wtorek, 31 lipca 2012

James Patterson: Maximim Ride: Żegna szkoło-na zawsze


Recenzja pierwszej części: tutaj

Pierwszą częścią byłem zachwycony. Mimo kilku niedociągnięć co była naprawdę dobra historia. Tym razem też kila rzeczy zawiodło, ale w ogólnym rozrachunku nie było źle.

Tym razem Max i jej stado trafiają do domu Anne. Po przeżyciach z poprzedniej części ich sprawą zainteresowało się FBI. Sprytna kobieta namówiła dzieciaki aby u niej zamieszkały. W końcu mogą skosztować normalnego życia- wrednych dyrektorów, przyjaciółek, szkolnych miłości i randek. Max czuje, że traci przywództwo nad stadem. Nie jest już potrzebna. Anne doskonale opiekuje się dzieciakami, gotuje, ubiera, pociesza. Nabyta przez lata paranoja nie pozwala jej zaufać nikomu do końca, a okazuje się, że nie może już ufać prawie nikomu prócz stada.

Bohaterowie bardzo stracili na wartości w tej części. Przynajmniej większość, bo są i tacy, którzy zyskali bardzo wiele. Większość stada się nie zmieniła- pomijając Max i Kła, którzy byli moimi ulubionymi bohaterami. Kieł jeszcze ujdzie, jako spokojny, opanowany przystojniak logiczne będzie, że ktoś się nim zainteresuje, i w końcu pochłonie go wir młodzieńczej miłości, któremu na szczęście ma zamiar się opierać. Max natomiast poddała się mu bez oporów. Nadal jest twardą, bystrą dziewczyną, ale burza nastoletnich hormonów przybliżyła ją do zwykłej, nieciekawej nastolatki, na szczęście nie na długo. Zyskał, i to znacznie, Ari. Siedmiolatek ma sporo kompleksów, ponowne kombinowanie z dna przysporzyło tylko kłopotów. Brak uczuć ojca zrobiło z niego młodocianego mutanta psychopatę. Dosłownie.

W tej części fabularnie jest odrobinę gorzej. Szkoła, w której starają się znormalnieć nie była tym, za co się podawała, ale randki to nie coś, czego się podziewałem. Nadal jest nieźle, jeśli chodzi o tempo. Akcja gna jak opętana, ale z tą różnicą od poprzedniej części, że tu wszystko ze sobą współgra, już nie ma efektu wciśnięcia wszystkiego w jeden akapit. Poza tym poczucie humoru Totala dosłownie rozwala. Jest to jedna z książek, która tak wciąga, że gdy tylko stanie się coś złego, ma się ochotę rzucić nią o ścianę, tak było i tym razem. Od dawna nie odczuwałem chęci machnięcia książką.

Osobom, którym spodobała się pierwsza część, ta również  powinna, a tym, którzy nie znają tej historii radzę się na nią skusić w bibliotece. Kupować nie radzę, bo wydanie części czwartej stoi pod znakiem zapytania.

Tytuł: Maximim Ride: Żegna szkoło-na zawsze
Autor: James Patterson
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 302
Wydawnictwo: Hachette
Ocena: 7,5/10

poniedziałek, 30 lipca 2012

Podsumowanie lipca!




I tak oto minął kolejny, drugi już miesiąc prowadzenia tego bloga. Chwile zwątpienia mieszały się dzikimi napadami euforii, ale muszę was zmartwić, nadal zamierzamy blogować. To pierwsze podsumowanie, gdyż czerwiec raczyliśmy sobie odpuścić- rozkręcaliśmy się dość wolno i nie było sensu podsumowywać miesiąca z dziewięcioma recenzjami, ale w lipcu się poprawiliśmy, i mamy nadzieję, że tak już pozostanie.

W lipcu odwiedziło nas 1237 osób, co jest wielkim sukcesem, nie spodziewaliśmy się aż tylu wejść na naszego bloga. Jest to wynik o 514 odwiedzin lepszy od poprzedniego miesiąca. Dziękujemy !!

Z czytelnictwem także było lepiej, otóż przeczytaliśmy łącznie 19 książek:

Cate Tiernan: Porwana w mrok
Małgorzata Nawrocka: Alhar, syn Anhara
Lisa Jane Smith: Wizje w mroku
Agata Christie: Przyjdź i zgiń
Daniel H. Wilson: Robokalipsa
Arthur Golden: Wyznania Gejszy
Gwen Hayes: Strąceni
Joe Hill: Pudełko w kształcie serca
Mike Wlks: Wizjokrąg
James Patterson: Maximum Ride: Eksperyment ''Anioł''
Kelly Keaton: Z ciemnością jej do twarzy
Jerome David Salinger: Buszujący w zbożu
Agata Christie: Pani McGinty nie żyje
Agata Christie: I nie było już nikogo
Pittacus Lore: Jestem numerem cztery
Michael Grant: Gone: Faza pierwsza
Barbara Baraldi: Scarlett
Miroslav Žamboch: Łowcy
Harlan Coben: Jeden fałszywy ruch
Rick Riordan: Czerwona piramida
James Patterson: Maksimum Ride: Żegnaj szkoło-na zawsze

 Łącznie przeczytaliśmy 6854 strony, co daje nam ok. 221 stron dziennie.
 Z czego:
Obywatel_Śliwka: 5677 czyli ok. 183 stron dziennie.
NiebieskaMgiełka: 1176 czyli  ok. 39 stron dziennie.


NiebieskaMgiełka:
Najlepsza książka: Gwen Hayes: Strąceni
Najgorsza książka: Cate Tiernan: Porwana w mrok
Pozytywne zaskoczenie: Gwen Hayes: Strąceni
Negatywne zaskoczenie: Cate Tiernan: Porwana w mrok

Obywatel_Śliwka:
Najlepsza książka: Jerome David Salinger: Buszujący w zbożu 
Najgorsza książka: Mike Wlks: Wizjokrąg
Pozytywne zaskoczenie: James Patterson: Maximum Ride: Eksperyment ''Anioł''
Negatywne zaskoczenie: Michael Grant: Gone: Faza pierwsza

To byłoby na tyle. Pozdrawiamy!!

niedziela, 29 lipca 2012

Rick Riordan: Czerwona piramida



Po raz pierwszy stykam się z tym autorem. Jego słynny cykl książek o Percym Jacksonie jeszcze nie trafił w moje ręce, zatem przygodę z jego twórczością zacząłem od tejże książki. Nie jestem przekonany o tym, czy było to dobry wybór, mam co do niej mieszane uczucia. Podejrzewam, że jestem po prostu za stary na takie powieści… ale cóż, opasłe tomiszcze kusiło ładną okładką, ale ładna okładka to nie wszystko, liczy się głównie fabuła:

Powieść ma dwóch głównych bohaterów: Cartera i Sadie Kane’ów. Wychowywali się oddzielnie, spotykając dwa razy w roku. Podczas jednego ze spotkać, ojciec dzieciaków jest strasznie zdenerwowany a wokół dzieją się dziwne rzeczy. Pojawiający się znikąd Egipcjanie jednak nie wzbudzili większego wrażenia na bohaterach. Archeolog, bo nim był ojciec rodzeństwa, każe dzieciom zamknąć strażnika w jego biurze, bo sam musi zbadać pewien pradawny artefakt. I tu zaczyna się jatka. Ciekawskie dzieci zakradają się do sali… w której ich ojciec uwalnia akurat egipskich bogów. Zamiast planowanego Ozyrysa, wyleciał niespodziewany Set, a ojciec został zamknięty w sarkofagu i zniknął w czeluściach nicości.

