poniedziałek, 8 lipca 2013

[Banialuki #1] Niemiłość, czyli miłość w ksiażkach dla nastolatek.



Bóle dupy czas zacząć. Blog już wstępnie zmodernizowany, czas na kolejny krok – chcielibyśmy zaprezentować Wam cykl tekstów, dłuższych lub krótszych, o tematyce wkurwiającej teoretycznie niegodnej, pochwalnej, i jeszcze kilku innych tematykach, które w głębi serca, duszy i czasem portfela, chcielibyśmy poruszyć. Co za tym idzie: będziemy narzekali, obrażali, pieprzyli farmazony od rzeczy, a to wszystko zostanie zwieńczone bezcelowym wnioskiem,  którego nastawienie będzie zależało od danego testu. Nie śmiemy, rzecz jasna, uchodzić za Bóg wie jakich znawców, pisarzy i recenzentów, chcemy tylko podzielić się naszą opinią, tezami i stwierdzeniami.

Pomysł na ten cykl zrodził się w Śliwkowej głowie w momencie, gdy zobaczył on w komentarzu na stronie paranormalbooks.pl zdanie jednej z użytkowniczek, która twierdziła, że lubi tego bloga, bo wyrażam rzetelną opinię o wątkach miłosnych w książkach. Dziwne to było uczucie, czytać o swoim blogu komentarz, napisany przez osobę, której zupełnie nie znam i w dodatku twierdzącą, że pisanina która śmiemy prezentować nie ocieka beznadziejnością zalewając wszystko wokół. Tak samo dziwne, jak miłe (Dziękuję!).



Ale! Bóle czas zacząć. Miłość!
Czym jest miłość? Niejeden człowieczyna - mądry, średnio mądry i pisarz niemądry - próbował odpowiedzieć na to pytanie. Ja definiuję miłość, jako zażyłą relację między dwiema osobami (nie, żeby ze mnie jakiś homofob, ale przyznam, nie kusi mnie do czytania o homoseksualistach, jednak żeby nikogo nie urazić trzymajmy się tych ogólnych ‘’osób’’ [chociaż lepiej, żeby czasem one przestały trzymać się nas]) które dla siebie są w stanie niemal zrobić wszystko, które ufają sobie bezgranicznie i które kochają nie z jakiegoś powodu, ale pomimo jakiegoś powodu, bo to próby uczą nas samych, a te cechy, które zaliczamy do ‘’pomimo’’ są jak płotki w biegu do drugiej osoby.

Ja sam, mimo iż facetem jestem, dobrym wątkiem romansowym nie pogardzę. Tu trzeba zadać sobie pytanie: jak wygląda dobry wątek romansowy? Mnie wystarczą dwie cechy: niebanalność i prawdziwa miłość. Skąd tu to ‘’prawdziwa’’?

A stąd, że obdzierając nastolatkowe opowieści stwierdzam: one nie prezentują miłości!

 



Pod względem uczuć wygląd powinien ograniczać się do tego, by przykuwać uwagę osoby, na której nam zależy. Tyle. Obserwując popularne wśród nastolatek książki dojść można do wniosku, że jest zupełnie na odwrót – to umysł zwraca uwagę a wygląd powoduje ‘’zakochanie’’. Idealny przykład? ‘’Dotyk Julii’’. Dlaczego bohaterowie się poznali? Bo Julia ma dar (czynnik umysłowy). Dlaczego piękny chłoptaś ja pokochał? Bo była ładna! (czynnik wizualny). Jest to zupełne zaprzeczenie romantyzmu tych wszystkich małolat, które z racji pałania uwielbieniem względem niektórych powieści uważają się za wielce romantyczne i niesamowicie uczuciowe. Okazuje się, że nie chcą prawdziwej miłości, że nie interesuje ich uczucie głębokie i prawdziwe – chcą, żeby tępy przystojniak je objął i powiedział, że są boskie, jedyne w swoim rodzaju i (o ile nie przytyją) on bardzo chętnie się z nimi ożeni.

