środa, 27 listopada 2013

Stephen King: Lśnienie


Jest to chyba najsławniejsza powieść Kinga, a na pewno jedna z najbardziej cenionych, toteż oczekiwań względem niej miałem całe multum i jeszcze trochę. Podobno horror wszechczasów, podobno genialna, niesamowita, ponadczasowa – no szał, tylko patrzeć jak staniki będą latać. Może to przez oczekiwania, a może po prostu King już mnie nie jara, ale zawiodłem się na tej powieści. Nie twierdzę, że jest to zła książka, aczkolwiek po dziele tak osławionym oczekiwałem czegoś więcej. Zastanawiam się, czy świadomość o obecności kontynuacji coś tu zmieniła – bo jest teoretycznie możliwe, że nie mając przed sobą perspektywy drugiej części bardziej doceniłbym tę książkę. Niestety, świadomość taką miałem, toteż od zaczynałem już ze świadomością, że jest to tylko połowa historii, mimo wszystko uważam jednak, że gdyby postrzegał ją jako powieść jednotomową nie zmieniłoby to wiele, jeśli cokolwiek.
 
Jeśli wydawnictwo decyduje się na ponowne wydanie jakiejś książki można przecież liczyć na to, że błędy z pierwszej zostaną poprawione, prawda? Już pierwsza nie powinna mieć żadnych, w drugiej jest to niedopuszczalne. Otóż pierwsze wydanie ukazało się jako ‘’Jasność’’. Cóż, to całkiem zgrabnie współgra z Dannym, bohaterem tej powieści, który jaśnieje, co oznacza posiadanie przez niego nadprzyrodzonych mocy. Logiczne zatem, że w ‘’Lśnieniu’’ Danny będzie lśnił, nie jaśniał, prawda? Niestety, nie do końca. Nie to jednak jest najgorsze. Zastanawiam się, czy ktoś z czytelników rozróżnia krokieta i krykieta. Otóż jedna z tych rzeczy to smażony naleśnik z jakimś niesłodkim nadzieniem, natomiast druga rzecz to gra. Wyobrażacie sobie taką sytuację, gdzie na trawniku stoi schludnie ubranych kilku zacnych panów i… rzucają w siebie kotletami? Ja, chcąc nie chcąc, musiałem. Niestety, nie był to błąd jednorazowy, i obrywałem po oczach krokietem przy każdym wspomnieniu o trawniku.

Plastyczność, czyli element tak osławiony w powieściach tego autora i tak doskonały, po prostu przestał mnie bawić. Odniosłem wrażenie, że książki Kinga są pisane tylko po to, by stać się ekranizacjami. Wielu sobie chwiali, że King tak wspaniale kreuje otoczenie, tak barwnie je opisuje, ja natomiast nudziłem się niezmiernie, gdyż ta wspaniałość zwyczajnie przestała stanowić dla mnie wyzwanie. Czyta się to łatwo i przyjemnie, wszystko jest podstawione pod nos, więc po co się wysilać? To doskonała cecha jeśli książka jest przeznaczona tylko i wyłącznie by czytelnika zabawiać, jednak szkoda książek na samą rozrywkę.
 
Zakończenia to jest coś, co w książkach Kinga lubiłem, i myślałem, że będę lubił zawsze. ‘’Lśnienie’’ skutecznie mnie z tego błędu wyprowadziło. O ile, tak jak w większości książek tego autora, tępo akcji rozwija się wolno, o tyle wspaniałego zakończenia już brak. Powieść wiele obiecywała, bo po przeczytaniu ¾ książki byłem zachwycony potencjalnym zakończeniem, niestety, autor zmarnował cały potencjał. Banał i przewidywalność to pierwsze słowa, które rzuciły mi się na usta po przeczytaniu. Absolutny brak napięcia w ostatnich rozdziałach. Doczytałem tylko dlatego, że chciałem mieć nadzieję, że to się nie potoczy po mojej myśli, niestety, wyszło jak wyszło.