Bohaterowie byli ciekawi, ale nie rozumiem skąd to parcie autorów na dzieci. Najpierw ''Gone'', gdzie walczyć musiały jedenastolatki, a teraz powieść Riordana, gdzie Carter ma czternaście lat, a Sadie dwanaście. Na dodatek żadne z nich nie pasuje do swojego wieku. On momentami myśli jak dorosły facet, a czasem jak małe dziecko, to strasznie denerwujący typ, Sadie natomiast polubiłem od razu. Czytając miałem wrażenie, że ma co najmniej szesnaście lat, ale nie przeszkadzało mi to w polubieniu jej osoby. Oboje wychowali się w innych środowiskach. Carter podróżował z ojcem. Wymagał od niego, aby syn ubierał się nienagannie, zawsze elegancko. Ciągle podróżowali, choć nigdzie nie zagrzali miejsca na długo. A Sadie wychowana jak normalna nastolatka, tylko, że przez dziadków; miała koleżanki, kolorowe włosy i glany. Trochę dziwne jak na dwunastolatkę, ale pomińmy to. Zachowanie tej dziewczynki pod koniec też.

Najbardziej denerwowała mnie jednak irracjonalność bohaterów… tam gdzie większość dzieci w ich wieku po prostu narobiłaby ze strachu, oni przyjmowali wszystko ze stoickim spokojem. Ojciec wchłonięty w nicość? Co nas to obchodzi? Przecież wujek ma taki fajny dom. Tak odbierałem większość ich zachowań. Momentami wypruci w emocji, tylko po to, żeby nagle wybuchnąć popisem odwagi, męstwa, intelektu, a następnie rozpłakać się rzewnie.

Klimatu tej powieści odebrać nie można. Pradawne świątynie, gdzie mistyczni bogowie zbierali się na narady, potężne, wypełnione mocą amulety, chroniące bohaterów przed złem i chaosem, bogowie, fantastyczni, potężni, przerażający i magia. Tona magii. Pradawne zaklęcia.  Fantastyczne, z epickim rozmachem bitwy. Dosyć przewidywalne, nagłych zwrotów akcji było sporo, ale większości wydarzeń które nastąpią można spokojnie się domyślić, co nie przeszkadzało mi w czytaniu o bitwie potężnych bóstw.

Rick Riordan pisze dosyć poprawnie. Książkę czyta się błyskawicznie, poniekąd można to przypisać szybkiemu tempu akcji, ale talent autora też odcisną na tym swoje piętno. Szału nie było, nie spodziewajmy się tu jakichś wymyślnych sformułowań, potężnego zasobu słownictwa czy zabawy słowem jak u Zafóna czy Eco, ale nie było tragicznie, po prostu trochę lepiej niż uniwersalnie. Koszmarny zabiegiem były rozdziały. Już pomijając to, że tytuł rozdziału, w większości przypadków zdradzał co się stanie, to podzielenie ich pomiędzy bohaterów było dla mnie prawdziwą męką. Co mniej więcej dwa rozdziały bohater się zmieniał, ciężko się w tym połapać, zwłaszcza, gdy akcja akurat wciąga. Ale można się przyzwyczaić.

Książkę polecam wszystkim, którzy liczą na bezpretensjonalną rozrywkę, dobrą zabawę, wciągającą akcję i podróż w czasie do epoki faraonów, bóstw i magii.

Tytuł: Czerwona piramida
Autor: Rick Riordan
Część: I
Okładka: miękka
Stron: 540
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena: 6,5/10


Tak przy okazji, chciałbym polecić pewnego blogaska. Otóż chodzi mi o bloga: Ołówek nie gryzie. Jest to blog, z rysunkami, który prowadzi moja przyjaciółka (tak, przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną jest możliwa, zwłaszcza, gdy mieszkają setki kilometrów od siebie). Blog dopiero powstał, ale zapowiada się bardzo dobrze, poza tym Magda świetnie rysuje i gorąco zachęcam do obejrzenia kilku jej prac, które są na tymże blogu.

piątek, 27 lipca 2012

Trzeci blogowy stosik! (perełkowy)

Stosik jest perełkowy, gdyż większość książek które się w nim znajdują kusiły mnie od dawna, a te, które nie kusiły, są wielkim zaskoczeniem. No, ale cóż, wakacje w pełni, gorąco, a ja zamiast na plaży, to w mieście szukałem promocji... i udało mi się.

Zacznijmy od perły wśród perełek:
Edgar Allan Poe: Złoty żuk- wolna książka. Gdy tylko dotarło do mnie co dorwałem, bez wahania przegarnąłem ją do siebie. Bardzo stara i bardzo obiecująca książka, autor obrósł taką legendą, że nie mogę doczekać się, aby samemu wypróbować jego twórczość.

 Od góry:
Kenniworthy Whisp: Quidditch przez wieki- znaleziona na promocji za 1 knuta i 8 sykli (jakieś 2 złote)
Beata Pawlikowska: Blondynka w Meksyku- zakup własny. Ostatnio trochę zafascynowałem się podróżami (może to wakacje tak na mnie podziałały) więc postanowiłem poszukać jakieś książki z podróży, i znalazłem.
Błyskawiczny kurs języka hiszpańskiego- j.w., Tak! W końcu dorwałem. Plany nauki języka hiszpańskiego przesiadują mnie od ok. 2 lat... za długo z tym zwlekałem, ale już koniec.
Jonathan Maberry: Wilkołak- j.w.
Marina i Siergiej Diaczenko: Rytuał- j.w. Przyznaję, skusiła mnie okładka...
Mark Frost: Lista siedmiorga- j.w. kolejna perełka, już miałem skusić się na nią po normalnej cenie, ale trafiła się promocja...
Miroslav Žamboch: Łowcy- wolna książka, bardzo mi się podobała recenzja

James Patterson: Maksimum Ride: Żegnaj szkoło- na zawsze- z biblioteki, pierwsza część bardzo mi się podobała, więc skusiłem się na kolejną
Agata Christie: Karty na stół- j.w.
Agata Christie: Wigilia wszystkich świętych- j.w.
Maja Lidia Kossakowska: Ruda sfora- j.w. kolejna perełka, jej książki są tak rzadko spotykane w bibliotece, że czułem się, jakbym wygrał piątkę w totolotka
J.K. Rowling: Harry Potter i Insygnia śmierci- zakup własny, po promocji, czytałem je tyle razy, że teraz chcę mieć własne
J.K. Rowling: Harry Potter i Kamień Filozoficzny- j.w.

Jak widać, ja nie próżnowałem, a wam jak wakacje mijają?