Jak ma się zatem większość paranormal romansów do prawdziwych uczuć? Nijak! Jeśli uczucia opierają się na wyglądzie (‘’Czerwień rubinu’’, ‘’Wybrani’’, ‘’Zmierzch’’, ‘’Pamiętniki wampirów’’ i wiele, wiele więcej) to nie jest to nic ponad  zwykłego, głupawego, nastolatkowego zauroczenia i nazywanie tego miłością jest błędem. Czy zamiast nazywać te książki love story powinniśmy je nazywać… infatuation, albo fascination story? Czy może wprost, po naszemu – historia o zauroczeniu?
Zrozumieć oczywiście trzeba, że nie zawsze uda się rozwinąć doskonały wątek miłosny – często ogranicza twórców czy to temat, czy objętość, czy kilka znanych tylko im czynników (prawdopodobnie zawiłości fabularnych) które nie pozwolą na rozwinięcie się uczuć, po co jednak wówczas w ogóle je rozwijać? Niech sobie będą, ale chociaż prawdziwe, a nie: oh, jaki on piękny i niebezpieczny, chyba pokocham go od pierwszego wejrzenia, bo przy drugim to chyba kopytka wyciągnę.

Teraz chciałbym poruszyć element, który czai się pewnie w głowach większości osób czytających ten tekst (swoją drogą, szacun, że dotarliście tak daleko) – przecież on nie jest nastolatką! Może po prostu tego nie rozumie?
Spotkałem się z opinią, że żeby zrozumieć te książki, trzeba być nastolatką – czy aby na pewno?
Śmiem twierdzić, że nie. Trzeba być nastolatką, żeby się w to wczuć, ale nie ma to nic wspólnego ze zrozumieniem.
Gdyby ktoś mi powiedział: to książka dla nastolatków, przeczytaj, spodoba Ci się – strzeliłbym fochem jak nic.
Tłumaczę dlaczego bym się obraził (to tłumaczenie prawdopodobnie zaleje mnie później falą hejtu, ale co tam, raz się żyje!). Tu trzeba zasięgnąć do bohaterek: Bella, Nora, Elena są… normalne. Tu, w słowie normalne zawiera się wiele innych słów: szare, nijakie, niewyróżniające się z tłumu, niestroniące od książek ale często nie czytające ich wiele, zakompleksione – czyli takie, za jakie uważają się osoby, które z tymi bohaterkami się utożsamiają i które w efekcie pragną, by przystojniak chwycił je za kopytka i poniósł hen hen do odległych krain, gdzie będą niesamowite i wielbione – bo takie później okazują się dane bohaterki.

Wielu stwierdzi: co z tego? Przecież te książki służą tylko rozrywce! Po co je tak analizować, skoro nikomu to nie przeszkadza, bo wszyscy się przy nich doskonale bawią? Cóż, mnie przeszkadza. Przeszkadzają te emocjonujące recenzje, twierdzące jaki to wątek był wspaniały, że oni się tak kochają. Z jednej strony nie muszę ich czytać, mogę olać i przejść do następnej, ale nie wiemy przecież o czym będzie recenzja: czytam, i po raz n-ty widzę zachwyt nad rzekomą uczuciowością danej powieści. Przeszkadza mi ta hipokryzja nastolatek, które zachwycone romansidłem twierdzą, że rozumieją prawdziwą miłość. A tak ogółem, to po prostu smutne, że ta romantyczna, piękna część naszego społeczeństwa, która czyta książki, zachwyca się pierdołami tak papierowymi i żałosnymi.


Podsumowując:

 Uważam większość romansów i wszystkie paranormal romanse za zupełnie bezwartościowe pod względem miłości gnioty, które zamiast propagować prawdziwe i głębokie uczucia mówią o tym, że najważniejsze jest znaleźć przystojnego chłopaka i wielbić jego wygląd na wieki, samemu będąc szarą, nijaką i cichą myszką, która tylko stwarzała takie pozory, bo tak naprawdę, to jest szarą, nijaką i cichą myszką, ale bezgranicznie zakochaną! Czy stwierdziłem, że czytelniczki ich są głupie? Nie? To dobrze. Nie każdy przecież, kto je czyta, zachwyca się nimi. Niektórzy po prostu lubią lekkie i niezobowiązujące umysłowo historie – nic mi do tego. Sam czasem takowe czytam. Ale proponuję zastanowić się nad tym co, kto i dlaczego pisze, bo jeszcze jeden ‘’Zmierzch’’ i idzie wybuchnąć.


