niedziela, 16 marca 2014

Samantha Shannon: Czas żniw


Miło młodego wieku, bo autorka ma zaledwie dwadzieścia trzy lata, mimo niedoświadczenia, bo cóż można doświadczyć przez taki okres czasu, i mimo dużej konkurencji na młodzieżowym rynku książki akurat ta musiała się przebić. To imponujące, że osoba tak młoda stworzyła książkę tak… dużą i… szeroką. Ale to nie autorkę czytałem, lecz to co stworzyła, i nawet jeśli jej młody wiek robi wrażenie, to należy skupić się na tym, co prezentuje sama książka. Jest to dzieło, które aspiruje do miana oryginalnego. Stara się wykorzystywać elementy, które nie zostały jeszcze wyssane doszczętnie przez rządze pieniędzy mierne pisarki, jednak cała powieść, mimo iż jest to zgranie zawoalowane, jest podszyta popularnymi obecnie książkami. Przede wszystkim wybijają się tu ‘’Igrzyska śmierci’’, choć i Potter by się znalazł. A także wiele więcej.

Oprócz wieku autorki powieść zaskakuje skomplikowaniem. A raczej tym, że została skonstruowana z naprawdę wielu elementów, które widać od samego początku. Wpleść w fabułę rzeczy tak banalne jak jasnowidzów i ich podział to naprawdę trzeba potrafić i tu, przyznać muszę, autorce się udało, jednak jest to jedna z niewielu rzeczy, która w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus. By wizualizować ogół powieści wyobraźcie sobie puzzle – wielkie, trzy, albo i cztery tysiące – które przedstawiają… niebo. Albo mur. Z tą powieścią jest podobnie. Mimo wielu elementów, które pasują do siebie tworzą zgrabną całość okazuje się, że to tak naprawdę kolejny, nic nie znaczący, blady obrazek. Kolejne kilkaset stron o niczym. Książka, która została napisana, by zostać napisaną. Pusta.

Jeśli wziąć podstawowe elementy fabularne jest to powieść w niczym nieprzypominająca ‘’Igrzysk…’’, bowiem w tych widocznych na pierwszy rzut oka elementach czerpie z nich tylko odrobinę. Całość wygląda trochę tak, jakby prezydent Snow przeniósł się na ulicę Pokątną i tam rozpoczął swoją tyranię. Jak wspomniałem, książka  ma wiele elementów i nie jest to tak proste, jednak tanie i miernie sklecone podszycie z innych powieści młodzieżowych wychodzi na wierzch, a im głębiej w lekturę, tym bardziej. Według mnie nie udało się tego autorce ukryć, jednak z tego co wyczytałem w opiniach, jestem w mniejszości, niestety całkiem znacznej.

Największą wadą powieści, oprócz rzecz jasna tego, że niczego sobą nie reprezentuje oprócz pracowitości autorki, jest jej bohaterka. W sumie nawet nie wiem jak ją określić – jest opisana tak niedbale, powierzchownie i płytko, a jej przemyślenia są tak błahe i banalne, że (w tym momencie zapomniałem jej imienia, co nie świadczy o niej dobrze…) Paige przelewa się przez karty powieści jak szary, niepozorny duszek, który został wplątany w intrygę niby to przypadkiem, i niby nie wie o co chodzi. Usilnie autorka próbowała ją kreować na zakochaną buntowniczkę, osobę delikatną acz stanowczą, sarkastyczną, zabawną i ciepłą, jednak nie udało się to. Za każdym razem, gdy w czymś uczestniczyła jej myśli porażały banałem.

Jako zaletę i prawdopodobnie jedyną rzecz, która znacząco wyróżnia tę powieść spośród innych, popularnych obecnie, powieści dla młodzieży jest wątek romansowy. Ściślej mówiąc – jego brak. To też nie jest tak, że powieść pozbawiona jest tęsknych myśli, wzdychania za ukochanym i uczuciowego trójkąta, jednak przewija się on tak delikatnie, nienachlanie i niezauważalnie, iż większość fanek ‘’Zmierzchu’’ pewnie będzie kręciła nosem, że za mało jest blondasków i zakochanych oczu. Ja nie narzekałem. Introspekcje wplecione w fabułę znacznie przybliżyły jego sylwetkę, tworząc tęsknotę bohaterki naturalną, a jednak nie wybijającą się poza sferę wątku pobocznego.

Tak jak większość powieści napisanych przez osoby młode, tak i tutaj – nawet jeśli dopracowana pod względem konstrukcyjnym – jest napisana w sposób, dosłownie, ledwo znośny. Niektóre dialogi przyprawiały o mdłości żałosną patetycznością i nienaturalnością. Wiele pracy przed autorką. A jeśli powstanie kiedyś ekranizacja, najchętniej widziałbym tę książkę jako kreskówkę. Animowany serial stworzony z tej historii byłby według mnie lepszy niż film, który musiałby znacznie okroić wydarzenia tym samym obniżając jedną z niewielu dobrych cech tej książki, czyli jej skrupulatność i dopracowanie. Szczerze, nie rozumiem dlaczego stała się tak bardzo popularna, że przetłumaczono ją na tych kilkanaście języków, ale jeśli już jest, to mam nadzieję, że następne tomy będą lepsze, bo przyznać trzeba, potencjał mają spory.

Tytuł: Czas żniw
Autor: Samantha Shannon
Część:I
Stron: 497
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ocena: 4/10

4 komentarze:

  1. Okładka do mnie nie przemawia i fabuła jakoś też nie za bardzo:/

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, to chyba pierwsza negatywna recenzja tej książki jaką mam okazję czytać. Mnie się Czas żniw akurat bardzo podobał:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czemu, ale tak myślałem, że napiszesz coś przeciwnego niż inni ;P Książka u mnie wciąż czeka na półce na odrobinę czasu i mimo wszystko myślę, że mi się bardzo spodoba, no ale zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się, nie rozumiem zachwytów nad tą książką! Nie była zła, ale żeby zaraz GENIALNA? Jak dla mnie momentami była... nudna. Wiem, wiem, ale to prawda. Co z tego, że świat i akcja teoretycznie były ciekawe, skoro w ogóle nie zżyłam się z bohaterami i nic mnie nie obchodziło, co się z nimi stanie (może poza Sebem)? Cieszę się, że nie tylko ja jestem zdziwiona zachwytem, w którym wszyscy rozpływają się nad tą powieścią (za co?!). Jest fajna, ale nic specjalnego. I tyle.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...