sobota, 29 czerwca 2013

Ballada o losie, czyli ''Drozdy. Dotyk przeznaczenia.''




Zacząć trzeba od okładki. Wielu się nie podoba, co mogę zrozumieć, ale dla mnie jest przepiękna. Może modelka to nie jest jakaś klasyczna piękność, może ogółem wygląda to dziwnie i ciut przerażająco, z domieszką chaosu i dziwności, ale taka jest ta książka. Pierwsze co nasunęło mi się na myśl, to określenie jej jako industrialną, w sumie nie wiem dlaczego. W każdym razie, mnie się podoba, a w dodatku pasuje do książki jak mało która. Nie to, żeby okładka zawsze musiała być dopasowana, ale stworzyć grafikę obrazującą całą książkę to już sztuka, a tu udało się to niemal idealnie.

Fabuła, to trzeba powiedzieć od razu, jest oryginalna na tyle, by się nią zachwycić, niebanalna na tyle, by chcieć poznać jej więcej i skonstruowana tak dobrze, że zapada w pamięć i powoduje tęsknotę podczas niepoznawania jej. Jest to mroczna, bardzo przejmująca, opowieść, w której autor zgrabnie i z finezją połączył thriller, który nie daje czytelnikowi odejść od książki, kryminał, który rozbudza wyobraźnie jak niemal nic innego, sensację, która powoduje burzę emocji oraz element fantastyczny, który zgrabnie spaja i dodaje głębi całemu, wykreowanemu w tejże powieści, światu. Dodatkowo mieszankę tę napędza fakt, że oprócz wyżej wymienionych gatunków jest to także bardzo solidna powieść drogi. Wspaniałości!

Kolejnym elementem, który zasługuje na pochwałę, jest główna bohaterka. Z jednej strony twarda, cyniczna baba z jajami, która je jak robotnik, dobre serce zamieniła na świetne nogi a współczucie względem innych ludzi ograniczyła do minimum, którą spokojnie można nazwać ‘’dupkiem’’, z drugiej natomiast normalna dwudziestolatka, która stłamszona, odzywa się tylko kilka razy. Nie, żeby jakieś rozdwojenie jaźni, ale dwie strony głównej bohaterki są bardzo widocznie rozdzielone, i obie są fantastyczne! Miriam jest bohaterką, której humor, cyniczność oraz jej historia sprawia, że można ją polubić od pierwszej strony.

A propos humoru. Specjalnie dwa akapity wyżej pominąłem jeden ważny element, po to, by opisać go teraz, zasługuje on bowiem na osobny akapit. Humor zarówno głównej bohaterki jak i innych bohaterów robi z tej powieści niemal komedię, a w połączeniu z mrocznym klimatem dostajemy doskonały przykład czarnej komedii, zdecydowanie najlepszej jaką czytałem. Przyznać trzeba, że autor doskonale przemyślał ten aspekt, bo żarty nie są żałosne ani wymuszone ale nie dość, że ciekawe, to jeszcze intrygująco wplątane w fabułę, co stawia Miriam, obok takiego żartownisia jak sam Myron Bolitar. Swoją drogą, doskonale by się dogadali.

Miłość. Jest. I, tu, uwaga, nie padnie słowo ‘’niestety’’! Uczucia są bowiem tak ciekawie wplątane, tak nie nachalne, tak naturalne i interesujące, że w zasadzie wszystkie nastoletnie fanki ‘’Zmierzchu’’ wydałby jęk rozpaczy, natomiast wszyscy zwolennicy ciekawego ukazywanie emocji okrzyk zachwytu. Więcej, jest nawet typowy ‘’trójkącik miłosny’’ i tu także nie padnie zrezygnowane westchnienie żałości, bowiem do typowych miłosnych trójkątów to mu bardzo, bardzo daleko. To nie jest tak, że ja jestem antyfanem romansów, ja po prostu lubię romanse niebanalne, a ten, w granicach rozsądku oczywiście (niewiele bowiem da radę wykrzesać z romansu) jest bardzo dobry.

Podsumowując: książka dla fanów ciekawego i niebanalnego mroku, którego wykorzystanie zajęło autorowi więcej niż 15 minut zastanowienia. Jest to powieść, która z racji swojej wszechstronności zachwyci wielu czytelników. Nie jest to literatura godna nobla rzecz jasna, ale nadal doskonałe, wciągające, emocjonujące, brutalne, dynamiczne i momentami bardzo zabawne czytadło. Wydawnictwo po gafie jaką zrobiło wydając książkę Felicjańskiej powoli odsuwa się od wizerunku tandeciarzy i zyskuje miano wydawcy literatury niebanalnej, a może nawet kontrowersyjnej.
A okładka jest piękna!

Autor: Chuck Wendig
Tytuł: Drozdy. Dotyk przeznaczenia
Część: I
Okładka: miękka, ze skrzydełkami
Stron: 318
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 7,5/10
 

10 komentarzy:

  1. Niebanalna i oryginalna fabuła przekonują mnie do tej książki. Może kiedyś po nią sięgnę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam an nią ochotę już od dawna i też uważam, że okładka jet cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pojawiłam się tutaj niedawno, ale im więcej czytam Twoich recenzji, tym bardziej mam wrażenie, że powinny być wydane jako osobna, specjalna książka :)
    Co do "Drozdów..." - okładka średnio mnie zachęca - może dlatego, że często można ją zobaczyć w księgarniach, a nie bardzo lubię, jak coś patrzy na mnie niemal z każdego sklepu :P Myślę jednak, że tym czarnym humorem byś mnie przekonał do przeczytania jej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta obszerność to zapewne przez tę wielką czcionkę (która niedługo zniknie, planujemy bowiem ''remont'' bloga).
      Okładka ''Drozdów...'' przy trylogii E. L. James to nic. Tamta była dosłownie wszędzie. Jednak książka Wendiga jest godna polecenia.

      Usuń
  4. Okładka ładna, ale opis mnie nie przekonuje :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadal mam na tyle mieszane uczucia co do tej książki ( i tomu drugiego), że jeszcze po nią nie sięgnę. Ale nadal się zastanawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Recenzja kusi by sięgnąć po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaintrygował mnie ten czarny humor,ale narazie zbyt wiele innych książek na mnie czeka :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...