wtorek, 22 stycznia 2013

John Marsden: Jutro 5: Gorączka




Przy części poprzedniej wspomniałem, iż była to cisza po burzy z nadzieją na to , iż będzie jednocześnie ciszą przed burzą. Może było to dokładnie to czego oczekiwałem, ale zdecydowanie ta powieść mnie nie zawiodła. Nie było burzy, ale spory wicher połączony z grzmotami, za słabo, żeby powiedzieć: świetne, ale za dobrze, żeby wybrzydzać, powiem zatem: satysfakcjonujące.

Fabuła w przeciwieństwie do części poprzedniej uległa potężnej poprawie. W końcu zaczęło się coś dziać, i jest to coś więcej niż rozpaczliwe rozterki emocjonalne. Tym razem bohaterowie podczas ukrywania się na złomowisku napotykają wrogich żołnierzy. Niewiele myśląc wykorzystali ich nieuwagę i kryjąc się na pace pojechali aż do serca wojny: lotniska. Mimo załamania Kevina postanawiają wykorzystać szansę i rozpętać prawdziwe piekło.

Pierwsza wada od czasów nudy części poprzedniej jest chyba największą wadą, jaka występuję w powieściach z tej serii które dotychczas przeczytałem: przewidywalność. Co by nie zrobili zaraz wiedziałem, co zrobią za chwilę, to psuło wszystko. Poza tym, główna bohaterka wpadła w sidła schematu, stała się superwoman która zawsze rzuci jakiś genialny pomysł, wszystko zniesie, wszystko wie i w ogóle stała się najlepsza na całym świecie. Lubiłem ją za tę niedoskonałość, którą straciła, szkoda.

Niestety nie tylko ona straciła, każdy z bohaterów, pomijając Kevina, stracił na wartości. Zrozumiałe jest, że się o siebie boją, któż by się nie bał, ale na litość boską, czy oni ten strach zawsze muszą wyrażać w miłosnych rozterkach? To jest denerwujące, zwłaszcza dla kogoś, kogo nadmierne, słodkie czułości oraz gorzkie miłosne zawody irytują.

Jednak jest lepiej, i mam nadzieję, że ta wzrostowa tendencja utrzyma się do końca, na co wskazują zasłyszane plotki o rzekomym wspaniałym zakończeniu. Mimo, iż robi się z tego tasiemiec i ja osobiście część 4 i 5 wywaliłbym po następną sięgnę, ma nadzieję już niedługo.

Autor: John Marsden
Tytuł: Jutro 5: Gorączka (Burning for revenge)
Część: V
Okładka: miękka
Stron: 267
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 6,5/10
 

2 komentarze:

  1. Mnie bardzo podobała się ta część, w porównaniu z tomem 4 w ogóle o wiele lepsza. Ale racja, tasiemiec z tego niesamowity, spokojnie w 5 tomach można by zmieścić całą serię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że w środku serii wieje nudą, ale niedługo zabiorę się za ostatni tom i zobaczymy czy coś się zmieniło:) Liczę na wielkie bum!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...