sobota, 30 marca 2013

Alex Flinn: Bestia



Kilka miesięcy temu miałem okazję czytać książkę ‘’Dziewczyna w czerwonej pelerynie’’. Nawiązuję do niej teraz, bowiem ‘’Bestia’’ ma z nią sporo wspólnego. Obie łączy fakt, że autorki zdecydowały się na połączenie popularnego obecnie nurtu paranormal romance ze starymi baśniami. Nie trudno domyślić się, że w tej powieści główne skrzypce grała baśń ’’Piękna i Bestia’’. Baśniowość tej książki jest jedną z jej głównych zalet i zarazem jedną z niewielu w ogóle. Sięgnąłem po tę pozycję z nadzieją na horror, lub chociaż niezły thriller, niestety, ani horroru, ani thrillera ani nawet odrobiny grozy nie dostałem.

Od gatunku paranormal romance ’’Bestię’’ odróżnia perspektywa. Nie ma tu biednej, nierozumianej, tajemniczej, niezdarnej i do bólu szarej dziewczyny, tylko przystojny, choć beznadziejnie głupi, chłopak. Facet jako bohater romansidła to rzecz rzadka, ale spotykana. Kyle jest popularny, przystojny, bogaty. Ma sławnego ojca, znajomości, oddanych przyjaciół. Jak większość bogatych dzieciaków aktywnie korzysta z życia i z pieniędzy tatusia myśląc, że uratują go od wszystkiego. Jednak stał się cud – znalazła się rzecz, w której pieniądze, urok osobisty i znajomości tatusia na nic się nie zdadzą. Ukazując zepsucie zaprasza na bal grubą Gotkę w nadziei, że wraz ze swoją dziewczyną będą mieli kogo wyśmiać po drodze – i tak też się staje.

Okazuje się, że dziewczyna nie jest na niego zła, bardziej zawiedziona. Po imprezie i nocy u dziewczyny wraca do domu a w jego pokoju czeka nie kto inny, jak owa brzydka dziewczyna z której tak paskudnie zażartował. Okazuje się, iż jest czarownicą. Na dowód swoich magicznych mocy i za karę, która powinien ponieść za ten paskudny żart przemienia go w bestię i daje dwa lata na znalezienie prawdziwej miłości. Lekarze, znachorzy, szamani – nikt nie umiał chłopakowi pomóc, magia nie podlega ludzkim prawdom, bohater zatem musi wybrać – życie jako paskudna bestia lub nikła szansa na miłość.

Na pierwszy rzut oka widać styl. Prosty, łatwy, paskudnie zwykły, maksymalnie przeciętny warsztat autorki może doprowadzić do szału. Pod względem stylistycznym jest to książka dla osób, których warsztat autora zupełnie nie obchodzi i liczy się fabuła. Mnie obchodzi, i męczyłem się z tym paskudnie, podobnie jak z przewidywalnością. Od początku wiadomo co się stanie. Bohaterowie niczym puste lalko podążają utartymi wcześniej schematami. Sytuacje są sztuczne, dialogi wymuszone, co ogólnie daje wrażenie słabej komedii.

Nie jest to jednak książka beznadziejna. W każdej innej powieści naiwność bohaterów zjechałbym od góry do dołu, tu jednak była przedstawiona w tak żałośnie uroczy sposób, że nic, tylko rzygać tęczą. To jest taka powieść, w której wiemy co się stanie, bo logicznie urocze sytuacje mają określone zakończenia, a i tak chcemy ją czytać. Przeczytanie jej zajęło mi niespełna pół dnia i nie żałuję, że ją wypożyczyłem, ale raczej nie polecam, jest wiele dużo lepszych książek.

Tytuł: Bestia
Autor: Alex Flinn
Okładka: miękka
Część: -
Stron: 344
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena: 5,5/10

niedziela, 24 marca 2013

Harry Potter i filozofia (red. William Irwin, Gregory Bassham)




Wiliam Irwin znany  jest przede wszystkim z książek, które przedstawiają filozoficzne eseje i rozprawy o popularnych obecnie książkach. Czy coś takiego można nazwać skokiem na kasę? Poniekąd tak, bo zawsze mógł zająć się działami, które nie są aktualnie ‘’na topie’’ jednak prędzej czy później ktoś wziąłby się za te książki, więc lepiej chyba, gdy dzieje się to obecnie, gdy nadal są popularne niż później, gdy nikomu nie chciałoby się ich czytać.

