niedziela, 13 października 2013

[Banialuki #2] Plagiatorę, czyli spółka z ZOO.



Mimo iż od ostatnich banialuków minęło już 3 miesiące (!) Śliwkowy umysł nie zapomniał o tych wpisach, nawet jeśli haniebnie je zaniedbał, czego szczerze żałuje. Ale do rzeczy…

 Banialuki to cykl tekstów, dłuższych lub krótszych, o tematyce wkurwiającej teoretycznie niegodnej, pochwalnej, i jeszcze kilku innych tematykach, które w głębi serca, duszy i czasem portfela, chcielibyśmy poruszyć. Co za tym idzie: będziemy narzekali, obrażali, pieprzyli farmazony od rzeczy, a to wszystko zostanie zwieńczone bezcelowym wnioskiem,  którego nastawienie będzie zależało od danego testu. Nie śmiemy, rzecz jasna, uchodzić za Bóg wie jakich znawców, pisarzy i recenzentów, chcemy tylko podzielić się naszą opinią, tezami i stwierdzeniami.

Tak jak post poprzedni, tak i ten, jest zainspirowany dyskusją z portalu paranormalbooks.pl. Dziś tematyka zdecydowanie będzie należała do kategorii ‘’teoretycznie niegodnej’’, bowiem tekst będzie o najgorszym zabiegu literackim: pisaniu plagiatowaniu. Ostrzegam: nie obędzie się bez obrzucania literackim łajnem pisarzy oraz pewnej grupy osób, o których wspomnę później. Najlepiej byłoby, gdyby fani Cassandry Clare opuścili ten przybytek albo pogodzili się z tym, że na koniec postu furmanka wyjedzie pusta, pozostawiwszy swój, wątpliwej jakości, dobytek, na wyżej wymienionej pisarce.



Zacznijmy od tego, że nie można wszystkiego nazywać plagiatem. Branie pod uwagę innych tekstów, filmów i pozostałych dzieł sztuki jest nieodłącznym i niezbędnym elementem w procesie tworzenia. Musielibyśmy mieszkać w środku lasu od urodzenia, bez dostępu do jakiejkolwiek ludzkości, by uznać nasze dzieło za w pełni czyste; z racji tego, że nikt w takim środowisku nie mieszka – zaakceptujmy to, że wszystko wokół nas ma wpływ na naszą twórczość. Ale! Tylko od nas zależy co z tym zrobimy. Można próbować się od tego odciąć i jest to jeden z gorszych pomysłów, bowiem wówczas oszukujemy sami siebie, myśląc, że jeśli coś tworzymy, robimy to sami. Z racji tego, że wszystko podporządkowane jest naszym doświadczeniom i otoczeniu bez naszej woli metoda ignorowania jest skazana na porażkę.

Są trzy podstawowe rzeczy, które odzwierciedlają wpływ otoczenia na tworzenie: inspiracja, schemat i plagiat. Resztę pomińmy, choć znalazłoby się ich jeszcze pewnie kilka. Otóż najłagodniejszym i chyba najpopularniejszym jest inspiracja. Jak odróżnić inspirację od schematu i plagiatu? Po pierwsze: do inspiracji się przyznajemy. Autor często nawet nie musi tego mówić wprost. Inspiracja także ma swój podział – można po prostu, pod napływem zachwytu nad kimś, stworzyć coś innego, co jednak nieświadomie będzie w pewnych partiach podobne, a także wykorzystać pewien element na swój sposób. Przykładem inspiracji po zachwycie jest Edgar Allan Poe (którego osobiście wielbiam), który już od stuleci gromadzi rzeszę pisarzy otwarcie mówiących, że ich inspirował. Wykorzystanie elementu zostało doskonale przestawione w zrecenzowanej przeze mnie książce ‘’Szklany tron’’, gdzie autorka sprytnie wykorzystała motyw igrzysk rodem z książki Suzanne Collins. Oczywiście, tu trzeba powiedzieć: co za dużo, to nie zdrowo. Wszystko musi być użyte ze smakiem i inteligentnie wykorzystane.

Zajmijmy się schematem – temat [wylewająca się] rzeka. Czym jest schemat? Tak jak inspiracja to wykorzystanie jakiegoś elementu przez jedną osobę na użytek jednego dzieła (względnie serii), tak schemat jest ciut upasioną inspiracją, na którą rzucili się wszyscy. Doskonałym przykładem będzie tu paranormal romance oraz antyutopia. Po ‘’Zmierzchu’’, który, swoją drogą, sam powtarzał schemat z ‘’Pamiętników wampirów’’, nastała era paranormal romansów, gdzie schemat nadprzyrodzonego zauroczenia w klimacie mroku i niebezpieczeństwa panował niepodzielnie aż do czasu ‘’Igrzysk śmierci’’, które zapoczątkowały szał na antyutopie, dystopie, a także w późniejszym czasie, post-apokalipsę.  W zasadzie powtarzanie schematów służy jedynie zarobkom. Jest to haniebny zabieg, gdyż pokazuje brak kreatywności i chciwość. Mistrzyniami w schematach są Veronica Roth oraz Becca Fitzpatrick, gdyż ich powieści ukazały się ‘’zaraz po’’ i zdobyły największą, po pierwowzorach, popularność. Ale czy to źle? Nie. Po prostu stworzyły czytadła dla pieniędzy. Każdy musi jakoś zarabiać, można i tak.