Ciekawym, jak odniosą się do tego fanki tegoż gatunku, których niestety nie brakuje. Uprzedzam – nie uważam się na eksperta ani w sprawie miłości, ani w sprawie romansów ani tym bardziej w sprawie miłości w romansach (nie czytałem przecież żadnej książki Jane Austen!), warto jednak zastanowić się nad tym, co (głównie) pisarki nam proponują, bo śmiem zauważyć, że jest to niewymagająca wysiłku umysłowego szmira, pełna ochów, achów i jęków o piękności, a w której brakuje prawdziwych uczuć, czyli czegoś, czego rzekomo tak mocno pragną czytelniczki. Tekst w sumie pisany dlatego, że często naciąłem się chcąc przeczytać ciekawą młodzieżówkę a dostając żałosny romans.

20 komentarzy:

  1. Ciekawy tekst :)
    Ja akurat jestem nastolatką, ale zgadzam się z Tobą. Mnie także nie zachwycają książki paranormal romance, w którym żadna miłość nie występuje. Oprócz tego co napisałeś denerwuje mnie w takich książkach jeszcze to, że główna bohaterka jest w stanie zrobić wszystko dla ukochanego. Ucieka, krzywdzi bliskich, nie patrzy na innych. Jeśli tak ma wyglądać zakochanie, to ja dziękuję.
    Pozdrawiam i czekam na więcej "banialuków" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odważne i ciekawe. Jestem nastolatką, ale mogę ci w zupełności przyznać racje, że w większości (ale uważam, że nie wszystkie) wątki "miłosne" są po prostu banalne i kompletnie nie realne. Nie chodzi mi nawet o charakter głównych bohaterek, ale o to, że dziewczyna widzi jakiegoś przystojniaka, a na drugi dzień już ze sobą chodzą, co chwile się całują, nagle wszystko o sobie wiedzą i nie mogą bez siebie żyć. Od razu wiadomo, że w normalnym życiu tak nie jest. Mimo to sięgam po paranormal romans, bo często sam pomysł na fabułę jest ciekawy i kiedy jest dodatkowo dobrze napisany to książka staje się ciekawa. Podsumowując, jeśli denerwujący jest tylko i wyłącznie wątek miłosny, a cała reszta jest na dobrym poziomie to książka jest wtedy zazwyczaj warta przeczytania.

    Upps, rozpisałam się. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram. Twoje zdanie doskonale obrazuje to, co dzieje się w ''Wybranych'' - mimo żałosnego trójkąta intryga jest na tyle ciekawa, by czytać i się nie nudzić. Mimo wszystko, gdyby nie ten trójkąt powieść byłaby o wiele lepsza.

      Usuń
  3. Mimo iż czytam paranormale i niektóre z nich mi się podobają ("Czerwień rubinu" akurat lubię), to w stu procentach się z Tobą zgadzam! Ile można? Te wszystkie wątki miłosne są takie same - schematyczne i cholernie (ups!) nudne. Zawsze to samo - ona (szara, bura) księżniczka do uratowania, a on (mega przystojny) książę na białym koniu (jeszcze gorzej jeżeli jest trójkąt). Powyższy komentarz bardzo trafny - jeżeli pomysł i wykonanie fajne, to wątek miłosny jestem w stanie przeżyć.
    Lubię czytać takie "odmóżdżacze", ale większa ich ilość i mój mózg zniknie zupełnie :)

    A poza tym, uwielbiam Twoje wpisy. W pewnym stopniu pomagają mi przy mojej pisaninie, więc oby tak dalej! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że moje wpisy Ci pomagają. Słusznie robisz ucząc się na błędach innych ;)