A czytać warto. Książka ta reprezentuje zbiór prac wielu wykwalifikowanych w dziedzinie filozofii autorów o sporej renomie i dużym autorytecie. Znalazło się tam wielu profesorów prestiżowych uczelni, wykładowców, dziennikarzy i masę innych osób. Każdy z nich, paru nawet kilkukrotnie, napisało pracę na dany temat, a tematów jest cała masa.

Począwszy od duszy, przez śmierć, miłość, szkolnictwo aż po relacje Harry-Dumbledore, Harry-Snape oraz całą masę innych związków bohaterów. Większość z nich jest napisana bardzo obiektywnie. Żadna nie narzuca jednego wniosku, bo nie o to chodzi. Autorzy przedstawiają temat danego eseju, potem trwa refleksja nad tym, jakie ma on znaczenie. Następnie, w oparciu o wielkich filozofów począwszy od Sokratesa, Platona, przez Descartes’a aż po Rousseau i Kanta przedstawiają różne sposoby postrzegania danego tematu.

Jeśli o filozofów chodzi, to może się wydawać, że czytanie o jakichś starych pierdzielach sprzed kilkuset lat, którzy nie mieli nic do roboty tylko siedzieli i myśleli może być nudne, jednak biorąc pod uwagę, że wielu z nich głosiło poglądy które odnaleźć teraz możemy w Harrym Potterze nabierają znaczenia. Drugi aspekt, który może przerażać to zrozumienie. ‘’To je filozofja, tego nie ogarniesz’’ jak powiedziałby popularny obecnie, anonimowy, internetowy filozof.

W książce znajdziemy cała masę filozoficznych pojęć na koncepcji kartezjańskiej zaczynając przez libertarianizm aż po rodzaje patriotyzmu, ale to nie jest tak, że będziemy musieli czytać z encyklopedią. Wszystkie są wyjaśnione bardzo dokładnie i rzeczowo, jeśli nie w tekście to w przypisach, większość poparta dziełami znanych filozofów wymienionych wcześniej.

Styl, jak można by się spodziewać, dalece odbiega od tego, co czytamy na co dzień. Esej wymaga trochę większego zaangażowania a jako że książka ma charakter naukowy (lub quasi-naukowy, to przecież tylko Harry Potter) takim właśnie stylem jest napisana. Na szczęście po przeczytaniu kilku rozdziałów i przyzwyczajeniu się do masy pojęć i osób można dać się wciągnąć w filozoficzne rozmyślania nad Chłopcem, Który Przeżył.

Zatem, czy polecam? Tak. Co prawda tylko fanom serii i głównie po to, by poszerzyć horyzonty jeśli chodzi o zrozumienie praw i zasad które Rowling umieściła w cyklu, ale to nie zmienia faktu, że jest to nie lada ciekawostka, zwłaszcza, gdy odkryjemy do jakich wniosków można dość po analizie zachowań bohaterów.

Tytuł: Harry Potter i filozofia. Przewodnik po Hogwarcie dla mugoli.
Autor: praca zbiorowa (redakcja: William Irwin, Gregory Bassham)
Okładka: miękka
Część: -
Stron: 282
Wydawnictwo: Helion
Ocena 7/10

 

sobota, 9 marca 2013

Śliwkowa biblioteczka!

Przy wczorajszym stosiku wspominałem, iż nie planuję w najbliższym czasie kupować żadnych książek, zatem zrealizuję pomysł, który chodzi za mną już od jakiegoś czasu: pokażę Wam moją biblioteczkę.
Marzec ma tu szczególne znaczenie, bowiem to w marcu tamtego roku postanowiłem przestać tak intensywnie korzystać z publicznej biblioteki i uznałem, że czas zacząć kompletować własne książki.
Na razie jest dosyć skromnie, lecz jak na roczne kolekcjonowanie z dosyć słabym budżetem jestem bardzo zadowolony i dumny z mojej biblioteczki. A oto ona:


Większość z tych książek jest już przeczytana, z takich większych zaległości zostały mi 4 części Malazańskiej księgi poległych i ''Wyznaję'' ale mam nadzieję, że prędko się z nimi uporam.

Pozdrawiam :)

piątek, 8 marca 2013

Stos(ik) numer 12!!

Ostatnimi czasy zdarzyło mi się uzbierać trochę funduszy toteż bez zastanawiania się i zbędnych ceregieli wyruszyłem w odmęty internetu aby za względnie dobrą cenę nabyć co chciałem, w większości jestem zadowolony z ceny a w całości jestem zadowolony z książek, a oto one:


Jest to w zasadzie większość pozycji, które chciałem mieć od dawna i na które polowałem, już nie mogę się doczekać gdy je zacznę.