Harlan Coben: Jeden fałszywy ruch



Harlan Coben- mistrz kryminałów, nie jest bezpodstawnie porównywany do m. in. Agaty Christie. Jego zawiłe intrygi, ciekawi bohaterowie i klimat tworzą wspaniałe opowieści, tak było i tym razem. Większość książek o Myronie mam już za sobą, niestety, miałem tego pcha, że nie czytałem ich po kolei, ale pomijając wątek miłosny niewiele straciłem. Jako, że jest on jednym z moich ulubionych autorów, nie mogłem przepuścić wyprzedaży u Tajus, gdzie na byłem tę książkę. Opłacało się

Tym razem Myron Bolitar występuje w roli bardziej ochroniarza niż agenta, choć nie takiego konwencjonalnego. Ma za zadanie ochronić Brendę Slaughter- młodą, czarnoskórą, niezwykle obiecującą koszykarkę, lecz nie będzie to łatwe, otóż dziewczynę ktoś zaczyna nękać, wypytywać o jej rodziców, zwłaszcza matkę, która opuściła ich dwadzieścia lat wcześniej. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Dziewczyna namawia Myrona, żeby ze zwykłego ochroniarza i agenta stał się detektywem. Musi znaleźć jej matkę. Przy każdym znalezionym dowodzie zamiast odnajdywać drogę do rozwiązania mężczyzna otrzymuje coraz więcej pytań. Sprawa zaczyna się komplikować, bo z każdym dowodem powiązane są władze. A z władzami się nie dyskutuje. Chyba, że ma się na przyjaciela Wina.

Tempo fabuły trochę mnie zawiodło. Akcja na początku się wlecze, do czego nie przywykłem w książkach Cobena. Może po prostu odzwyczaiłem się od tego, bo ostatnią jego książkę przeczytałem kilka miesięcy temu… ale wcześniej czegoś takiego nie spotkałem. No cóż, pomijając początek, później wszystko jest jak najbardziej poprawne, więcej, jest po prostu świetne. Jak zwykle dostaliśmy masę tropów, z których każdy daje do myślenia, pełno niespodziewanych zwrotów akcji, szybkie tempo, a to wszystko okraszone wspaniałym, zaskakującym, niezwykłym zakończeniem. Tak, końcówka wbiła mnie w fotel.

Na odrębny akapit zasługuje tu, jak i w większości powieści o Myronie, poczucie humoru głównego bohatera, oraz nienormalność jego przyjaciela. Przyznać muszę, że tym razem było go chyba najwięcej ze wszystkich książek tego autora, które miałem przyjemność przeczytać. Nie bez powodu jest moim ulubionych bohaterem kryminałów, choć książki te spokojne można zaliczyć do sensacyjnych. Win, jak zwykle, spokojny, miły,uroczy psychopata. Coś wspaniałego. Świetny duet.

Względem innych powieści o Myronie, to wypada dosyć słabo, co nie oznacza, że była zła. Chichrając się z kąśliwych uwag Myrona wybaczyłem autorowi dość toporny początek. Nadal moją ulubioną książką pozostaje ‘’Najczarniejszy strach’’, ale ta pozycja też nie zajmie ostatniego miejsca.  

Tytuł: Jeden fałszywy ruch 
Autor: Harlan Coben
Część: V
Okładka: miękka
Stron: 320
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 6,5/10

wtorek, 24 lipca 2012

Miroslav Žamboch: Łowcy

 
Pierwsza, i niewątpliwie nie ostatnia przeczytana przeze mnie Wolna Książka. Tak, na ten okaz już niedługo będzie można polować w Augustowie. O autorze słyszałem kilka pochlebnych słów, ale jakoś szału na niego nie ma, a szkoda, i jest to trochę dziwne, bo to fantastyczna książka.

Główny bohater, fizyk teoretyczny, Mark Twilli odnajduje pewne przejście, prowadzące do niewiadomej rzeczywistości, badał je od dłuższego czasu, i w końcu udało mu się znaleźć to czego szukał- przejście w dwie strony. Wraz z  przyjacielem Janem Ptrem organizują ekspedycję, na ziemię, lecz nie jest to świat jaki znamy teraz, lecz ponad sto milionów lat wcześniej, do krainy pełnej dwutlenku węgla, wybuchów wulkanów, oraz tego, po co przyjechali- dinozaurów. Organizując polowanie nie zadają sobie sprawy, że wcale nie jest do końca powiedziane, kto będzie łowcą, a kto zwierzyną.

Na pochwałę zasługuje na pewno warsztat autora. Fauna i flora, klimat, prawa rządzące tak odległym światem są doskonale przekazane i bardzo łatwo przyswajalne. Jedynym problemem jeśli chodzi o ten aspekt książki, było wyobrażenie sobie zwierzęcia, które rozmiarem przypomina autobus… ale pomagają piękne ilustracje, moim zdaniem jest ich za mało, bo były naprawdę wspaniałe.

Fabuła natomiast, przynajmniej przez większość książki nie wciąga. Do poły można spokojnie odłożyć, i przeczytać później. Nie wiem, z czego wynika jej liniowość, bo sporo się dzieje… ale to wrażenie znika, i dzięki Bogu, bo reszta książki jest wspaniała. Akcja nie rozwija się bardzo szybko, ale też nie nudzi, jest akurat. Szczególni e pod wrażeniem jestem walk, toczących się w książce, coś wspaniałego.

Nie da się nie porównać tej historii, do ‘’Parku Jurajskiego’’, mimo iż jest to film fabuła przedstawia się podobnie. Ja osobiście wolę wersję książkową. Nie ma to jak kawał dobrej książki.

Nie jestem przekonany, że zaliczyłbym ją co literatury science-fiction. Niby podróże w czasie idealnie do tego pasują, ale polowanie na dinozaury już niespecjalnie. Jak dla mnie ta powieść bardziej pasuje do literatury przygodowej. Ale nie sugerujcie się gatunkiem, książkę polecam wszystkim bez wyjątku. Bardzo dorodny okaz książki, godny upolowania.

Tytuł: Łowcy
Autor: Miroslav Žamboch
Część: I
Okładka: miękka
Stron: 552
Wydawnictwo: Fabryka słów
Ocena: 8-/10

