niedziela, 15 grudnia 2013

Jarosław Grzędowicz: Wypychacz zwierząt





Z prozą Jarosława Grzędowicza, mimo sławy jaką obrósł ten pisarz za sprawą podobno fenomenalnego cyklu ‘’Pan lodowego ogrodu’’, dotychczas styczności nie miałem, głównie dlatego, iż odrobinę obawiałem się, że moje oczekiwania nie zostaną spełnione. Ale kiedyś trzeba się przemóc. ‘’Wypychacz zwierząt’’ to dobry wybór na początek, bowiem ukazuje autora w świetle zarówno dobrym jak i złym, dając przekrój jego możliwości, co pozwala na poznanie go z różnych stron. Czy mi się spodobał? Cóż – i tak i nie. Ja wspomniałem wcześniej – wszystko ma swoje złe i dobry strony. Mimo natłoku tych złych, ogół jednak zdecydowanie oceniam pozytywnie.

Opowiadania, co widać, są tworzone w dosyć sporych odstępach czasu. Niestety nie są ułożone w sposób ‘’od najstarszego do najnowszego’’ i te starsze, które podobały mi się mniej, skutecznie studziły mój zapał po tych nowszych, które wywołały we mnie prawdziwą burzę emocji. Każda antologia ma w sobie złe i gorsze momenty, tu jednak były one skrajnie złe lub skrajnie dobre, przez co jako czytelnik do końca nie mogłem odnaleźć się nie dość, że w klimacie opowiadań, to także w swojej opinii.

Pierwsze opowiadanie, odniosłem wrażenie, że zostało wybrane pod osoby, które będąc w księgarni wzięłyby tę książkę i spróbowały podczytać sobie jedno, tak na spróbowanie. ‘’Hobby ciotki Konstancji’’ bowiem jest krótkie i zwięzłe a jednak wciągające i pełne treści, bardzo zachęcające do brnięcia dalej. Równie bardzo, a może nawet ciut bardziej, podobało mi się długie opowiadanie ‘’Buran wieje z tamtej strony’’. Autor wybił mnie trochę z rytmu, bo nie mogłem zdecydować się, czy te długie, czy krótkie wychodzą mu lepiej – na trzy długie, dwa były świetne, jednak jedno dosyć cienkie, natomiast krótkich było kilkanaście, z czego tylko kilka przypadło mi do gustu, i to nie tak jak chyba najlepsze, czyli ‘’Weekend w Spestreku’’.

‘’Weekend w Spestreku’’ zasługuje na osobny akapit. Otóż według mnie jest to opowiadanie zdecydowanie najlepsze w antologii, które nie tyle ‘’poruszyło mną do głębi’’, co trafiło w sedno. Osoby o poglądach lewicowych mogą być oburzone, mogą to ignorować, albo nawet się z tego naśmiewać, jednak opowiadanie to ma w sobie odrobinę science fiction i poprzez wykorzystanie naszej rzeczywistości ukazuje przyszłość tak samo nieprawdopodobną, jak realną, a dla lewicowców ukazane to może być w sposób, który zdecydowanie im się nie spodoba. Autor szydzi z ich obecnych postulatów, ukazując do czego mogą doprowadzić, jednak zakończenie pokazuje, że i prawicowcom ma coś do przekazania.

Tych gorszych było więcej, za to, jak już napisałem wcześniej – byłby znacząco krótsze, więc i męki było mniej. To nawet nie tyle, że były źle napisane, albo nie przemyślane, ale po prostu podstawy opowiadania – jego zakończenie i przebieg – zdawały się być od początku chybione, nieudane, nietrafione. Czasem zbyt proste (‘’Nagroda’’ oraz ‘’Obrona konieczna’’) a czasem zdecydowanie przekombinowane (‘’Specjały kuchni wschodu’’). Mimo wszystko nawet te imponowały mi pomysłowością .

Bardzo pochwalić tu muszę wygląd książki. Okładka jest wspaniała z trzech względów – wskazuje na horror odzwierciedlając książkę, pokazuje go w oryginalny sposób (nie często bowiem kojarzymy strach z bielą) a także – i to już moja wariacja – łączy klasyczne elementy piękna (czarna koronka) z dziwnymi rzeczami, które zupełnie nie pasują (druty i bandaż na głowie) a mimo wszystko wygląda przecudnie, enigmatycznie i cholernie zachęcająco. Poza tym, coraz bardziej przekonuję się do opraw zintegrowanych, do których wcześniej byłem nastawiony sceptycznie.

Jednak nie wszystko w wydaniu jest na plus. Okładka twierdzi, że opowiadania są napisane ‘’plastycznie i filmowo’’ czego, fakt, wielu nie można odmówić, jednak znajdą się też takie, które z plastycznością mają niewiele wspólnego a film na ich podstawie byłby kpiną. Stylistycznie jest dobrze, chociaż byłem odrobinę zawiedziony, bo po tym co wyczytałem na temat tego autora oczekiwałem czegoś więcej. Najbardziej jednak zirytowały mnie porównania. No błagam! Grzędowicz obok Kinga i Dickensa? Zdecydowanie nie. Nie tyle, że gorszy, po prostu bardzo inny. Książkę jednak szczerze mogę polecić – kawał dobrych historii.

Tytuł: Wypychacz zwierząt
Autor: Jarosław Grzędowicz
Część: -
Stron: 458
Okładka: zintegrowana
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ocena: 6,5/10

3 komentarze:

  1. Chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez tytuł chyba skojarzył mi się właśnie z Kingiem :) o autorze wiem właściwie niewiele, ale taka okładka mogłaby mnie skutecznie przyciągnąć. A i do opowiadań się ostatnio przekonuje więc czemu nie? :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...