niedziela, 29 września 2013

Michael Grant: Gone: Faza szósta: Światło



 Ostatni tom cyklu to jakby dwa zakończenia w jednym: pierwszym zakończeniem są rzecz jasna ostatnie strony danej książki, tym drugim natomiast cała powieść, jako że wieńczy dzieło. Do całej serii nigdy nie byłem przekonany i nie zamierzałem tego ukrywać jeżdżąc po plastikowych kukłach imitujących bohaterów tej powieści oraz wytykając co żałośniejsze kombinacje autora na temat świata, jaki stworzył, a kombinacji było sporo, i niemal żadna mi się nie podobała. Tomy czwarty i piąty były tak średnie, że nie zaszczyciłem ich nawet moją recenzją, ale tom szósty już sobie na to zasłużył, choćby z faktu, że jest ostatni.

Mimo mojego kręcenia nosem na tę serię i większość rzeczy, które autor, w moim mniemaniu, tak niestarannie i tanio wplótł w tę opowieść, czytając ostatni tom niemal łezka mi się w oku zakręciła. Ale tylko niemal! Od razu muszę powiedzieć, że jest to najlepszy tom serii. Co ciekawe, przed przeczytaniem tej książki z opinii wynikało, że zakończenie było do bani, cóż – tak jak cała seria, ale tu przynajmniej było to ograniczone do minimum. Te mierne udziwnienia, jak potężne robale albo psychopatyczne dzieci odeszły w niepamięć – tu mamy jasko określone zło, jasno określone dobro, a mimo tej prostoty wszystko zgrabnie skonstruowane. W końcu!

Muszę tu jednak napisać o jednej rzeczy, którą niestety zauważyłem dopiero teraz, a na którą chyba niewiele osób zwróciła swoją uwagę: jak to jest, że od pierwszej do ostatniej powieści mija rok, a autor opisuje w każdej części raptem 3 lub 4 dni? To znaczy, że to był świat takich skrajności, że albo nie działo się zupełnie nic, albo działo się wszystko na raz w odstępie kilku miesięcy? To spora wada serii, bo podważa jej logiczność. Zakładając oczywiście, że jakąkolwiek musi mieć.

Tak jak narzekałem na Sama, Astrid, Caine’a i resztę, tak nadal mam zamiar to robić. Kolejny objaw skrajności – jeśli bohater się zmienia, to wszystko następuje w jednej chwili. Nie lubię większości bohaterów tej powieści, a w dodatku autor zepsuł mojego ulubionego Edilia, który dzięki Bogu trzyma się trochę z dala, oraz Lanę, o której równie dobrze mógłby nie napisać nic. Pozostając przy bohaterach, musze wyrazić swoją niechęć do pozostawienia absolutnie ‘’bez opieki’’ postaci Robala. Ten dzieciak znika w piątej części i już nigdy się nie pojawia – wiadomo jednak, że żyje, co można wywnioskować z pewnej sytuacji pod koniec.

Kolejną rzeczą, na którą musze ponarzekać, jest aspekt chrześcijaństwa. ‘’Jak trwoga to do Boga’’ mówią, i bohaterowie będąc w trwodze dosyć sporej, często się do niego zwracali. Autor nie zdecydował się niestety na wyjaśnienie ‘’swojego zdania’’ w tej sprawie – jeden bohater wierzył, drugi nie, trzeci trochę, ale w zasadzie wyszło na to, że nie wyszło na nic. Autor nie raczył pokazać kto miał rację ukazując tym samym co on o tym myśli. Ewentualnie można wysnuć wniosek, że jeśli ten aspekt nie został jasno sfinalizowany, to dla autora jest tak mało waży, że nie warto go ruszać. Szkoda.

Tytuł: Gone. Faza szósta: Światło
Autor: Michael Grant
Część: VI
Stron: 373
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10 

sobota, 28 września 2013

Kolejna odsłona biblioteczki!

Plany ponownego pokazania Wam mojej biblioteczki ciągną się za mną od dawna, ale jako że cały czas coś mi przybywało (co widać na poprzednim stosiku) to strasznie z tym zwlekałem, bowiem chciałem pokazać biblioteczkę pełną i zaktualizowaną, przynajmniej w większości. A oto ona:

Część pierwsza:


Ustawione są w sposób teoretycznie - chaotyczny. Jak widać ma to jakiś sens, ale niewielki. Nie mogłem ułożyć wydawnictwami, choć bardzo bym chciał, bowiem jednego z wydawnictw mam tyle, że nie zmieściłby mi się na jednej półce, a przenoszenie mi się nie podoba, toteż wyeliminowawszy wszelkie inne sposoby ustawienia jako niemożliwe do zrealizowania pozostało mi ustawienie ich w systemie luźnych skojarzeń.



