czwartek, 10 kwietnia 2014

Robert Galbraith: Wołanie kukułki


Nie ukrywajmy – by stworzyć kryminał, który będzie wybijał się pod względem oryginalności i niebanalności, a jednocześnie nie wpadnie w kiczowate, abstrakcyjne dywagacje i nie będzie raził przekombinowaniem, szans już nie ma. Gatunek ten jest tak przemaglowany, wyprany, obejrzany i użyty z każdej strony, że jedynym oryginalnym pomysłem byłoby doprowadzenie do tego, iż zabójcą stałby się sam czytelnik (a to, jak wiemy… już się nie powtórzy, i każdy z Was ostatnio zakopał ostatnie zwłoki w tym sezonie, znaczy, ćśśśśś….). Autor (autorka…? Nie, pozostańmy przy autorze) nie starał się w żaden sposób ponad przeciętność wybić, i prawdę powiedziawszy, jest to jedna z tych sytuacji, gdy właśnie takie postępowanie należy uszanować – kryminał jest już tak wąski, że rozpychanie się nie będzie miało sensu, toteż najlepszym sposobem by tam wejść, jest bezceremonialne wkroczenie bez udziwnień – to udało się w stu procentach.

Kryminały dotychczas kojarzyłem z niewielką objętością (pomijając, rzecz jasna, tomiszcza Larssona). ‘’Wołanie kukułki’’ wybija się pod tym względem, iż oprócz bardzo zgrabnie zarysowanej zbrodni, ma doskonale zobrazowane, opisane, i ocenione tło – Londyn dosłownie pulsuje na kartach tej powieści. Autor zadbał o to, by czytelnik nigdy nie zapomniał gdzie się znajduje i o ile w większości książek nazwałbym to nachalną próbą wciągnięcia czytelnika w świat, tu wygląda to raczej jak próba jak najdokładniejszego oddania klimatu miasta. Wprowadza to także element, który w kryminałach cenię najbardziej – realność. Czujemy, jakby to dosłownie wydarzyło się tuż obok. Po raz pierwszy zazdroszczę anglikom ich pogody – czytanie tej powieści przy odgłosach angielskiej ulicy, wszechobecnej szarości i dudnienia deszczu musi być niesamowite.

Co do zbrodni samej w sobie i – co najważniejsze – zakończenia, osobiście złego słowa powiedzieć nie mogę. Podobnie sprawa ma się z samym przebiegiem powieści – wszystko jest tak, jak być powinno, czyli gdy przez całą książkę czytelnik zbiera poszczególne elementy i wydaje mu się, że doskonale do siebie pasują, a zabójca jest już na wyciagnięcie ręki nagle okazuje się, że nic nie pasuje, że mylił się i autor wykiwał go jak chciał. Bardzo imponującym elementem było jedno zdanie – wskazówka, która mówi czytelnikowi kim jest zabójca, ale wskazówka umiejscowiona tak doskonale, że nikt nie zwróci na to uwagi, powodując na koniec wielki plask w czoło i krzyk ‘’no przecież!’’. Kryminał polega poniekąd na grze z czytelnikiem, a autor wykiwał mnie na każdym ruchu.

Zasadniczą wadą tej powieści jest konstrukcja zakończenia – nie rozwiązanie zagadki samej w sobie, ale to co działo się wówczas wokół. Kolejną jest jej przegadanie – autor cudownie opowiada i całość jest spójną, prześliczną jednością, ale gdyby owa jedność była krótsza o kilkanaście stron naprawdę nic by się jej nie stało. A propos wad – z racji autora możemy doskonale zaobserwować wszystkie błędy jakie popełniła Rowling pisząc jako facet. Oprócz, wspominanych często w wywiadach, elementów ubioru, którymi pisarze – nawet ci dokładni – raczej nie zaprzątają sobie głowy, rzucił mi się z oczy jeszcze jeden bardzo ciekawy smaczek – trwała ondulacja. Który facet by na to wpadł? No i różnorodność kolorów, która porażała czytelnika. Nie było to zbyt przemyślane…

Zalet jest zdecydowanie więcej – przy ‘’Trafnym wyborze’’ wspomniałem, iż mimo okrucieństwa i realności powieść jest przepięknie opowiedziana, i tu nic w tym aspekcie się nie zmieniło. Autorka nadal piszę tak, że chciałoby się wziąć kubek czegoś ciepłego i słuchać tej prześlicznej opowieści. Kolejnym wartym uwagi elementem są charaktery bohaterów. Przyznam szczerze, nie spodziewałem się, iż spodoba mi się to aż tak bardzo, ale zarówno Cormoran Strike jak i Robin Ellacott wywołali u mnie niepohamowaną sympatię. Gdyby doszło do ekranizacji Emma Watson w roli Robin byłaby doskonałym wyborem. Perfekcyjnym. Cała powieść sprawia czytelnikowi mnóstwo rozrywki i zmusza do wysiłku umysłowego. Z niecierpliwością czekam na tom kolejny!!

Tytuł: Wołanie kukułki
Autor: Robert Galbraith (J. K. Rowling)
Część: I
Stron: 451
Okładka: twarda
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 7/10
 

3 komentarze:

  1. Dokładnie, tego nie pisała męska ręka...:) Czytam właśnie i póki co podoba mi się ta opisowość, rozwlekanie, można się delektować klimatem, tak samo jak w "Trafnym wyborze".

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli zakup tej książki raczej nie będzie stratą pieniążków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka czeka w kolejce :D Trochę mi głupio, że to od niej zacznę swoją przygodę z panią Rowling, no ale cóż :) Tak wyszło :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...