środa, 17 lipca 2013

James Craig: Londyn we krwi [+ kilka informacji]



Najbardziej znaną powieścią kryminalną napisaną przez dziennikarza jest ta, która przedstawia losy szwedzkiego wydawcy dziennika ‘’Millenium’’ oraz genialnej nienormalności w osobie Lisbeth Salander. Piszę to by uświadomić, że Stieg Larsson postawił poprzeczkę dość wysoko  i każdy dziennikarz piszący kryminał, czy mu się to podoba czy nie, będzie w moich oczach porównywany właśnie do tego. Fakt, że książka Larssona była wydana wcześniej właściwie niczego tu nie zmienia, bo chodzi o jakość a nie okres czasu w jakim się ukazała. Wziąwszy pod uwagę skalę, w której wyzej wymiona powieść będzie odnośnikiem, stwierdzam, że poprzeczka nadal pozostała tam, gdzie była, lecz zaczęła się lekko chybotać pod napływem świeżego powietrza.

Powieść reklamowana jest jako ‘’europejski kryminał’’ co od razu narzuca myśl o tym, że podświadomie autor stara się wyzbyć kategoryzacji  względem narodowości i zaproponować coś, co mogłoby uchodzić nie tyle za wzór, co przykład książki, która z każdej europejskiej narodowości bierze to, co najlepsze i tworzy powieść w pewnym stopniu uniwersalną. Czy mu się udało? Chyba nie… w tym natłoku wszystkiego, co jest zbędne acz użyte ze smakiem i ograniczone do znośnych ilości, powieść faktycznie wydaje się być uniwersalna – ale to amerykanie robią uniwersalne rzeczy. Książka równie dobrze mogłaby być amerykańskim kryminałem, albo australijskim, wsio ryba. Szwedzkie kryminały są dobre, bo są charakterystyczne, tak jak kryminały lub ogólnie powieści na przykład rosyjskie. Nie widzę sensu w uogólnianiu tej powieści do ‘’europejskiego kryminału’’, już bliżej do ‘’uniwersalnego’’.

Stworzyć ciekawego detektywa jest w naszych czasach dosyć trudno. Każdego podświadomie będzie porównywało się do Holmesa, Poirota i wielu innych. John Carlyle (którego nazwisko niebezpiecznie kojarzy mi się ze ‘’Zmierzchem’’) jest człowiekiem statecznym, nie ma w sobie żadnych fascynujących udziwnień ale z drugiej strony nie można nazwać go bohaterem nudnym. Ten człowiek ma wrażenie, że cała odpowiedzialność za odkrycie prawdy spoczywa na nim, i nie robi to z niego człowieka w 100% prawego, bo nie on ten los sobie wybrał, lecz przemyślanie poprowadzona fabuła, co daje wrażenie, jakby to nie bohater chciał odkryć prawdę ale wydarzenia zmuszały bohatera do jej odkrycia. Oryginalne i interesujące.

Mam tak, że lubię czytać o Polakach w zagranicznych książkach – cóż poradzić. Pierwsze co rzuca się w oczy, to kolega Johna po fachu i jego partner – Joe Szyszkowski. Przy okazji poznawania owego człowieka autor dzieli się swoimi poglądami, a raczej poglądami swojego bohatera, na temat naszego narodu. Co takiego tam jest? Cóż, rzec mogę tyle, że w sumie nic nadmiernie negatywnego. Tu, rzecz jasna trzeba się zastanowić – autor nie napisał nic, co by nas obrażało dlatego, że myśli tak naprawdę, czy dlatego, iż liczy, że książka w której pochlebnie opisze polaków będzie miała szanse na wejście na tamten rynek? Mógł opisać każdą nację, więc skłaniam się raczej ku tej teorii, że po prostu nie myśli o nas tak źle.

Przy recenzowaniu książki ‘’Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet’’ stwierdziłem, iż jest napisana w sposób prosty i rzetelny – iście dziennikarski – i w przypadku ‘’Londynu we krwi’’ jest bardzo podobnie. Z jednej strony widoczne są braki w aspekcie pięknego i finezyjnego opowiadania, ale z drugiej strony jest to opowieść o prostym acz inteligentnym policjancie i nadmierne upiększanie jest tu zupełnie zbędne. Muszę jednak przyczepić się do kilku rzeczy. Pierwszą, która mnie zdziwiła, była objętość. Spodziewałem się czegoś bardziej rozwiniętego… lecz nie to zawiodło mnie najbardziej. Autor chyba nie wziął pod uwagę tego, że książka zostanie przetłumaczona na jakikolwiek język, bo czytając o tym wszystkich angielskich uliczkach doświadczyłem bardzo niewielu ich opisów. Ich brak można wytłumaczyć faktem, że autor po prostu nie wziął pod uwagę tego, że ktoś nie będzie wiedział jak wyglądają te wszystkie streety, roudy i place’y, a szkoda, bo nikt przecież nie czyta książki z otwartą mapką Londynu albo z włączonym Google.

Ogólnie powieść oceniam bardzo pozytywnie i już nie mogę doczekać się kontynuacji. Jestem bardzo ciekawy, czy w kolejnym tomie będzie kontynuacja bezpośrednio wątku z tej książki, czy John weźmie się za zupełnie inną sprawę, bo zakończenie jest na tyle enigmatyczne, że oba scenariusze są dosyć prawdopodobne. Polecam wszystkim fanom zręcznie napisanych, brutalnych, męskich i wyrazistych kryminałów, bo jest to kawał bardzo przemyślanej i interesującej historii, która wciąga jak mało co i którą można czytać bez przerwy.

Autor: James Craig
Tytuł: Londyn we krwi
Część: I
Okładka: miękka, ze skrzydełkami
Stron: 333
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 7/10


Teraz kilka informacji.
 
Chciałbym powiadomić, iż teraz wpisy będą ukazywały się jeszcze rzadziej, niestety. Niedogodności te są spowodowane tym, że NiebieskaMgiełka poznaje uroki Harry'ego Pottera, o czym powiedziane zostało już wszystko, i to kilkukrotnie, a ja (Obywatel_Śliwka, jakby co) podjąłem pracę jako stażysta w księgarni, co było jednym z moich celów. Dodać do tego trzeba kurs na prawo jazdy i wychodzi na to, że czasu brak. Będziemy robili co mogli - niedługo kolejne banialuki - ale działalność blogowa prawdopodobnie zmaleje, za co przepraszamy, ale liczymy, że wybaczycie nam te chwilowe niedyspozycje.

4 komentarze:

  1. Powieść z pewnością z czasem znajdzie się na mojej półce. "Harry Potter" jest genialnym sposobem na zabicie czasu, nawet nie wiem kiedy pochłonęłam całą serię. Gratuluję stażu i życzę udanej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też gratuluję stażu, praca w księgarni musi być naprawdę ciekawa. :) I powodzenia na kursie! Gdy wspominam swój, przyznaję z uśmiechem, że na jazdach było super, gorzej, gdy się poszło do WORDU zdawać. Ponoć za drugim zdają najlepsi, osobiście uważam, że za czwartym mistrzowie. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję stażu w księgarni! Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po stwierdzeniu, że jest to wyrazisty kryminał (i jeszcze pparu innych) czuję się zachęcona :) Gratuluję stażu, a go Harrego Pottera wciąż czasami wracam :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...