wtorek, 24 września 2013

Lavie Tidhar: Osama




Uczta wyobraźni to seria, z którą tak na dobrą sprawę dopiero zacząłem swoją przygodę i z którą nie mam jeszcze zbyt wielu doświadczeń, niemniej, jedna cecha książek z tej serii rzuca się od razu: nieprzewidywalność. Biorę książkę: MAG wydaje fantasy, na okładce jest miasto, więc może Urban fantasy; tytuł wskazuje terroryzm, względnie wojnę, opis daje nadzieję na kryminał, a w rzeczywistości otrzymujemy absolutną mieszankę wszystkiego i niczego zarazem. To jakby w worku kupić nie kota, lecz słonia, i to wściekłego, który może zrobić wszystko od zburzenia nam domu po umeblowanie go w stylu barokowym. Absolutny chaos, słowem: bomba!

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że główny bohater równie dobrze może nie istnieć, bo jest tak papierowy i bezbarwny, że autor nie nadał mu nawet nazwiska. Warto jednak rzucić okiem po raz drugi, bowiem mimo iż Joe (bo tak właśnie ma na imię, choć jest to zupełnie nieistotne) sam nie zmienia się niemal w ogóle, to świat w jakim przyszło mu żyć, lub jaki musi oglądać (ciężko tu bowiem odróżnić rzeczywistość od nierzeczywistości, nawet jeśli owa rzeczywistość jest nie dość, że nie rzeczywista w ogóle, to jest także nierzeczywista w książce) zmienia się i jego bezbarwność traci znaczenie w obliczu barwności, lub nie barwności wydarzeń.

Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem był klimat. Cała książka była zaskakująco mroczna, w dobrym tego słowa znaczeniu (jeśli w ogóle takie istnieje). Bohater zazwyczaj prezentowany jest obok szklaneczki z alkoholem i pośród kłębów dymu. W ogóle cała powieść jest utrzymana w takim impresjonistycznym ujęciu chwili. Ta książka nie składa się ze scen i fragmentów, lecz z chwil, ujęć, chwyconych uczuć i krajobrazów. Taniec cieni, przemijalność gwiazd, pole maków, wschód słońca – w to i wiele więcej autor sprytnie i udanie ubrał wydarzenia, z jakimi nasz bohater musi się zmierzyć.

W tej książce czas nie istnieje. Ewentualnie – istnieje tylko w teorii. Nie chodzi tu rzecz jasna o określenie konkretnych ram czasowych – w wielu książkach nie da się tego zrobić a mimo to posiadają ‘’czas’’, natomiast tutaj autor świadomie, z rozmysłem i co najważniejsze – skutecznie – pozbawił swoją powieść czasu. Tworzy to takie poczucie niebytu: czy to wschód, zachód, południe – wsio ryba. Brak czasu zabrał czytelnikowi bardzo ważny punkt zaczepienia w zrozumieniu powieści oraz dał poczucie, że ta historia gdzieś się ‘’unosi’’. Nie ma jej jeszcze, albo już, albo nie będzie nigdy, albo była dawno temu – kompletny chaos i absolutna wspaniałość!

Jeśli chodzi o język, to początkowo był odrobinę trudny do przełknięcia, jednak po kilkunastu stronach zdecydowanie można się przyzwyczaić. Powieść nie jest napisana genialnie, ale autor rzucił tu odrobiną finezji, sporą dozą rzetelności, oraz kilkoma oryginalnymi fragmentami, wyjętymi niby z czapy, a które współtworzą odrealniony i realny zarazem klimat tej powieści. Jest to książka oryginalna i to powiedzieć trzeba. Dla niektórych okaże się za pewne zbędnie udziwniona, być może słusznie, jednak ja jestem zachwycony. Uczta wyobraźni ponownie nie zawiodła!

Tytuł: Osama
Autor: Lavie Tidhar
Część: -
Stron: 289
Okładka: twarda
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7,5/10

3 komentarze:

  1. Mnie się "Osama" bardzo podobał, choć trochę mi zajęło rozgryzienie wszystkiego, a i tak nie jestem do końca pewna, czy moja intepretacja jest właściwa (a może o to właśnie chodzi, żeby każdy czytelnik odczytał w tej powieści to, co chce?)... Bardzo nietuzinkowa pozycja, taka, jakiej się nie zapomina. Chyba truizmem byłoby powiedzieć, że wyjątkowo pasuje do tej serii...

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałabym więcej poczytać o "Osamie", bo jak na razie nie jestem przekonana do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam mieszane uczucia - lubię bowiem niebanalne książki, ale nie jestem pewna czy ta by mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...