No i plagiat. Czym jest? Plagiat jest jawnym przyznaniem się do tego, że autor jest marną kreaturą niegodną najmniejszego spojrzenia. Zasługuje tylko i wyłącznie na pogardę i zesłanie w niebyt. Gdy ktoś raz dopuści się plagiatu powinien być w środowisku literackim napiętnowany na całe życie. Czy tak jest? Niestety nie…
Teraz podpadnę fankom Cassandry Clare. Uprzedzam: tak, uwziąłem się na nią. Tak, pogardzam nią jako autorką, i gdyby nie było mi żal papieru obrzuciłbym jej książki łajnem a potem rytualnie spalił, najlepiej publicznie. Poza tym, jest doskonałym przykładem. Czy mam z nią jakiś problem? Nie, to nie z nią mam problem, ale właśnie z fankami. Sytuacja: Wasz ulubiony autor został posądzony o plagiat. Co robi jego fan? Ma kilka wyjść. To lepsze: poszukać dowodów, a w przypadku potwierdzenia zwrócić się ku pisarzom których dany inteligent wykorzystał. Mimo uwielbienia jakim go darzyliśmy, racjonalne podejście krzyczy, by nie wspomagać złodzieja. To średnie: zignorowanie tego. Uprzedzam jednak, że smród ciągnie się za takim. Najgorsze: obrona. To, co zrobiło mnóstwo fanek Clare. Bez sprawdzenia, bez wiedzy i wiadomości na dany temat otworzyły swoje paszczęki krzycząc, że C. Clare ‘’tylko się inspirowała’’, podczas gdy w jej ‘’Draco trilogy’’ znaleziono całe fragmenty innych powieści (tu i tu więcej o tym). To żałosne. By zrozumieć głupotę tego zachowania można wyobrazić sobie coś takiego: stoi w sklepie bandzior. Kwadratowa szczęka, skórzana kurtka, zarost, słowem: dziewczyny piszczą. Bandzior, wykorzystując zniewalający uśmiech, namawia dziewczę do tego, by wyjęła mu pieniądze z kasy, co oczywiście bez wahania robi. Na koniec, uśmiechając się szelmowsko, zostawia ją w sklepie, odjeżdżając.
Ja doskonale rozumiem, że ludzie lubią jej powieści. Są lekkie, schematyczne i wciągające, jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że bandzior, choćby był najprzystojniejszy, nadal pozostaje bandziorem: człowiekiem, który jest za głupi, by samemu zarobić, i musi kraść. Który jest tak żałosny, że musi wykorzystywać pracę innych, bo sam nie potrafi. Szczerze, wstydziłbym się popierania osoby, której plagiat został udowodniony.

Gdyby książki były obrazami – inspiracja byłaby wycięciem kawałka i stworzeniem własnego dzieła z tymże elementem, schemat byłby nowym obrazem, jednak w podobnym klimacie i takiej samej ramie, a plagiat byłby to ten sam obraz w innej ramie i pod innym nazwiskiem.

My, jako czytelnicy, nie możemy poradzić na to nic, że pisarze kopiują, jednak możemy zrobić wszystko, by ukarać kopiujących. To my decydujemy o tym, czy dana żałosna persona zarobi na złodziejstwie, bo inaczej nie da się tego nazwać, czy odejdzie w zapomnienie razem ze swoim haniebnym czynem. Nikt z nas nie przeczytał dziesiątek tysięcy książek, a co za tym idzie - nikt z nas nie wyłapie plagiatu od razu, jednak warto czasem poświęcić chwilkę, jeśli informacje o plagiacie do nas dotrą. Bardzo prawdopodobne, że ta czcza gadka do nikogo nie trafi bo ‘’przecież teraz wszyscy kopiują’’. To, że wszyscy kopiują, nie jest żadnym usprawiedliwieniem, przeciwnie, pokazuje tylko, jak żałośni jesteśmy dając zarobić złodziejom.

2 komentarze:

  1. Hm, schemat zastąpiłabym jednak konwencją - sprowadzanie całego postapo czy dystopii do jednego li i jedynie schematu jest mocnym uproszczeniem (w zasadzie w paranormalu też, ale jest to konwencja tak schematyczna i mało zróżnicowana, że nie będę się czepiać). Schematem nazwałabym raczej motyw questu czy małolata ratującego świat, bo w ramach jednej konwencji można problem przedstawić na wiele różnych sposobów, a schemat pozwala na przedstawienie takiego samego problemu w różnych konwencjach (tak sobie koncypuję).;)

    W sumie te mody i szały mają jedną zaletę - na fali popularności może się ukazać coś dobrego, co w innym razie nigdy nie byłoby w Polsce wydane (dla nieszczęsnego paranormalu przykładem jest tu seria "Protektorat Parasola" - ale ona schematy raczej przełamuje.;)).

    A o pani Clare słyszałam. Ale że i tak nigdy nie miałam zamiaru jej czytać, to bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.;) Choć zachowanie godne potępienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskoczyłeś mnie tą informację o Cassandrze Clare (nie, nie należę do jej wielkich fanek). Aż zajrzę na jedną z tych stron, które podałeś, bo jestem ciekawa, o co dokładnie chodzi.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...