piątek, 28 września 2012

Gwen Hayes: Śniąc na jawie


 Czekałam na wydanie tej części dość długo. Gdy tylko udało mi się ją kupić to musiałam przeczytać. Nie żałuje. Książka jest rewelacyjna tak samo dobra jak jej  pierwsza część - Strąceni .  Mogą być spojlery. 

Życie dziewczyny nadal nie jest wesołe. Po długiej nie obecności w domu została chłodno powitana przez ojca. Jej stosunki z nim się pogorszyły. Ich brak relacji między sobą oddalał ich od siebie i tworzył między nimi barierę. Ojciec, który ignoruje córkę i nie daje jej oparcia w najtrudniejszym momencie jej życia. Chociaż nie może wiedzieć co Theia przeżyła i co się dzieje teraz w jej życiu powinien dawać jej wsparcie. A niestety tak nie jest.

Theia wróciła do swojego zimnego domu. Ale gdy przychodziła noc jej sny przenosiły ją do podziemi gdzie czuła się dobrze. Jej uczucia do tego mrocznego miejsca zmieniły się po zawarciu przysięgi z Marą. Podziemia były piękne, ale zawsze wiedziała, że to pozory bo piękno ma swoje „pazury”. Wiedziała dobrze, że coś jest z nią nie tak. Krew demona krążyła w niej. A jej życie na zawsze miało się zmienić. Trudne chwile przychodziły, a walka z największym wrogiem nie była łatwa. Przecież to matka ukochanego, to ona namiesza dobrze w jej życiu. Nie podoba jej się że dziewczyna jest szczęśliwa z jej synem. Zawali cały świat Thei. Czy dziewczynie uda się być z ukochanym i rozwiązać problem, którym jest Mara? Co czeka dziewczynę i jej przyjaciół? Czy można zmienić relacje między córką, a ojcem?

Theia to rozsądna i mądra dziewczyna. Nie poddała się i walczyła do końca. Miłość, która łączy ją z Hadenem jest silna i nie rozerwalna. To ona daje życie i przetrwanie nie tylko dla niej, ale też dla niego. W końcu chłopak mógł poczuć co to znaczy mieć przyjaciół, mógł posmakować miłości. I w końcu dowiedział się najważniejszego… Ale nic nie trwa wiecznie ból przychodzi, a najgorsze jak wszystko to co go uszczęśliwia chce zabrać mu własna matka.

Książka jest świetna. Szybko i łatwo się ją czyta. Wzbudza różne emocje. Wzrusza i ciekawi, a także przeraża, daje poczucie lekkości i trzyma w napięciu. Jest to dobra książka do zrelaksowania się i nauczenia się czegoś. Zwykła historia jak ich wiele dziewczyna zakochana w demonie. Ale ona jest inna, ma w sobie historię jakiej jeszcze nie czytałam. Przenosi nas do świata podziemi, koszmarów. Gdzie kościotrupy i potwory to normalność, a jednak pokazuje, że jest nawet w takim świecie piękno. W złu zawsze kryje się cząstka dobra, jeśli potrafimy to dostrzec pokonamy zło, a nawet możemy dokonać nie możliwego. Choć to jest bardzo trudne zamienić zło w dobro.

Autor: Gwen Hades
Tytuł: Śniąc na jawie
Okładka: miękka
Część: II
Stron: 318
Wydawnictwo: Amber
Ocena:10/10


poniedziałek, 24 września 2012

Harlan Coben: Zaginiona




Jest to dziesiąta książka tego autora, którą miałem przyjemność przeczytać i dziewiąta, która opowiada o przygodach Myrona Bolitara. Dotychczas zrecenzowałem tylko część piątą, bo nie czytałem ich w porządku w jakim się ukazały. Ta część, różni się od poprzedniczek, pod wieloma względami niestety na gorsze, aczkolwiek ogólnie rzecz biorąc, jest to jedna z lepszych powieści o genialnym agencie sportowym.

