wtorek, 28 sierpnia 2012

Komediowo-filmowy zawrót blogowy


Może niektórzy znają ten stan, gdy człowiek przychodzi zmęczony do domu, i choć książka czeka wcale nie ma się ochoty po nią sięgnąć. Ja właśnie tego doświadczyłem, a jako że chwile wolego czasu miałem, to postanowiłem nadrobić zaległości w aspekcie kina, tym razem padło na kino komediowe. Zaprezentuję tu cztery komedie, a która przypadnie wam do gustu zobaczycie sami.

Na pierwszy rzut leci ‘’Eurotrip’’


Scott Thomas ukończył właśnie szkołę i planuje pracę w wakacje, aby zarobić ‘’kilka punktów na medycynę’’. Niestety, rzuca go dziewczyna twierdząc, że jest zbyt przewidywalny. Znajome bliźniaki: Jenny i Jamie, wyruszają w podróż po europie. Główny bohater w ramach projektu poznał Mike’a. Chłopaka z Niemiec z którym mailowo koresponduje. Wracając do domu odkrywa, że nowa wiadomość od chłopaka zawiera jakieś dziwne aluzje, bojąc się o swojego Wacka odpisuje mu natychmiast, żeby się od niego odwalił. Na jaw wychodzi jednak bariera językowa: Mike to wcale nie imię męskie, lecz żeńskie. Oglądając zdjęcie, które ów dziewczyna mu przysłała zdał sobie sprawę, że właśnie stracił niepowtarzalną okazję, czas zatem wyruszyć do Berlina.

Komedia zbyt wysublimowanego poczucia humoru nie ma. Żarty są zazwyczaj głupawe, co wcale mi nie przeszkadzało, nie liczyłem bowiem na genialną, pełną inteligencji i doskonałego humoru film, lecz bezprecedensową rozrywkę, którą dostałem. Pokazuje co prawda jak strasznie głupi potrafią być amerykanie, co tylko dodaje filmowi smaczku.


Główni bohaterowie nie są specjalnie wyjątkowi: zwykły chłopak, kujon z kieszonkowym przewodnikiem, jego siostra, którą wszyscy uważają za kumpla i napalony, długowłosy kretyn. Banda amerykańskich dzieciaków, zwykłych, nieco przewidywalnych, momentami żałosnych, które w wyniku swojej głupoty i w przypadku głównego bohatera- miłości, postanawia narozrabiać trochę w europie.

Gra aktorska, jakby nie patrzeć, nie jest wcale zła. Nie określiłbym jej też dobrą, ale jak na taki film nie razi. Daje radę, co w połączeniu z dobrym soundrackiem ( piosenka ‘’Scotty doesn’t know’’ daje czadu) daje całkiem ładną i spójną całość. Polecam na odprężenie, po ciężkim dniu.

Tytuł: Eurotrip
Reżyseria: Alec Berg, David Mendel, Jeff Schaffer
Główne role:
Scott Thomas: Scott Machlowicz (jest w połowie polakiem)
Cooper Harris: Jacob Pitts
Jenny: Michelle Trachtenberg
Jamie: Travis Wester
Ocena: 6,5/10


Kolejnym filmem będzie chyba najlepsza komedia ze wszystkich, które tu zaprezentuję: 
‘’21 Jump street’’


Film zaczyna się od upokorzenia Shmidta, jednego z głównych bohaterów na oczach… szkolnego korytarza. Chcąc zaprosić piękną koleżankę na bal zacina się, co Jenko, przystojny i popularny chłopak zamierza mu wypomnieć. Gruby i niski Shmidt, będą całkowitym przeciwieństwem Jenka ucieka. Spotykają się za siedem lat, w tym samym miejscu- obaj starają się wejść w szeregi policjantów. Postanawiają sobie pomóc, i choć dostają się, nie są zbyt dobrymi policjantami. Uznając ich za zdziecinniałych dostają misję specjalną: rozbroić szeregi dealerów narkotykowych w pobliskiej szkole, aby tego dokonać, muszą wtopić się w społeczność uczniów, toteż czas wrócić do liceum, lecz nie wygląda ono już tak samo: tu to Jenko jest frajerem a Shmidt należy do elitarnej paczki.


Komedia oparta jest na różnicach, jakie zachodzą w szkołach: kiedyś popularni byli baseballiści, piłkarze, teraz natomiast ekolodzy, wegetarianie- czyli wszystko to, co za ich czasów wcale nie wyróżniało się z tłumu. Jenko nie może się w tym odnaleźć, za to Shmidt trafia do raju, gdyby urodził się kilka lat później byłby w szkolnej elicie. Przyznać muszę, pomysł szału nie robi, aczkolwiek film jest doskonałą rozrywką.

Poziom humoru komedii stoi na dosyć średnim poziome, lecz jako rozrywka na jeden wieczór sprawdzi się idealnie, i przyznam szczerze, czekam na kontynuację.

Tytuł: 21 Jump street
Reżyseria: Phil Lord, Chris Miller
Główne role:
Shmidt: Jonah Hill
Jenko: Channing Tatum
Ocena: 7/10

Trzecim filmem będzie ‘’Gang Dzikich wieprzy’’, czyli najgorsza komedia jaką ostatnio oglądałem.


Czwórka dorosłych facetów raz na jakiś czas ubiera się w skóry, wsiada na motory i jadą ku kolejnej wielkiej przygodzie… oczywiście wszystko za zgodą żon. Postanawiają jednak to zmienić. Wyrzucają telefony i ruszają w podróż pełną nieprzewidzianych zdarzeń. Dentysta, programista, podrzędny gwiazdor oraz pisarz dorabiający jaki hydraulik napotykają na swojej drodze prawdziwy gang, co wcale nie kończy się dobrze.

Nie wiem dlaczego ludziom tak podoba się ten film. Nie znalazłem chyba żadnej złej opinii o nim, a on w żadnym momencie nie był śmieszny (pomijając stwierdzenie ‘’Wyglądasz jak eskimoska bladź’’) Nie wiem, może ja mam po prostu jakieś zwichrowane poczucie humoru, może go nie zrozumiałem, bo na motorze jeździłem raz i to jako pasażer, ale większość zdarzeń, które miałyby rzekomo śmieszne nudziły, albo wzbudzały politowanie.


Plejada gwiazd jaka tu wystąpiła wcale nie poprawia sytuacji- mam dość Travolty! Ten człowiek już mnie nie śmieszy, jego twarz na ekranie wzbudza tylko chęć wyłączenia filmu, co w połączeniu z żałosnymi żartami tworzy jeszcze większą kaszankę.

Tytuł: Gang Dzikich Wieprzy
Reżyseria: Walt Becker
Główne role:
Woody Stevens: John Travolta
Doug Madsen: Tim Allen
Bobby Davis: Martin Lawrence
Dudley Frank: William H. Macy
Ocena: 4/10

Ostatnim filmem będzie ‘’Projekt X’’


Ten chyba zrozumiałem. Na moją własną osiemnastkę, choć nie miała tak wielkiego rozmachu, wcale nie narzekam, aczkolwiek chciałbym taką imprezę… z tym, że raczej wolałbym być gościem niźli gospodarzem.

