piątek, 4 kwietnia 2014

Jarosław Grzędowicz: Pan Lodowego ogrodu Tom I




Nareszcie! Po nieskończenie długich oczekiwaniach, poszukiwaniach, podejściach i próbach nastał moment zmierzenia się z jednym z największych bestsellerów polskiej fantastyki ostatnich lat. Jak w przypadku wielu książek, które obrosły tak wielką sławą, tak i tu, obawiałem się, iż powieść nie sprosta moim wymaganiom. Dochodzi do tego fakt, iż jest to polska fantastyka, czyli rzecz, za którą, prawdę powiedziawszy – mimo kilku wyjątków – nie przepadam. Poza tym-science fantasy jest to gatunek, w którym doświadczenie mam znikome, toteż obawy były spotęgowane dużo bardziej niż w przypadku innych powieści. Okazało się jednak, iż mimo wymagań, sławy, obaw i objętości – powieść jest pod niemal każdym względem niesamowita.

Próbowałem dowiedzieć się do ilu krajów zostały sprzedane prawa do wydania tej powieści – jest to przecież bardzo dobra fantastyka, która tak samo może cieszyć zarówno Polaków jak i ludzi z zagranicy – jest uniwersalna, co stanowi jedną z wielu zalet tej powieści. Niestety, jedyną informacją jaką znalazłem było wyrażenie chęci wydania tej powieści w… Finlandii. To w sumie nie dziwi – bohater jest w połowie Finlandczykiem – ale dlaczego, u licha, tylko tyle? Tej książce nie brakuje absolutnie niczego i przy odpowiednim marketingu stałaby się znacznym bestsellerem – co prawda nie tak wielkim jak na przykład ‘’Gra o tron’’ (chociaż gdyby HBO chciało zrobić serial…) ale zawsze, bo ma niemal wszystko, co posiadają obecne rozchwytywane książki. Niestety, bestsellerem jest tylko w Polsce – dlaczego, nie wiem, ale pozostaje tylko mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

Co do samej książki, podszycie jej ‘’Wiedźminem’’ rzuca się w oczy dosyć znacznie. Najwięcej wątpliwości budzi Cyfral – żyjątko, które działa niemal identycznie jak Wiedźmińskie zioła. Poza tym jest jeszcze nieuchwytna kobieta, ciągłe leśne poszukiwania, tajemniczy wędrowcy, krwawe bitwy i mnóstwo innych, mniej lub bardziej zużytych elementów. Mimo to, powieść nie nudzi schematycznością, bo każdy z tych elementów został wykorzystany tak sprawnie i odziany w sytuacje tak świeże i intrygujące, że w ogóle nie zwraca się na to uwagi. Widać, iż autor zadbał o to, by każdy element powieści miał solidne podstawy i mimo iż powieść to fantastyka często wydaje się być bardzo realna. Brakuje jej co prawda do sagi Wiedźmińskiej całkiem sporo – autor skupił się na klimacie, którego realnie zobaczyć nie możemy i zaniedbał (tak uwielbiany przeze mnie) aspekt realności natury. W Wiedźminie, jak bohater jest w lesie, czuć każdy jego listek. Jak Vuko jest w lesie, czuć tylko zapachy obcej planety.

Powieść zaimponowała mi jeszcze pod jednym, bardzo znaczącym względem. Tu z kolei widać subtelną inspirację ‘’Hobbitem’’ (można by nawet rzecz, iż przypadkową). Otóż mimo osadzenia historii w świecie science fantasy, która dzieje się na obcej planecie jest to także doskonale skonstruowana, nie nudząca, co prawdę powiedziawszy często zdarza się w tego typu powieściach oraz gnająca na łeb na szyje a jednak nieprzytłaczająca czytelnika… powieść drogi. Z tego zdałem sobie sprawę, szczerze przyznam, pod sam koniec – tym większy był mój podziw dla autora. Tak zgrabnie urozmaicić czytelnikowi podróż pośród lasów i wiosek to naprawdę trzeba umieć. Znajdzie się jednak aspekt, który bardzo mnie zawiódł – zakończenie. Ściślej mówiąc, jego otoczka, bo zakończenie samo w sobie bardzo mi się podobało. Otóż w otoczce zakończenia nie podoba mi się to, iż autor posiłkował się tu nie swoją wyobraźnią. Szkoda.

Na koniec: o wydawnictwie. Udało mi się dorwać to nowe wydanie z prześliczną, zintegrowaną okładką. Na plus, i to potężny, zasługują zapierające dech w piesiach ilustracje: nie dość, że nieziemskie, to jeszcze obrazujące takie fragmenty, które nie zdradzają fabuły, toteż pozwalają na to, by cieszyć się wszystkimi na raz bez obaw iż zdradzą nam jakiś ważny szczegół. Niestety, przy dokładnym przyjrzeniu się jednak widać, iż książka nie jest szyta, ale tylko takową udaje… co w zasadzie nie przeszkadza cieszyć się lekturą, jednak niesmak pozostał. Największym błędem wydawnictwa jest… brak kontynuacji. Otóż obecnie nie da się dostać drugiego tomu, a trzeci jest zdobyć ciężko. To rażące zaniedbanie, zwłaszcza, że zakończenie zmusza czytelnika do wzięcia drugiego tomu natychmiast! Mimo kilku wad, książkę, rzecz jasna, polecam gorąco! 

Tytuł: Pan  Lodowego ogrodu
Autor: Jarosław Grzędowicz
Część: I
Okładka: zintegrowana
Stron: 541
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ocena: 8/10

3 komentarze:

  1. Mam za sobą dwa tomy i oceniam je pozytywnie. Nie mogę się doczekać kolejnych dwóch.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabrać by się kiedyś za Pana Lodowego Ogrodu :) Polskich autorów zazwyczaj nie bardzo lubię, ale jeśli chodzi o fantastykę - jest naprawdę na dobrym poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nigdy nie miałam ochotę po nią sięgać, być może kiedyś do tego dojrzeję :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...