Myron będąc w szczęśliwym jego zdaniem związku z Ali nagle doznaje szoku, gdy Terese, powód jego dawnego napadu spontaniczności, który zaowocował trzytygodniowym wypadem na wyspę, dzwoni, prosząc, aby w tej chwili przyjeżdżał do Paryża. Jako człowiek zajęty odmawia, niestety, kilka chwil później Ali z nim zrywa i gdy Terese dzwoni ponownie bez wahania udaje się do miasta zakochanych. Po przyjeździe Myron ma przeczucie, że coś jest nie tak. Okazuje się, że Terese oprócz spontanicznego seksu oczekuje, że Myron znajdzie jej byłego męża, który sprowadził ją do Paryża, po czym ślad się po nim urwał. Mąż zostaje znaleziony martwy, a Myron jest pilnie poszukiwany przez policję…

Ta książka trochę różni się od pozostałych. Wcześniej były to lekkie sensacyjno-kryminalne powieści o dosyć ograniczonym polu manewru, tym razem bohater musi mierzyć się z międzynarodową aferą, która pochłaniając coraz więcej ofiar ściąga na bohatera poważne kłopoty. Fabuła jest główną zaletą tej powieści, bo cechy, za które uwielbiałem poprzednie książki zostały, niestety… ograniczone.

Poczucie humoru Myrona Bolitara to świętość, i straszliwą zbrodnię popełnił autor, że było go tu tak mało. Nie powiem, momentami się uśmiałem, ale względem innym Myronowych przygód jest go tu stosunkowo niewiele. Bardzo ciekawym bohaterem części poprzednich był także Win… który został tu brutalnie ograniczony, stłamszony i… uwaga… normalny. Oczywiście w granicach rozsądku, ale jednak sprawia wrażenie dużo normalniejszego od tego psychopaty z poprzednich części, którego tak lubiłem.

Fabuła, rozwijająca się dużo bardziej dynamicznie i sprawnie niż w poprzednich częściach (tam też nie było źle) jest tu główną zaletą. Nie jest to najlepsza powieść o Myronie (‘’Najczarniejszy strach’’ nadal wymiata) ale jest na pewno jedną z lepszych, i fani tego autora na pewno będą się przy niej świetnie bawić. 

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Zaginiona
Część: IX
Okładka: miękka
Stron: 421
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10

sobota, 22 września 2012

Agata Christie: Entliczek pentliczek





Jest to typowy dla tej autorki sposób tworzenia kryminału. Mamy zamknięte, choć dosyć rozległe pole do popisu. Przyznam szczerze, tym razem byłem bliżej odkrycia mordercy niż kiedykolwiek, co w żaden sposób nie wpływa na świetność tej książki, bo po raz kolejny jestem po wielkim wrażeniem kunsztu autorki. Nie mam pojęcia, skąd wziął się  tak absurdalny tytuł, który nijak ma się do książki… ale cóż, to tylko tytuł i w niczym nie przeszkadza.

Tym razem Herkules Poirot, zafascynowany sprawą dziwnych, niewytłumaczalnie absurdalnych kradzieży w pensjonacie, w którym pracuje siostra jego sekretarki odwiedza ów przybytek i wygłasza pogadankę na temat kryminalistów. Studenci zamieszkujący budynek głupi nie są, i choć Pirota słuchają wcale nie dali się oszukać, że słynny detektyw odwiedził ich tylko dla pogadanki. Do kradzieży przyznaje się jedna z osób, ale nie wszystkich, i gdy tylko sprawa może rozwiązać się, świadek ważnych zdarzeń umiera… a Poirot, wraz ze swoim genialnym umysłem podkręcając wąsa wkracza do akcji.

Względem innych książek Agaty Christie ta nie wyróżnia się specjalnie- jak reszta jest bardzo dobra. Bardzo dobrze skonstruowana fabuła, nawet jak na tą autorkę, oraz genialny detektyw dają kilka godzin bezprecedensowej rozrywki.

Książka jest napisana niezwykle lekko, nawet jak na ta autorkę… może po prostu wpływ na to miała duża czcionka (którą ja preferuję) ale czytało się to bardzo sprawnie i szybko- po prostu idealnie. Na pochwałę zasługuje tu także otoczka morderstwa, jaką zaprezentowała nam autorka. Kliku inteligentnych, młodych studentów do dokonały materiał na podejrzanych. Zwłaszcza, że w trakcie czytania dowiedzieć się można, że każdy ma coś ‘’za plecami’’ i praktycznie wszyscy stają w kolejce do morderstwa zarówno jako mordercy, oraz ofiary.

