niedziela, 28 kwietnia 2013

[poradnik] Jak z Susanną Clake urżnąć się w szpadel na Uczcie Wyobraźni!


1.       Przekroczyć próg Londynu!

Susanne Clarke raczyła przenieść nas w świat XIX-wiecznego Londynu, pełnego pięknych strojów, dżentelmenów i… magii. Ja osobiście klimat takowy uwielbiam i, o ile dobrze wykorzystany, mógłbym raczyć się nim godzinami. W tej książce ten klimat nie jest wykorzystany dobrze, jest wykorzystany wspaniale! Autorka z precyzją chirurga daje nam raz po razie odczuć klimat ówczesnych lat. Piękno tamtych niesamowitych czasów przesiąka przez książkę i jest fenomenalnym tłem dla wydarzeń, które się tam dzieją. Nonszalancja bohaterów i otoczenia wylewa się z misy zwanej książką pełnej dżentelmenów, dam, pieniędzy, magów, wojny, kłótni i wielu innych czynników, o których za chwilę. Jednak nie tylko Londyn jest w niej ukazany – widzimy także wiele urokliwych miast i miasteczek których wspaniałość wyraża się zarówno w ich wyglądzie, jakże pięknym i niespotykanym, jak w i domostwach, których mroczna pałacowość urzeka, iskrzy i wchłania czytelnika.

2.       Powitać magów, dżentelmenów i łachmytów!

Bohaterowie tej powieści są fenomenalni, a fenomenalność owa wyraża się tak samo w ich naturalności – jak w przypadku postaci historycznych lub quasi-historycznych – jak i w ich nienaturalności – co pokazują nasi magowie. Absolutnie każdy bohater jest ‘’jakiś’’, książka wolna jest od tych tępych, nijakich i szarych jednostek z którymi utożsamić się może większość osób i co powoduje popularność książek z takowymi jednostkami – tu autorka porzuciła chęć zaimponowania młodzieży – thanks God! – i stworzyła bohaterów pełnokrwistych, pięknych wewnętrznie, wyjątkowych pod względem każdym oprócz ich wyglądu – może z wyjątkiem kilku bohaterów, lecz i tu ich uroda nie jest nachalnie eksponowana, a jeśli już widoczna, to ma jakiś cel (patrz: Lascelles).

3.       Zasiąść do stołu, wznieść kielich za styl i talent!

To trzeba powiedzieć wprost: powieść jest napisana genialnie. Mógłbym się tu rozpływać nad boskimi sformułowaniami, przecudownym zbudowaniem powieści, opisami, które genialnie obrazują wspaniałość rzeczy, sytuacji, klimatu i bohaterów, ale na nic to… nic, co mój niedoświadczony mózg mógłby tu nawymyślać w żaden sposób nie oddałby ogromu talentu i pracy jaki autorka zapewne włożyła w tę książkę. To jest jak połączenie elokwencji, doskonałości i niebanalności prozy Umberto Eco z pięknym drygiem do opowiadania jaki posiada J.K. Rowling. Jakby autorka zasiadła przed komputerem/ kartką/ czymkolwiek na czym pisze, podniosła brodę, spojrzała surowo i rzekła – watch and learn, you simpleton.  

4.       Zatańczyć wolno do pieśni elfów!

Rzeczą najczęściej zarzucaną tej książce jest to, że według niektórych, strasznie się wlecze. Cóż, nie wpłynę na wszystkich, ale według mojej skromnej osoby w książkach nie zawsze chodzi o to, by akcja gnała na łeb na szyję – przeciwnie, tak powinno być tylko w niektórych – ta książka daje czas na delikatną kontemplację, zastanowienie, refleksję i przemyślenia. Mnie w żaden sposób nie znudziła. Siedziałem zatopiony w lekturze na tyle, że 700 pierwszych stron pochłonąłem w 4 dni, a nie jest to byle jakie 700 rozmiaru romansideł z Amberu, lecz pełnokrwiste kartki bez sztucznego poszerzania objętości za pomocą marginesów, interlinii oraz czcionki. Chciałbym ją pochłaniać, czytać, czytać, utopić się w niej, a potem przeczytać jeszcze raz. Swoją drogą – stąd opóźnienie w pisaniu tego tekstu – gdy zobaczyłem jak niewiele mi zostało i uświadomiłem sobie, że niedługo przyjdzie czas by rozstać się z tą powieścią, rozkleiłem się wewnętrznie, me trzewia pochłonął mrok żałoby, i te ostatnie rozdziały dawkowałem sobie co jakiś czas.