poniedziałek, 23 lipca 2012

Barbara Baraldi: Scarlett


Nowe życie dziewczyny zaczyna się od przyjazdu do Sieny. Wszystko co miała zostawia w dawnym miejscu: swoje przyjaciółki i chłopaka, który wyznał jej miłość. Wszystko przepada.
Książka zaczyna się banalnie: przeprowadzka, nowa szkoła, gdy pojawia się w niej od razu ma wrogów . Takich książek spotkałam już dużo i na samym początku czuje mały nie smak do niej. Czyta się ją na początku wolno, choć każda książka potrzebuje czasu aby się rozkręcić. Jest podzielona na krótkie rozdziały.
Niestety czytając nie przeżywałam emocji, które przeżywa bohater. Choć w kilku miejscach było czuć napięcie, albo strach, no i zakręciła się łza w oku, ale emocje nie są wyraziste i ciężko się w nie wczuć.
Książka porusza ciekawe tematy, które dają do myślenia. Po przeczytaniu każdego wyciągałam wnioski i dużo się zastanawiałam. Rodzina, a raczej kontakty między rodzicami. Ciągłe kłótnie, a ich przyczyną jest praca i przeprowadzka. Matka, która nie rozumie córki i myśli o swoich straconych marzeniach. To już druga książka, która mówi, że tragedia lub ciężkie zdarzenie zmienia ludzi. Jak wygląda prawdziwa przyjaźń. Jak łatwo jest stracić zaufanie nawet do osoby, którą się bardzo kocha.
Polubiłam szkolnego bibliotekarza Edoardo. Jego styl życia i kontakt ze Scarlett. Pomagał jej w rożnych sprawach, najczęściej w problemach. Uwielbiam jak wyciąga książkę i czyta. A słowa przeczytane dają do myślenia i idealnie pasują do jej problemu.
Świetnie jest wyjaśnione znaczenie książek. Jak Scarlett wyjaśnia czym są dla niej książki: ,,Dla mnie czytanie jest równie niezbędne , co jedzenie, sen czy oddychanie.”
Moją ulubioną sceną w tej książce jest: jak Ofelia daje dla Scarlett w dowód przyjaźni swoją bransoletkę. Może dla tego dla mnie ona najbardziej się spodobała, bo kiedyś to samo zrobiła moja przyjaciółka.
Ciężko mi było ocenić tą książkę, bo fabuła jest naprawdę dobra, ale też ma w sobie minusy. Teraz musze przeczytać kolejną część.

Tytuł: Scarlett
Autor: Barbara Baraldi
Stron: 336
Część: I
Okładka: miękka ze skrzydłami
Wydawnictwo: Zielona sowa
Ocena: 6/10

sobota, 21 lipca 2012

Michael Grant: Gone: Faza pierwsza



Pierwszy raz piszę recenzję o tak późnej porze (jest 23:00) ale ta książka chyba na to zasługuje. Na pewno nie po całości, ale tak wciągającej historii nie czytałem od dawna. Zachwalana dosłownie wszędzie, na każdym kroku można spotkać osobę, która ją poleca. Opinii, które wręcz rozpływają się nad nią jest całe mnóstwo. Nie zgodzę się z większością że jest to dzieło absolutnie wybitne, bo moim zdaniem jej potencjał jest zmarnowany, ale do rzeczy:

Nauczyciel znika. Głupi żart? Zaraz wyskoczy zza biurka z krzykiem ‘’akuku’’? Nie. Nie wyskoczy. Sam- główny bohater wychodzi z klasy. Nie ma żadnego nauczyciela. Co więcej, ginie też kilku uczniów. Dlaczego? Nie ma ‘’puff’’, po prostu są, a potem ich nie ma. Wraz ze swoim przyjacielem Quinnem oraz koleżanką Astrid dochodzą do wniosku, że zniknęli wszyscy, którzy skończyli 14 lat. Teraz miastem rządzi banda dzieciaków.
I chaos.

Zaletą książki jest niewątpliwie jej fabuła, a raczej to, że wciąga jak nic innego. Przeczytałem ją w jeden dzień, niecały. Akcja ładnie się rozwija, jest pełna zwrotów akcji. Można przyczepić się do kilku nielogiczności, ale są naprawdę znikome. Bardzo ciężko oderwać się od walki o życie, oraz o własne miasto, tym bardziej, jeśli walczyć zamierzają dzieci. Dosłownie. Zarzucić jej można przewidywalność, ale tylko na początku. Odniosłem wrażenie, że autor pisząc to sam nie wiedział, jak rozwinie się akcja… ale to moje osobiste spostrzeżenie, które zresztą rozwiewa się w dalszych stronach powieści.

Stylistycznie jest… średnio. Niby ładnie i zwięźle jest to napisane, ale momentami lekko infantylnie… czasem jednak zbyt poważnie… jakby autor nie wiedział, czy grupą docelową jego książki mają być młodsi czytelnicy, czy też starsi… no cóż, taki miszmasz nie wypada najlepiej, przynajmniej w moich oczach… ale fabuła jest zbyt dobra, żeby zwracać na takie rzeczy uwagę.

I teraz rzecz, przez którą wahałem się, praktycznie przez cała powieść, czy nie rzucić tego powieścidła w kąt. BOHATEROWIE SĄ KOSZMARNI. Puste, plastikowe, nadmuchane do granic możliwości lalki. Na okładce jak większość widzi, widnieją osoby przypominające Kena i Barbie (przynajmniej mnie tak to się skojarzyło) a bohaterowie są tacy sami, jak Ken i Barbie. Nie mają w sobie nic, ani krztyny oryginalności, ‘’zwykłe nastolatki’’ stworzone na siłę. Totalna żenada, która strasznie mnie irytowała, bo szkoda było przestawać czytać. Czułem się, jak na teatrze lalek, historia bardzo ładna, ale to tylko kukły.
Nie twierdzę, że nie ma tam dobrych bohaterów, od razu polubiłem Dianę, Komputerowca, Lanę i Edilia, ale większość, jest warta… bardzo mało, a szkoda.

Niby skończyłem już 14 lat (jakieś 4 lata temu) ale gdyby mnie taka sytuacja się przytrafiła… pewnie starałbym się pomóc, ale nie na tyle, żeby wychodzić na bohatera. Niby Sam nie robi tego specjalnie, ale zawsze ma to szczęście, lub nieszczęście, że jego wyczyn ogląda masa osób, i uznaje go za herosa, ja wolałbym uniknąć czegoś takiego, jeśli pomagać, to raczej po cichu.

Sięgnę po drugą część, bo ta historia jest za dobra, żeby przestać ją czytać, ale jeśli w bohaterach nie zobaczę choćby krztyny potencjału, olewam, nie będę się z kukłami męczył.

 Tytuł: Gone: Faza pierwsza: Niepokój
Autor: Michael Grant
Część: I
Okładka: miękka
Stron: 527
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 6,5/10

Pittacus Lore: Jestem Numerem Cztery




Oglądając film nie wiedziałem, że powstał na podstawie książki. Gdy tylko zobaczyłem ją na promocji nie zastanawiałem się nad kupnem, wziąłem od razu, i nie żałuje. Jak zwykle, tak i w tym przypadku, książka jest lepsza. Ładna, filmowa okładka zwraca uwagę.

Książkę rozpoczyna śmierć Numeru 1. Megadorczycy muszą zabijać ich po kolei, gdyż chroni ich czar starszyzny. Czternastolatek, numer 1, ginie, przebity mieczem. Potem przychodzi kolej na Numer 2. Sytuacja się powtarza. Numer 3 kończy tak samo. Gdy tylko umrze któryś z jego pobratymców, bohaterowi robi się blizna. Ma ich już trzy. On jest numerem cztery. Rozpoczyna się polowanie.