W każdej książce autorka porusza jakiś ważny temat, ten zawarty w tej książce nie jest jakoś specjalnie wymyślny, aczkolwiek nie zdradzę, bo naprowadziłoby was to, gdy sięgniecie kiedyś przy okazji po tę książkę, na trop mordercy, i choć pewności nigdy mieć nie będziecie, może wam to popsuć zabawę. Książkę polecam wszystkim, zarówno fanom autorki przypadnie do gustu jak i na początek (może zwłaszcza na początek) będzie wprost idealna, bo nie znając niektórych chwytów, które pani Christie tak zgrabnie stosuje nigdy nie uda się wam odgadnąć ‘’kto jest kim, i kto co komu’’.

Autor: Agata Christie
Tytuł: Entliczek pentliczek
Część: -
Okładka: twarda
Stron: 204
Wydawnictwo: Hachette
Ocena: 7/10
 

czwartek, 20 września 2012

Rick Riordan: Ognisty tron




Ta część, jak i poprzednia, niespecjalnie mnie zachwyciła. Tom pierwszy był niczym więcej, jak książką dobrą, a ta jest na podobnym poziomie. Może jestem po prostu za stary, nie wiem, w końcu wiek dorosłości już osiągnąłem i młodzieżówki (?) to nie dla mnie. Skoro o młodzieżówkach mowa- w tych książkach powinna występować młodzież a nie dzieci! No ja rozumiem czternastolatków, ale trzynaście (lub jak w przypadku ‘’Gone’’, jedenaście) lat to już trochę za mało, zwłaszcza, że dzieci ów zachowują się niemal jak dorośli ludzie. Co ten zabieg ma na celu, nie mam pojęcia, ale zaczyna mnie to denerwować.

Po wielkiej bitwie Sadie i Carter mają do spełnienia misję jeszcze ważniejszą, jeszcze bardziej niebezpieczną i o wiele bardziej bezsensowną od poprzedniej- trzeba obudzić boga Ra. Jednak wyruszając w podróż każde ma oprócz misji uratowania świata swoje własne cele (Czy spotkam ponownie Anubisa?, Czy Ziya mnie pokocha?). Ich celem jest zebranie trzech części księgi odwzorowujących trzy części duszy Ra. Niestety, Dom Życia przeciwstawia się i jeden z największych magów na świecie Wład Mienszykow depcze bohaterom po piętach, lecz czy na pewno Dom nie chce, aby Ra powstał?

Bohaterowie (zwłaszcza Sadie) są tu jeszcze bardziej denerwujący. Trójkącik miłosny, który autor dla niej zaplanował przypomina mi te Zmierzchopodobne, nieudane produkcje. Ona sama nie wie co ze sobą zrobić, i zamiast być fajną dziewczyną w glanach bardziej przypomina mi pustą idiotkę. Carter natomiast zyskał w tej części, już nie jest taką straszną ciapą jak w poprzedniej części, stał się też bardziej… nijaki, ale wyszło mu to na dobre. W tym tomie pojawia się także Walt- członek miłosnego trójkąta Sadie. Koszmar.

Poczucie humoru stoi tu na poziomie bardzo dobrym, i choć w poprzedniej części było z tym nieźle, tu jest jeszcze lepiej. Co więcej, to nie Sadie śmieszyła mnie najbardziej, tylko Carter, na co nie narzekam, ale jest dowodem na zepsucie Sadie jako bohaterki. Akcja też jakby nabrała właściwego dla siebie tempa, co sprawia, że ciężko zorientować się ile już czasu się przy książce siedzi. Myślę, że dla czytelników mało doświadczonych oraz fanów autora ta książka będzie nie lada gratką. 

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Ognisty tron
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 448
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena 6/10

wtorek, 18 września 2012

Nie ilość, lecz jakość się liczy, czyli siódmy (mini) stosik!