Zamiar był jeden- stworzyć najbardziej szaloną imprezę w historii. Bohaterowie- Thomas, który jest jubilatem i u którego w domu dzieje się impreza postanawia, że chce być bardziej cool, więc z pomocą przychodzi mu Costa, który organizuje imprezę, oraz JB, który jest raczej zbędnym dodatkiem mającym na celu pokazanie jak mała jest paczka znajomych głównego bohatera. Costa mając za ambicję stworzyć największy melanż w historii dzwoni, smsuje, reklamuje i ogłasza wszem i wobec, że będzie dużo panienek, dużo alkoholu i dużo zabawy. Może być jej aż za dużo, bowiem z 50 planowanych przyszło 1500.


Bohaterowie są dosyć żałośni i bardzo schematyczni (normalny chłopak, napalony Hiszpan  i grubas kujon), co nie zmienia faktu, że impreza którą stworzyli była po prostu nieziemska. Rozmach przekroczył najśmielsze oczekiwania, humor jednak im nie podołał. Większość sytuacji to żałosne i słabe zachowania pijanych i naćpanych nastolatków.

Z takim jak w tym filmie sposobem kręcenia się jeszcze nie spotkałem- jest to jakby relacja. Film ma być prezentem dla jubilata, wynajęli zatem swojego kolegę aby nagrywał chłopaka cały dzień. Pominąwszy to, że Dax, czyli operator, wygląda jak Neville Longbottom, to jego twarz występuje tam raptem trzy razy i jest chyba najciekawszą postacią w filmie. Pomijając psa oczywiście, który stara się jak może aby ocalić film, nie zawsze mu się udaje.

Tytuł: Projekt X
Reżyseria: Nima Nourizadeh
Główne role:
Thomas: Thomas Mann
Costa: Olivier Cooper
JB: Jonathan Daniel Brown
Ocena: 5/10

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Jess Rottenberg: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie

Książka jest lekka i przyjemna do czytania. Wciągająca i interesująca historia dziewczyny, której pękło serce na pół. Ciekawa fabuła, prosty tekst. Podzielona na rozdziały, w których są podtytuły (dobrze dobrane cytaty z piosenek). Dobrze wykreowane postacie i miejsca akcji. Emocje jakie dzieją się są bardzo dobrze odczuwane. Książka z humorem, można trochę się pośmiać, a także smutna i poruszająca. Jest zaskakująca i niepowtarzalna.

Zaczyna się gdy Brie umiera. To ona sama opisuje wszystkie zdarzenia jakie się dzieją. Wplata też swoje wspomnienia. Mając nie całe szesnaście lat umiera w dość dziwny sposób. Przyjaciółki i rodzina bardzo to przeżywają. A ona sama nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Poznaje Patricka to on pomaga jej zrozumieć i nauczyć się nowego „życia”. Jest jak jej osobisty Anioł Stróż. Brie postanowiła się zemścić na swoim byłym chłopaku. Czy jej się to uda? I jakie będą konsekwencje? Musicie przeczytać sami.

Zaufanie to ono jest podstawą związku i przyjaźni. Gdy braknie zaufania to wszystko się rozwala. Nawet prawda wydaje się jak kłamstwo. Słowa jakie wypowiadamy mogą ranić. To one sprawiają największy ból, ranią bardzo głęboko i ukrywają się w naszej pamięci na długo. Słów wypowiedzianych nie da się cofnąć, więc lepiej pomyśleć nad tym co się chce powiedzieć. Bo potem można żałować.

Słuchanie jest ważne. Najlepiej jest wysłuchać osobę, która mówi do końca, bo mogą wyjść różne z tego rzeczy. Gdy przeczytacie książkę sami się dowiecie co mam na myśli.

Polecam książkę wszystkim, którzy chcą przeczytać coś innego. Dawka humoru i różnych emocji, a zarazem wciągająca historia.

Autor: Jess Rottenberg

Tytuł: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie

Okładka: miękka ze skrzydłami

Część:-

Stron: 406

Wydawnictwo: Amber

Ocena: 10+/10

Piąty blogowy stosik- ostatni wakacyjny


 

Od góry:
Agata Christie: Pasażer do Frankfurtu- z biblioteki recenzja
Agata Christie: Entliczek pentliczek- j.w.
Beata Pawlikowska: Blondynka w Tanzanii- zakup własny recenzja
Carlos Ruiz Zafón: Książę mgły- j.w. recenzja
John Marsden: Jutro 2- jw. recenzja
J.K. Rowlning: Harry Potter i Komnata Tajemnic/ Więzień Azkabanu/ Książę Półkrwi- j.w. kolejne Potterowskie zdobycze, zostały mi jeszcze tylko dwie części do zgarnięcia.
Edgar Allan Poe: Opowieści niesamowite- j.w. recenzja jak sama nazwa wskazuje, są doprawdy niesamowite.

Jako jeden z niewielu ludzi na świecie wcale nie ubolewam nad powrotem do szkoły, mam dość pracy, i choć wcale na nią nie narzekam, chcę wrócić już do błogiej beztroski, jaką serwuje szkoła; w tym roku będę musiał się przygotować na kolejną dawkę stresu, bowiem wkraczam właśnie w okres klasy maturalnej i nie mam pojęcia jak pogodzić czytanie z nauką i przygotowaniami do matury... ale coś się wymyśli. Nie były to najlepsze moje wakacje, ale najgorsze też nie...
a jak Wy oceniacie swoje wakacje?


niedziela, 26 sierpnia 2012

Czwarty blogowy stosik

Koleiny stosik, który cieszy. Zaczynając od góry:

Barbara Baraldi: Scarlett Pocałunek Demona-druga część Scarlett, która mnie pozytywnie zaskoczyła

Jess Rottenberg: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie-bardzo dobra książka

Gwen Hades: Strąceni- to moja ulubiona książka

Bettina Beltiz: Pożeracz snów-polecona przez kolegę i kupiona na promocji, warta przeczytania

Kelly Keaton: Z ciemnością jej do twarzy-dostałam ją w prezencie

Melisa De La Cruz: Zapach spalonych kwiatów-kupiłam ją na promocji, niewiedzą nawet czy mi się spodoba

Carolyn Jess-Cooke: Zawsze przy mnie stój-nie przypadła mi do gustu


To moje perełki:

Jess Rottenberg: Po tamtej stronie Ciebie i Mnie

Gwen Hades: Strąceni




sobota, 25 sierpnia 2012

Agata Christie: Pasażer do Frankfurtu


 
Na początek chciałbym przeprosić za zwłokę w pisaniu recenzji, które są właściwie dłuższymi przemyśleniami, ale jako że musiałem zarobić na studniówkę podjąłem się pracy w sklepie. Zabiera mi to czas i chęci na czytanie książek, ale już niedługo, chyba jako jeden z niewielu wcale nie ubolewam nad końcem wakacji.Oraz, tak już przy okazji chciałbym BARDZO BARDZO podziękować wszystkim odwiedzającym, bowiem bloga odwiedziło już trochę ponad 3000 osób, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni.