Fabuła wciąga niesamowicie. Pochłonąłem tę książkę w pół dnia. Rozpoczyna się dosyć ciężko, pomijając śmierć trzech poprzednich numerów, bohater wraz ze swoim Strażnikiem po prostu ucieka. Ale ma tego dość. Jak to typowy nastolatek, buntuje się, i chce pozostać w jednym miejscu jak najdłużej. Mimo, iż ogólnie rzecz biorąc część ksiązki opisuje zwykłe życie nastolatka, ciężko się od niej oderwać.

Bohaterowie są ciekawie skonstruowani. Dosyć pospolici, szału nie ma, ale dają radę. Może właśnie na tym polega ich urok, są zwykłymi nastolatkami… lub próbują nimi być, w przypadku Numery 4. Ładna, miła, mądra dziewczyna, przyjaciel zafascynowany UFO to nie są jakieś wybitnie zmyśle postaci, co, moim zdaniem, dodaje im tylko uroku.

Stylistycznie natomiast jest się do czego przyczepić. Momentami książkę czyta się dosyć opornie, jakby na siłę. Fabuła jest zbyt ciekawa, żeby chcieć ją odłożyć, co irytuje jeszcze bardziej. Opisy są dokładne, ale też niezbyt ładne. Gdy się wciągnie, to przestaje przeszkadzać, nie zwraca się już na to uwagi… ale mogło być lepiej.

Tytuł: Jestem Numerem Cztery
Autor: Pittacus Lore
Część: I
 Okładka: miękka
Stron: 319
Wydawnictwo: G+J książki
Ocena 7/10


czwartek, 19 lipca 2012

Agata Christie: Pani McGinty nie żyje






Jako że chwytam wszystkie ksiązki tej autorki, to i tej powieści oprzeć się nie mogłem. Nie zważając na paskudną, absolutnie absurdalną, nie związaną z książką okładkę zacząłem czytać. Tytuł też nie przyciągał uwagi, jakoś nie był zbyt wymyślny, ale nie zraziłem się. I nie żałuję.

Herkules Poirot dostaje zgłoszenie od śledczego Spencera, policjanta z niewielkiej mieściny Broadhinny. Otóż kilka miesięcy przedtem zostaje znalezione ciało pani McGinty, sprawa byłą prosta, zabił małomówny, powszechnie uważany za dziwaka James Bentley. Zginęło trzydzieści funtów, zbyt rozgarnięty nie był, wiec schował za domem. Niestety, Spencera gryzie ta sprawa. Nie wierzy, że to jest takie proste. I tu wkracza genialny Poirot, rozwiązuje zawiłości, zagadki i knowania sąsiadów i rodziny. A jest co rozwiązywać, bo im więcej dowodów odkrywa, tym więcej pytań się rodzi.

Nigdy nie przepadałem za postacią Herkulesa Poirota. Owszem, ciekawy, ale zbyt schematyczny, jest niczym Sherlock Holmes z wąsami, co mnie osobiście przeszkadza. Wolę bardziej oryginalnych bohaterów, jak na przykład panna Marple, choć przyznać muszę, że tą powieścią Herkules podbił i moje serce. Człowiek, który cieszy się, że ktoś chciał go zabić nie może być normalny.

Książka jest świetnie napisana. Niby wszystkie kryminały pani Christie są takie, ale ta wciąga wyjątkowo, pomijając dosyć toporny początek. Większość książki leci na łeb na szyje, a genialny detektyw odkrywa wszystkie asy w ostatniej, fantastyczniej akcji. Dynamiczna, pełna ciekawych bohaterów powieść. Gorąco polecam zarówno fanom tej autorki, jak i osobom, które nie miały jeszcze przyjemności zapoznać się z jej twórczością.

Tytuł: Pani McGinty nie żyje
Autor: Agata Christie
 Część: -
Okładka: twarda
Stron: 243
Wydawnictwo: Hachette
Ocena: 6/10

wtorek, 17 lipca 2012

Jerome David Salinger: Buszujący w zbożu





Nie byłem przekonany o tym, czy pisać tę ‘’recenzję’’. To chyba za dobra książka na takie wypociny, ale cóż, jak już prowadzić bloga, to prowadzić, i coś napisać muszę. Książka była polecana przez BBC, i tylko dlatego ją wziąłem, i teraz hańba dla wszystkich, którzy ją czytali, że nie polecają jej innym.

Głównym bohaterem jest Holden Caulfield. Szesnastolatek, który przez problemy w szkole został z niej wyrzucony. Postanawia, że nie będzie czekał aż go stamtąd wywalą, pakuje się, i wyjeżdża. Spotyka się z dawnymi znajomymi, podróżuje po mieście, i tak mniej więcej rozpoczyna się historia.

Holden już został moim ulubionym bohaterem literackim. Nie spotkałem jeszcze w literaturze żadnego człowieka, z którym utożsamiałbym się w aż taki stopniu. To naprawdę niesamowite, nie mam pojęcia, czy wszyscy tak mają, ale u mnie trafił w sedno. Z tym, że ja nie palę.

Sama fabuła nie przestawia się jakoś super interesująco, ot, pojechał sobie chłopak do miasta i obija się po nim w tę i powrotem. Stylistycznie też szału nie ma. Pierwszo osobowa narracja, opisów bardzo mało. A jednak książka jest genialna, nie znajdę innego określenia jak genialna. Nawet nie wiem co dalej napisać, muszę jeszcze pozbierać mózg ze ściany.

 Tytuł: Buszujący w zbożu
Autor: Jerome David Salinger
Część: -
Okładka: twarda
Stron: 256
Wydawnictwo: Iskry
Ocena 10/10

poniedziałek, 16 lipca 2012

Kelly Keaton: Z ciemnością jej do twarzy


Czyta się książkę szybko i lekko. Jest podzielona na dziewiętnaście rozdziałów, w których są zawarte ciekawe informacje o życiu Ari. Opisane zdarzenia i sytuacje są przedstawione przez nią.
Odważna i buntownicza dziewczyna. Umie walczyć, nie lubi porażek. Jest inna niż reszta ludzi, wyróżnią ją jasne włosy i jasnozielone oczy. Dla niej największym przekleństwem są włosy, które zawsze chowa w postaci ciasnego koka na karku. Pod kącikiem prawego oka mam tatuaż księżyca w kształcie sierpa. Ari jest wychowywana przez rodzinę zastępczą. Jak miała kilka lat jej matka oddała ją do domu dziecka. Wyrusza aby znaleźć matkę. Co nie będzie łatwe, a przyniesie jej ból i cierpienie, poznanie prawdy o sobie i klątwę, którą nosi jej rodzina.
Książka zaczyna się w szpitalu psychiatrycznym Rocquemore Hause, gdzie Ari przyjechała dowiedzieć się czegoś o matce. Wiadomość o śmierci jej ją zszokowała. Dowiedziała się kilku informacji o niej i dostała pudełko po butach, w którym znajdowały się rzeczy po niej. W pokoju hotelowym otworzyła pudełko. Jej uwagę przykuł list skierowany do niej. (list znajduje się na okładce książki) Najważniejszym słowem jest UCIEKAJ. List od matki sprawił, że chciała poznać prawdę i postanowiła jechać do Nowego Orleanu.
W książce dowiadujemy się informacji o mieście. Nowy Orlean nazywa się Nowy 2, po zdarzeniach jakie tam zaszły (kataklizm) mieszka tam mała liczba ludzi. Chodzą pogłoski, że mieszkają tam dziwne stwory: wampiry, hybrydy itp.
Gdy Ari postanowiła jechać do Nowego 2 natychmiast wymeldowała się z hotelu i poszła do samochodu. Została zaatakowana przez nieznajomego. O mało nie przejechała ją ciężarówka, którą prowadziła dwunastolatka, to z nią pojechała do Nowego 2. Na nocleg została u Crank, gdzie poznała swoich przyszłych przyjaciół. To miasto nie wyglądało najlepiej, a dzieci w dziwny sposób zarabiały na siebie.
Książka jest w zasadzie o Ari, która chce zdjąć za wszelką cenę klątwę. Przyjaciele, a zwłaszcza chłopak o imieniu Sebastian dużo jej pomaga. To do niego zaczyna bić dziewczynie mocniej serce i te czułe pocałunki. Wątek miłosny ustępuje miejsca, poszukiwaniom prawdy o sobie, jej przygodach związanych z tym i walce pomiędzy złą boginią.
Książka jest bardzo dobra nie mogę się doczekać drugiej części gdzie odbędzie się chyba ostateczna walka pomiędzy dziewczyną, a złą boginią.
Chciałam za książkę podziękować bardzo mojej polonistce. To dzięki niej przeczytałam ją i wiem, że było warto. O niej dowiedziałam się z innej książki i byłam nie do końca przekonana czy przypadnie mi do gustu. A jednak przypadła.