Normalnie wstrzymałbym się z zaprezentowaniem stosiku, dopóki nie obłowiłbym się trochę bardziej, ale dałem sobie bana na książki. Na rzecz studniówki postanowiłem zakończyć kupowanie i oszczędzać, bo zostało mi raptem cztery miesiące. Do biblioteki nie zamierzam na razie chodzić, więc postanowiłem, że zrobię ostatni na 4 miesiące (kogo ja chcę oszukać?) stosik.

Poszczególną prezentację sobie odpuszczę, gdyż wszyscy widzą co się na nim znajduje. Najbardziej cieszą mnie dwie dolne pozycje, zwłaszcza, że biorąc pod uwagę cenę okładkową zaoszczędziłem na nich ponad 30 złotych (na całym stosiku ok 60). Z tego miejsca chciałbym polecić allegrową księgarnię ''Koliber'' z Gdańska, gdyż większość z wystawionych przez nich książek jest nowa i tańsza o 10-15 złotych niż cena na okładce, a za dostawę z zapłatą przy odbiorze płaci się 15 złotych, jeśli zamówi się dwie i więcej książek.

To byłoby na tyle. Przy okazji, chciałbym przeprosić za marną ilość recenzji, ale czasu na czytanie brak. Teraz liczy się tylko matura, i zważywszy na to, że do niej jeszcze osiem miesięcy już bezczelnie i z premedytacją kradnie nam zdzira czas.

sobota, 15 września 2012

Mark Frost: Lista siedmiorga



Męczyłem tę książkę dosyć długo, i choć winne były temu głównie brak czasu i zmęczenie, to jej toporność odegrała tu całkiem sporą rolę. Liczyłem, że zaznam czegoś więcej czytając ją, mam pewien niedosyt, bo okładka prezentuje się świetnie. No cóż, okładka to nie wszystko, i książka szału u mnie nie wywołała.

Arthur Conan Doyle, lekarz, jest początkującym pisarzem i fascynują go sfery duchowe. Pewnego dnia otrzymuje list z zaproszeniem na seans spirytystyczny. Idąc tam nie spodziewa się, że otrzyma coś więcej niż na większości takich, zazwyczaj marnych przestawień. Ludzie, którzy przyszli na spotkanie z duchami pełni nadziei na spotkanie ducha otrzymują w sumie coś bardzo podobnego- śmierć. Nagle wybucha jatka, krew leje się strumieniami, a głównego bohatera ratuje tajemniczy jegomość, który zdaje się znać odpowiedzi na wszystkie, dręczące Doyle’a pytania.

Najbardziej rzuciła mi się dziwna zbieżność nazwisk bohaterów. Pomijając głównego, Doyle’a, to mamy jeszcze Sparksa, Temple i jeszcze kilka innych nazwisk, które przetoczyły się przez karty literatury czy to jako bohaterowie, czy jako autorzy. Większość z nich nie była zamierzona, książka bowiem powstała w roku 1993 a ‘’Gone’’ w której występuje nazwisko Temple kilka lat temu, niemniej jest to bardzo ciekawe.

Książka jest niesamowicie przegadana. Fabuła- mdła i drętwa imitacja akcji- nie zachwyca, nie wciąga, a o powalaniu to nawet pomarzyć nie może. Można ją odstawić w każdym momencie (nawet w pół zdania) a i tak nie będzie się za nią tęskniło, skończyłem ją tylko dlatego, że kupiłem na własność, w innym wypadku oddałbym ją, a gdyby nie portal lubimyczytac.pl w ogóle zapomniałbym, że ją czytam. Konstrukcje bohaterów są poprawne, uniwersalne… żeby nie powiedzieć nudne. Jest, jak często spotkać można, główny, lekko ciapciakowaty bohater oraz jego kumpel, sprytny, inteligentny tajemniczy. Szału nie ma, ale źle nie jest.

Talentu natomiast odmówić autorowi nie można, gdyż pisze bardzo sprawnie. Słownictwo stoi na wysokim poziomie, wszystko jest ładnie okraszone, dobrze (czasem nawet za dobrze) opisane, głównie to dlatego ją skończyłem. Jest to moja pierwsza książka tego autora, podobno najsłabsza, więc nie będę się zniechęcał. Osobiście nie polecam, chyba, że z nudów. 

