wtorek, 22 października 2013

Gesa Schwartz: Pieczęć ognia


Nie chciałem kończyć tej książki. Nieczęsto się to u mnie zdarza, nawet wśród tych najlepszych. Ostatnio doznałem tego czytając ‘’Jonathan Strange i Pan Norrell’’, która całkowicie mną zawładnęła. ‘’Pieczęć ognia’’ to historia okrutna, bowiem jest skonstruowana na tyle dobrze, by z niecierpliwością wyczekiwać finału, oraz na tyle ciekawie, by nie chcieć tego pięknego świata opuszczać. Szczęście, że książka jest dosyć sporych rozmiarów i ma jeszcze dwie kontynuacje – liczę, że będzie tylko lepiej. Tu muszę pochwalić wydanie książki. Po pierwsze – bezbłędna okładka. Magiczna, mroczna, doskonała. Ciekawostką jest tu napis ‘’Grim’’, który na mojej półeczce rano był złoty, a wieczorem srebrny. Nie wiem, czy to magia książki czy oświetlenia, ale pachnie mi to czarami!


Mimo iż nie mam za sobą zbyt wielu powieści niemieckich jedną zasadniczą cechę tychże jestem w stanie wymienić  – to taka specyficzna twardość. Jest to wniosek logiczny, gdyż doskonale wpasowuje się to w choćby brzmienie tego języka. Czy jest mowa o wróżkach, czy o flakach, we wszystkim daje się wyczuć pewną dozę nie tyle perfekcjonizmu, co zatwardziałego dążenia do niego. Nie jest to cecha zła, ani w zasadzie dobra – po prostu jest i trzeba się z tym pogodzić. W tej powieści gra ważną rolę, bowiem w krainie otoczonej kamieniem zewsząd, nawet wśród bohaterów, pewna twardość jest wymagana. Jeśli już mówimy o bohaterach…


Uwielbiam Grima! I Mię też! A Remiego najbardziej! Ta trójka, mimo konfliktów i braku zaufania, szaleje wśród kart powieści niczym wściekłe wróżki rozwalając wszystko co się da, poznając tajemne moce i zakazane czary a także bawiąc czytelnika niezmiernie. Nie są to bohaterowie jakoś specjalnie oryginalni. Grim jest gargulcem, lecz na tym kończy się jego niebanalność, mimo to jego zdystansowane podejście do świata od razu sprawia, że chciałoby się podejść do niego i poklepać po kamiennym ramieniu. Mia jest teoretycznie typową nastolatką. Teoretycznie, bo nie wypowiedziała nic o utracie dziewictwa, o zniewalających przystojniakach i nie ględziła zbędnie o miłości. A Remi, jako uroczy, zielony, brodaty kobold w ogrodniczkach jest po prostu cudowny.

Zasadniczą wadą tej powieści jest jej przewidywalność. Nie obyło się, rzecz jasna, bez zaskakujących zwrotów akcji oraz niespodziewanych rozwiązań, ale ogół pod tym względem wypada raczej cienko. Już na wstępie domyślić się można kto jest po stronie dobra, kto po stronie zła, kto zdradzi, kto zaskoczy odwagą a kto zwariuje. Ponadto, szkoda, że ciekawa postać Karciarza została ograniczona do jednego spotkania. Przeszkadzało mi także, choć tylko odrobinę, że Mia i Grim naprzemian zmieniali się jako narratorzy. Zazwyczaj nie robiło to wielkiej różnicy, jednak czasem powodowało to zbędny chaos. Poza tym, powieść momentami jest zwyczajnie przegadana.

Na pochwałę zdecydowanie zasługuje system magii. Jest to prawdopodobnie, przynajmniej po części, inspirowane germańską mitologią, i może właśnie dlatego tak bardzo mi się podoba, bo czytając od razu wiadomo, że ma to jakieś solidne podstawy. Motywy bohaterów – wojny na tle rasowym, zagrożenie dla świata, a także praca – są doskonale skonstruowane, przemyślanie i stanowią doskonałe elementy powieści, które świetnie ze sobą współgrają i które razem z wspaniale wykreowanym światem robią naprawdę duże wrażenie (Śliwka napisał tu ‘’prażenie’’, jednak po zastanowieniu doszedł do wniosku, że także się nada, stąd ten zbędny nawias). Ogółem to kawał bardzo dobrej, wciągającej i pięknie napisanej historii. Co z aspektem miłosnym, spytacie? Z tym poczekajmy na drugi tom…

Tytuł: Pieczęć ognia
Autor: Gesa Schwartz
Część: I
Stron: 628
Okładka: miękka, ze skrzydełkami (a raczej ze skrzydłami)
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10

5 komentarzy:

  1. Ciekawi mnie ten tytuł. Od czasu kiedy trafił do zapowiedzi przyglądam mu się i zastanawiam czy jest dla mnie, czy nie. Z każdą kolejną recenzją, w tym i tą, dochodzę do wniosku, że czym prędzej powinnam się z nim zapoznać, ale trochę boję się rozczarowania. Chyba poczekam aż o nim ucichnie i wtedy zacznę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem strasznie ciekawa tej historii. Już nie mogę się doczekać kiedy ściągnę książkę z półki. Mam tylko nadzieję, że przewidywalność nie odbije się negatywnie na mojej ocenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, całkiem fajne czytadło się zapowiada :-) Z tym Grimem to na pewno była magia :D prażenie jest całkiem dobre, więc mogłeś zostawić i wyobrażać sobie miny czytelników, gdy docierają do tego fragmentu i zastanawiają się, o co chodzi :D
    Lubię książki, w których magiczny dodatek ma racjonalne podstawy - gdy działanie magii i to, skąd się ona bierze jest przedstawione w taki sposób, że można uwierzyć, że i w naszym, zwyczajnym, szarym świecie taki sposób by zadziałał

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory wystarczająco mnie nie zachęciło, ale po Twojej recenzji zaczynam się nad Grimem poważniej zastanawiać! Szkoda trochę, że taka przewidywalna, ale skoro da się to przełknąć, to czemu by nie sięgnąć po książkę z ciekawym systemem magii!

    OdpowiedzUsuń
  5. O, zdecydowanie trzeba zajrzeć *dodaje do listy*

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...