czwartek, 20 lutego 2014

Mamona z nutką Weinberga, czyli ''Amerykański przekręt''



Nie ukrywajmy – ta książka nie miałaby najmniejszej szansy na to, by ukazać się u nas gdyby nie fakt, że film inspirowany historią w niej zawartą został obsypany nominacjami do wielu nagród.  Co do samego filmu – słusznie, że nikt nie nazwał tego ekranizacją, bo wątki łączące obie historie są znikome. Jak to bywa w inspiracjach – za co należy dziękować reżyserowi, że się nie zagalopował – wybrano momenty najciekawsze u ustawiono wokół nich swoje własne – czy lepsze, czy gorsze to już zależy od gustu – efekty. Ekranizacja tej powieści to byłaby sprawa naprawdę ciężka, poza tym, według mnie, zupełnie bezsensowna.

Jak to w przypadku biografii bywa – bo do biografii tę książkę bez problemu można zaliczyć – występuje tu prawdziwa mnogość i deszcz suchych faktów. Na szczęście fakty, mimo iż suche, nadal mogą prezentować się całkiem ciekawie, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę fakt, że dotyczą człowieka tak niesamowitego jak Mel Weinberg. O bohaterze będzie później, skupmy się na książce: ekranizacja nie wchodziłaby w rachubę z bardzo prostego powodu – w tej książce niemal nie ma fabuły. Trzydzieści procent książki to kwoty na jakie Weinberg oszukał ludzi i ich nazwiska, sześćdziesiąt dziewięć procent książki to opis jak ich oszukał, i ostatni procent to jego prywatne życie oraz on sam.

Proporcja bardzo nierówna, co działa na niekorzyść, bo osobiście chciałbym poznać więcej, nie tyle szczegółów prywatnego życia bohatera, ale jego samego i jego kobiet – zwłaszcza Marie. Bohaterowie to najsłabszy element tej powieści – wspominani tylko ci, którzy zostają oszukani. Reszta – z życia głównego bohatera, z jego młodości – jest sukcesywnie omijana i ignorowana. Rozumiem, że autor chciał uszanować prywatność i omijał prywatne porachunki, jednak czasem działy się rzeczy warte uwagi, a jednak wspominano o nich tylko mimochodem, w jednym zdaniu. Wielka szkoda.

Co do samego Weinberga, to wzbudza doprawdy skrajne emocje. Z jednej strony człowiek, który całe swoje życie okradał ludzi, wykorzystywał ich nadzieję śmiejąc im się w twarz, ciągnął za nos i portfel kogo się dało i jak długo się dało. Nieznający moralności oprych bez skrupułów, godna pożałowania szumowina i – użyję tu tego z premedytacją – menda społeczna i wrzód na ciele narodu. Ale naród zdrowym ciałem na pewno nie jest, co prezentuje drugą stronę bohatera. Wykorzystuje swoje umiejętności, którymi nie pogardziłby żaden policjant, by wpakować do więzienia polityków, którzy od bohatera różnią się tym, iż nie dość, ze kradną, to w dodatku biorą jeszcze za to pensję.

Nie śmiem go osądzać, bo książka nie przedstawia wszystkich faktów, jednak z racji tego, iż nie widać bo Weinbergu skruchy – mimo jego współpracy z FBI – nadal jest zwykłym oszustem który okradał ludzi żerując na ich problemach i naiwności. W ten sam sposób wykorzystał także polityków, tym razem wykorzystując ich poczucie władzy i – rzecz najważniejszą – chciwość, ale to nie wybiela jego występków. To smutne, że istnieją ludzie, którzy zdobywaniu pieniądza podporządkowali swoje calusieńkie życie – od początku do końca, bez przerwy, mamona z nutką Weinberga.

Mimo natłoku liczb, pokrętnych tłumaczeń przekrętów i ogromu, naprawdę deszczu nazwisk całość czyta się zaskakująco lekko. Nie jest to na pewno lektura na jeden wieczór, bowiem by połączyć wszystkie wątki – a było ich naprawdę mnóstwo – należy się mocno skupić. Nie mogę powiedzieć, iż to lektura wciągająca i przyjemna – za dużo w niej osobnych wątków, co powoduje trochę niespójności i znaczny chaos. Mimo wszystko – książkę polecam, choćby po to, by zobaczyć jak zarabia się prawdziwe pieniądze w polityce (przyznam, skojarzeń z naszym premierem miałem kilka…)

Tytuł: Amerykański przekręt
Autor: Robert W. Greene
Część: -
Stron: 424
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 6,5/10
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...