Co do samej książki, to jest ona wyjątkowa, ponieważ mistrzyni kryminałów postanowiła, że odpuści sobie typowy kryminał i napisze książkę o innej tematyce. Powieść nie ma w sobie zwykłego dla tej autorki morderstwa, nie ma podejrzanych, świadków, jest za to cała masa innych, równie ciekawych czynników.

Sir Stafford Nye siedząc na lotnisku spotyka pewną młodą kobietę, która oferuje mu intrygującą propozycję: chce jego nietypową pelerynę, oraz paszport, wsypie mu do piwa środek nasenny a potem uda, że ktoś go okradł.. Bohater nie lubi się nudzić, wszelkie, nietypowe sytuacje są dla niego nie lada gratką, więc, choć z małym wahaniem, bo to w końcu zupełnie obca osoba, zgadza się na propozycję kobiety.

Światem wstrząsają protesty, bojkoty, rozruchy, wybuchy a młodzież całego globu siedzi w całym epicentrum zdarzeń. Rozochoceni, pełni żądzy obalenia starych wartości i rządów młodzi ludzie wychodzą na ulicę i demolują całe miasta. Ale oni są tylko bronią, niczego nieświadomą marionetką, która uważając, że robi to co chce, wykonuje czyjeś rozkazy. Ale kto chciałby władzy nad światem? Zapewne wszyscy, ale tych, którzy mają możliwości, żeby ją osiągnąć jest niewielu, i tym zająć się muszą agenci.

Najbardziej przerażające w książce jest to, że obnaża psychikę młodzieży, bardzo podatną na wszelkie wpływy. Uważający się za ludzi, którzy sprzeciwiają się staremu reżimowi są tak naprawdę na usługach jeszcze starszego. Wystarczy dać im narkotyki, pieniądze, broń i idee, w których cześć będą mogli robić co tylko zechcą, przynajmniej tak im się wydaje, bo w rzeczywistości wypełniają tylko rozkazy.

Mam co do tej książki mieszane uczucia, do samego końca prawie nic nie wiadomo, wszystko jest bardzo chaotyczne, a na końcu wyjaśnia się tylko kwestia główna, a wątki poboczne pozostają bez echa. Szczerze przyznam, że choć brak w niej pościgów i strzelanin, to jest to bardziej książka sensacyjna niż kryminalna. Mimo wszystko polecam.


Auto: Agata Christie
Tytuł: Pasażer do Frankfurtu
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 258
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 6/10

niedziela, 19 sierpnia 2012

Carolyn Jess-Cooke: Zawsze przy mnie stój

Każdy człowiek ma swojego Anioła Stróża, który opiekuje się nim i chroni. Szczególnym znakiem u Aniołów są skrzydła to one łączą człowieka ze swoim Aniołem. W książce skrzydła są ukazane jako dwa strumienie płynące na plecach. One służą jako dziennik zapisują wszystkie zdarzenia i uczucia.

Smutna historia dziewczyny o imieniu Margot, która została swoim Aniołem Stróżem i otrzymała imię Ruth. Ukazane jest w niej całe życie dziewczyny od chwili narodzin, dzieciństwa, dorosłości i śmierci, a także życia jako Anioł. Wszystko co dokonuje jest z góry przesądzone, tylko niektóre decyzje może pomóc podjąć Margot.

Życie Margot od samego dzieciństwa to niekończący się łańcuch smutku i cierpienia. Przeszła wiele. Dom dziecka to prawdziwy horror i koszmar. Najcenniejsze co dostała to kochający rodzice, którzy przygarnęli ją i dali dach nad głową. Kochający mąż, ale nic nie może trwać wietrznie. Brak zaufania rujnuje szczęście. Zostaje sama z synem. Topienie smutków w alkoholu nic nie załatwia, wręcz przeciwnie rujnuje relacje z Theo. Dziecko wychowane przy takiej matce nie ma dobrego startu w dorosłość.

Miłość zwycięży wszystko. Tak łatwo jest zniszczyć szczęście i zaufanie. Trudnością jest je odbudować, ale nigdy nic nie jest z góry przesądzone. To książka o trudnej drodze, o upadkach i podnoszeniu się z dna. O trudnych wyborach, nie tylko tych, które podejmuje człowiek. Walce o najcenniejsze. Podziwiam Toby’ego jego bezgraniczną miłość i ciągłe czekanie. Choć jest nieśmiały to nie przeszkodziło mu w zdobyciu „skarbu”.

Dobra historia w złej oprawie. Historia Margot jest ciekawa i smutna. Za mało opisów otoczenia i postaci. Trudno jest wyobrazić sobie jakąś postać mając tylko kilka szczegółów. Za mało rozbudowana akcja, brak szczegółów zostawiał niedosyt. Emocje jakie znajdują się w książce nie można odczuć. Musze powiedzieć, że końcówka mnie zaskoczyła. Tu poczułam w końcu uczucia: napięcie i zaskoczenie.

Tytuł: Zawsze przy mnie stój

Autor: Carolyn Jess-Cook

Okładka: miękka, ze skrzydłami

Stron: 310

Wydawnictwo: Otwarte

Ocena: 5/10

wtorek, 14 sierpnia 2012

Edgar Allan Poe: Opowieści niesamowite


 
Wspaniałość dzieła tego, mogę wyrazić tylko w jeden, dosyć niebanalny sposób: wyobraźcie sobie masło. Kosatkę pięknego, bladożółtego masełka, która leży bezwiednie przed ów książką. Zaczytawszy się w dziele owym masełko zaczyna się roztapiać. Wspaniałość, jaka tknęła to zwykłe, przeciętne masełko rozsadziła jego konstrukcję, i biedne masło poczęło się rozpuszczać w zachwycie nad danym dziełem. Tak właśnie czułem się czytając tę książkę, jakbym mógł bezprecedensowo rozpuścić się w zachwycie nad wszystkim, co autor ten stworzył.

Książka ta zawiera w sobie piętnaście wspaniałych, niebanalnych, przegenialnych, mrocznych, klimatycznych opowiadań, z czego każde jest wyjątkowe, magiczne, przepełnione strachem, refleksją a jednocześnie dające wspaniałą rozrywkę. Każdy znajdzie coś dla siebie, chyba, że literatura grozy go nie interesuje, choć nie jestem pewien, czy można ów literaturę do grozy zaliczyć, bo choć momentami wydaje się przerażająca to ja osobiście bać się, nie bałem, co w żadnym stopniu nie umniejsza wspaniałości tegoż dzieła.

Fabuły opowiadać nie potrzeba, bo choć większość opowiadać jest w miarę długa, tak jedno z moich ulubionych ma raptem dwie strony, i choć objętość wrażenia nie robi, to daje nam je świadomość, ile wspaniałej historii autor dał redę upchnąć na tych dwóch stronach. Psychodelia, jaką znajdziemy w opowiadaniach jest doprawdy niezwykła, przepełniona wszystkim co najlepsze- wspaniałą wyobraźnią autora, niebanalnymi pomysłami, genialnie skonstruowanymi bohaterami, których choć znamy od kilku stron, doskonale możemy odczuć ich wspaniałą naturalność i nienaturalność zarazem.