Autor: Mark Frost
Tytuł: Lista siedmiorga
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 511
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 4/10

wtorek, 11 września 2012

Nie ma to jak promocja, czyli szósty blogowy stosik!



Od góry:
William Golding: Władca much-  z biblioteki, ale chyba odpuszczę ją sobie. Słyszałem tyle pozytywnych opinii, że chyba pokuszę się na kupno własnego egzemplarza.
Joseph Conrad: Jądro ciemności- zakup własny, promocyjny. Jest to moja lektura, a jako że znalazłem po promocji, i to jeszcze z opracowaniem i audiobookiem, to się nie wahałem.
Lauren Beukes: Zoo city- wygrana na blogu Dabudubida.
Harlan Coben: Zaginiona- zakup własny, jedyna kupiona po normalniej cenie.
Camilla Way: Ofiary lata- zakup własny
Ingmar Villqist: Archipelag wysp pingwinich- j.w. zakupiona, gdyż autor ma bardzo ładne imię(Na szczęście opis także był obiecujący)
Neil Gaiman i Michael Reaves: Interświat j.w.
Lisa Lutz: Akta Spellmanów: j.w. Lubię książki humorystyczne, nawet te słabe, więc i na tę się skusiłem, może akurat ta będzie niezła.
Alma Aleksander: Księżyc szamana- j.w. Będąc w Łódzkiej Manufakturze, już po tym jak zgubiłem się w aptece trafiłem na Matras, i zakupiłem tę książkę. Swoją drogą, bardzo polecam księgarnię Matras, obsługa tak dobra, jakiej nie spotkałem jeszcze w żadnym innym sklepie.
Tomasz Kopecki: Mediapolis- j.w.
Marcin Wolski: Powrót do antybaśni- pożyczona od (byłej już) szefowej.
Ildefonso Falcones: Katedra w Barcelonie- j.w.
Rick Riordan: Ognisty tron- z biblioteki.
Brakuje tu jeszcze książki ''Dzikie białko'', którą już oddałem. (recenzja poniżej)

W Muzeum Narodowym zaopatrzyłem się też w przepiękne zakładki. Najbardziej podoba mi się ta biała.


Jak wasz powrót do szkoły? Mój całkiem nieźle, gdyż trwał zaledwie dwa dni. Czwartek i piątek spędziłem już w Warszawie i Łodzi. Warsztaty teatralne są bardzo ciekawe... ale oni kazali mi śpiewać. Nie wiem, czy nie lubili swoich uszu, czy mają za dużo szyb, ale to nie był najlepszy pomysł. Jak już wspomniałem wcześniej, mój pobyt w Łodzi okazał się bardzo owocny, jako chyba jedyny człowiek umiem zgubić się w aptece. A od wczoraj aż do któregoś tam października mamy praktyki, więc kolejny miesiąc szkoły z głowy.
To co widać to nie tylko zwykły stosik- to stosik, który stawia pod znakiem zapytania (dokładnie takim --> ?) moją studniówkę, ale nie ma tego złego, co by na książki nie wyszło.

Przepraszamy za zaniedbywanie bloga, ale większość zapewne wie, jak na człowieka działa matura- my odczuwamy to już teraz. Tematy, które wybraliśmy na maturę ustną z polskiego im więcej razy czytane, tym trudniejsze, a czasu brak, nawet na to, żeby zastanowić się, na co nam jeszcze czasu brak. Koszmar dla każdego czytającego. No cóż, postaramy się czytać trochę więcej, zważywszy na to, że kilka książek przyda się jeszcze na maturę, gdyż zawsze to lepiej mieć większe grono literatury do wyboru będą to zapewne jakieś nudne lektury (przynajmniej u mnie, NiebieskaMgiełka ma temat o zjawach i duchach, więc fantastyki też nie zabraknie).

poniedziałek, 3 września 2012

Joanna Chmielewska: Dzikie białko




Popularne, zwłaszcza u początkujących pisarzy, jest nagminne marnowanie wymyślonego przez siebie tematu marnym wykonaniem. Debiutanci bardzo często, choć pomysły na książki mają świetne, wykonaniem załamują niejednego czytelnika zastanawiającego się, jak można zepsuć tak wspaniałą historię. ‘’ Dzikie białko’’ prezentuje całkowicie odmienną sytuację. Jest to książka, w której praktycznie rzecz biorąc ciekawego nie dzieje się nic. Na 300 stron powieści 200 można z czystym sumieniem wywalić, bo nuda wylewa się z pomiędzy kartek kusząc, aby rzucić tę książkę i nigdy do niej nie wrócić, czemu sprzeciwia się styl.

