sobota, 13 kwietnia 2013

[recenzja gastronomiczno-wredna] Kerstin Gier: Czerwień rubinu

Na wstępie, z racji popularności książki, chciałbym ostrzec, że będę krytykował i obrażał, więc osoby, które ewentualnie mogłyby poczuć się urażone z czystym sumieniem mogą tego nie przeczytać.



Przepis na: podróż w czasie z cierpienia, przez zachwyt, do bólu.

- 65 kilo ‘’zwykłej nastolatki’’
- 80 kilo boskości, w postaci boskiego przystojniaka
- 4 kilo chronografu
- 20 dekagramów ładnych wierszyków
- kilka gram krwi
- opasła torba tajemnicy
- kilkadziesiąt kilo innych bohaterów
- tona męki.

Przeczytawszy tę książkę doszedłem do wniosku, że pisarki uważają wszystkich nastolatków za tak głupich, że zazdroszczą kaloszom niezbyt inteligentnych. Dowodem tego jest Gwendolyn – najgorsza bohaterka literacka z jaką miałem styczność od czasów Belli Swan. Gwen jest tak tępa, że za każdym razem gdy coś powiedziała chciało się zrobić wchujmegahiperpotężny spory face palm. Wyobraźmy sobie taką sytuację: przed Waszym domem stoi jakiś facet i patrzy w okna – normalny człowiek albo idzie walnąć mu w mordę spytać o co chodzi, albo dzwoni na policję, ale Gwen nie! Ona jest normalną nastolatką, zatem macha do niego przyjaźnie. Co ciekawe – im bardziej normalna ma być bohaterka, tym bardziej głupia się wydaje, co udowodniła Bella Swan. Ja rozumiem, że nie wszyscy muszą być inteligentni, ale jeśli mi ktoś powtarza zdanie ‘’ Rozumiem – skłamałam’’ przez całą książkę kilkanaście razy, to kurwicy można dostać ciężko to wytrzymać.

Jeśli zaś chodzi o boskość – Gideon to człowiek, który się pojawia we wszystkich książkach dla nastolatek, tylko z innymi imionami, długością włosów i tępą nastolatką, w której przyjdzie mu się zakochać. O boskości! O doskonałości! Po ki grom ty tu jesteś! Jego mega przystojność przyprawia główną bohaterkę o mokre majtki drżenie rąk, kolan, warg, i w ogóle cała trzęsie się jak galareta pocąc się przy tym nieprzyzwoicie, co w połączeniu z emocjonującymi wydarzeniami musi dawać dosyć nieprzyjemny efekt. Ale! To absolutnie nie jest tak, że książka ta ma tylko koszmarnych bohaterów! W zasadzie to wszyscy wokół są całkiem nieźli – polubiłem zwłaszcza Leslie, jej przyjaciółkę,  pozytywną wariatkę ze świetnym poczuciem humoru oraz cioteczną babkę głównej bohaterki, która jest nieco zwariowana i miewa wizje – niemniej dwójka głównych kukieł psuje wszystko.

Tajemnico, książkowy diable! Tak, tu oddać muszę książce, że tajemnic ma ona bez liku, z czego większość jest całkiem ciekawa. Autorka rozpoczęła mnóstwo świetnych wątków, których rozwinięcia się spodziewam i dla których przeczytam kontynuację. Kerstin Gier całkiem zgrabnie przemyślała wszystkie wątki (oprócz miłosnego) co wciąga czytelnika coraz głębiej i nie pozwala się oderwać od książki. Ja osobiście magię opartą na kamieniach, runach, symbolach, czymkolwiek mistycznym uwielbiam, gdyby autorka zamiast poświęcić czas na rozmyślania bohaterki o boskości Gideona bezproduktywne machanie bohaterką w tę i nazad po świecie

Kolejną rzeczą, która mnie zawiodła był sposób napisania. Wiem, że czepiam się tego po raz miliardowy, ale ja po prostu nie rozumiem dlaczego to nie mogłoby być napisane ładnie, tylko zawsze tak beznadziejnie, do bólu prosto. Przecież młodzież nie jest głupia! Chociaż, widząc zachwyty nad tą książką ktoś mógłby tu ze mną polemizować. Z drugiej strony to nie jest tak, że autorka pisać nie umie, bo w książce znajduje się kilka wierszowanych przerywników, które były wspaniałe, naprawdę cudowne!, ale  cóż one dają całej powieści, skoro po przerywniku czeka nas kilkadziesiąt stron grafomańskiej męki.