5.       Odejść, zataczając się, pijani wspaniałością i żałobą.

Nie mam tu na myśli zakończenia powieści – w żaden sposób nie chcę tego zdradzić. Żałoba tyczy się raczej skończenia książki samej w sobie. Tak bardzo, bardzo szkoda jest ją kończyć, odchodzić od niej, zostawić ją samą i nieczytaną choćby na chwilę… To taka książka, za którą się tęskni, o której się myśli, wspomina z łezką w oku. Taka, po której mamy zamęt w głowie i pustkę w sercu.

Podsumowując:
‘’Jonathan Strange i Pan Norrel’’ to przyjęcie tylko dla VIPów.

Autor: Susanna Clarke
Tytuł: Jonathan Strange i Pan Norrell
 Okładka: twarda
Część: I/II/III
Stron: 805
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 10/10

czwartek, 18 kwietnia 2013

[z ostatniej chwili] Stosik nr 14,5!

Skąd ten pół, pytacie? Otóż, stosik miał być o połowę mniejszy niż jest obecnie i miał pojawić się tydzień temu, ale wiadomo, promocja, mistyfikacja - taka sytuacja - i wychodzi na to, że budżet w strzępach, a półki pełne.


Z wyżej zaprezentowanych książek Dotyk JuliiCzerwień rubinu, Sfinks, Forrest Gump oraz Wiedźmin są już przeczytane. Wiedźmina czytałem już jakiś czas temu, a teraz, jako że nadarzyła się ku temu całkiem niezła okazja, postanowiliśmy wraz z NiebieskąMgiełką zakupić sobie po pakiecie (jej widać w stosiku nr 13). Najbardziej, oprócz książek Sapkowskiego, raduje mnie jednak Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa. Książki Sir Artura Conana Doyle'a chodzą za mną od dawna więc postanowiłem zaszaleć i jako że miejsca na półeczce brak kupić wszystkie w jednym tomie. Nie mieszą się co prawda i książka leży bokiem, ale cieszy tak samo.


O prozie Orsona Scotta Carda i jego Enderze słychać wiele dobrego, więc będąc w księgarni upolowałem na sporej promocji (po 16 jedna) dwie z jego książek. Wróg jest z biedronki, o czym pewnie wielu wie, bo ostatnio biedronka cieszy się przychylnym spojrzeniem wielu pożeraczy książek. Nad Trylogią Nowojorską nie zastanawiałem się długo, bowiem oczarowała mnie już po pierwszym zdaniu i doczekać się nie mogę kiedy zacznę ją pochłaniać.

No, ale przyszedł czas na wyjaśnienia tej nieszczęsnej ''ostatniej chwili'' i połowy w numerze stosiku - chodzi o to, że kurier przyjechał, choć już straciłem nadzieję, i przyjechał dosłowne chwilkę temu. Ach! Ci kurierzy, koszmarne mają życie ze zniecierpliwionymi bibliofilami. 

 
Z tych nabytków cieszy mnie najbardziej Jonathan Strange i Pan Norrel, którą zaraz rozpocznę oraz Poezje Poego, którego ubóstwiam, uwielbiam i pokroić bym się dał, żeby mieć go w naszych czasach. Opowieści niesamowite to prezent dla kumpla, który leży w szpitalu, a reszta to efekt niskich cen.

Z racji napływu wiosny mam nadzieję, że znajdziecie dużo oświetlonych i spokojnych miejsc do czytania książek oraz czas, żeby móc tam przesiadywać :)

sobota, 13 kwietnia 2013

[recenzja gastronomiczno-wredna] Kerstin Gier: Czerwień rubinu

Na wstępie, z racji popularności książki, chciałbym ostrzec, że będę krytykował i obrażał, więc osoby, które ewentualnie mogłyby poczuć się urażone z czystym sumieniem mogą tego nie przeczytać.



Przepis na: podróż w czasie z cierpienia, przez zachwyt, do bólu.

- 65 kilo ‘’zwykłej nastolatki’’
- 80 kilo boskości, w postaci boskiego przystojniaka
- 4 kilo chronografu
- 20 dekagramów ładnych wierszyków
- kilka gram krwi
- opasła torba tajemnicy
- kilkadziesiąt kilo innych bohaterów
- tona męki.

