piątek, 30 maja 2014

Brandon Sanderson: Droga królów




Obawiałem się trochę tej książki, bo cudowności o niej brzmią wszędzie wokół, a pochwał nie ma końca – wszyscy wiemy jak może się to skończyć. Poza tym ta objętość! Ale cóż… nie jest to drugi Steven Erikson, nie zostanie następcą George’a R. R. Martina, nie jest podobny do Dana Simmonsa, nie przypomina Brenta Weeksa, nie jest przeznaczony tylko dla fanów Patricka Rothfussa, nie jest na dobrej drodze by zostać nowym Sapkowskim, nie jest jak Robin Hobb, nie kroczy drogą Tolkiena, nie prosi się o porównania do Ursuli K. LeGuin, nie stanie się nowym Clivem S. Lewisem, ani Nortonem, ani Kayem…  nie jest kolejnym Cookiem.
Jest Brandonem Sandersonem.
I jest zajebisty.

Gdy po kilku minutach czytania kończysz kilka pierwszych rozdziałów, względnie ciekawych, potencjalnie interesujących i dających nadzieję na coś dobrego i uświadamiasz sobie, że ni stąd ni zowąd minął tydzień a Ty skończyłeś książkę nie wiedząc kiedy, wiesz, że nie było to coś przeciętnego. To jakby zasnąć i po chwili drzemki uświadomić sobie, że pośród sennych marzeń spędziliśmy cały tydzień. Zniknąłem na czas czytania tej książki. Jest tak niepozorna, przyjemna i wciągająca, a jednocześnie tak emocjonująca… mówi się, że książki to złodzieje czasu. Cóż, jeśli miałbym porównać do czegoś ‘’Drogę królów’’ to jedynie do złodziejskiego gangu który na oczach tłumu widzów pozostawia półki puste i mętlik w głowie. Powiedzieć, że ta książka jest wciągająca to trochę za mało. Ona porywa. I nie ma litości. Więzi czytelnika i torturuje go wspaniałością.

Cykl zaplanowany na dziesięć tomów to bardzo ambitne zadanie, ale po tym co przeczytałem nie mam wątpliwości, że autorowi nie sprawi to większych problemów. Powieść ta jest jak potężny prolog, po którym wiemy, że mimo jego wspaniałości i tak możemy dostać jeszcze coś więcej, i jeszcze coś lepszego, i jednocześnie nie czujemy niedosytu, bo to co dostajemy i tak jest poza wszelką granicą niesamowitości. To naprawdę imponujące jak coś może być tak… proste,  a jednocześnie niebanalne, oraz tak oryginalne, i jednocześnie nie przekombinowane. Ta książka pokazała kto będzie liczył się w najbliższych latach jako król fantastyki i myślę, że przy odrobinie szczęścia Martin może zacząć bać się o swoją popularność. Zwłaszcza gdy za ten materiał weźmie się ktoś ambitny, bo jest nad czym pracować…

System magii to coś, czego obawiałem się najbardziej, i coś na początku wywołało delikatną dezorientację, ale naprawdę niewielką, bo autor szybko ukazał podstawowe zasady jakie rządzą tym światem a dalej podrzucał czytelnikom jedynie malutkie smakowitości i (nie) dopowiedzenia, by owy świat pogłębić i uwiarygodnić. Całość poraża. Autor wprowadził tyle własnych zasad, tyle modyfikacji i pomysłów, że zachwytów nad pomysłowością i pracowitością autora naprawdę końca nie było. Na szczególną uwagę zasługują spreny – byty, które są jakby odzwierciedleniem natury danej rzeczy. Jej uzewnętrznieniem. Są ogniospreny, życiospreny, wiatrospreny… mam nadzieję (uzasadnioną), że autor poświęci im jeszcze trochę uwagi. Chociaż wspaniałych elementów tam jest tyle, że na czymkolwiek by się skupił, ja i tak będę zachwycony. Ta książka posiada mnie na własność.

