czwartek, 1 maja 2014

George R. R. Martin: Nawałnica mieczy. Krew i złoto






Martin w tej powieści zrobił coś naprawdę niesamowitego. Już przy czytaniu tomu poprzedniego miałem wrażenie, że więcej już nie da się tu zrobić – będzie dobrze, bardzo dobrze, wspaniale, ale nic nie przebije pierwszego tomu ‘’Nawałnicy mieczy…’’. Nie da się – zwyczajnie należy to zaakceptować i czekać na tom kolejny. Zaakceptowałem. Zaczekałem. A gdy dorwałem w swoje literackie, chciwe pazury tom drugi, gdy go pochłaniałem łapczywie rozrywając umysłem, doszedłem do wniosku, że ten paskudnik stary, okrutnik przebrzydły i niewdzięcznik łajdacki doprowadził mnie do tego stanu, że przez dwie godziny nie mogłem dojść do siebie, wszystko wokół było zamazane i jakby za mgłą a mój spokojny dotychczas umysł znajduje się w stanie wzburzenia i niedowierzania. Podobno książka powinna być taka, by po przeczytaniu czytelnik chciał nalać autorowi po pysku. Śmiem twierdzić, że po tej książce autor nie wyszedł by z rąk czytelników żywy…
 
Tak wielkie natężenie emocji, akcji, zwrotów fabularnych, które stanowią o sile tej powieści, jest także poniekąd problemem. Nie wyobrażam sobie tego, żeby Martin napisał kiedykolwiek coś, co wstrząśnie mną choć podobnie mocno jak ta. Można wejść na szczyt, ale nikt przecież nie umie latać. Z tego co słyszałem, ‘’Uczta dla wron’’ nie jest już tak imponująca, a większość śmie nazywać ją najgorszym tomem w serii i podejrzewam, że to nawet nie dlatego, że jest zła sama w sobie. Po prostu w tej książce wszystko jest tak intensywne, że jeśli autor wrzuci czytelnika w normalność zostanie to odebrane jako upadek, bo odległość będzie zbyt wielka. I to zakończenie! O zgrozo! To jakby wchodzić cały czas pod górę i spaść – przecież jesteśmy tam, gdzie zawsze, ale będąc na wysokościach tak wielkich nie da się nie odczuwać zawodu powrotem do stanu poprzedniego.

Nie, żeby ta książka była perfekcyjna, ale zakrawa o rozrywkę doskonałą, cholera okrutna! bo, jak każda książka Martina, ma pewne zaniedbania pod względem bohaterów. Co prawda tutaj nie rzucało się to aż tak bardzo w oczy, bo nie pozwalała na to intensywność tego, co mamy, ale pewien niedosyt pozostał. Martwi niemal zupełne ignorowanie Brana. Z tego co słyszałem jest typowany jako jeden z ciekawszych bohaterów tomu szóstego, więc autor zapewne to sobie odbije, ale już na przykład niemal zupełny brak Davosa lub nuda dominująca w rozdziałach o Daenerys (nad czym ubolewam chyba najbardziej…) mnie osobiście przeszkadzały. Autor zrekompensował się wspaniałymi rozdziałami o karle, Jaimiem oraz innych bohaterach, ale mógł dopracować to bardziej.

Tematem, który chciałbym tu poruszyć jest wydanie powieści w naszym kraju. Pomijając już pierwsze wydanie z Amberu, które działa niczym bazyliszek, to wydanie z Zysku wcale nie jest szczególnie lepsze. Książeczka jest malutka, na papierze o jakości toaletowego z ceną, która odpowiada trzem innym książkom. Koszmar. Łudziłem się jeszcze, że jeśli saga stała się tak popularna zdecydują się na to, by wydać je albo w oryginalnych okładkach, albo z filmowymi grafikami, i nie myliłem się… tia… Szkoda jedynie, że na każdą książkę trzeba czekać rok, a to nie koniec niespodzianek. Książek już jest osiem. Serial według zapowiedzi będzie miał siedem sezonów. Co później? Nie można wydać po dwa tomy rocznie i mieć spokój? Nie.  Bo dopóki jest szansa, że czytelnik kupi książkę dwa razy, będą go ciągnąc ile się da. Smutne. 

Tytuł: Nawałnica mieczy. Krew i złoto
Autor: George R. R. Martin
Część: III part II
Okładka: twarda
Stron: 577
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 9.5/10

6 komentarzy:

  1. I na co ja czekam? Muszę wreszcie dorwać pierwszą część i ją przeczytać. Seria Martina jest już tak popularna, że czuję się jak wyrzutek, że wciąż jej nie znam XDD Wszyscy moi znajomi ciągle o niej rozprawiają ;o A skoro jest tak wciągająca i emocjonalna, szczególnie te dalsze części, no to trzeba wziąć się za czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak mówiłam, dla mnie Nawałnica też jest jak na razie najlepsza. I nie umiem powiedzieć, która część podobała mi się bardziej.
    Czytam teraz drugą część Uczty i wciągnęła mnie o wiele bardziej niż pierwsza. A na końcu Martin wyjaśnia, że za bardzo się rozpisał i dlatego w Uczcie wolał skupić się na wydarzeniach w Królewskiej Przystani, natomiast w Tańcu ze Smokami będzie więcej Jona, Danny, Tyriona, Davosa i tego, co za morzem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super. Szkoda tylko, że trzeba będzie czekać aż te książki wyjdą w jakichś sensownych oprawach, ale zawsze zostaje biblioteka. A co do bohaterów, to słyszałem, że jedna ze znanych nam obecnie postaci ma się ponoć zamienić w czarny charakter i przewidywania mieszają się między Sansą, którą wszyscy chcieliby zobaczyć w takim wydaniu i Branem, co do którego autor podobno gdzieś się wygadał... ale równie dobrze może to być ktokolwiek inny, albo w ogóle nikt.

      Usuń
    2. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła przeczytać Taniec. Co do tego bohatera - nie wiedziałam o tym. Stawiałabym raczej na Brana, chociaż Zła Sansa jest rzeczywiście kusząca. Ale jako pierwszy przyszedł mi do głowy Jon Snow.
      Znając pomysły Martina i tak może nas jeszcze wszystkich wykiwać

      Usuń
  3. Gra o tron jeszcze przzede mną - ciekawa jestem jak ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądam serial. Tak, wiem, wiem, najpierw książka, ale strasznie denerwuje mnie ta sprawa z okładkami! Chciałabym już teraz mieć na półce wszystkie tomu wydane jednakowo - ale oczywiście nie, bo po co. Czekam więc na okładki jak i na przypływ gotówki, w przyszłości z pewnością książki zakupię i przeczytam, jednak jak na razie - zadowalam się serialem ;)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...