niedziela, 6 października 2013

George R. R. Martin: Starcie królów





Tak jak przy pierwszym tomie tak i teraz obaw względem tej książki było bez liku. No bo jak sprostać ‘’Grze o tron’’? To niemal nierealne! Bałem się, że autor postawił sobie poprzeczkę za wysoko, i nie sprosta nadmiarowi wspaniałości, jaki postawił sobie tworząc tom pierwszy. Niestety, muszę powiedzieć, że kilka z moich obaw się spełniło. Kontynuacja książki tak dobrej stawia przed autorem wiele wyzwań i w moim mniemaniu autor nie wszystkim sprostał. Nie oznacza to, że książka była zła, bo była fenomenalna – ale pierwszy tom niósł pewną dozę zaskoczenia, drugi natomiast ten efekt musi zastąpić czymś innym, niestety nie miał czym. Wspaniałość leci bezwiednie, niestety zahaczając o obszary już znane.

Bohaterowie zawiedli. W zasadzie wszyscy, a przynajmniej spora większość. Nie chcę tu być nazbyt krytyczny, bo oni są fenomenalni, ale już nie aż tak bardzo. Zacznijmy od Sansy: z moich wyobrażeń jej buntu można by stworzyć osobną powieść całkiem zgrabnych rozmiarów. Arya? Jaka Arya? Autor poświęcił jej sporo uwagi, z czego się cieszyłem, niestety z rozdziałów o niej zabrakło samej bohaterki – zazwyczaj ucieka, ukrywa się, albo robi inne rzeczy, które mógłby robić dosłownie każdy, ale robi ona, co daje efekt braku bohaterki w bohaterce. Daenerys zawsze będzie genialna i zawsze będę ją wielbił, niestety nie dość, że występowała tu dosyć skąpo, to bez tego dreszczyku emocji z nią związanych. Nie zawiódł w zasadzie tylko Tyrion. Ciekaw jestem także losów Brianne, Varysa, Littlefingera i Stannisa. Trzeci tom zapowiada się fascynująco.

Doprawdy wspaniałym momentem była scena bitew i tu Martin pokazał absolutną klasę. Krew lała się obficie, głowy spadały niczym deszcz a to wszystko okraszone szczękiem stalowych mieczy i rzężeniem koni. Wspaniałości! Przy tej okazji autor pochwalił się doskonałym zmysłem taktycznym. Niestety w samej walce odrobinę zabrakło takiej filmowości, która zdziałałaby tu cuda, ale i tak jest fenomenalnie. Doskonale byłoby, gdyby czytelnikom została udostępniona jakaś mapka z wyglądem pola na którym odbywały się walki, bo mimo opisania tego dosyć szczegółowo wygląd ogółu sporo ucierpiał na rzecz bardzo potrzebnych opisów flaków, głów, krwi, koni i wielu innych czynników, ale to niedobrze, jeśli nagle tam gdzie teoretycznie powinna był pusta przestrzeń nagle występuje mur, albo oddział zbrojnych, albo jeszcze coś innego.

Cała powieść aż ocieka symbolizmem – od symboli rodowych, to znaczy godła, motta i tym podobnych, przez wygląd aż po nazwę samego cyklu. Skupiając się na wyglądzie – można by dojść do wniosku, że gra on tu rolę odrobinę zbyt wielką. O ile w przypadku kłaczków Baratheonów jestem to w stanie zrozumieć, o tyle zwracanie uwagi na wygląd innych osób, a konkretnie dopasowywanie ich fizjonomii do rodów, uważam za zbędne. Nazwa samego cyklu natomiast została tu poruszona w bardzo ciekawy sposób, bowiem konwersacja w której owa nazwa pada dostarcza nam wielu informacji o niej, a co za tym idzie, pozwoli na lepsze zrozumienie powieści i skonkretyzowanie domysłów względem następnych części. Cudo!

Ogółem nadal jest fenomenalnie i mimo kilku potknięć oraz mojego kręcenia nosem na co mniejsze detale powieść jest po prostu genialna i od tomu pierwszego dzieli ją bardzo niewiele. Największą szkodę mogą wyrządzić tu nadmierne oczekiwania, ale spora większość z nich będzie zaspokojona, i to nawet ze sporą nawiązką. Jedyne co mnie martwi to serial. Niestety kolejne części wychodzą wraz z nowym sezonem (przynajmniej te sensownie wydane) i muszę się niestety liczyć z tym, że na skompletowanie całej sagi w twardych okładkach przyjdzie mi poczekać. To, co wydawnictwo zrobiło książkom Martina, wydając je w formacie niemal kieszonkowym, w dodatku z okładkami z innych serii, jest hańbą najgorszego sortu. Ale cóż poradzić…

Tytuł: Starcie królów
Autor: George R. R. Martin
Część: II
Stron: 1022
Okładka: twarda
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 9/10
 

1 komentarz:

  1. A mnie się "Starcie królów" chyba lepiej czytało niż "Grę...", ale to głównie ze względu na to, że pierwszy sezon serialu pamiętam dość dobrze, więc żadnego zaskoczenia w pierwszym tomie nie było. A w tym wypadku przypominałam sobie, co działo się w serialu, czego nie było, co jest lepsze :-)
    Stanęłam na trzeciej części jak na razie, e-book czwartej już czeka, ale z powodu nieposiadania czytnika pewnie jeszcze chwilę poczeka, chociaż jestem ciekawa, co się wydarzy :-)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...