piątek, 25 kwietnia 2014

Dan Simmons: Trupia otucha




Jak się w swojej krótkiej karierze czytelniczej zdążyłem przekonać – zaskakująco częstą wadą powieści debiutanckich, jest nieumiejętność wykorzystania dobrego pomysłu. To także cecha książek napisanych zbyt wcześnie i zbyt pośpiesznie, ale nie o tym. ‘’Trupia otucha’’, mimo iż nie jest debiutem (raczej jedną z pierwszych powieści autora)  prezentuje według mnie przykład powieści zupełnie odmiennej – opartej na raczej słabym i niezbyt imponującym pomyśle, ale za to wykorzystanym w taki sposób, że to w zasadzie nie stanowi szczególnej różnicy, gdyż powieść poprzez wyczynowe zabiegi autora – nawet mimo kulejących elementów – pochłania się bardzo szybko i z radością.

Muszę się nie zgodzić z tym, by zakwalifikować tę powieść jako horror. Owszem – były momenty, które mroziły krew w żyłach, przez które siedzenie samemu w ciemnym pokoju wydawało się katorgą a wyjście do toalety w środku nocy napawało przerażeniem… ale to były tylko momenty – krótkie, szybkie i mimo ich intensywności trudne do zapamiętania. Dużo więcej elementów kwalifikowałoby się natomiast do powieści sensacyjnej, bo pościgów, strzelanin, wybuchów, knowań, manipulacji (paranormalnej, bo paranormalnej, ale jednak), zdrad, zwrotów akcji i trupów to w niej zdecydowanie nie brakowało. W połączeniu z mrocznym klimatem dałoby to bardzo dobry thriller, ale autor uparł się na horror i wyszło jak wyszło.

Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści – elementy ‘’z przeszłości’’ zostały wplątane w książkę i połączone z elementami ‘’z teraźniejszości’’ w naprawdę sensowny sposób i całość prezentuje w tym aspekcie bardzo spójną całość. Na pochwałę zasługuje także lekki ale nie banalny styl autora, sprawiający, iż zbędne  fragmenty (a z przykrością muszę stwierdzić, że jest ich trochę, bo książka wydaje się być znacznie przegadana), które normalnie stanowiłyby gwóźdź do trumny,  teraz były zbędnymi acz zjadliwymi przystankami. Gdyby ta książka była tak o trzydzieści, do pięćdziesięciu stron krótsza, naprawdę nie wywołałoby to żadnej tragedii, przeciwnie, akcja może nabrałaby jeszcze większego tempa… ale i tak nie było najgorzej.

Książka – mimo tego iż porusza zarówno problemy rasizmu (porusza go całkiem znacznie, jednak, na szczęście, nie przypomina to szturchania ula patykiem) jak i antysemityzmu – poprzez skupienie uwagi bohaterów tylko na jednym elemencie nie rozdrabnia się na te poszczególne aspekty ale próbuje ukazać zło w znacznie szerszej skali i w znacznie bardziej rozbudowany sposób, niż gdyby autor zdecydował się na zgłębianie tylko jednej strony. Już sam dobór bohaterów – polski Żyd wraz z afro amerykańską dziewczyną poszukujący niemieckiego obersta i (co ważne) białej staruszki  – stanowi przedsmak rozmachu jaki autor starał się tu ukazać. Według mnie – zdecydowanie się to udało.

A propos bohaterów – tu muszę napisać, że ich kreacje a także ich zachowanie zostały stworzone w naprawdę imponujący sposób. Doskonałym i bardzo dobrze skonstruowanym zabiegiem było obsadzenie w roli głównego bohatera psychiatry, bo pozwalało to w sensowny i zgrabny sposób ukazać motywy jakimi kierują się bohaterowie, przez co czytelnik miał jakiś punkt zaczepienia przy ocenie danych bohaterów, jednak autor sprytnie nie zdradzał wszystkiego, co pozostawiało przyjemny smaczek niepewności. Usprawiedliwia to także poniekąd objętość książki – powieść ma tylu bohaterów, i stworzonych w tak dokładny sposób, że nie było możliwości, żeby zmieścić to w raptem kilkuset stronach. Jedyne, czego żałuję to to, że autor nie zdecydował się napisać kontynuacji. Książkę polecam wszystkim, bez wyjątku, bo stanowi bardzo dobrą rozrywkę.

Tytuł: Trupia otucha
Autor: Dan Simmons
Część: - 
Okładka: twarda
Stron: 968
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 6,5/10 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...