Tytuł: Z ciemnością jej do twarzy
Autor: Kelly Keaton
Okładka: miękka
Część: I
Stron: 257
Wydawnictwo: Znak emotikon
Ocena: 8,5/10

sobota, 14 lipca 2012

James Patterson: Maximum Ride: Eksperyment ''Anioł''


 
Autora tej powieści, znam głównie z książek dla dorosłych. Nie wiedziałem, że napisał coś dla młodzieży, a szkoda. Mam za sobą jedną jego książę, która była bardzo dobra, a ta jest wprost obłędna. Anielica na okładce skutecznie przyciągnęła moją uwagę, i dzięki jej za to.

Jak dla mnie tytuł wskazuje na ostrą jazdę. Zastanawiałem się, dlaczego nikt go nie przetłumaczył- okazało się, że wcale nie potrzebuje tłumaczenia. Ale nie zdradzę wam, co ów tytuł oznacza, choć zapewne większość z was się tego domyśli.

Szósta dzieciaków, w wieku od 6 do 14 lat mieszkają w górskim, dziwnym domu w kształcie przewróconej litery E. Dlaczego tak wysoko? Bo nie są to normalne dzieci. Są mutantami. Gdy byli niemowlętami wszczepiono im DNA ptaków, i dzieciom wyrosły skrzydła. Max, Iggy, Kuks, Kieł, Gazik i Angela nie mają łatwego życia. Pomijając już absolutne wyłączenie ze społeczności, bo nikomu nie mogą się ujawnić, ścigają ich Likwidatorzy. Stwory ów to mieszanka wilka i człowieka, służą, jak sama nazwa wskazuje, do likwidowania, a ich celem są bohaterowie książki. Likwidatorzy są silni i szybcy, udaje im się porwać sześcioletnią Angelę. Max, przywódczyni grupy, Kieł oraz Kuks wyruszają na ratunek dziewczynce, a ośmioletni Gazik oraz ślepy Iggy muszą zostać z bazie. I tu sprawa się komplikuje. Likwidatorzy zaczynają polować na dzieci jak nigdy dotąd. A Max, zamiast swojej małej podopiecznej, musi martwić się o samą siebie.

Bardzo ciężko jest streścić książę, w której AŻ TYLE się dzieje, tu bowiem opisałem wam tylko kilka pierwszych rozdziałów, a jest ich dobrze ponad setka. Momentami to zaczyna irytować, ale gdy się już wciągnie w historię, nie da się od książki oderwać. Akcja toczy się bardzo szybko, za co wielki plus dla książki. Czasami za szybko, ale tylko czasami. Po momentach, w których ciężko się połapać zaraz jest przerwa, żeby wszystko poskładać sobie do kupy tylko po to, żeby książka ruszyła za chwilę z nową dawką emocji.

Moim ulubionym bohaterem jest Kieł, trzynastolatek o długich włosach. Zawsze opanowany, racjonalny, zamknięty w sobie. Zawsze podsunie jakiś logiczny wniosek. Oraz Max, najstarsza ze wszystkich. Lekko roztrzepana nastolatka, jednak zbyt szybko musiała dojrzeć, bo już w wieku 14 lat ma na wychowaniu pięć osób, w tym dwóch maluchów.

Oglądaliście X-men? Jeśli nie, każdy mniej więcej wie o co chodzi. Różne mutanty, z dziwnymi mocami walczą o swoje prawa. W jednej części występuje chłopak, któremu wyrosły skrzydła. Sprzeciwia się swojemu ojcu, i nie da ich sobie odciąć. Ten bohater jest moim ulubionym z tego filmu. A w tej książce mamy aż szóstkę bohaterów ze skrzydłami, dodatkowo większość z nich ma dodatkowe moce, jak np. Angela, która czyta w myślach. To naprawdę niesamowite, ale nie chciałbym być na ich miejscu.

Książka, jak każda, nie jest bez wad, jedną z głównych jest przewidywalność. Intrygi nie są jakieś specjalnie zawiłe. Mimo szaleńczego tępa akcji tak wszystko w miarę wiadomo, wszystkiego można się domyślić. Szkoda, bo gdyby ta strona była bardziej dopracowana, to byłaby… nie wiem… chyba najlepsza książka fantastyczna wszech czasów. Mimo wszystko, i tak mogę polecić wam ją z czystym sumieniem, bowiem na końcu książki dzieją się rzeczy, których do przewidywalnych zaliczyć nie można.

James Patterson jest jednym z  najlepiej zarabiających, jeśli nie najlepiej zarabiającym pisarzem na świecie. Po jego książce spodziewałem się świetnego warsztatu. Ma za sobą kilka powieści i powinien umieć pisać- nie zawiodłem się. Książka jest fantastycznie napisana. Znalazłem kilka błędów, ale mam wrażenie, nie  była to wina autora. Momentami ma się wrażenie, że autor na siłę chciałby zmieścić wszystkie wydarzenia w jednym zdaniu, ale to rzadkość, i wielki podziw dla Pattersona.

Ogólnie książka tworzy klimat eksperymentu. Dzieci są eksperymentem, nawet czytelnik nim jest, o czym autor powiadamia nas na pierwszych stronach powieści. Niesamowita, wciągająca, fantastyczna. Nie bez wad- ale świetna.