Zaskakujące to jak autor przemyślanie rozbudował tło swojej historii. Nie wgłębiając się w szczegóły powiem tylko tyle, że aby wiarygodnie zbudować tło powieści wykorzystując do tego jedną (nie) naturalną  z cech jednego z bohaterów przy czym jednocześnie skupić się na tym by dana postać nie straciła ani nie stała się kimś, kim być zauważalnie nie miała, to prawdziwa sztuka. Delinar, bo to o nim mowa, doznaje naturalnej i pięknej a jednak nadal bardzo wiarygodnej i fantastycznej metamorfozy. W ogóle światem wykreowanym przez autora rządzi przemiana – to na tym skupia się dosłownie wszystko, to jest podstawą. Całość wciąga czytelnika tak bardzo, bo to jak autor operuje przemianami jest po prostu zachwycające.

Delinar jest tylko jednym z bohaterów. Najbardziej wyeksploatowaną liczbą w tej książce jest dziesiątka i prawdopodobnie tylu spotkamy znaczących postaci. Z tego co wyczytałem w każdym tomie autor skupi się na jednej z nich, co jest pomysłem z jednej strony świetnym, bo nie spowoduje to chaosu który powstałby, gdyby każdy bohater próbowałby wyjść na przód, ale jednocześnie co stanie się, gdy nadejdzie czas skupić się na bohaterze, którego czytelnik nie lubi? Ta książka skupiała się na Kaladinie, i jego historia, mimo iż trąci odrobinę banałem, została tak sformułowana, że stwierdziłem, iż jest to jeden z moich ulubionych bohaterów literackich w ogóle. Jednak są tacy, których najchętniej utopiłbym w łyżce wody… ale, po tym co przeczytałem, ufam autorowi i wiem, że mnie nie zawiedzie.

Zachwycająca. Cudowna. Wspaniała. To na pewno jedna z lepszych książek jakie czytałem w życiu. Pochłonęła mnie całkowicie. Jej symbolika, historia, fabuła, bohaterowie… każdy element jest lepszy od poprzedniego, a tych elementów jest całe mrowie, i należy spodziewać się ich jeszcze więcej. Tyle smaczków autor tam wplótł! Z samych teorii na temat tej książki można stworzyć odrębną powieść… cudo. CUDO! I to wydanie! Okładka to jeszcze nic, nawet jeśli ma złocenia. To w środku książka zaskakuje. Ona ma kolorowe mapki! Wspaniałości! I tyle pięknych ilustracji, których wspaniałość wyraża się w tym, że jako jedne z niewielu nie sugerują czytelnikowi wyglądu najpiękniejszych scen (a tych pięknych jest mnóstwo) ale raczej pomagają objąć ogrom tego świata. Zabijcie mnie, a i tak kiedyś przeczytam tę książkę jeszcze raz.

Tytuł: Droga królów
Autor: Brandon Sanderson
Część: I
Stron: 960
Okładka: miękka
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 9,5/10
 

15 komentarzy:

  1. Wow, ale pozytywna recenzja. Cóż, zaciekawiłeś mnie. Bardzo chętnie sięgnę. Zapiszę sobie tytuł xD Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że i mnie się kiedyś uda przeczytać. Już chociażby sama objętość tej książki jest bardzo zachęcająca :-) A pomysł, by każdemu bohaterowi poświęcić osobną książkę? Ja jestem za :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie troche porazilo tlumaczenie nazw wlasnych (czytalem tylko darmowy fragment), cos co po angielsku brzmi donosle w polskim tlumaczeniu brzmi jak dla mnie dziwacznie. A sama ksiazka niby o Kaladinie ale tytulem nawiazuje do Delinara, ktory w sumie to tak bardzo sie nie zmienil, po prostu przestal zastanawiac co pomysla inni, przestal bac sie ze cos spieprzy, Cala jego przemiana sprowadza sie do zrozumienia kim jest i ze niewiele osiagnie probujac byc kims innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł faktycznie nie odzwierciedla treści, ale wątpię, by ''Słowa światłości'' jakoś ściśle odnosiły się do Shallan, na której ma skupić się tom następny. Może to jakiś kolejny ukryty smaczek autora?
      A co do zmiany Delinara ja brałem pod uwagę jego całokształt - od Czarnego Ciernia do Arcyksięcia słuchającego ''Drogi królów''. Widać jeszcze było przebłyski dawnej chwały i Dreszczu, ale w pewnych momentach znacznie kontrastowało to z tym ''nowym'' Delinarem. Fascynująca postać. Mam nadzieję, że autor szybko dotrze do piątego tomu.