Realizm, jaki znajdziemy w ów dziełach tworzy zatrważający kontrast z wydarzeniami, które się tam dzieją. Wszystko jest opisane tak, aby czytelnik mógł to sobie doskonale wyobrazić, wszystkie szczegóły i detale są wyjaśnione w bardzo realistyczny sposób, tworzący pozory normalności, do tego dochodzą wydarzenia, które od normalności dzieli setki mil świetlnych. Coś wspaniałego.

Czytając książkę ‘’Złoty żuk’’ myślałem, że jest fantastycznie napisana, i że autor ma po prostu talent, ale to dopiero te opowiadania otworzyły mi oczy i mózgoczaszkę na to, jakiej miary geniuszem jest Poe. To po prostu niesamowite. Osobom, którym zdanie na pół strony przeszkadza, zawiły styl autora może wadzić, ale ja byłem nim zachwycony. Długie zdania, które trzeba czytać po kilka razy, aby zrozumieć sens, były dla mnie frajdą, jakiej nie zaznałem jeszcze przy żadnej lekturze.

Czytając naszła mnie myśl, iż książka ta jest tak przepełniona wspaniałością, że powinna zostać lekturą szkolną, wyłączając kilka opowiadań, które naprawdę ciężko zrozumieć, ale potem zdałem sobie sprawę z tego, że nie będzie to dobre rozwiązanie- lektury szkolne obrzydzają książki. Poe jest za dobry na lekturę. Po niego trzeba sięgnąć z chęcią, na co wszystkich namawiam.

Przy okazji przepraszam za zwłokę, ale wspaniałość ów dzieła skazała mnie na coś, czego niezwykłym robić- czytałem ją bardzo wolno, ażeby móc tę przyjemność dawkować sobie małymi częściami. Zwykle tak nie robię, ale to wyjątkowa książka.

Tytuł: Opowieści niesamowite
Autor: Edgar Allan Poe
Część: -
Okładka: twarda
Stron: 237
Wydawnictwo: Skrzat
Ocena 10!/10

sobota, 11 sierpnia 2012

Beata Pawlikowska: Blondynka w Tanzanii



Po ‘’Blondynce w Meksyku’’, która mnie zawiodła, postanowiłem sobie, że dam tejże autorce jeszcze jedną szansę, bowiem nie godnie tak zniechęcać się po jednej książce. I jak postanowiłem, tak też uczyniłem. Kupiwszy ‘’Blondynkę w Tanzanii’’ nie spodziewałem się, że będzie o wiele lepsza, ale liczyłem, że nie zawiodę się, i tym razem jestem w pełni z zakupu usatysfakcjonowany.

Tym razem tytułowa Blondynka trafia na safari. W Afrykańskiej dziczy zaobserwować można bardzo wiele zwierząt, i łatwo zdać sobie sprawę z tego, że nie wszystkie są nastawione przyjaźnie. Podróżując autorka już nie ogranicza się tylko do jednego zakątka jak w poprzedniej książce którą czytałem, ale teraz wylatuje w podróż pełną parą, opisując zwyczaje zarówno zwierząt, jak i ludzi.

W tej książce jest wszystko to, czego zabrakło mi w poprzedniej. Nie ma już połowy książki o historii, tylko cała jest jedną wielką wyprawą na safari. Nie ma już rozprawiania o ciekawostkach przez dwie strony, tylko kilka zdań, aby lepiej zrozumieć otoczenie, w którym znajduje się autorka. Całość jest bardzo spójnie, zwięźle i ładnie napisana, za co wielki plus.

Zaskoczyło mnie bardzo poczucie humoru, którym kilka razy autorka zaszczyciła mnie przy lekturze tejże książki. Bardzo mi się to podobało, prawie tak samo, jak jakże zabawne zdziwienie Afrykanina, który był pod wielkim wrażeniem temperatury panującej u nas w zimę. A i zdjęcia stały na właściwym poziomie, więcej, były po prostu wspaniałe, ale zapewne nie spodobają się wszystkim, nie każdy lubi sentymentalne zachody słońca. 

Tytuł: Blondynka w Tanzanii
Autor: Beata Pawlikowska
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 93
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 7/10
 
 

John Marsden: Jutro 2: W pułapce nocy


Recenzja pierwszej części:  tutaj

Kolejna odsłona tej zacnej serii była może nie zdecydowanie, ale na pewno pod wieloma względami lepsza. Po przeczytaniu pierwszej części czym prędzej pognałem do księgarni po kolejną, i warto było. Tak jak w jej poprzedniczce, absolutnie nie rozumiem co tytuł ma do książki, może jest to po prostu metafora której nie rozumiem, nie wiem, ale przestałem zwracać na to uwagę, skupiłem się na wspaniałej fabule.

Po wydarzeniach z poprzedniej części bohaterowie schronili się ponownie w Piekle, ale nie zamierzają tam siedzieć, aż wojna minie. Postanawiają dotrzeć do doliny Holloway. Po kilku akcjach dywersyjnych nie zamierzają siedzieć w jednym miejscu, i nadszedł czas, aby poszukać pomocy w innych mieszkańcach kraju. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak wojna zmienia ludzi, i to, że ktoś nie chce was zabić nie oznacza, że chce wam pomóc.

Na brak akcji narzekać nie można. Fabuła gna na łeb na szyję, lecz wszystko jest zgrabnie połączone przeróżnymi rozterkami emocjonalnymi. Bardzo ryzykowne akcje są świetnie przemyślane, i choć bohaterowie czasem liczą na dar losu i powierzają zbyt wiele przypadkowi wszystko daje czytelnikowi wrażenie naturalności, bowiem gdyby mnie spotkała taka sytuacja, najprawdopodobniej zachowałbym się bardzo podobnie.

Znowu mam problem z toną miłości. Jest jej w moim mniemaniu za dużo. Na szczęście nie jest ona typu: Kocham go bo jest piękny, uroczy i słodki. Olać wojnę! On jest taki prześliczny! To i tak mam wrażenie, że troszeczkę autor mógł to ograniczyć. Ale to są nastolatki, na dodatek samotnie żyjące gdzieś na odludziu, naturalne będzie, że emocje buchną jak w wulkanie.

Najciekawszym zjawiskiem, jakie można zaobserwować, jest zmiana wewnętrzna bohaterów. Ze zwykłych nastolatków, którzy słuchają muzyki, sprzątają w pokojach, nie słuchają rodziców i są zakochani mamy partyzantów, którzy bronią swojego kraju, zabijają, obmyślają jak popsuć wrogom szyki… i są zakochani. Zmiany zachodzą naturalnie, i psychikę bohaterów bardzo łatwo zrozumieć, w końcu kto by nie zwariował musząc co raz to oglądać się za siebie w obawie, że ściga ich uzbrojony po uszy żołnierz

Tytuł: Jutro 2: W pułapce nocy .
Autor: John: Mardsen
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 269
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7,5/10
 

czwartek, 9 sierpnia 2012

Carlos Ruiz Zafón: Książę mgły







Jest to czwarta książka tego autora, i druga, która mnie nie zachwyciła. Zauważyć można, iż Zafón pisze tylko dwa rodzaje książek: lekkie, delikatnie zakrawające o horror przygodowe jak ‘’Marina’’ lub ‘’Książę mgły’’ lub te, które ja wolę dużo bardziej, czyli książki o ‘’Cmentarzu zapomnianych książek’’. Mogłoby się wydawać, że jest ona młodzieżowa, ale myślę, że nie tylko ,młodszym czytelnikom się spodoba; jeśli ktoś polubił ‘’Marinę’’, polubi i ‘’Księcia mgły’’.