Tytuł: Maximum Ride: Eksperyment ''Anioł''
Autor: James Patterson
Część:I
Okładka: miękka
Stron: 315
Wydawnictwo:Hachette
Ocena: 8/10 
 

piątek, 13 lipca 2012

Mike Wilks: Wizjokrąg

 
Skuszony okładką chwyciłem tę książkę w bibliotece. No cóż, wydumane stwory, tajemniczy tytuł, duża czcionka, zachęcający opis z tyłu zwiodły mnie.. Niestety, boleśnie przekonałem się o tym, iż ocenianie po okładce jest poważnym błędem, bo czytanie tego pożal się Boże piśmidła to strata czasu. Ale do rzeczy:

Mel, utalentowany młody chłopiec z wioski Kop za radą swojego nauczyciela Fa Theuma wiesza na ścianie świątyni swoje rysunki, lecz zasady, które obowiązują w tym świecie nie pozwalają na to, by ktoś, kto nie zapłacił, mógł korzystać z Przyjemności pokazywania swojej twórczości. Do chłopaka jednak uśmiecha się los- do jego wioski przyjeżdża Dirk Tot, zielona, człowieko-podobna istota, i oferuje mu darmowe miejsce w najlepszej szkole dla artystów. I teraz zaczyna się jatka. Chłopiec trafia do szkoły i poznaję Sojkę, pomocnicę kucharki, Luda, ucznia, który jako jedyny nie traktuje go gorzej, oraz Mincha- wrednego woźnego. Coś wam to przypomina? Jeszcze nie? To lecimy dalej. Już na pierwszej lekcji Mel poznaje Brooda, wstrętnego, bogatego chłopaka, który wraz z dwoma swoimi sługusami rządzi szkołą. Teraz już zapewne coś wam świta. Kojarzycie? Na pierwszej lekcji dzieciak ma też przyjemność poznać całego mistrza szkoły- Ambrosiusa Bilka. Jest to bardzo sympatyczny starzec, o niebieskich oczach i długiej, siwej brodzie. Tak, już pewnie kojarzycie. Lecz największą ciekawość Mela powoduje pewien incydent: ciekawski uczeń zakrada się… i widzi, że jego mistrz znika w obrazie. Wrodzona ciekawość Harr… znaczy Mela, zmusza go do odkrycia tej tajemnicy- i tak oto rozpoczynają się jego przygody.

Książka aż ocieka ‘’Harrym Potterem’’ Bohaterowie są tak podobni, że momentami miałem wrażenie, że Brood krzyknie: ‘’Crabb, Goyle, do mnie!’’, a Minch będzie postulował o chęć przywiązania uczniów łańcuchami do ściany w lochu. Sójka wyratuje bohatera z każdej opresji, a Ludo… to po prostu miły uczeń, który pomaga Melowi. Ambrosius Bilk tak przypomina Dombledora, że kilka razy pomyliłem się czytając. Sam bohater jest tak nierozgarnięty, naiwny i ciekawski, że brakowało tylko stwierdzenia ‘’Ty zawsze wpakujesz się w jakieś kłopoty Harry’’.

Fabuła naciągnięta do granic możliwości. Bohaterowie, zamiast obrać najkrótszą drogę rozwiązywania problemu, lecą na łeb na szyje tylko po to, żeby coś się działo. Szczęśliwym trafem zawsze błyskotliwość, inteligencja i spryt zawsze pozwolą bohaterowi wyjść cało z opresji. Jego przyjaciele, dzielni i uśmiechnięci nie zważając na to, że rozmawiali raptem kilka razy oddaliby za siebie życie. Oczywiście wszystko okraszone masą szczęśliwych zakończeń, popisów intelektu i zmysłu rozwiązywania problemów przez bohaterów.

Zabrakło mi kilku odpowiedników- choćby samego Voldzia. Czarny charakter nie jest do końca określony, wiadomo, przeciwko komu walczy bohater, ale składają się na to, jakżeby inaczej, tępi idioci, których kilkunastoletni bohater przewyższa pod każdym względem oprócz wzrostu. A i tu jest wyjątek. Najbardziej brakuje mi pani Weasley, zwłaszcza przy bliźniakach, którzy uwielbiają robić kawały.

Ale książka ma też swoją dobrą stronę, która jest genialna. Bardzo podoba mi się pomysł z Tajemnicami. Otóż jest pięć Tajemnic, każda odpowiada za jeden ze zmysłów- węch, słuch, wzrok, dotyk i smak. Piąta Tajemnica- wzroku, jest najbogatsza, bowiem kolory otaczają nas z każdej strony, a na każdym chcą zarobić. Tajemnice są z kolei podzielone na Przyjemności, w przypadku piątej Tajemnicy, jest to malowanie, pokazywanie swoich obrazów i tym podobne. To genialny pomysł, bardzo podoba mi się taki podział, w końcu jeden oryginalny pomysł w tej książce.

Jeśli chodzi o styl pisania, to w sumie bez zarzutów. Opisy ładne, plastyczne, wszystko jest bardzo łatwo sobie wyobrazić, a jest co, bo wyobraźnia gra jedną z największych ról w tej książce. Dialogi momentami sztywne i sztuczne, ale idzie się przyzwyczaić. Czyta się to bardzo szybko, chociaż ja z braku czasu męczyłem ją ze 3 dni, ogólnie można skończyć nawet w 1.

Nie polecam osobom w wieku 15+ oraz tym, którzy czytali Harry'ego Pottera. Nie jest to jeszcze plagiat, ale zakrawa o zbyt mocną inspirację.

Tytuł: Wizjokrąg (Mirrorscape)
Autor: Mike Wilks
Część:I
Okładka: twarda
Stron: 413
Wydawnictwo: Egmont
Ocena: 3/10

środa, 11 lipca 2012

Stosik #2

Po lewej:
''Jestem numerem cztery'': Pittacus Lore- polowałem na nią odkąd zobaczyłem film, i promocja na weltbild umożliwiła mi w końcu zdobycie jej, i to po niewygórowanej cenie.
''Pałac północy'': Carlos Ruiz Zafon- j.w. niestety, pierwsza część wykupiona i mi nie przysłali... ale za to mam drugą...
''Jutro. Nie ma juz żadnych zasad.'': John Mardsen j.w.
''Miasto pożeraczy deszczu'': Thomas Thiemeyer: j.w. książka kusiła mnie w księgarni, ta na weltbild skusiła ceną
''Gra anioła'' Carlos Ruiz Zafon: zakupiona na lubimyczytac.pl od użytkowniczki Vivi22, polecam.[recenzja]
 ''Robokalipsa'': Daniel H. Wilson- dostałem na zakończenie roku [recenzja]

Po prawej:
''Czerwona piramida'' Rick Riordan: z biblioteki; tyyyle pochlebnych opinii się naczytałem, że nie mogłem sobie odpuścić,
''Gone: faza pierwsza'': Michael Grant- j.w. czas w końcu zapoznać się z tą serią
''Wizjokrąg'': Mike Wilks- j.w. okładka mnie skusiła, czytam, i na razie szału nie ma.
''Dziesięciu murzynków'' Agata Christie- j.w. nie mogłem nie zapoznać się z najsłynniejszym kryminałem pani Christie, i w końcu go dorwałem
''Maximum ride'': James Patterson- j.w. skusiła mnie okładka
''Buszujący w zbożu'': J.D. Salinger- j.w. BBC poleca, wszyscy zachwalają, to wziąłem, zobaczymy co z tego będzie
''Pani McGinty nie żyje'': Agata Christie- j.w.