Takie książki czyta się głównie dla rozrywki, więc rzeczą najważniejszą (lub jedną z ważniejszych) jest fabuła. Zazwyczaj streszczam 1/3 książki, tak, aby nie zdradzić zbyt wiele, ale i wprowadzić czytelnika tejże recenzji w klimat, który ów książka prezentuje. Tu natomiast będę musiał streścić trochę więcej, bowiem na samym początku książki nie dzieje się prawie nic.

Karolek ma problem. Aby wybudować pralnie brakuje mu 52 centymetry terenu. Jak temu zaradzić? Można dać łapówkę, oszukać, pokombinować- ale nie! Nie ma terenu? To trzeba go zrobić samemu! Angażując kilku współpracowników, pod osłoną nocy zakradają się, aby przestawić ogrodzenie (60 stron przestawiania ogrodzenia(!!) sam się sobie dziwię, że to przeczytałem) i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że niespodziewanie zjawia się właściciel willi od którego potrzebny im teren próbują podprowadzić. I tu zaczyna się gruba afera, bowiem właściciel ów przytachał ze sobą ciało, które skrzętnie próbując ukryć w czeluściach swej lodówki odkrywają główni bohaterowie.

Jeszcze przed przestawianiem ogrodzenia Karolek napotyka w sklepie na dziwnych ludzi- małżeństwo, które skrzętnie krytykuje każdy produkt twierdząc, iż jest chemiczny, rakotwórczy i ogólnie niezdrowy. Obawy przed rakiem wzrastają, gdy jeden z pracowników odkrywa, iż wielkie płyty, na których budowane są osiedla także są rakotwórcze. W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno- trzeba znaleźć sposób, żeby odseparować się od wszystkiego, co złe, chemiczne, rakotwórcze i pięknie wyhodowane, bowiem tylko te brzydkie warzywa są naturalne.

Nie rozumiem tego zabiegu ze zdrobnieniem imion bohaterów. Po co to? Żeby byli oryginalni? W sumie nie bardzo to wadzi, aczkolwiek czytając, iż bohater ma na imię Lesio automatycznie wyobrażam go sobie jako maminsynka i infantylnego idiotę… przecież to są dorośli ludzie. Może miał to być zabieg humorystyczny- nie wiem, jeśli tak, to na mnie nie podziałał.

Inne zabiegi humorystyczne natomiast działały fenomenalnie. Jak już wspomniałem wcześniej, pod względem stylistycznym książka napisana jest co najmniej satysfakcjonująco. Wielo(wielo)krotnie złożone zdania czasem doprowadzały do obłędu, na szczęście z rzadka, gdyż wypierało je poczucie humoru, które autorka zamieściła między wydarzeniami. Dziw mnie bierze, że sąsiedzi nie przyszli ze skargą, chichrałem się bowiem tak głośno, że szyby się trzęsły, a i kilka łez poleciało (ja często ryczę gdy się śmieję). Jest to chyba najzabawniej napisana książka jaką czytałem w życiu, zaraz obok przygód Myrona & Wina z powieści H.Cobena.

Książka jest podobno kryminałem (występuje nawet w serii ’’Kolekcja kryminałów’’) jednakże do kryminału to jej daleko, przynajmniej do takiego konwencjonalnego. Zaliczyłbym ją prędzej do powieści humorystycznej, bo częściej śmiałem się, niż próbowałem dociec któż (nie)zabił. To nie jest powieść, od której powinno się zaczynać czytać Chmielewską i liczę, że w innych będzie się działo o wiele więcej. Polecam głównie fanom ów autorki, bo styl jest dość specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. 