Przyznam, że Znak cudownie wydał książki w serii 50/50. Za to sknocił sprawę z grzbietami serii Jutro, co widać na 5 tomie, oraz trzecim ''Kronik Ellie''. Ta nierówność strasznie rzuca się w oczy.



To puste miejsce, między Kingiem a Grzędowiczem, które obecnie zajmuje mój stary telefon, zarezerwowane jest dla Mortki, bowiem trafił on w pożyczenie do kolegi.


Puste miejsce między Potterami to także efekt pożyczenia, tym razem nie koledze, lecz NiebieskiejMgiełce. 


Mimo że Uczta wyobraźni wygląda u mnie dosyć skromnie to i tak jestem zachwycony tym, jak prezentują się te książki na półce. Na szczęście tym razem z wyglądem idzie również jakość.

Część druga:


Nieobecność ''Gry o tron'' również jest spowodowana pożyczeniem tej książki znajomemu. Nie mogę doczekać się chwili, gdy wezmę ''Starcie królów'', niestety będzie jeszcze musiała odstać swoje na półeczce, ale może już niedługo. 

Część trzecia:


Najnowszy regalik, który wspaniałomyślnie znalazł dla mnie tato, ma jeszcze odrobinę wolnego miejsca, ale już tylko odrobinę. Niestety półka, w której to miejsce jest okazała się być za wysoka na wszystko, co nie jest rozmiaru wydania kieszonkowego...


Te zadem odwrócone książki, to promocyjne zakupy zrobione pod wpływem impulsu. Nie mieszą mi się nigdzie. A ta najwyższa to poradnik dobrego kierowcy, ale nawet mimo tego, że akurat zdaję prawko, nie mam ochoty wziąć się za tę książkę.


Tak jak w poprzednich starałem się, żeby książki leżały obok siebie jakoś sensownie, tak tu się nie dało. Pół półki chaosu.


Tu brakuje tylko ''Dziedzictwa'' od Daugherty, i było by pięć serii pod rząd z dwoma tomami. Nie lubię większości z tych książek, a tygrysów nie zamierzam nawet czytać, ale wyglądają tak cudnie!


No i zakończenie. Też się trochę chaosu wkradło, ale już nie jest tak źle. Kusi mnie bardzo ''Gra o tron i filozofia'', bowiem stojąca obok książka o Harrym Potterze z tej serii bardzo mi się podobała.

środa, 25 września 2013

Stos 19, czyli sklonowane żyrafy kontratakują!


Zamysł był taki, by w stosiku ułożyć je wszystkie w jeden wielki stos, ale okazało się, że za dużo tego. Patrząc na to zdjęcie powinienem powiedzieć: zdecydowanie dość zakupów w tym roku, ale kogo ja będę oszukiwał? Niech tylko wypłata przyjdzie! Muszę sobie jeszcze dokupić kilka kontynuacji, a także powieści, które chce mieć teraz ''bo tak'' ale cóż poradzić. 


Na szczęście nie wszystko z tego kolosa to zakupy - jest także kilka książek wygranych i jedna biblioteczna (Berek) którą czytam obecnie, lecz która nie wzbudza we mnie żadnych emocji. Zwyciężone książki to Pieczęć ognia, Klątwa opali, Nevermore, Gone: Światło oraz Sekretny układ. Książki Kitterdge bardzo mnie kuszą, niestety prawdopodobnie będą musiały odstać swoje na półeczce. Do tego zakupiłem potężnego Conana, który był tani, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę jego gabaryty, oraz powieść graficzną Gra o tron, a raczej pierwszy z sześciu zeszytów.


Cień wiatru to wyczekana perełka. Kupiona w księgarni, w której pracuję. Do tego trzy książki pod powieścią Zafóna, które są efektem dawnych, przypadkowych promocji, oraz dwie ponad, które są cudowne! Książkę Conrada mam już za sobą i bardzo mi się podobała, natomiast Biesy jeszcze przede mną, choć widząc jakie książki są w tej serii szykuje się coś wspaniałego!