Akcja rozgrywa się w kliku miejscach osadzonych blisko plaży. Główny bohater, trzynastoletni Max wraz z rodzicami i dwiema siostrami przeprowadza się do uroczego zakątka na plaży. Poznają Rolanda, tajemniczego chłopaka, z którym od razu się zaprzyjaźniają. W życiu Maxa i jego rodziny zaczynają dziać się dziwne rzeczy, których nie da się racjonalnie wyjaśnić, wówczas dziadek Rolanda opowiada im historię ‘’Orfeusza’’, wraku zatopionego na dnie morza oraz pewnego maga, z którym zdarzenia ów mają bardzo wiele wspólnego. Nie zdają jeszcze sobie sprawy, ile prawdy jest w opowieści starego latarnika.

Książka w większości jest nudna. Przez pierwszą połowę brnąłem przez 2 dni, choć sama książka długa nie jest. Wlecze się to strasznie, niby autor próbuje rozbudzić w czytelniku chęć poznania tajemnicy, ale u mnie nie osiągnęło to zamierzonego skutku, przeciwnie, początek książki był koszmarem, końcówka natomiast zasługuje na pochwałę, bo tak jak początek wlókł się w nieskończoność, tak ostatnie rozdziały pochłonąłem w kilka minut.

Mój absolutny zachwyt wzbudziła okładka. Brnąc przez początek powieści, więcej mojej uwagi skupiło się na wspaniałej okładce, przepięknie ukazanej latarni oraz tajemniczemu wrakowi statku wśród jeziora okraszonego tajemniczą mgłą. Szkoda, że poziom fabuły nie odpowiadał.

Jest to debiutancka powieść tego autora, i nie spodziewałem się fantastycznie wyrobionego stylu, pięknych sformułowań i masy trafnych porównań. Jakież było moje zaskoczenie, gdzie zaczynając czytać zdałem sobie sprawę z tego, że ta książka jest fenomenalnie napisana, widać, że autor przemyślał niemal każde zdanie. Nie jest to co prawda na poziomie ‘’Cienia wiatru’’, ale i tak zrobiło na mnie piorunujące wrażenie.

Książkę polecam fanom ‘’Mariny’’, bo jeśli ów książka wam się spodobała, to i na tej się nie zawiedziecie, jeśli natomiast nie czytaliście nic tegoż autora, na początek będzie akurat.

Tytuł: Książę mgły
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Część: I
Okładka: miękka
Stron: 198
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 5,5/10

 
 

środa, 8 sierpnia 2012

Barbara Baraldi: Scarlett Pocałunek Demona

 
 Recenzja pierwszego tomu: tutaj

Książka mnie bardzo zaskoczyła. Po przeczytaniu pierwszej części podchodziłam do niej sceptycznie, ale ta część jest świetna. Ciekawa fabuła, tajemnicza i wciągająca. W końcu mogłam poczuć emocje jakie przeżywa bohaterka. Losy dziewczyny są przeplatane wspomnieniami o ukochanym co daje urok książce. Staje się wyraźniejsza treść i dobrze pasuje do całości. Daje oderwanie się od smutnych losów Scarlett, w rzeczywistość, która była piękna i za którą tak bardzo tęskni. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Jest podzielona na rozdziały.

Rozstanie z ukochanym boli, a ją bolało jeszcze mocniej. Mikael musiał wyjechać, bo złamał prawo dotyczące Strażnika i za to musiał ponieść karę. Tęsknota i miłość, które jej ciągle towarzyszyły, a do tego problemy. Dziwne zachowanie Vincenta najpierw sprawie wrażenie, że jej nie lubi, a potem nagła zmiana. To przez niego jej życie się komplikuje. W domu też nie ma lekko mama, która jak zwykle nie umie jej zrozumieć i wysłuchać w spokoju. Ciągle się wtrąca i nic nie ułatwia. Choć bardzo ją kocha. Problemy i brak porozumienia między nimi ma swoją przyczynę. Tylko babcia ją wspiera i zdaje, się że ją rozumie. To dzięki niej udaje się Scarlett przetrwać próbę rozstania. Marco jej młodszy bart jest uroczy. To dzięki jego rysunkom, mogła poznać co dzieje się z Mikaelem.

Moją uwagę najbardziej przyciągną Vincent. Przystojny chłopak o długiej grzywce opadającej na oczy i czarnych włosach. Jest twardy i nie często pokazuje swoje prawdziwe uczucia. Żal, który ciągle w nim jest nie może zostać ugaszony. Nie może zapomnieć o ukochanej, którą stracił. Jego zachowanie się zmienia w stosunku do Scarlett. Vincenta nie łatwo jest rozgryźć, a jednak się da. To naprawde fajny chłopak, mający serce, które ukrywa bardzo głęboko. 

Książka zasługuje na przeczytanie. Pokazuje, że prawdziwa miłość zwycięży wszystko. Nie ma granicy żeby ją powstrzymać. Prawdziwe uczucie nie wygaśnie jeśli popełni się błąd, ale przyzna się do niego i żałuje. Błędy pokazuję na ile jest silne uczuci. Przyjaźń jest nie rozerwalna z osobą, która jest twoją prawdziwą przyjaciółką. 

Autor: Barbara Baraldi
Tytuł: Scarlett Pocałunek Demona
Część: II
Okładka: miękka ze skrzydłami
Stron: 336
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ocena: 8/10

Agata Christie: Wigilia Wszystkich świętych



Kolejna książka tej autorki, kolejna, świetnie zorganizowana intryga i pierwszy mój sukces, albowiem po raz pierwszy udało się tak mocno zbliżyć do rozwiązania zagadki przed końcem. Nie był to niestety mój zmysł dedukcji, lecz zwykłe szczęśćcie, ale i tak jestem z siebie dumny.

Pani Oliver i Herkules Poirot znowu wkraczają do akcji. Autorka poczytnych kryminałów została zaproszona na bal Haloween, organizowany w małym miasteczku Woodleigh Common. Dzieciaki radośnie bawią się, dorośli plotkują, gdy nagle zabawę przerywa mała Joyce, która pod wrażeniem Ariadny Oliver postanawia przyznać się, iż była świadkiem zabójstwa. Powszechnie uważana za kłamczuchę dziewczynka nie przekonała nikogo, albo prawie nikogo, bowiem zanim przyjęcie się skończyło, ciało dziewczynki zostało znalezione bibliotece. Utopione dziecko niewątpliwie zostało zamordowane, i tu wkracza genialny, wąsaty Poirot.

Masa błędów jakie tu znalazłem przekroczyła granice zwykłego niedopatrzenia. Nie mówię tu o błędach w fabule, ale w druku. Brak myślników przy dialogach, zamiast ‘’e’’ bardzo często jest ‘’c’’, cała masa literówek, oraz kilka naprawdę rażących błędów ortograficznych, hańba, może dlatego czytanie jej zajęło mi aż dwa dni.