Przeczytawszy tę książkę doszedłem do wniosku, że pisarki uważają wszystkich nastolatków za tak głupich, że zazdroszczą kaloszom niezbyt inteligentnych. Dowodem tego jest Gwendolyn – najgorsza bohaterka literacka z jaką miałem styczność od czasów Belli Swan. Gwen jest tak tępa, że za każdym razem gdy coś powiedziała chciało się zrobić wchujmegahiperpotężny spory face palm. Wyobraźmy sobie taką sytuację: przed Waszym domem stoi jakiś facet i patrzy w okna – normalny człowiek albo idzie walnąć mu w mordę spytać o co chodzi, albo dzwoni na policję, ale Gwen nie! Ona jest normalną nastolatką, zatem macha do niego przyjaźnie. Co ciekawe – im bardziej normalna ma być bohaterka, tym bardziej głupia się wydaje, co udowodniła Bella Swan. Ja rozumiem, że nie wszyscy muszą być inteligentni, ale jeśli mi ktoś powtarza zdanie ‘’ Rozumiem – skłamałam’’ przez całą książkę kilkanaście razy, to kurwicy można dostać ciężko to wytrzymać.

Jeśli zaś chodzi o boskość – Gideon to człowiek, który się pojawia we wszystkich książkach dla nastolatek, tylko z innymi imionami, długością włosów i tępą nastolatką, w której przyjdzie mu się zakochać. O boskości! O doskonałości! Po ki grom ty tu jesteś! Jego mega przystojność przyprawia główną bohaterkę o mokre majtki drżenie rąk, kolan, warg, i w ogóle cała trzęsie się jak galareta pocąc się przy tym nieprzyzwoicie, co w połączeniu z emocjonującymi wydarzeniami musi dawać dosyć nieprzyjemny efekt. Ale! To absolutnie nie jest tak, że książka ta ma tylko koszmarnych bohaterów! W zasadzie to wszyscy wokół są całkiem nieźli – polubiłem zwłaszcza Leslie, jej przyjaciółkę,  pozytywną wariatkę ze świetnym poczuciem humoru oraz cioteczną babkę głównej bohaterki, która jest nieco zwariowana i miewa wizje – niemniej dwójka głównych kukieł psuje wszystko.

Tajemnico, książkowy diable! Tak, tu oddać muszę książce, że tajemnic ma ona bez liku, z czego większość jest całkiem ciekawa. Autorka rozpoczęła mnóstwo świetnych wątków, których rozwinięcia się spodziewam i dla których przeczytam kontynuację. Kerstin Gier całkiem zgrabnie przemyślała wszystkie wątki (oprócz miłosnego) co wciąga czytelnika coraz głębiej i nie pozwala się oderwać od książki. Ja osobiście magię opartą na kamieniach, runach, symbolach, czymkolwiek mistycznym uwielbiam, gdyby autorka zamiast poświęcić czas na rozmyślania bohaterki o boskości Gideona bezproduktywne machanie bohaterką w tę i nazad po świecie

Kolejną rzeczą, która mnie zawiodła był sposób napisania. Wiem, że czepiam się tego po raz miliardowy, ale ja po prostu nie rozumiem dlaczego to nie mogłoby być napisane ładnie, tylko zawsze tak beznadziejnie, do bólu prosto. Przecież młodzież nie jest głupia! Chociaż, widząc zachwyty nad tą książką ktoś mógłby tu ze mną polemizować. Z drugiej strony to nie jest tak, że autorka pisać nie umie, bo w książce znajduje się kilka wierszowanych przerywników, które były wspaniałe, naprawdę cudowne!, ale  cóż one dają całej powieści, skoro po przerywniku czeka nas kilkadziesiąt stron grafomańskiej męki.

Podróże w czasie to temat oklepany, choć nadal ciekawy i na czasie. Pani Gier podeszła, przynajmniej do niego, z odpowiednim podejściem i dorobiła do niego tajemne stowarzyszenia, magię oraz mnóstwo tajemnicy. Przyznać muszę że pomysł na wykorzystanie historii jest ciekawy, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że oryginalny. Nie chcę zdradzać za dużo – zwłaszcza w najlepszym aspekcie książki – ale powiedzieć mogę, że krwi tu jeszcze nie było. Jednak biorąc pod uwagę całość powieści stwierdzam, że miłość zdecydowanie zdominowała tę książkę, a wielka szkoda.

Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
 Okładka: miękka
Część: I
Stron: 341
Wydawnictwo: Egmont
Ocena: 5/10

czwartek, 11 kwietnia 2013

Stosik nr 13


Nie liczy się ilość tylko jakość. Oto mały stosik z wielkim połowem.
Troszkę mniej ważne a jednak dobre książki. Ostatnie części Pamiętnika Stefano w końcu jest już cały cykl.
L. J. Smith: Pamiętnik Stefano Tom 5: Azyl.
L. J. Smith: Pamiętnik Stefano Tom 6: Niewola.


