czwartek, 10 października 2013

Caitlin Kittredge: Ryzykowny układ




Kryminał z elementami fantasy to nie jest połączenie ani nowatorskie, ani specjalnie kuszące, a tak na dobrą sprawę przemyślane to także nie jest, bowiem oba te gatunki są na tyle różne, że połączenie ich bardzo często okazuje się sporym niewypałem. Najgorszym błędem, jaki można było tu popełnić, jest próba upchnięcia w powieść tak wiele fantasy i kryminału jak się tylko da – wówczas ludzie, którzy preferują któryś z tych gatunków bardziej niż inny będą narzekali na zbyt wiele elementów tego drugiego. Autorka w tej książce, dzięki Bogu, ze smakiem i umiejętnie przeplotła wątki kryminalne oraz fantastyczne, choć tych drugich było zdecydowanie więcej.

Świat wykreowany przez autorkę jest w zasadzie jak nasz, lecz dużo, dużo mroczniejszy. Można odnieść wrażenie, że autorka sama pisała to przy zgaszonym świetle, gdyż masa czerni, ciemności, cieni, mroku i nocy udziela się czytelnikowi w zastraszającym tempie. Dla osób o słabych nerwach efekty jakimi uraczyła nas autorka mogą zakrawać nawet o horror, i nie mówię tu o jakości. Są stare cmentarze, wiele magicznych symboli, wielokolorowe tajemne ognie, i wiele czarów! System magii jest w zasadzie mało ważny, a przynajmniej wydaje się taki być, gdyż autorka nie uraczyła nas opisem jakichkolwiek zależności. Wiadomo tyle, że albo ktoś moc ma, albo nie – skąd ją ma i po co, niestety nie zostało powiedziane, a szkoda.

Najsłabszym elementem powieści jest niewątpliwie styl, w jakim została napisana. Powtórzenia to coś, z czym nie spotykam się na co dzień w jakiejkolwiek literaturze drukowanej, a tu było ich dużo, by nie rzecz mnóstwo. Czyta się to źle, nieprzyjemnie, przez co nawet te lżejsze fragmenty wypadają topornie i niezjadliwie. Usłyszałem opinię, jakoby to tłumaczenie zawiodło. Postanowiłem to sprawdzić, i okazało się, że tłumacz bardzo wiernie oddał styl autorki, niestety słaby. Na to samo narzekałem podczas pisania o ‘’Żelaznym cierniu’’, czyli pierwszej książce tej autorki z jaką miałem styczność. Na szczęście gdy akcja rozwija się, sposób napisania jest już tylko nieprzyjemną drzazgą i mimo zgrzytów można się przyzwyczaić. Przeszkadza mi natomiast to koszmarne tłumaczenie tytułów, ale na to już nic nie poradzę.

Okładka planowanego wydania. Dużo bardziej udana...
Bohaterowie: wada i zaleta. Wada, bo Jack jest pod jednym względem bohaterem bardzo ciekawym i tajemniczym, którego nastawienie do ludzi ogranicza się do ‘’lubię cię, spierdalaj’’, a z drugiej strony sam idzie do tych, którym każe sobie iść. Jest jak rozwydrzony bachor, który nie wie czego chce, niestety jest bardzo tajemniczy, co spowodowało chęć poznania go bliżej. Pete Caldecott jest w zasadzie podobna: z jednej strony ma chęć zabić Jacka, a stronę później go przelecieć. Bohaterowie drugoplanowi to przede wszystkim diabelskie abominacje (Pete pracuje w policji) oraz kilka stworów z piekieł, w tym Hrathetoth, który zasłynął jednym wspaniałym dialogiem, niestety tylko jednym (myślę, ze byłby wspaniałym dopełnieniem tej dwójki).

Pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki: byłby z tego NIESAMOWITY SERIAL. Coś jak połączenie ‘’Supernatural’’ oraz starych dobrych ‘’Czarodziejek’’. Myślę, że ma to potencjał na tyle duży, że bez obaw mógłbym stwierdzić, iż serial miałby spore szanse być lepszy od książki – a u mnie nie zdarza się to często, bowiem ekranizacja zawsze odbiera pewną magię książce, tu natomiast mogłaby ją uwypuklić. Sam ekranizacje oglądam tylko dlatego, żeby dla zasady wesprzeć filmy, które powstają na podstawie powieści. Jednak ta książka ma wspaniały potencjał. Najlepiej byłoby, i tu już wybiegnę w mglistą sferę marzeń i przypuszczeń, by za ekranizacje odpowiedzialna była ta babka od ‘’Pamiętników wampirów’’,  gdyż mimo iż owy serial zryła po całości (dla mnie to była serialowa kopia ‘’Zmierzchu’’) ten mroczny klimat oddałaby świetnie, przynajmniej tak sądzę.

Opis obiecywał wiele poczucia humoru oraz niebanalnych bohaterów, niestety, w moich oczach nie jest to do końca prawdą. Powieść w żadnym stopniu nie jest pełna ironicznego humoru, choć momentami jest całkiem zabawna, tak samo jak jest wypełniona oryginalnymi postaciami, które pojawiają się tylko na chwilę. Ogół jednak trzyma poziom – fabuła jest skonstruowana na tyle dobrze, by wciągnąć czytelnika w pościg za tajemnymi mocami i przeszłością bohaterów. Nie jest także pozbawiona, często naciąganych acz nadal interesujących, zwrotów akcji i niesamowitych rozwiązań. Polecam!

Tytuł: Ryzykowny układ (Street magic)
Autor: Caitlin Kittredge
Część: I
Stron: 391
Okładka: miękka'
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 6,5/10
 

6 komentarzy:

  1. Mnie się wydaje, że to jednak sprawka tłumacza, bo takie kfiatki : "wyczyścić do czysta" są na porządku dziennym. Ja poległam w połowie ksiązki właśnie przez styl, co zdarzyło mi sie po raz pierwszy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele wpadek i "zaniedbań" książka zawdzięcza niestety tłumaczom, jednak ta powieść niestety mnie do siebie nie przekonuje..

    OdpowiedzUsuń
  3. Takich książek jest w zasadzie na pęczki, a większość prezentuje opłakany poziom. Po tej autorce się niczego wielkiego nie spodziewam, więc spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorki jeszcze nie znam, jakoś wielkiej ochoty aktualnie na tę książkę nie mam - jak co to kiedyś, gdy nie będę miała nic pod ręką innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pete to się akurat nie ma co dziwić, w końcu kobieta zmienną jest, więc może mieć ochotę przelecieć kogoś, kogo normalnie pragnie zabić :D
    Sama autorka jakoś mnie do siebie nie przekonuje...

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...