Na pochwałę zasługuje tu, tak jak i w poprzednich książkach tego autora wydanych w tym wydawnictwie, okładka. To jest jedna z tych wspaniałych okładek, których wspaniałość odkrywa się podczas czytania. Ma mnóstwo elementów z książki jednak zrobionych na tyle wspaniale, by znaleźć je po przeczytaniu książki, względnie w trakcie jej czytania. Doprawdy – sztuką jest zrobienie czegoś tak wspaniałego nie tylko dla oka, ale także dla umysłu. To jak dodatkowa mini-gra. Irytuje co prawda ten żółty tytuł, który jest paskudnym brakiem konsekwencji w wydawaniu książek tego autora. Nie rozumiem robienia 90% książek z białym tytułem podczas gdy reszta wali w oczy różnymi kolorami. Zupełny, i zwyczajnie brzydki, przykład bezsensu.


Rodzina Torrance’ów to z pozoru zwykła rodzina z przedmieścia. Ojciec były alkoholik, matka uległa dobra dusza i sympatyczny synek. Jednak Danny nie jest taki, jak się wszystkim wydaje. Kreacja tego dzieciaka, przyznam szczerze, jest niesamowita. Jego moc jest elementem, który wyzwala z nim rzeczy niestety rzadko spotykane u innych dzieci – chęć nauki – co z połączeniem jego wspaniałego charakteru a także uroczej, dziecięcej odwagi i chęci naprawienia świata daje efekt co najmniej piorunujący. Rodzice to już inna sprawa. Bardzo zgrabnie autor połączył bohaterów z ich rodzicami, co bardzo pogłębiło ich kreacje. Rozumiemy, dlaczego są tacy a nie inni, co przy sytuacji zaistniałych w książce doskonale tłumaczy ich zachowania. Ale to trzeba przeczytać!


Tytuł: Lśnienie
Autor: Stephen King
Część: I
Stron: 515
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 7/10

7 komentarzy:

  1. Też uważam, że Lśnienie jest mocno przereklamowane. King napisał co najmniej kilkanaście lepszych powieści ;-) A kontynuacja to w sumie nawet nie kontynuacja, ot, historia ze znaną postacią w roli głównej, ale opowiadająca zupełnie inną rzecz :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam film, ale nie czytałam jeszcze książki. Swoją drogą naprawdę świetna i fenomenalna historia, muszę to nadrobić, a potem zabrać się za "Doktora Sen".

    OdpowiedzUsuń
  3. "Lśnienie" czytałam jeszcze będąc w gimnazjum, więc nie pamiętam błędów w rodzaju krokiet/krykiet. Choć nieźle się uśmiałam, jak czytałam Twój opis. Jak mogli dopuścić takie błędy do druku.. Cha cha W swojej kolekcji mam akurat starsze wydanie, też z Prószyńskiego, jednak wtedy oprawa jeszcze nie była tak imponująca jak teraz.
    Powieść pochłonęłam szybko i bardzo mi się podobała. Nie wiem jak odebrałabym ją teraz. Ostatnio pokusiłam się na "Doktora..". Rzeczywiście oprócz głównego bohatera niewiele jest odnośników do pierwszej części. Mimo wszystko mam do Kinga wielki sentyment i przeczytałam ją jednym tchem;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam Lśnienie już dobre kilka lat temu. Nie zrobiło na mnie fenomenalnego wrażenia, ale przyznam, nawet mi się podobało, ponimo tego, że nie jest to mój ulubiony gatunek książek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, czy mam ochotę na książkę, ale cały czas chodzi za mną ekranizacja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli czytając "Lśnienie" będę obrywać krokietami? No cóż, lubię krokiety, więc nie powinno być aż tak źle :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo Twojego stosunkowo chłodnego odbioru niektórych elementów tej książki - ja i tak chętnie się z nia zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...