W fabule, na szczęście, błędów brak, za to jest cała masa bohaterów. Jest to najbardziej chaotyczna z książek tej autorki, bowiem na przyjęciu było ok. trzydziestu osób, i choć pod uwagę bierzemy tylko kilka, mamy szerokie pole manewru do domysłów.  Polecam ją wszystkim fanom tej autorki, a i na początek nada się idealnie.

Tytuł: Wigilia Wszystkich Świętych
Autor: Agata Christie
Część: -
Okładka: miękka:
Stron: 232
Wydawnictwo: Wyd. Dolnośląskie
Ocena: 7/10

wtorek, 7 sierpnia 2012

Dagmara Półtorak: Tak trudno być mną




Gdy tylko zobaczyłam tę książkę zaciekawiła mnie niebanalną okładką, zajrzałam do środka przeczytałam parę wersów i doszłam do wniosku, że muszę ją przeczytać. Myślę, że z tytułem każdy z nas mógłby się utożsamić, każdy na własny sposób.
Po przeczytaniu książki spojrzałam na recenzje i szczerze zadziwiły mnie. Nie rozumiem dlaczego są one tak niskie. Możliwe, że jest napisana w prosty sposób. Jednak ten prosty sposób nie pozwolił mi odłożyć tej książki w trakcie jej czytania, tak trzymała mnie do końca.
Książka opowiada o dwudziestodwulatce posiadaczce psa Killera oraz dystansu do życia, która żyje w zwariowanym świecie wraz z szaloną matką, która kłóci się ze swoim mężem. Starszy brat utrzymuje kontakt głównie z komputerem, a młodszy, zwany Smarkiem, jest nieprzewidywalny w realizacjach swoich szalonych pomysłów i ma zdecydowanie zbyt dużo energii. Biologiczny ojciec czy może kosmita? Stuknięci dziadkowie, którzy po pięćdziesięciu latach małżeństwa wybierają się w podróż poślubną do Tajlandii. Czego chcieć więcej? A tak tajemniczego autora przewodników turystycznych poznany przez matkę w Internecie, który staje się członkiem zwariowanej rodziny.
Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Rozbrajająco zabawna opowieść o chaotycznej rzeczywistości.  Bohaterowie świetnie odzwierciedlają życie codzienne mimo zwariowanej otoczki.
Nie spodziewałam się w tej książce wątku romansu, a jednak. Pod tym względem też nieco mnie zaskoczyła.
Gdy wtapia się już w treść książki jest ona nieco przewidywalna.
Napisana wyszukanym słownictwem, przez co nieco może niektórych irytować, ale nie mnie.
Jest to debiut tej młodej autorki, jak dla mnie dość udany.

Tytuł: Tak trudno być mną!
Autor: Dagmara Półtorak
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 316
Wydawnictwo: W.A.B
Ocena 7/10 
 Dla naszego bloga, gościnnie recenzowała Magdalena, autorka bloga Ołówek nie gryzie
Dziękujemy! 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

John Marsden: Jutro: Kiedy zaczęła się wojna


 
Kuszące recenzje, ładna okładka i świetna cena w końcu skusiły mnie do kupna tej książki. Nie żałuje i już mam zamiar polować na kolejną część. Nie rozumiem co prawda skąd ten tytuł, bo odnosi się do książki dosyć nieznacznie, ale to tylko tytuł, który nie przeszkadza cieszyć się książką.

Książka bardzo często porównywana jest do serii ‘’Gone’’, czego nie rozumiem, bo łączy je tylko odizolowanie bohaterów od rodzin. Na tym podobieństwa się kończą, i bardzo dobrze, bo ‘’Gone’’ szału u mnie nie wywołało.

Siedemnastoletnia Ellie siada na pniu i spisuje tę oto historię. Jak to nastolatki, wpadają na szalony plan zrobienia sobie biwaku w Piekle, czyli wielkiej dziurze przy górach znajdujących się nieopodal ich miasteczka. Bohaterka zwołuje sześciu swoich znajomych, i tak oto rozpoczyna się tygodniowa izolacja od rodziców, problemów i nowoczesności. Po powrocie jednak nie jest tak różowo jak miało być. Zwierzęta umierają, miasto jest puste. Zamiast normalnego miasteczkowego życia, w mieście panuje cisza. Żołnierze patrolują ulice, a bohaterowie zastanawiają się, co teraz będzie.

W przeciwieństwie do książki, z którą jest porównywana, tu bohaterowie są o wiele bardziej naturalni. Nie mają dwanaście lat, myśląc jak dorośli, ale siedemnaście, i rozumując na swój własny, młodzieżowy sposób, i chwała im za to, i autorowi także, bo kukiełek bym nie zniósł. Wadą bohaterów, jest natomiast sposób ich opisania przez autora. Ja rozumiem, że chciał pozostawić wolną wolę wyobraźni, ale zdradzając kolor włosów w połowie książki przegiął. Mógł przynajmniej zdradzić jakieś charakterystyczne cechy. Podoba mi się, że możemy sami wykreować sobie ich wygląd, ale napomykanie w połowie, że jakaś bohaterka jest ruda, gdy my mamy już ją idealnie wykreowaną nie jest dobrym pomysłem.

Wyczytałem gdzieś, że jest to książka post-apokaliptyczna, i większej bzdury nie słyszałem (pomijając stwierdzenie, iż ‘’Zmierzch’’ jest godną polecenia literaturą). ‘’Jutro’’ bowiem nie ma nic wspólnego z końcem świata. Już bliżej jej do książki wojennej, którą w sumie po części jest, ale wielbicielom tradycyjnej literatury wojennej raczej nie polecam. Początek napisany jest dosyć chaotycznie, bardzo ciężko jest wyobrazić sobie te wszystkie pasma górskie, doliny znikąd i urwiska. Opisane jest to naprawdę źle, i żeby pojąć o co chodzi musiałem czytać drugi rozdział ze trzy razy; na szczęście potem tego problemu nie ma. Akcja rozwija się ładnie, szybko, pełna zwrotów akcji, emocji i napięć fabuła wciąga niesamowicie.

Ze względu na nastolatkowość bohaterów logiczne będzie, że przeuroczej, słodkiej miłości doświadczyć będziemy musieli, i jest. Troszkę za dużo jak dla mnie, może jestem na tym punkcie przewrażliwiony, i powinienem spodziewać się, że miłości będzie pod dostatkiem, psuła mi ona zabawę. Zdaję sobie sprawę z tego, że bez niej bohaterowie nie byliby tak naturalni, to w końcu szesnasto- i siedemnastolatki, ale brakuje mi tam kogoś bez emocji, kogoś cynicznego, sarkastycznego i zabawnego, jedyny bohater, który ma te cechy zmienia się już na początku książki, oczywiście pod wpływem miłości.

Jest to książka lepsza, nie wiele, ale lepsza od ‘’Gone’’. Zdecydowanie wolę ucieczkę przed realnymi żołnierzami, niż opętanymi rządzą mordu dziećmi. Polecam wszystkim, ale z racji długości serii radzę najpierw przetestować pierwszą część bez kupna.