Angelfall w zasadzie mnie nie kusi, bo spodziewam się tak romansidła, ale wiele opinii twierdzi, że jest super, toteż chwyciłem. Hodder ma cudną okładkę, teraz muszę tylko dorwać dwa poprzednie tomy. Dziewczyna w stalowym gorsecie to był absolutny must have. Do tego Grzędowicz z cudną okładką,  Droga, którą bardzo chciałem przeczytać oraz Gra Endera, która skusiła mnie głównie swoją ekranizacją.


Uczta wyobraźni! A w niej same wspaniałości. Paragraf 22 to efekt impulsu w mojej księgarni. Ghostwriter i Bezcenny to efekt promocji. 


Kroniki Ellie 3 to był kolejny, absolutny must have. Bardzo lubię serię Jutro, więc i za tę książkę wezmę się niebawem, mam nadzieję. Życie po śmierci to trochę impuls, bo musiałem dobrać coś do darmowej przesyłki. Gra o tron i filozofia to bardzo interesująca mnie książka, zwłaszcza, że Harry Potter z tej serii był bardzo fajny. Do tego Enklawa kupiona w mojej księgarni za kilka złotych, cieniutki Bolano, Sekret Julii i Przez bezmiar nocy kupione tylko dlatego, że mam pierwsze tomy. No i Trainspotting, niestety w wydaniu kieszonkowym. Do tego Ellis, ale najpierw muszę wziąć jego najsłynniejszą książkę, a na tę przyjdzie jeszcze czas.


Świat Jonesa, czyli tytuł zbyt lśniący żeby przeczytać, to chęć poznania tego autora, o którym słyszałem niewiarygodnie dobre rzeczy. Eona to wynik promocji w Matrasie, a te brązowe książeczki to lektury z Biedronki, z którymi mam nadzieję kiedyś się zapoznam. Dzieło wieńczy potężne Starcie królów które krzyczy i ryczy, żeby je wziąć i przeczytać, bo wspaniałe i boskie, ale na razie musi poczekać, choć nie prędko.

wtorek, 24 września 2013

Lavie Tidhar: Osama




Uczta wyobraźni to seria, z którą tak na dobrą sprawę dopiero zacząłem swoją przygodę i z którą nie mam jeszcze zbyt wielu doświadczeń, niemniej, jedna cecha książek z tej serii rzuca się od razu: nieprzewidywalność. Biorę książkę: MAG wydaje fantasy, na okładce jest miasto, więc może Urban fantasy; tytuł wskazuje terroryzm, względnie wojnę, opis daje nadzieję na kryminał, a w rzeczywistości otrzymujemy absolutną mieszankę wszystkiego i niczego zarazem. To jakby w worku kupić nie kota, lecz słonia, i to wściekłego, który może zrobić wszystko od zburzenia nam domu po umeblowanie go w stylu barokowym. Absolutny chaos, słowem: bomba!

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że główny bohater równie dobrze może nie istnieć, bo jest tak papierowy i bezbarwny, że autor nie nadał mu nawet nazwiska. Warto jednak rzucić okiem po raz drugi, bowiem mimo iż Joe (bo tak właśnie ma na imię, choć jest to zupełnie nieistotne) sam nie zmienia się niemal w ogóle, to świat w jakim przyszło mu żyć, lub jaki musi oglądać (ciężko tu bowiem odróżnić rzeczywistość od nierzeczywistości, nawet jeśli owa rzeczywistość jest nie dość, że nie rzeczywista w ogóle, to jest także nierzeczywista w książce) zmienia się i jego bezbarwność traci znaczenie w obliczu barwności, lub nie barwności wydarzeń.

Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem był klimat. Cała książka była zaskakująco mroczna, w dobrym tego słowa znaczeniu (jeśli w ogóle takie istnieje). Bohater zazwyczaj prezentowany jest obok szklaneczki z alkoholem i pośród kłębów dymu. W ogóle cała powieść jest utrzymana w takim impresjonistycznym ujęciu chwili. Ta książka nie składa się ze scen i fragmentów, lecz z chwil, ujęć, chwyconych uczuć i krajobrazów. Taniec cieni, przemijalność gwiazd, pole maków, wschód słońca – w to i wiele więcej autor sprytnie i udanie ubrał wydarzenia, z jakimi nasz bohater musi się zmierzyć.

