sobota, 6 kwietnia 2013

[recenzja gastronomiczna] Tahereh Mafi: Dotyk Julii




Przepis na: zmarnowanie potencjału książki.

Składniki:
50 kilo potencjalnie świeżej bohaterki
80 kilo stęchłego kochasia
80 kilo dziewiętnastoletniego czarnego charakteru (najlepiej z głębin wyobraźni Granta)
Kilka ton miasta
Szczypta klimatu
Kilkadziesiąt kilo innych bohaterów
Pół tony schematu
Tona przewidywalności
1 rozdwojona jaźń.

Główną bohaterkę poznajemy w czasie dla czytelnika potencjalnie ciekawym – w zakładzie psychiatrycznym.  Zostajemy zaznajomieni z prawami rządzącymi światem poza zakładem, światem bardzo ciekawym – może niezbyt oryginalnym – niemniej interesującym. Julia ma potencjał – dar, który zaowocował jej obecną sytuacją – ale potencjał ten traci, gdy w grę wchodzi miłość. To mogła być fantastyczna bohaterka – silna, inteligentna i lekko ześwirowana, ale nie! Zróbmy z niej kolejną nastolatkę! I tak oto z dziewczyny interesującej zrobiła się zakochaną nastolatką, która już metafory na wyrażenie doskonałości swojego chłopaka bierze chyba z książek Coelho z encyklopedii wybierając słowa na chybił trafił.

Stęchłego kochasia i czarny charakter autorka dodała trochę później. Obaj w chuj doskonali bardzo przystojni. Ociekający boskością, męscy, kipiący testosteronem, napakowani, inteligentni (tu się zagalopowałem). Kochaś nie miał szans na zostanie fajnym bohaterem – taka natura kochasia – ale żeby zrobić z czarnego charakteru schematycznego obłąkańca rodem z ‘’Gone’’ Granta? To już przesada! Nie muszę chyba zaznaczać, że obaj rzucają się na główną bohaterkę z zamiarem konsumpcji jej dziewictwa pragną Julii jak nic innego na świecie. Przecież to jedyna taka Juliana tym padole łez!

A propos padołu łez – autorka wymyśliła całkiem zgrabny świat z elementami antyutopii po czym wyjebała go na śmietnik zupełnie go zignorowała. Jak można olać najlepszy element w książce, ja się pytam? Poznajemy go przez chwilę, po czym znowu go brak. Przewija się kilka razy w drugiej połowie książki – tyle. Znamy jego zasady, ale jako że inne elementy były bezdennie głupie i żałosne słabe, liczyłem, że wyeksponuje chociaż jedną rzecz, która się jej udała. Próżna nadzieja.

Dalsza lektura książki podawała kolejne rozczarowania. Schematy znane z ‘’Igrzysk śmierci’’ są aż nazbyt widoczne. Nie chcę zdradzać jakie one są, bo to zakrawałoby już o spojler, ale są, i samo ich istnienie jest tu zbędne. Podobne odczucia miałem próbując przewidywać zdarzenia – skutecznie. Gdy człowiek zacznie się zastanawiać co się zaraz zdarzy, czyta, i w 90% dzieje się właśnie to, co przewidywał. Koszmar. A jeśli chodzi o kontynuację, to już domyślam się, co będzie się działo w pierwszej połowie, obym się mylił, ale w tym przypadku jestem raczej pewny swego.

‘’Dotyk Julii’’ to ten typ książki, która denerwuje. Miała wszystko, co ma dobra książka, z tym, że zostało to brutalnie zmiażdżone przez schematy, bohaterów, miłość, przewidywalność i zaniedbanie pewnych tematów. Szkoda, naprawdę szkoda. Nie oczekiwałem po niej wiele, bo słyszałem, że jest nastawiona na romans, ale początek książki rozbudził mój apetyt, a kontynuowanie czytania niestety pozostawiło mnie na głodniaka.

Tytuł: Dotyk Julii (Shatter Me)
Autor: Tahereh Mafi
Okładka: miękka
Część: I
Stron: 330
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 3,5/10

13 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja ;D No i kolejne rozczarowanie "Dotykiem Julii". To już o czymś świadczy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz takie recenzje, a będę ich stałą Czytelniczką. :)
    Cóż, rozwiałeś moje wątpliwe chęci przeczytania tej książki. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna recenzja :D Ja ksiazki aż tak nisko nie oceniam, bo w sumie w miarę mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie ta książka również bardzo rozczarowała. Recenzja wspaniała :D

    OdpowiedzUsuń
  5. He he, znakomita recenzja, przeczytałem z dziką frajdą :-D
    Okładkę ma przyzwoitą, tyle dobrego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha oj Śliwko, GENIALNA recenzja. :P
    Chciałam sięgnąć, ale jednak mówię jej NIE.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka nie była jakaś genialna i cudowna, ale mi a i tak bardzo podobała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobne zdanie. Schemat na schemacie, nuda i cukierkowa miłość. Zdecydowanie szukam czegoś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahahaha, cudowny tekst! Książki co prawda nie czytałam - jeszcze - ale wiem, czego się spodziewać ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najlepsze jest to, czego nie ma, czyli skreślenia;-) Przedni pomysł na recenzję:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialna recenzja!
    Przy skreśleniach uśmiałam się jak głupia ;)
    A co do książki, to przeczytałam chyba dwa rozdziały, kilka dialogów z środka i stwierdziłam, że na razie dam sobie z nią spokój...

    OdpowiedzUsuń
  12. Och ciężko mi się to czytało, bo książkę kocham ! :D nie zgadzam się z Tobą, moim była świetna a nie tak denna jak np. "Delirium" ;P

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż tak słabo? Uuuu, a ja myślałam, że to niezła powieść. No cóż, jak widać - pozory mylą. :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...