sobota, 12 października 2013

Sarah J. Maas: Szklany tron


Wyobraźcie sobie obraz – ciemne, zachmurzone, dekadenckie niebo, na środku piękna dziewczyna, silna i niebezpieczna, a wokół antyutopia, gdzie wszystko chce ją zabić. Owy obraz inspiruje wielu – obecnie na listach bestsellerów królują powieści mroczne i post-apokaliptyczne, dystopie, które wykorzystują schemat przerażającego  świata z ‘’Igrzysk śmierci’’. Przed lekturą ‘’Szklanego tronu’’ spodziewałem się czegoś podobnego, tyle, że okraszonego nie futurystycznymi statkami i nowoczesną bronią, lecz mieczami, bitwami, grą o władzę, pięknymi damami i przystojnymi rycerzami. Czy się pomyliłem? Tak. Czy się zawiodłem? W żadnym wypadku!

Zdrową inspirację od niezdrowego jeżdżenia po schemacie można poznać po tym, iż schemat jest wykorzystany jako niepodważalna reguła danego świata, która otacza bohaterów i której są podporządkowane inne reguły, natomiast inspiracja wykorzystuje jakiś element i zamiast bezwstydnie go kopiować, budując wokół niego resztę, staje na równi z innymi tworząc daną krainę. Inspirację ‘’Igrzyskami śmierci’’ można wyczuć na pierwszy rzut nosa, jednak zamiast powszechnego wykorzystania mroku, politycznych igraszek, które doprowadziły kraj do ruiny, autorka wykorzystała igrzyska same w sobie. Jest to bardzo oryginalne w swojej nieoryginalności – przykład inteligentnej inspiracji.

Celeana (prawidłowa wymowa to prawdopodobnie ‘’Selina’’ lecz ja nie mogłem odejść od nazywania jej… Kaliną) to dziewczyna silna. Jest to postać głęboka, naturalna i doskonale skonstruowana. Nie często dzieje się tak, że oprócz chęci poznania przyszłych losów bohaterów książki ma się aż taką chęć, by poznać ich przeszłość. Ostatnio taką sytuację miałem podczas czytania Harry’ego Pottera, a to spory komplement dla autorki. Mimo młodego wieku bohaterka jest nad wyraz dojrzała i uzdolniona, a mimo to zachowała dziewczęcość i naturalność właściwą dla swojego wieku. Nie obędzie się bez wzdychania do przystojniaków i sukienek ale czegóż spodziewać się po nastoletniej zabójczyni…

Aspekt miłości aspiruje do miana trójkąta, choć nie odważyłbym się nazwać go typowym. Ani, jak to bywa w przypadku większości młodzieżówek, irytującym. Z miłości nie da się wiele wykrzesać, jest to ta część książki, która zawsze pozostanie taka sama, mimo to ten element książki jest skonstruowany na tyle dobrze, iż ośmielę się stwierdzić, że ustępuje tylko ‘’Igrzyskom…’’ oraz Potterowi. Nie ma tu pośpiechu – wszystko dzieje się naturalnie, bez zbędnego wzdychania jednak z ukazaniem młodzieżowego zauroczenia. Jak w przypadku wielu trójkątów czytelnicy zapewne podzielą się na teamy, które kibicują swoim ulubionym bohaterom i od razu deklaruję chęć przystąpienia do brygady TEAM CHAOL!

Czy obyło się bez zgrzytów? Niestety nie. To znaczy: dla mnie niestety. Otóż świat jest stylizowany na takie odrealnione średniowiecze: rycerze, suknie, miecze, magia, wiadomo. Co zgrzytało? Po pierwsze: sklepy. To, że są, rozumiem, ale w średniowieczu były sklepy z wystawami, na których za wielką szybą prezentowały się suknie? Albo jedzenie. Gdzie tam można było znaleźć gumę do żucia? To nie są wady, ale zgrzyty, na które nie byłem przygotowany. Autorka unowocześniła odrobinę swój świat i miała do tego prawo, jednak ciut za późno raczyła o tym czytelnika powiadomić, przynajmniej w moim odczuciu. Trochę jakby wejść dopuszczonych ruin i znaleźć w nich telefon komórkowy. Niby fajnie, ale miecz byłby fajniejszy. Jednak jest to także pewna zaleta, gdyż takiego połączenia, szczerze przyznam, nie widziałem, a oryginalność zawsze będzie w moich oczach doceniana.

Mortka to dla mnie gwarancja dobrej książki – w tej jako tłumacz spisał się fenomenalnie. Doskonale oddał styl autorki a także sam nie poskąpił swojego talentu. Ogółem objętość książki odrobinę mnie zdziwiła, bowiem spodziewałem się, że będzie krótsza, natomiast po przeczytaniu zadałem sobie pytanie: jak można w tak krótkiej książce zmieścić tyle tekstu? Nawet nie chodzi o jego objętość i długość ale swojego rodzaju natężenie. Ta książka jest po brzegi wypełniona pędzącą, wielowątkową akcją z mnóstwem jej zwrotów, wspaniałymi bohaterami, potężną dozą magii oraz symbolizmu, który uwielbiam, a także niesamowitym ukazaniem dworskiego życia, pełnego przepychu, stylowych sukien (których, uwierzcie mi, nie brakuje) i zamkowych intryg, a to wszystko okraszone wspaniałą architekturą: szklanym zamkiem, tajemnymi, mrocznym przejściami i zakazanymi miejscami kultu. Już nie mogę doczekać się kontynuacji i nowelek. Wspaniałości!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Tytuł: Szklany tron
Autor: Sarah J. Maas
Część: I
Stron: 512
Okładka: miękka
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 8/10

5 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zachęciła ta recenzja. Ogólnie książki od Uroborosa mnie interesują, ale do tej jak dotąd się nie przekonałem - ale właśnie się to zmieniło. Ten "zgrzyt" wydaje mi się ciekawy, bo też się jeszcze z takim czymś nie spotkałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest świetna :D Fakt, że bez wpadek się nie obyło, ale jak na debiut to jest naprawdę dobrze :) Już nie mogę się doczekać kontynuacji, szczególnie, że wydawnictwo jest właśnie w trakcie jej tłumaczenia :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie uwielbiam tę historię! :D Czekam na kolejne części!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przymierzam się do tej książki już od dłuższego czasu. Chyba już czas się za nią wziąć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszy mnie Twoja pozytywna opinia, bo sama mam ochotę na tę książkę :-) A skoro Tobie się podobała, to musi być niezła
    Do tego ta okładka - trochę jak z gry komputerowej :-)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...