W tej książce czas nie istnieje. Ewentualnie – istnieje tylko w teorii. Nie chodzi tu rzecz jasna o określenie konkretnych ram czasowych – w wielu książkach nie da się tego zrobić a mimo to posiadają ‘’czas’’, natomiast tutaj autor świadomie, z rozmysłem i co najważniejsze – skutecznie – pozbawił swoją powieść czasu. Tworzy to takie poczucie niebytu: czy to wschód, zachód, południe – wsio ryba. Brak czasu zabrał czytelnikowi bardzo ważny punkt zaczepienia w zrozumieniu powieści oraz dał poczucie, że ta historia gdzieś się ‘’unosi’’. Nie ma jej jeszcze, albo już, albo nie będzie nigdy, albo była dawno temu – kompletny chaos i absolutna wspaniałość!

Jeśli chodzi o język, to początkowo był odrobinę trudny do przełknięcia, jednak po kilkunastu stronach zdecydowanie można się przyzwyczaić. Powieść nie jest napisana genialnie, ale autor rzucił tu odrobiną finezji, sporą dozą rzetelności, oraz kilkoma oryginalnymi fragmentami, wyjętymi niby z czapy, a które współtworzą odrealniony i realny zarazem klimat tej powieści. Jest to książka oryginalna i to powiedzieć trzeba. Dla niektórych okaże się za pewne zbędnie udziwniona, być może słusznie, jednak ja jestem zachwycony. Uczta wyobraźni ponownie nie zawiodła!

Tytuł: Osama
Autor: Lavie Tidhar
Część: -
Stron: 289
Okładka: twarda
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7,5/10

sobota, 21 września 2013

Stos 18

A oto w całej okazałości największy stos NiebieskiejMgiełki:


Po intensywnej nauce. Ciągłym zbieraniu i kupowaniu książek mam przyjemność pokazać wam mój stosik, w którym się znajduje:



Anne Rice: ,,Pokuta'' część I i ,,Kuszenie'' część II,
Veronica Rossi: ,,Przez burze ognia'' część I i ,,Przez bezmiar nocy'' część II,
Tahereh Mafi: ,,Dotyk Julii'' http://ksiazkaniegryzie.blogspot.com/2013/05/tahereh-mafi-dotyk-julii.html część I i ,,Sekret Julii'' część II,
Maggie Stiefvater: ,,Król Kruków'',
Laini Taylor: ''Dni krwi i światła gwiazd'' http://ksiazkaniegryzie.blogspot.com/2013/06/lini-taylor-dni-krwi-i-swiata-gwiazd.html ,
Scott Mariani: ,,Tajemnica Alhemika''.


Przeczytane są już 3 części. Za polecenie i pożyczenie wielkie dzięki Obywatelu Śliwko.
J. K. Rowling: ,,Harry Potter i kamień filozoficzny'',
J. K. Rowling: ,,Harry Potter i komnata tajemnic'',
J. K. Rowling: ,,Harry Potter i więzień Azkabanu,
J. K. Rowling: ,,Harry Potter i czara ognia''.

wtorek, 17 września 2013

Damien Echols: Życie po śmierci




Zaczynając czytać tę książkę liczyłem na opis życia w więzieniu (co jest logiczne biorąc pod uwagę jej tematykę oraz człowieka, który ją napisał)  oraz ukazanie jak zachowuje się w takiej sytuacji – czyli podczas zamknięcia w celi śmierci ze świadomością, że w każdej chwili może nadejść dzień egzekucji – ludzka psychika. Już na wstępie autor ostudza mój zapał twierdząc, że napisał ją, aby czytelnik mógł poznać jego, a nie więzienie. Ten człowiek spędził w celi śmierci osiemnaście lat i już od pierwszych słów można wyczuć pewien chłód i dystans, gdy mówi o więzieniu. Nie ma co się dziwić – gdyby autor wyszedł zupełnie zdrowy i niezmieniony z więzienia, w którym spędził niemal połowę swojego życia, byłoby to co najmniej podejrzane.

Gdy już dowiadujemy się, iż nie będzie to krwawy i brutalny więzienny dziennik, który uświadomi nam jak bardzo zakłamane są filmy i telewizja pokazując nam zakłady karne w tak grzeczny sposób, lecz opis życia autora zadajemy sobie pytanie: a co mnie to obchodzi? Bądźmy szczerzy. To, co przeżył ten człowiek jest niewątpliwie tragedią, ale tak na dobrą sprawę słyszę o nim po raz pierwszy w życiu przy okazji premiery jego książki. Dlaczego miałoby mnie obchodzić co sądzi o świecie? Jego opinia jest cenna tylko w kontekście jego życia za kratkami. Na moim osiedlu, o bardzo wątpliwej reputacji, znalazłbym kilkunastu ludzi którzy byli w więzieniu. Nie takim co prawda, ale więzienie to więzienie. Dlaczego miałbym spędzać czas przy tej książce, zamiast spytać ich i zacząć inną?