      Usuń
    2. Drugi tom mial sie zwac : The Book of Endless Pages, ale wydawcy sie nie spodobalo. To by bylo bezposrednie nawiazanie do Shallan.

      Przemiana Delinara od Czarnego Ciernia do Arcyksiecia sluchajacego "Drogi krolow" miala miejsce w sumie miedzy prologiem a pierwszym rozdzialem, po zabojstwie jego brata i w ksiazce raczej nie jest przedstawiona.

      Usuń
    3. The Book of Endless Pages? Piękny tytuł. Szkoda, że zmienili, choć nowy też nie brzydki.

      Przecież Dalinar przy prawie każdym rozdziale porównywał swoją dawną chwałę, którą wszyscy wokół pamiętali, z obecną postacią, którą uważali za tchórza. To było widać zwłaszcza pod koniec, gdy spotkał Kaladina. Autor poprzez niego samego i opinię innych budował przemianę tego bohatera.

      Usuń
    4. No tak tylko ze to co jest opisane w ksiazce to stan ze tak powiem zastany. Kiedys byl herosem, mordowal, gwalcil i palil wioski (no moze bez przesady ale lubil sobie pozabijac na polu bitwy), po morderstwie jego brata zaczal zglebiac Droge i trzymac sie kodeksu ktory jego brat uwazal za wazny. Pierwszy raz jak Dalinar wchodzi do gry, juz wszyscy uwazaja go za "ciape" i "lamusa". Ale przeciez to jak go postrzegaja inni nie znaczy, ze on taki jest. Kierujac sie ksiazka postanowil byc podobny do Krola z Drogi i cala jego przemiana w ksiazce nastepuje podczas bitwy na "Tower". Dochodzi w koncu do wniosku, ze nie da rady byc dokladnie taki jak ten Krol z ksiazki, bo on jest zolnierzem i nim zostanie. Reszta jest tylko konsekwencja tego zrozumienia, przestaje bawic sie w polityke, a co za tym idzie przestaje go interesowac co mysla o nim inni. Zaczyna wydawac rozkazy. Czyli wiekszosc tej przemiany miala miejsce w tej przerwie miedzy prologiem a 1 rodzialem w ktorym sie pojawia. Potem mamy tylko zrozumienie :D

      Usuń
  4. Oglądałam dzisiaj tę książkę w Empiku. Toż to tomiszcze! Ale zdecydowanie mam na nią ochotę. Inna książka tego autora jest jedną z pierwszych które zrecenzowałam na moim blogu 3 (4?) lata temu. Do tej pory ją lubię, wtedy chętnie ujrzałabym dalszy ciąg tamtej książki, nigdy się nie doczekałam, ale teraz wydali coś takiego... :). Po Twojej niesamowicie entuzjastycznej recenzji mam ochotę dodać ją natychmiast do koszyka w Arosie, gdzie planuję zakupy, ale przecież mam tam już "Starcie Królów" Martina... (Wiem, późno nadrabiam "Grę o tron").

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Autora najlepiej pamiętam z "Elantris", świetnej książki, która wciąga czytelnika do magicznego świata już od pierwszych stron. Jeżeli nie czytałeś jeszcze, gorąco polecam :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A co sądzicie o Trefnisiu? Jak dla mnie najbardziej intrygująca postać, szczególnie przez to zakończenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trefniś jest fascynujący. Oby w kolejnym tomie było go więcej. Poza tym, gdzieś widziałem grafikę, która przedstawiała dziesięć twarzy, które można było zobaczyć przy rozdziałach. Okazało się, że twarzy jest jedenaście, i jedenastą jest właśnie twarz z maską (co może oznaczać kogokolwiek, aczkolwiek ja stawiałbym właśnie na niego).
      Ten bohater jeszcze namiesza.

      Usuń
  8. Teraz mam chcicę na tą książkę xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę i ja się w końcu skusić na "Drogę królów" , ale to za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...