicę z poprzedniego tomu.

Tytuł: Uczta dla wron. Cienie śmierci
Autor: George R. R. Martin
Część: IV part I
Stron: 509
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Ocena: 6,5/10

5 komentarzy:

  1. "GoT" to moje MUST READ, ale nieprędko się chyba zabiorę za tę serię, a szkoda :C
    Serial oglądam i bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, ten tom, a właściwie jego pierwsza i druga część są słabsze od poprzedników, ale może to i dobrze?
    Aa co do Matki Smoków i genialnego Tyriona to powrócą w "Tańcu ze smokami". Nie będzie chyba spoilerem, iż wydarzenia Uczty i Tańca dzieją się w tym samym czasie. Autor zaznaczył, że nie zmieściłby wszystkiego w jednym tomisku (u nas we dwóch). I chyba dobrze, ponieważ włączenie do gry dotychczasowych postaci drugoplanowych tylko powiększa, uatrakcyjnia budzi ogromny podziw dla autora za tak szeroki, szczegółowy świat, jakim są dzieje rodów Westeros.

    OdpowiedzUsuń
  3. Planuję się za to zabrać, ciągle sobie mówię, że czas czytać, a i tak zawsze coś innego mi wypada. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czwarty tom jest trochę nudny, za to piąty znakomity :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę jak najszybciej dorwać GoT... Uwielbiam serial i wprost nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę sę za powieści, jednak jak na razie uniemożliwia mi to niestety brak funduszy oraz niechęć do książek z biblioteki :( Pręczej czy później na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...