Tytuł: Dzikie białko
Autor: Joanna Chmielewska
 Część: - (kolekcja tom VI a Lesio tom II, piszę zatem, że brak)
Okładka: miękka
Stron: 316
 Wydawnictwo: Kobra
Ocena 5/10
 

sobota, 1 września 2012

Podsumowanie sierpnia 2012!


Trzeci miesiąc blogowania nie obfitował w rekordy. Jest jeden, nie wielki, ale jest. Szkoda, że tak mało, ale w przyszłym miesiącu na pewno się poprawimy.

W sierpniu odwiedziło nas aż 1409 osób, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni, bo choć bloga zaniedbywaliśmy, to i tak jest to wynik lepszy od poprzedniego o 172 wejścia.

W tym miesiącu dostaliśmy od was aż 111 komentarzy, co przyznam szczerze, bardzo mnie zaskoczyło. Bardzo dziękujemy za wszystkie.

Podziękować chcielibyśmy także wszystkim obserwatorom, gdyż w w tym miesiącu do grona obserwujących doszło aż 16 osób. Dziękujemy!

Łącznie przeczytaliśmy 15 książek, co jest bardzo słabym wynikiem, i co zdecydowanie poprawi się w przyszłym miesiącu (mamy przynajmniej taką nadzieję)
a oto one:

Jess Rottenberg: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie
Agata Christie: Pasażer do Frankfurtu Recenzja
Carolyn Jess-Cooke: Zawsze przy mnie stój Recenzja
Edgar Allan Poe: Opowieści niesamowite Recenzja
Beata Pawlikowska: Blondynka w Tanzanii Recenzja
John Marsden: Jutro 2 Recenzja
Carlos Ruiz Zafón: Książę mgły Recenzja
Barbara Baraldi: Scarlett Pocałunek Demona Recenzja
Agata Christie: Wigilia wszystkich świętych Recenzja
John Marsden: Jutro Recenzja
Beata Pawlikowska: Blondynka w Meksyku Recenzja
Maja Lidia Kossakowska: Ruda sfora Recenzja
Bettina Belitz: Pożeracz snów Recenzja
Edgar Allan Poe: Złoty żuk Recenzja
Agata Christie: Karty na stół Recenzja

Pojawiła się także jedna recenzja gościnna:
Dagmara Półtorak: Tak trudno być mną! Recenzja

Łącznie przeczytaliśmy 4159 stron, nad czym ubolewamy, bowiem w poprzednim miesiącu było ich ponad 2000 więcej.
Z czego Obywatel_Śliwka: 2580 czyli ok. 83 strony dziennie :(
a NiebieskaMgiełka: 1579 czyli ok. 50 stron dziennie.

NiebieskaMgiełka:
Najlepsza książka: Jess Rottenberg: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie
Najgorsza książka: Carolyn Jess-Cooke: Zawsze przy mnie stój Recenzja
Pozytywne zaskoczenie:Scarlett Pocałunek Demona Recenzja
Negatywne zaskoczenie: Carolyn Jess-Cooke: Zawsze przy mnie stój Recenzja

Obywatel_Śliwka:
Najlepsza książka: Edgar Allan Poe: Opowieści niesamowite Recenzja (cud, miód i baloniki)
Najgorsza książka: Beata Pawlikowska: Blondynka w Meksyku Recenzja
Pozytywne zaskoczenie: John Marsden: Jutro Recenzja
Negatywne zaskoczenie: Carlos Ruiz Zafón: Książę mgły Recenzja


To byłoby na tyle. Nie wiem jak będzie z czytaniem w tym roku, ale chyba uda mi się pogodzić przygotowania do matury i czytanie książek (jeśli nie- trudno, matura nie jest niezbędna do życia).
A jak wyglądają wasze wyniki wakacyjnego czytelnictwa?


Przy okazji, właśnie dowiedzieliśmy się, iż przypada dziś Światowy Dzień Bloga i Blogera. Z tego miejsca chcieliśmy bardzo gorąco życzyć wszystkich blogerom potężnych oglądalności, tony komentarzy, całej masy wielbicieli, gór książek, dużo czasu i spełnienia wszystkich marzeń.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...