Tytuł: Jutro: Kiedy zaczęła się wojna
Autor: John Marsden
Część: I
Okładka: miękka
Stron: 270
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 7/10

niedziela, 5 sierpnia 2012

Beata Pawlikowska: Blondynka w Meksyku


Wakacje mają to do siebie, że nastrój do podróży, wyjazdów i zwiedzania ciekawych miejsc jest obecny jak nigdy, a że cały mój budżet poszedł na książki, zakupiłem także jedną o podróżach, i nie do końca opłacało się, dobrze, że przynajmniej droga nie była. Co do samej autorki to czytałem sprzeczne opinie, choć więcej tych negatywnych, z którymi się w większości zgodzę.

Jak tytuł wskazuje, Beata Pawlikowska alias Blondynka tym razem postanawia zgłębić się w krainę Azteków, papryczek i tortilli- czyli Meksyk. Co do samego miasta, to oglądałem kiedyś program o święcie srebra w jakimś Meksykańskim miasteczku, i przyznam, że wywarło na mnie wrażenie to miasto, ale nie będę oceniał kraju po jednym zakątku. Autorka na początek zabiera na do… metra. Wszystko ładnie, pięknie… ale gdzie ten Meksyk?

Większość książki zajmują ciekawostki, i zrozumiałbym, gdyby  autorka po prostu wtrącała co jakiś czas coś ze starożytności, aby lepiej zrozumieć ich kulturę, ale prawie połowa książki opowiadała o Aztekach. Było to ciekawe, przyznaje, ale kupiłem książkę, aby poczytać dziennik z podróży, a nie ‘’Ciekawostki historyczne i kilka stron przeżyć z Meksyku’’, które to ograniczały się do… jedzenia. Brak Meksyku w Meksyku. Metro, tortilla, połowa książki z historią, papryczki i robaki. Wychodzi na to, że autorka była tam jeden dzień, zdążyła zajechać na rynek metrem, odwiedziła piramidę Azteków i skończyła się wycieczka; ja tak to odbieram.

Na pochwałę zasługują natomiast zdjęcia. Kilka stron ciekawych fotografii, choć wrzuconych w dziwnych miejscach książki przerywając zdanie w połowie, robi wrażenie, przynajmniej widać na nich Meksyk. Mimo wszystko spróbuję jeszcze sięgnąć po jakąś książkę tej autorki, mam nadzieję, że będzie więcej wycieczki w wycieczce.

Tytuł: Blondynka w Meksyku
Autor: Beata Pawlikowska
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 93
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 4/10

Maja Lidia Kossakowska: Ruda sfora


 
To moje drugie spotkanie tą autorką, i po raz kolejny absolutnie się nie zawiodłem. Jej książki w księgarniach są drogie, a bibliotece rzadko dostępne, i jakieś było moje zdziwienie, gdy w końcu dorwałem jedną z jej pozycji. Pierwszą, była książka ‘’Żarna niebios’’ czyli zbiór opowiadań o aniołach, i choć osobiście za opowiadaniami raczej nie przepadam, tymi byłem wręcz zachwycony. W tej książce także oglądać możemy niebiańskie stwory, aczkolwiek dalece różniące się od aniołów, co wcale nie oznacza, że gorsze, przeciwnie, niektóre były nawet większe wrażenie.

W małej wiosce, gdzieś na Syberii, w pewnym plemieniu Jakutów zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Umarli wracali. Zaświaty nie były już bezpiecznym miejscem. Stary szaman odchodząc, aby nieść pomoc, zostawił trzynastoletniego Ergisa swemu losowi, wierząc, że choć młody, obejmie po nim stanowisko. Niestety, rola szamana kusi, i są już na nią chętni, którzy podstępem starają się odebrać młodemu szamanowi władzę. Lecz młodzieniec ma coś ważniejszego do zrobienia, niebo i piekło jest spopielone. Ruda sfora bez duszy zabija, i nie zamierza przestać.

Ergis trafiając do drugiego nieba poznaje Bębenka, kulawego, sympatycznego konika z świetnym poczuciem humoru i dużą inteligencją. Tak, ów konik rozmawiał, i nie jest to jedyna dziwna rzecz w tej krainie. Chłopak uważając, że skradziono mu kawałek duszy postanawia udać się na rumaku w głąb niebios na poszukiwanie zaginionego kawałka swojego jestestwa. Na drodze spotykają eks-wojownika-pieśniarza, przyjaznych morderców, i cała masę innych dziwolągów, których nie sposób nie polubić. Sympatyczność większości bohaterów troszkę infantylizuje powieść, ale mnie to nie przeszkadza, bo fabuła z infantylnością nie ma nic wspólnego.

Jedyną wadą fabuły jest jej liniowość. Bohaterowie ciągle zmierzają w jednym kierunku, akcja co prawda potem bardzo ładnie się rozwija, ale to nadal nie zmienia faktu, że odstawiając książkę wcale za nią nie tęsknimy. Brak mi wyczekiwania na ostateczność, powoduje efekt, jakby bohaterowie chodzili w kółko. Co prawda kółko to całe najeżone jest niewiarygodnymi przygodami walkami i rozterkami emocjonalnymi, które ratują sytuację, mimo wszystko odrobinę to przeszkadza.

Znalazłem kilka literówek, i jedną, nieścisłości, ale niezbyt poważną, i nie przeszkodziło mi to w cieszeniu się fantastycznym stylem autorki. Największe wrażenie na mnie wrobiły sceny bitew, które były wręcz epickie, przyprawiały o chęć wskoczenia tam z mieczem i rozpłatania wszystkich na strzępy. Na uznanie zasługuje także oprawa graficzna książki, pomijając już bardzo ciekawą okładkę, w książce znaleźć można wspaniałe ilustracje. Moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi nie spoglądać co jakiś czas kilka stron wprzód aby podejrzeć, czy już nie czai się kolejny, wspaniały rysunek, czym popsułem sobie kilkukrotnie zabawę z czytania książki. Ale ilustracje były tego warte.

Mimo iż książek polskich autorów czytam niewiele, gdyż są drogie i rzadkie, spotkałem się już z pewną tendencją. Otóż dostrzec można, że książki te są bardzo… ciężkie. Nie mówię tu oczywiście o wadze samej książki, ale masa krwi, oręża, żelazisty zapach, powodują uczucie takiego przytłoczenia przez to wszystko. Nie wiem, czy jest to charakterystyczne, za mało polskich książek fantastycznych przeczytałem, ale to trochę irytuje. Podejrzewam, iż liczne bitwy, które stoczyła Polska odciskają na naszej literaturze swoje piętno, pełno miecza i krwi, taki ‘’Potop’’ w niebie. Mimo wszystko, naprawdę super. Polecam wszystkim.