Podróże w czasie to temat oklepany, choć nadal ciekawy i na czasie. Pani Gier podeszła, przynajmniej do niego, z odpowiednim podejściem i dorobiła do niego tajemne stowarzyszenia, magię oraz mnóstwo tajemnicy. Przyznać muszę że pomysł na wykorzystanie historii jest ciekawy, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że oryginalny. Nie chcę zdradzać za dużo – zwłaszcza w najlepszym aspekcie książki – ale powiedzieć mogę, że krwi tu jeszcze nie było. Jednak biorąc pod uwagę całość powieści stwierdzam, że miłość zdecydowanie zdominowała tę książkę, a wielka szkoda.

Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
 Okładka: miękka
Część: I
Stron: 341
Wydawnictwo: Egmont
Ocena: 5/10

15 komentarzy:

  1. KSiążka mi się podobała, ale nie zachwyciła mnie wybitnie tak jak wielu czytelników, którzy dawali jej 10/10. Lekkie czytadło po prostu moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boska recenzja:)

    Ubawiłam się nieźle ( chociaż nie wiem czy powinnam;).
    Skuteczny przepis ratujący czytelnika przed intelektualną zagładą.
    Tak jak podejrzewałam nie ośmielę się przeczytać zaprezentowanej powyżej książki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię kierować się zdaniem płci męskiej, jeżeli chodzi o wątki miłosne w książkach. Przeważnie mam z Wami(facetami) podobne podejście do tych tematów i biorąc pod uwagę opinie, od razu wiem czy coś mi się spodoba czy zirytuje.
    Trylogię czasu sobie odpuszczę, ponieważ czuję, że będą to chwile stracone, a nawet najlepiej rozwinięte wątki poboczne nie wynagrodzą mi żałosnego romansu nastolatków. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam całą trylogie ( wkońcu kązdy ma inny gust ) i mimo ostrzeżenia przeczytałam twoją recenzje. Bardzo fajnie piszesz i wyrażaż swoję opinię. Mam zamiar częściej zaglądać na tego bloga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Chi chi chi... nieźle to oceniłeś ;D Widzę, że mamy podobną opinię na temat książek dla młodzieży. Chodzi mi tu o wątki miłosne. Straszne!
    Jejciu, ale masz szczere opinie. W ogóle świetna recenzja. Lepiej bym tego nie ujęła ;)
    Książkę sobie odpuszczę. Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z Tobą mogę popolemizować. Widząc, jakie książki stają się bestselerami i biorąc pod uwagę fakt, że ta trylogia należy do najlepiej ocenianych na lubimyczytać(sic!) to młodzież (ale nie tylko) jest głupia. Przykro mi, ale tak uważam. Cieszę się, że ktoś podobnie ocenił tę książkę :-)
    Zgadzam się z tym, że bohaterowie płascy, denni, a już ten cały pożal się boże Gideon... Idealnie to spuentowałeś. No i ten beznadziejny styl. Według mnie autorka pisać nie umie i powieść od a do z była grafomańska.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pochłonęłam w jedno popołudnie,a jeżeli zasiadam do czytania młodzieżówek to od razu zakładam, że nie będzie to literatura wysokich lotów, żeby się później nie rozczarować.

    P.S. Bardzo mi się podobają te gastronomiczne recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejne romansidło z boskim bohaterem - nie, dziękuję. Trochę szkoda, bo dla tych tajemnic to nawet byłbym skłonny się skusić na tę powieść, ale w takim przypadku raczej poprzestanę na Twojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha, uwielbiam Cię za tę recenzję! :D
    Sama mam wielką ochotę na całą trylogię, chcę sprawdzić, czy to kolejne fatalne czytadło, czy jednak może coś lepszego :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie też nie zachwyciła :)
    Ale jestem ciekawa co dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z recenzją. W wielu książkach miłość zdominowała akcję, przez co zepsuła książkę

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja myślałam, że ta książka wszystkim się podoba ;p Mimo wszystko też bym z chęcią przeczytała, chociaż wg Ciebie to okropne czytadło :)

    Croco,
    czytaj-tu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. pierwszy raz wpadłam na Twojego bloga i uśmiałam się do łez hehe :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem ciekawa tej książki :) Lubię wyzwanie hehe :)
    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...