      Usuń
  4. Absolutnie zgadzam się z opinią Selena Żaneta.
    Mam natomiast prośbę do autora tekstu: Obywatelu, więc podaj mi tytuł jakiejś książki, w której ta nasza normalna bohaterka z wszystkimi aspektami, które opisują ją w powyższym tekście, znajduje prawdziwą miłość... miłość nieopartą na wyglądzie i (jak to często ma miejsce w książkach fantasy lub paranormal) wyjątkowych umiejętnościach, darach tudzież cechach.
    Będę bardzo wdzięczna i od razu wezmę się za czytanie tej właśnie książki.
    Pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalna bohaterka i prawdziwa miłość? Nierealne. Przynajmniej nie dla mnie - człowieka, który lubi romansowy wątek, nie książkę. Podejrzewam, że to jest po prostu stały i bezwzględnie przestrzegana reguła - normalna nastolatka w połączeniu z paranormalnym elementem tylko i wyłącznie z sztuczną i schematyczną miłością. Nierozłączne.
      Ale, jeśli chodzi o wątki romansowe mnie urzekł ten z powieści Joanne Harris ''Śpij, kochanie śpij'' głównie przez swoją niebanalność (przynajmniej w większości) oraz ten z ''Złodziejki książek'', bo był wyjątkowo prawdziwy i nie emanował na całą książkę.

      Usuń
    2. Więc co zrobić, jeżeli chce się poczytać o normalnej bohaterce i prawdziwej miłości? Jak sam stwiedziłeś jest to nierealne, bo nikt nie napisał i chyba już nie napisze takiej książki... Być może byłaby to strasznie nudna książka, może o to chodzi? Nie byłyoby tam super mocy, idealnego wyglądu i takich tam bzdetów. Bo nikt nie chce czytać o szarej rzeczywistości, tylko właśnie o tym wydealizowanym świecie, by choć na chwilę oderwać się od realnego świata. A szczególnie dotyczy to właśnie tych niedoświadczonych nastolatków, którzy nie wiedzą jeszcze co to znaczy prawdziwe życie...
      "Złodziejkę..." czytałam, godna polecenia
      Z "Śpij..." chętnie skorzystam
      Pozdr.

      Usuń
    3. Pozwól, że posłużę się przykładem - czy jesteś w stanie wyobrazić sobie Bellę w szczerej rozmowie z Edwardem, Bellę, która nie zwraca uwagi na jego marmurowe, boskie, wieczne ciało, albo Edwarda, którego w wyżej wymienionej bohaterce urzeka coś więcej niż fakt, że ładnie pachnie i nie może przeczytać jej myśli? Ja nie. Element wyglądu jest od początku zakorzeniony w tych powieściach, co robi z nie płytkie. W innym wypadku może nie tyle, co byłby nudne, ale nie zachwyciłby tej części, która pragnie boskich ciał.
      A co do prawdziwego życia, to problem właśnie tkwi w tym, że oni twierdzą, że je znają, bo poznali wieczną miłość wampirów, aniołów lub innych stworów. W tym tkwi problem.

      Usuń
    4. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie szczerej rozmowy Belli z Edwardem, ponieważ nie czytałam "Zmierzchu" i nie mam zamiaru tego robić.
      Według mnie jeżeli chce się już sięgnąć po tematykę paranormal, trzeba po prostu przymknąć oko na domniemaną "miłość".

      Usuń
  5. Czasem sama lubię sięgnąć po młodzieżową literaturę, wszak nastolatką jestem i mój umysł (serce?) woła o boskiego Patcha,etc. Ostatnio jednak tego typu książki przestały mnie bawić, bo po raz setny powielają jeden schemat. Dodatkowo sięgam po więcej dojrzałej literatury i mam porównanie. Nie mniej jednak czasem taki odmóżdżacz jest mi bardzo potrzebny, ale nigdy nie uważałam ich za realistyczne. Bo tak jak często przedstawiają fantastycznych bohaterów, tak często traktują o niemożliwym do spełnienia uczuciu.