Wspaniała zdobycz do mojej biblioteczki. Wielkie łowy. Zanim ocenisz przeczytaj, bo warto:
A. Sapkowski: Ostatnie życzenie, Miecz przeznaczenia.
A. Sapkowski: Król Elfów.
A. Sapkowski: Czas pogardy.
A. Sapkowski: Chrzest ognia.
A. Sapkowski: Wieża jaskółki.
A. Sapkowski: Pani Jeziora.


środa, 10 kwietnia 2013

[recenzja poradnikowo-kulinarna] J.K. Rowling: Trafny wybór



Z racji ciepłego przyjęcia poprzedniej formy recenzji postanowiłem trochę poeksperymentować.

Przepis na: angielskie małomiasteczkowe społeczeństwo.

1.      Zostań J.K. Rowling!

I tu niestety zmuszony jestem Was zmartwić – zmiana nazwiska nie wystarczy.
Autorka hitu, który rozkochał w sobie nastolatków na tony, tym razem rozjebała system zaskoczyła absolutnie wszystkich. Nie opłaca się okłamywać samego siebie – każdy, czy to otwarcie, czy podświadomie, spodziewał się czegoś w stylu Harry’ego – optymistycznego, uroczo niewinnego. Większość, mimo iż miała świadomość, że jest to książka dla dorosłych żywiła nadzieję, iż ich potrzeba historii opartej na dziecięcej nadziei, bohaterstwie i przeznaczeniu, które tak pokochaliśmy, zostanie zaspokojona. Ja miałem to szczęście, że nie ruszyłem na podbój tej powieści od razu po premierze – sromotnie bym się wówczas zawiódł. Kobiecina owa, wyżej wymieniona, wzięła Harry’ego i z zamachem godnym Majewskiego wyrwała go z korzeniami z premedytacją opuściła go w tej powieści. Słusznie!

2.      Zapomnij o Harrym.

Jeśli przemierzając ulice Pagford będziecie żyli nadzieją, że w którymś z domków znajdziemy komórkę pod chodami pełną małego, kudłatego chłopca w okularach to czytanie tej powieści nie ma sensu. Rowling zupełnie odcięła się od uroczych historyjek o sierotach, co wyszło tej powieści zdecydowanie na dobre. Postrzeganie ‘’Trafnego wyboru’’ przez pryzmat Harry’ego Pottera to najgorsze, co może przytrafić się czytelnikowi tej powieści – nie dostrzeże on wówczas wielu interesujących smaczków, jakie ona zawiera. Z serią o młodym czarodzieju łączy ją tylko charakterystyczne dla Rowling zawikłanie sytuacji, które sprawia zarówno zamęt jak i fascynację oraz paskudnie cudowny styl który swoją prostotą i zrozumiałością urzeka, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę talent Rowling do opowiadania – bo według mnie to jest jej największa zaleta – te historie są po prostu fantastycznie opowiedziane.

3.      Zagraj w… The Sims!

Moim skromnym zdaniem ta beznadziejnie głupia źle wykorzystana gra może ukazać pewne rzeczy, które autorka nam podaje. Otóż, Ci co grali i ci co nie grali wiedzą, na czy to polega – pełna swoboda w tworzeniu postaci i jej środowiska. Czytając miałem odrobinę wrażenie, jakby autorka zasiadła do komputera, odpaliła grę, stworzyła człowieka o imieniu Barry Fairbrother, którego lubi większość społeczeństwa po czym zabiła go uruchamiając tym samym lawinę smutku u jednych a radości u drugich. Nie ma w sobie oczywiście sztuczności, w żaden sposób nie chcę zarzucić tej powieści nienaturalności. W rzeczywistości jednak sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana…

4.      Stwórz kilkunastu bohaterów, ich relacje z otoczeniem i… odwróć wszystko do góry nogami!

… a komplikacje te spowodowane są małomiasteczkowymi problemami, takimi jak wybory do rady, plotki, zawiść, problemy rodzinne i wiele innych sytuacji, które w mniejszy lub większy sposób wpływają na fabułę. Pagford z pozoru ma najbardziej polskie normalne i stateczne społeczeństwo jakie tylko można sobie wymarzyć – ze skazami oczywiście, ale które tego nie ma? – od środka jest zniszczone, zdemoralizowane, pełne nienawiści i hipokryzji, co, moim skromnym zdaniem, jeszcze bardziej unormalnia tę powieść. Chcąc oddalić się od wizerunku swoich wcześniejszych powieści autorka stworzyła coś na wskroś innego, do bólu zwykłego i to chyba jest jedną z większych zalet.