Od dołu:
Steven Erikson: Wspomnienie lodu/ Dom łańcuchów/ Przypływy nocy - zaskoczyła mnie zwłaszcza ta ostatnia pozycja bowiem spodziewałem się jej później
Jaume Cabre: Wyznaję - po przeczytaniu pierwszego zdania tej książki zdałem sobie sprawę, że muszę ją mieć
J.K. Rowling: Harry Potter i Czara ognia/Zakon Feniksa - wyczekane, wyszukane, znalezione, w końcu! Udało mi się skompletować wszystkie tomy

  

Matthew Quick: Poradnik pozytywnego myślenia - najpierw książka, później film.
Wiliam Irvin, Gregory Bassham: Harry Potter i filozofia - w sumie to do matury
Oscar Wilde - Portret Doriana Graya - j.w. 
Kaui Hart Hemmings: Spadkobiercy - po promocji, nie mogłem się oprzeć
John Marsen: Kroniki Ellie - szczerze przyznam, zaczyna mnie martwić ilość serii ''Jutro'' ale mam nadzieję, że ta będzie ostatnia
J.D. Salinger: Buszujący w zbożu - do matury, choć chciałem mieć tę wspaniała książkę u siebie na półce.

Koniec. Jako, że nie planuję na razie żadnych kolejnych zakupów na dniach można spodziewać się kilku fotek całej mojej biblioteczki. 

Żegnam i książkowej nocy życzę :)



piątek, 1 marca 2013

Anna Onichimowska: Lot Komety



Tytuł tej powieści można rozumieć dwojako: jako dosłowne odniesienie do bohaterki oraz metaforyczne, do tego, co owa bohaterka czyni. Znana z poprzedniej części ćpunka, Kometa alias Ala, znalazła sobie inne, w zasadzie równie destrukcyjne zajęcie – przystąpiła do sekty. Rodzina, jak każą na siebie mówić sekciarze zrzesza osoby zagubione, z problemami, do których rozwiązania potrzeba kilku osób – w ten właśnie sposób Kometa dała się w to tak łatwo wrobić. Jako członkini stowarzyszenia robi wszystko, co jej każą – posuwa się nawet do wplątania w to matki Jacka, zniszczenia własnej i poniekąd jego rodziny, uzależnienia się psychicznego od grupy i powolnej destrukcji swojego świata.

W przeciwieństwie do części poprzedniej – brak tu zaznaczenia, iż jest to książka, która opisuje prawdziwą historię. Tłumaczy to czynnik, który nie pojawił się w części pierwszej – ‘’Lot Komety’’ jest bardziej naciągany. Osobiście doznałem wrażenia, że to już jest po prostu nierealne – najpierw narkotyki, potem sekta, a później co? Aż boję się pomyśleć co będzie dalej, i dlaczego bohaterka niczym aktorzy średnich amerykańskich filmów sensacyjnych nadal żyje mimo, iż robi niemal wszystko, by to zmienić.

Przyznam, że ta auto-destrukcyjność, podświadoma chęć niszczenia wszystkiego i dla wszystkich jest w pewnie sposób imponująca. Dziewczyna ta leci na całość – jeśli niszczyć, to doszczętnie, co też z zapałem chorej psychicznie maniaczki czyni niemal bez mrugnięcia okiem. Dostrzec tu możemy wspaniałą perspektywę zachowania rodziny podczas Buntu (bunt Komety zasługuję na dużą literę) jednego z jej członków. Reakcja krewnych jest tu naturalna, kłócą, namawiają, jęczą i męczą, robią wszystko by pomóc córce.

I teraz pytanie zasadnicze – dlaczego właściwie nie wspominam o głównym bohaterze, Jacku? Z jednego, bardzo prostego powodu – miałem wrażenie, że przez większość powieści wcale go nie ma. Przewija się przez karty książek dosyć często, lecz niewidocznie, jak mgła, albo bezbarwny wiatr. Tu pójdzie z psem, tam pójdzie go kina, kupi to, tamto, siamto, pogada z ojcem – w zasadzie mogłoby go przez większość powieści równie dobrze nie być, a wielkiej różnicy by to nie zrobiło.

Mimo wszystko powieść trzyma poziom. Nie przewyższa części pierwszej, ale dorównuje jej przez nowe pomysły i, nie oszukujmy się, głównie za sprawą fascynującej Komety. Fanom pierwszej części spodoba się na pewno, bowiem reszta czynników nie opisanych przeze mnie jest równie dobra jak w części poprzedniej. Mogę tylko polecić.


Tytuł: Lot Komety
Autor: Anna Onichimowska
Okładka: miękka
Część: II
Stron: 192
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...