    Bardzo podoba mi się pomysł z tymi tekstami. Na pewno będę czytała i komentowała.

    P.S. Co do "Dotyku Julii" miałam wrażenie, że główna bohaterka jest odrobinę niewyżyta seksualnie, żeby nie użyć innego słowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odniosłem to wrażenie. Autorka pewnie chciała okazać odrobinę oryginalności i podarowała swojej bohaterce popęd seksualny, niestety, ja osobiście odniosłem wrażenie, że gdyby mogła, zgwałciłaby swojego chłoptasia w pierwszym lepszym zakątku...

      Usuń
  6. Nie rozumiem tylko wtrętu o homoseksualistach, padającego tuż po celowym użyciu uogólnionego określenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usprawiedliwiłem to określenie tymże wkrętem. Nie chciałem, żeby ktoś mi zarzucił, iż mówiąc o miłości ignoruję wątki homoseksualne, tak popularne ostatnio nawet w niektórych powieścidłach, więc na ile potrafiłem zręcznie wmanewrowałem wiadomość, że nigdy o takowych nie czytałem, więc się nie wypowiem, ale nic do nich nie mam.

      Usuń
    2. Właśnie o to mi chodzi, że używając określenia "związek dwóch osób" pozbyłeś się podziałów, po czym z powrotem postawiłeś tę barierkę jakoś tam wyróżniając związki homo.

      Sorry, wiem, że łapię za słówka i jestem upierdliwa, ale jestem pod tym kątem wyczulona.

      Usuń
  7. Zarzucamy powieściom młodzieżowym schematyczność, powtarzalność, naiwność, itp, itd. Przyznaję, że niekiedy sama je czytam i choć nie spełniają one w stu procentach moich czytelniczych oczekiwań, to zawsze mam na uwadze, że jest pewna grupa docelowa, do której są one kierowane i ja już dawno się w tym limicie nie mieszczę. Dlatego oceniając je jestem w miarę łagodna.
    I teraz niejako z drugiej strony. Na co dzień pracuję jako nauczyciel w gimnazjum. Wiadomo jaki to wiek; porywczy, uczuciowy, o rozumowym kierowaniu się sobą tam raczej mowy nie ma. Wiem też, że nastolatki w tym wieku są niesamowicie wrażliwe na własnym punkcie i drobiazgi przeżywają tak, jakby to było wydarzenie globalne, a czasem nawet koniec świata. Ktoś coś powiedział, ktoś inny to powtórzył, a teraz wszyscy już o tym wiedzą, mówią i jeszcze nie daj Boże na FB wypisują! Tragedia! Koniec świata. W trzecich klasach zazwyczaj zaczynają się tworzyć takie pierwsze poważne pary. I na czym to polega? Ano na trzymaniu się za ręce, przytulaniu i całowaniu, ogólnie mówiąc na wzdychaniu, przy czym przykładowo z rana jest wszystko w porządku, a już po południu zrywają, bo o jakąś głupotę poszło. I zaraz angażuje się w to pół klasy, mediatorów robi się kupa i latają od jednego do drugiego i tłumaczą, głaszczą, przytulają. Czasem się z tego śmieję, bo jak dla mnie robią niepotrzebny szum. Ale potem staram się zrozumieć (to jedno z moich zadań pedagogicznych: rozumieć. W odwrotną stronę to już nie działa ;p)i widzę, jak mocno działa presja grupy, jak niskie jest poczucie własnej wartości i że tak po prostu się wszystko odczuwa, gdy ma się naście lat.
    I ostatni już przykład: zarzucamy książkowym bohaterkom, że wzdychają, wielbią tężyznę fizyczną swoich ukochanych, bywają "niewyżyte". Ostatnio moja 18-letnia już kuzynka znalazła sobie chłopaka. Jest to taki pierwszy poważny, więc zakochana jest bardzo. Rodzice się jej pytają, co ona w nim widzi, za co go tak lubi. Ona rzecz jasna nie rozumie tych pytań, po czym przyciskana odpowiada, że przecież ma takie fajne kolczyki, jest super opalony, szczupły i ma kaloryfer. I co ma na to taki potencjalny rodzic odrzec?
    Gdy się nad tym dłużej zastanowić, to te książkowe bohaterki wiele mają w sobie z współczesnych nastolatków. A łączy je na pewno jedno: pragnienie bycia kochanym, akceptowanym i marzenie o tym, by to właśnie jej/jemu przydarzyło się coś niezwykłego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Łagodność w mojej ocenie zależy od tego, czy spodziewałem się wątku romantycznego, czy nie. Czasem można trafić na książkę, w której wątek romansowy jest duży, ale czytając recenzje nikt nie zwrócił na to uwagi i rzetelnie tego nie opisał, toteż dostając coś, czego się nie spodziewałem, jestem odrobinę zawiedziony.
      Ale czy posiadanie nastu lat usprawiedliwia twierdzenie, że poznało się dogłębnie życie i wie się co to jest prawdziwa miłość, bo czytało się o Norze i Patchu? Według mnie nie, według nich tak. Tu jest książka pogrzebana.
      Gdybym miał postawić się w roli tego rodzica, to spytałbym, jak te kolczyki będą wyglądały za 50 lat, gdy opalenizna zejdzie a mięśnie obwisną. Chce się pobawić, jej sprawa, ale nazywanie tego poważną miłością...
      Obraziłaś wiele osób, twierdząc, że bohaterki i nastolatki mają ze sobą wiele wspólnego. Gdyby porównać ich do na przykład... Gwendolyn, która co kilka stron powtarza ''rozumiem - skłamałam'' to nie świadczy o nich dobrze.
      Ja rozumiem, że to jest taki wiek, że zupełnie nie myśli się o przyszłości. Uważa się, że jak chłopak ma kaloryfer a dziewczyna duże piersi to jest perfekcyjną drugą połówką. Nie zmienię niczyjego sposobu myślenia i nie to było moim zamiarem, chciałem tylko ukazać co jako czytający młodzieżówki facet, którego o owych książkach ktoś gdzieś opinię o wątku romantycznym sobie ceni, sądzę o tymże aspekcie. Wszyscy są inni i każdy odbierze to inaczej, jednak trzeba tu zadać sobie pytanie: czy te książki mają wpływ na młodzież, czy młodzież na książki? Mówię tu o tej młodzieży czytającej, reszta niech sobie biega na rzęsach.
      Ich popularność świadczy o tym, że młodych czytających ludzi obchodzi to, że ktoś jest ładny, a nie to, że jest mądry, co jest tak samo smutne jak normalne...