Podsumowując:
Książka w swojej wspaniałości zakrawa o ekshibicjonizm roznegliżowując współczesne społeczeństwo poprzez panoramę zachowań bohaterów, których jest naprawdę mnóstwo i z których każdy jest inny. Ukazuje zakłamanie, jakie każdy prezentuje za maską pozorów. Fantastyczna powieść zarówno dla dojrzałych fanów Pottera jak i zupełnie nowych czytelników, lubujących się w powieściach obyczajowych. Fenomenalna panorama społeczeństwa i z pozoru zwyczajne problemy nie pozwalają się czytelnikowi oderwać od powieści.

Tytuł: Trafny wybór (The Casual Vacancy)
Autor: J.K. Rowling
Okładka: twarda
Część: -
Stron: 505
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 8/10


sobota, 6 kwietnia 2013

[recenzja gastronomiczna] Tahereh Mafi: Dotyk Julii




Przepis na: zmarnowanie potencjału książki.

Składniki:
50 kilo potencjalnie świeżej bohaterki
80 kilo stęchłego kochasia
80 kilo dziewiętnastoletniego czarnego charakteru (najlepiej z głębin wyobraźni Granta)
Kilka ton miasta
Szczypta klimatu
Kilkadziesiąt kilo innych bohaterów
Pół tony schematu
Tona przewidywalności
1 rozdwojona jaźń.

Główną bohaterkę poznajemy w czasie dla czytelnika potencjalnie ciekawym – w zakładzie psychiatrycznym.  Zostajemy zaznajomieni z prawami rządzącymi światem poza zakładem, światem bardzo ciekawym – może niezbyt oryginalnym – niemniej interesującym. Julia ma potencjał – dar, który zaowocował jej obecną sytuacją – ale potencjał ten traci, gdy w grę wchodzi miłość. To mogła być fantastyczna bohaterka – silna, inteligentna i lekko ześwirowana, ale nie! Zróbmy z niej kolejną nastolatkę! I tak oto z dziewczyny interesującej zrobiła się zakochaną nastolatką, która już metafory na wyrażenie doskonałości swojego chłopaka bierze chyba z książek Coelho z encyklopedii wybierając słowa na chybił trafił.

Stęchłego kochasia i czarny charakter autorka dodała trochę później. Obaj w chuj doskonali bardzo przystojni. Ociekający boskością, męscy, kipiący testosteronem, napakowani, inteligentni (tu się zagalopowałem). Kochaś nie miał szans na zostanie fajnym bohaterem – taka natura kochasia – ale żeby zrobić z czarnego charakteru schematycznego obłąkańca rodem z ‘’Gone’’ Granta? To już przesada! Nie muszę chyba zaznaczać, że obaj rzucają się na główną bohaterkę z zamiarem konsumpcji jej dziewictwa pragną Julii jak nic innego na świecie. Przecież to jedyna taka Juliana tym padole łez!

A propos padołu łez – autorka wymyśliła całkiem zgrabny świat z elementami antyutopii po czym wyjebała go na śmietnik zupełnie go zignorowała. Jak można olać najlepszy element w książce, ja się pytam? Poznajemy go przez chwilę, po czym znowu go brak. Przewija się kilka razy w drugiej połowie książki – tyle. Znamy jego zasady, ale jako że inne elementy były bezdennie głupie i żałosne słabe, liczyłem, że wyeksponuje chociaż jedną rzecz, która się jej udała. Próżna nadzieja.

Dalsza lektura książki podawała kolejne rozczarowania. Schematy znane z ‘’Igrzysk śmierci’’ są aż nazbyt widoczne. Nie chcę zdradzać jakie one są, bo to zakrawałoby już o spojler, ale są, i samo ich istnienie jest tu zbędne. Podobne odczucia miałem próbując przewidywać zdarzenia – skutecznie. Gdy człowiek zacznie się zastanawiać co się zaraz zdarzy, czyta, i w 90% dzieje się właśnie to, co przewidywał. Koszmar. A jeśli chodzi o kontynuację, to już domyślam się, co będzie się działo w pierwszej połowie, obym się mylił, ale w tym przypadku jestem raczej pewny swego.

‘’Dotyk Julii’’ to ten typ książki, która denerwuje. Miała wszystko, co ma dobra książka, z tym, że zostało to brutalnie zmiażdżone przez schematy, bohaterów, miłość, przewidywalność i zaniedbanie pewnych tematów. Szkoda, naprawdę szkoda. Nie oczekiwałem po niej wiele, bo słyszałem, że jest nastawiona na romans, ale początek książki rozbudził mój apetyt, a kontynuowanie czytania niestety pozostawiło mnie na głodniaka.

Tytuł: Dotyk Julii (Shatter Me)
Autor: Tahereh Mafi
Okładka: miękka
Część: I
Stron: 330
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 3,5/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...