Takie myśli targały mną na początku i nadal zastanawiam się, dlaczego nie dostrzegając niemal żadnego powodu by kontynuować czytanie tej książki (oprócz: jak już kupiłem, to przeczytam) skończyłem ją, i to całkiem szybko. Myślę, że powodem tego jest fakt, że autor przekonał mnie do tego, że jest ciekawym człowiekiem. Po prostu czuję, że polubiłbym tego gościa. Miał ciekawe życie, nad którym starał się panować i to jest pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła – miał ciężkie dzieciństwo, ale robił wszystko co mógł, by było lepsze. Nie przyglądał się biernie wydarzeniom, ale robił co się dało by było lepiej.

Gdy już pozna się trochę tego człowieka nie zwraca się uwagi na oczekiwania, jakie powinna nieść ze sobą książka o więzieniu. Autor poświęca dużo miejsca swojemu dzieciństwu i okresowi dojrzewania – co nie dziwi. Przecież to jego jedyne życie. Jedyne doświadczenia, nad jakimi mógł zapanować. Analogicznie do miejsca poświęconemu dzieciństwu, które obfitowało w doświadczenia, więzienie zajęło w książce miejsca dosyć niewiele. Autor streszczał co ciekawsze spotkania lub przemyślenia – tu także ciekawe są jego zapiski które uchowały się z odsiadki – ale ogólnie nie jest tego zbyt wiele.

Sprawa Trójki z West Memphis jest tu opisana z dystansem. Widać, że autor nie przepada za mówieniem o tym – co zupełnie nie dziwi. Człowiek ten trafił wraz ze swoimi dwoma przyjaciółmi do więzienia za coś, czego nie zrobili, bo jakiś policjant się na niego uwziął, a potem puścił w ruch maszynę znajomości. Obrazuje to jak doskonale jest to zorganizowane – żeby przez osiemnaście lat utrzymać takie kłamstwo trzeba mieć nie lada zaplecze. Bezsilność powoduje w człowieku frustrację, niestety, trzeba się z tym pogodzić. To jak walka z wiatrakami. Na końcu książki jest obszerny aneks do tej sprawy, który mimo względnej ‘’nudności’’, polecam.

Jest to książka zdecydowanie dużo bardziej znacząca dla autora niż dla czytelnika. Myślę, że spisując to chciał zostawić ślad po sobie. Może była to też jakiegoś rodzaju forma terapii – nie wiem. Jedno jest pewne – Damien Echols to człowiek niezwykle ciekawy, który spisał poruszającą, prawdziwą, czasem zabawną a czasem wzruszającą, historię swojego krótkiego lecz jakże ciekawego życia. Powieść zdecydowanie warta tego, by się z nią zapoznać, a przynajmniej dać jej szansę.

Tytuł: Życie po śmierci
Autor: Damien Echols
Część: -
Stron: 475
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7/10


niedziela, 1 września 2013

Wyniki drugiego blogowego konkursu!


Nadszedł w końcu ten moment. Trzeba zmierzyć się z kilkunastoma świetnymi tekstami i wybrać jeden, który naszym zdaniem będzie najlepszy. Zadanie było utrudnione, bowiem od początku mieliśmy własne wizje odpowiedzi. Staraliśmy się być na tyle obiektywni, żeby ignorować nasze zamysły i skupić się na tym, co udało się stworzyć konkursowiczom, a natworzyli mnóstwo wspaniałych rzeczy! Niestety, możemy wyłonić tylko dwie osoby, nad czym ubolewamy... ale czas w końcu powiedzieć to, co nieuniknione.

Zestaw numer 1, czyli uczta w stylu paranormal romance w postaci książki ''Strąceni'' oraz ''Spętani przez bogów'' wędruje do użytkowniczki...

Maruda007!

Gratulujemy!

Zestaw numer 2, czyli post-apokaliptyczne i antyutopijne wizje naszego świata w postaci książek ''Enklawa'' oraz ''Zawładnięci'' wędrują do użytkowniczki...

Gia Stembeck!

Gratulujemy!

Składamy też najszczersze gratulacje innym użytkownikom, gdyż wszystkie teksty były WSPANIAŁE i wybór dwóch był prawdziwą torturą.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...