      Usuń
    2. Moim celem nie było obrażanie kogokolwiek, a jedynie wskazanie, że bohaterowie książek i współczesne nastolatki faktycznie mają ze sobą sporo wspólnego, choćby wrażliwość na otaczający je świat i podatność na zranienia. A pytania w stylu; jak coś/ktoś będzie wyglądał za 50 lat są z gruntu bezsensowne, bo żaden nastolatek nie myśli o przyszłości. Dla nich liczy się teraz, to co w tej chwili. Do wniosków dochodzi się niestety po fakcie. Wracający do szkoły po kilku latach absolwenci dopiero przyznają rację nam pedagogom i nauczycielom, ale wtedy mają już blisko 20 lat.

      Usuń
  8. WOW! Nareszcie ktoś coś mądrego na ten temat napisał! I racja nie trzeba być nastolatką, żeby to zrozumieć czy czytać, ale pewnie trzeba być zakompleksioną nastolatką, żeby to polubić. Ot, taka nisza, w którą celują wydawcy. A szkoda, bo przecież jest tyle wartościowych książek, nawet tych traktujących o miłości. Niestety reklama zalewa nas tylko pozycjami, które się łatwo czyta i które są "kuszące" dla przeciętnych nastolatków. Jak już pisałam, gratuluję dobrego artykułu (?), posta (?) albo po prostu: spisanych przemyśleń ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobne spostrzeżenia, to wyidealizowany obraz miłości,która w świecie rzeczywistym nie miała by miejsca.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...