Tytuł: Ruda sfora
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 486
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ocena: 7,5/10

sobota, 4 sierpnia 2012

Bettina Belitz: Pożeracz snów


Lubię trzymać w ręce grube książki. Są grubsze, ale ich położnie na dłoni i ciężar jest wspaniałym uczuciem.
Jest to książka, przy której można się wyciszyć i zrelaksować. Daje poczucie lekkości. Czytając miałam wrażenie, że czytam ją na granicy snu, a rzeczywistości. Daje spokój, wyciszenie i nowy pogląd na świat. Czyta się ją dość szybko, nawet nie spodziewałam, się że zajmie mi to tak mało czasu. Podzielona na rozdziały z podtytułami.
Zaczyna się przeprowadzką ze wsi do miasta. Oczywiście bohaterce książki nie podoba się to. Samotna Elizabeth w mieście udawała twardą i rozrywkową osobę. To przeprowadzka na wieś i Colin sprawiły, że zaczęła być sobą. Płaczliwą, uczuciową i wrażliwą, a zarazem bardzo upartą osobą. Jest dobrą aktorką, dzięki czemu mogła poznać sekret i tajemnice. Nad wodą gdzie zobaczyła coś dziwnego, uznała, że ma omamy. Jej sny były dziwne. Przyjaciółki z miasta, szybko okazały się być jednak pomyłką. W szkole poznała Tillmana miłego chłopaka z astmą i Maike. Dziewczyna była miła i tylko ona zadawała się z Ellie, ale to jednak nie była przyjaźń. Tajemnica, która łączy i dzieli. Zmienność uczuć, kłamstwo, które zaczęło dzielić i miłość.
Moją ulubioną postacią jest Colin, przystojny chłopak, który dużo przeszedł w życiu. Jest świetny w karate i jeździectwie. Choć ludzie przy nim odczuwają lęk jest dobry i kocha zwierzęta. To one dają mu siły dożycia. Louis piękny, duży koń, który jest posłuszny swojemu jeźdźcowi.
Bohaterowie wyglądają naturalnie. Są dobrze wykreowani, każdy jest inny, ma swoje cele, hobby i przeżycia.
Jest to bardzo fajna książka. Napisana prostym językiem. Dająca poznać jacy są ludzie. Nie wszystko co widzimy i wiemy o nich jest dobre i przyjazne.

Autor: Bettina Belitz
Tytuł: Pożeracz snów
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 506
Wydawnictwo: Znak emotikon
Ocena: 7/10

Edgar Allan Poe: Złoty żuk


 
Edgar Allan Poe (1809-1849), amerykański poeta, nowelista, krytyk literacki, nazwany słusznie ‘’geniuszem niesamowitości’’. Osierocony jako dziecko, przez całe życie walczył z nędzą, nałogiem alkoholizmu i narkomanią. To moja pierwsza przygoda z tym autorem i już wiem, że nie ostatnia. Zwrócić tu trzeba uwagę na jego nałogi, które zarówno w sposobie pisania jak i w samej fabule odcisnęły swoje piętno.

Główny bohater postanawia odwiedzić swojego przyjaciela Legranda na malowniczej wysepce, na której ów człowiek mieszka. Nie zastaje nikogo, lecz za chwilę gospodarz wraz ze swoim ‘’przyjacielem’’, starym murzynem, który z nim mieszka, wraca do chaty. Podekscytowany człowiek dzieli się swoim znaleziskiem- pięknym, złotym, żukiem. Niestety nie ma go przy sobie, postanawia zatem narysować go. Zamiast żuka jednak wyraźnie widać czaszkę. Bojąc się o przyjaciela bohater ponownie odwiedza go później, tym razem może ujrzeć okaz w pełnej krasie, gdyż pustelnik odzyskał żuka, jednak sam wygląda, jakby popadł w obłęd, a nieprzemyślane decyzje tylko go w tym utwierdzają.

Jest to wspaniała nowelka, lecz nie bez wad. Po pierwsze, jest za krótka, tak wspaniała historia powinna trwać dłużej, szkoda. Po drugie: jest odrobinkę przewidywalna, ale dosłownie odrobinkę, bo to co wydaje się być oczywiste zaraz zmienia się i już sami nie wiemy o co chodzi. Fabuła sama w sobie jest fantastyczna, do niczego przyczepić się nie mogę, i choć osobiście wole dłuższe powieści, ta książka podobała mi się jak mało która.

Stylistycznie jest fenomenalnie, i przestarzały język tłumacza, który teoretycznie powinien mnie denerwować, tu bardzo mi odpowiadał, szkoda, że książek już nie tłumaczy się w ten sposób, teraz wszystko jest uproszczone do granic możliwości. Szkoda.

Autor: Edgar Allan Poe
Tytuł: Złoty żuk
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 60
Wydawnictwo: Książka i wiedza
Ocena: 9/10

piątek, 3 sierpnia 2012

Agata Christie: Karty na stół


Kolejna książka Agaty Christie i kolejny sukces. Jak zwykle nie zawiodłem się na autorce, więcej, to jedna z jej lepszych powieści jakie czytałem. Ta książka bardzo różni się od pozostałych, a o to na prawdę trudno, bo w kryminałach zabijali już chyba wszyscy. Ale do rzeczy:

Pan Shaitana- niezwykła, teatralna osobowość, człowiek bardzo dziwny, lubiący pozować na Mefistofelesa wydaje przyjęcie. Tylko za to ludzie go tolerowali, bo jego obecność zazwyczaj przerażała. Na brydżowym wieczorku, który zorganizował znajduje się osiem osób. Cztery grają w jednym pokoju, i cztery w salonie, w którym gospodarz domu postanowił zdrzemnąć się przed kominkiem. Po emocjonujących walkach gra dobiega końca- i tu wyskakuje atrakcja wieczoru- pan Shaitana siedzi zamordowany. Nikt nic nie widział. Morderców mogło być tylko czterech, i każdy miał możliwość, aby to uczynić.

Herkules Poirot znowu w akcji. Siedząc wraz z panną Oliver, słynną autorką kryminałów, oraz nadinspektorem Battlem i pułkownikiem Racem nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Czterech potencjalnych morderców, czterech potencjalnych detektywów, i trup. Brak motywów, światków, dowodów, za to cała masa nieścisłości. Aby rozwiązać tę zagadkę, potrzeba czegoś więcej od szóstego zmysłu detektywistycznego, tu trzeba twarde, zimnej logiki.

Wspomniałem o wyjątkowości tej książki- polega ona na potencjalnych mordercach. Nadal mamy zamknięte pole manewru, tylko cztery osoby podejrzane, ale najważniejsza w tej powieści jest psychologia. Ten aspekt jest w tan sposób wykorzystany po raz pierwszy, przynajmniej ja po raz pierwszy się z nim spotykam. Zawsze ważne jest, żeby poznać mordercę, ale tu jest to niezbędne, Poirot ma tylko to i musi sobie radzić, a radzi sobie świetnie.

Czyta się to wyjątkowo łatwo, miło i przyjemnie, nawet jak na książkę tej autorki. Brak nudy jest zapewne wynikiem aż czterech detektywów, z których może nie każdy daje z siebie wszystko, ale każdy się stara. Przyznam, znowu nie wytypowałem mordercy poprawnie, co sprawiło mi podwójną uciechę, ale tym razem byłem bliżej niż zwykle.

Polecam wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy lubią rozpracowywać psychologicznie morderców, bo tu przyda się to jak nigdzie indziej.

Tytuł: Karty na stół
Autor: Agata Christie
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 233
Wydawnictwo: Wyd. Dolnośląskie
Ocena: 8,5/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...