Coś stąd czytaliście? Co polecacie?

wtorek, 10 lipca 2012

Joe Hill: Pudełko w kształcie serca


 
Znajdując ją na promocyjnej półce nie zdawałem sobie sprawy, iż autor jest synem samego Kinga, tego dowiedziałem się później. Książka swoje na półce wystała, a przeleżała na niej całkiem sporo, lecz gdy tylko dowiedziałem się jakie korzenie ma ów autor nie omieszkałem, w końcu zacząć jej czytać, i było warto.

Pochwalić tu muszę szatę graficzną ksiązki, bo okładka jest naprawdę fascynująca, i bardzo trafna. Znaczenie niektórych jej elementów odkrywamy na początku książki, a  innych pod sam koniec, to bardzo pomysłowe, podoba mi się, szkoda tylko, że brak tego w innych przypadkach.

Emerytowany gwiazdor niezwykle popularnego wśród zbuntowanej młodzieży zespołu ba dosyć dziwne hobby- zbiera rzeczy, które są co najmniej niepokojące. Do jego kolekcji należy m.in. czaszka, która służy jako stojak na ołówki, bądź kaseta, na której nagrana jest śmierć dwóch nastolatków. To ostatnie doprowadziło do rozpadu małżeństwa, mimo wszystko kaseta pozostała w domu. Zespół się rozpada, jeden z członków ginie przez AIDS, drugi w wypadku samochodowym. Jude Coyne postanawia poszukać pocieszenia w dziewczynach. Na jego koncertach nie brakuje młodych gothek które tak lubi. Poznaje młodą Florydę, mówił tak na nią, bowiem zawsze nazywał dziewczyny od nazwy stanu, z którego pochodziły. Blondynka, niestety, miała ciężką depresję, lecz jej największą wadą pyły ciągłe pytania. Zatruwała mu głowę dosłownie o wszystko. Postanowił się z nią pożegnać. Po jakimś czasie odkrywa, że dziewczyna zmarła. Popełniła samobójstwo. Asystent rockmana znajduje na aukcji ducha. Jako kolekcjoner nie może odpuścić takiej okazji, płaci, a za kilka dni dostaje pudełko. Pudełko w kształcie serca. W środku znajduje się garnitur zmarłego. Wraz z duchem, który szuka zemsty.

Zemsta w tej książce bardzo ważną rolę, przynajmniej na początku, wydaje się bowiem, że to nią kieruje się siostra zmarłej Anny. Lecz bohater nie potrafi zrozumieć bardzo wielu rzeczy, które kierują umysłem zarówno ducha, jak i umysłem Anny za życie, bo to jest jedną z ważniejszych rzeczy w tej książce.

Od razu, na pierwszy rzut oka rzuca się podobieństwo do Stephena Kinga, i jest nieodzownym odczuciem aż do samego zakończenia. Czasem podobieństwo jest tak wyraźne, że ma się wrażenie, iż King stał na ramieniem syna i przytakiwał, lub machał przecząco głową gdy jego latorośl pisała. Chociaż, w sumie, nie ma się co dziwić, jako dziewki pewnie wychował się na powieściach swojego ojca, i myślę, że, jeśli w ogóle będzie chciał pozbyć się tego, nie będzie mu łatwo. Widać to także w fabule. Nie mówię już tu o tematyce, bo duchy do dosyć popularny temat, ale rozwój, zwroty akcji, lekka brutalność, ciekawe zakończenie i specyficzne tempo bardzo przypomnianą powieści Kinga.
 
Nie zgodzę się z tym, iż jest to horror... są, owszem, sytuacje, które mogą być straszne... no cóż, mnie nie straszyły, co wcale nie przeszkadzało mi dobrze bawić przy tej lekturze. Polecam ją absolutnie wszystkim.
 
Tytuł: Pudełko w kształcie serca 
Autor: Joe Hill
Część: -
Okładka: miękka, ze skrzydełkami
Stron: 323
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 7/10

niedziela, 8 lipca 2012

Gwen Hayes: Strąceni




Książka jest napisana z punktu widzenia Theio. Choć jest kilka fragmentów gdzie role opowiadania sytuacji przyjmuje Haden, nawet ma swoich kilka rozdziałów gdzie są opisane jego losy.

To doskonała książka łącząca w sobie kilka tematów. Miłość dziewczyny do chłopaka, ze snów i odtrącającego ją w rzeczywistości. Dramat rodzinny: dziewczyna nie odczuwa miłości od ojca, a do tego jest strasznie nadopiekuńczy i nieprzyjemny. Można także poznać jak różne są dziewczyny i jak trudno jest je zdobyć.

To raczej nie możliwe, żeby książka wciągnęła czytelnika od samego początku. Większość książek potrzebuje czasu, aby się rozkręcić. Z tą jest inaczej, od samego początku wciąga. Pierwsza scena: spadający chłopak i spalający się na oczach Theio jest niesamowita.
Dziewczyna jest uwięziona przez ojca i nie może nic zrobić bez jego wiedzy. W zamian za dodatkowe lekcje muzyki dostała iPode’a. Ojciec myślał, że dzięki temu będzie miał większą kontrolę nad nią, i że nie będzie czytać więcej książek. Mylił się. Gdy czytała książkę spojrzała przez okno i zobaczyła spadającego chłopaka całego w płomieniach. To po tym wydarzeniu każdej nocy śniła o nim. A raczej śniła na jawie.
W szkole miała dwie przyjaciółki Amelie romantyczkę z ukrytą mocą i Donny silną dziewczynę z charakterem. Theio bardzo lubiła ich towarzystwo. Przyjaciółki trzymały się razem i zawsze sobie pomagały, w każdej sytuacji. 

Kilka dni po scenie z płonącym chłopakiem ujrzała go. Stał w sekretariacie otoczony dziewczynami, ale patrzył na nią. Nie była pewna czy to ten sam chłopak co ze snów. Jej życie od tego dnia się zmieniło. Dalsze wydarzenia są bardzo ciekawe. 

Mogę zdradzić tylko, że po zdarzeniu w szkole ojciec Theio zaczął się zmieniać. I to prawda, że strach o najbliższych zmienia ludzi, choć nie od razu, ale powoli ich sytuacja zaczęła się zmieniać.
Bardzo spodobała mi się ta książka. Czekam na premierę drugiej części „Śniąc na jawie”, która będzie 14 sierpnia.

Autor: Gwen Hades
Tytuł: Strąceni
Część: I
Okładka: miękka ze skrzydłami
Stron: 318
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 10+/10

Arthur Golden: Wyznania gejszy


 
Oglądając film na podstawie tej powieści nie wiedziałem, że jest on ekranizacją, zresztą, nie czytałem wówczas książek i nie obchodziło mnie to. Ale teraz to się zmieniło. Znalazłem ten tytuł na liście książek polecanych przez BBC i pędem pognałem do biblioteki, aby ją wypożyczyć.

Jak w większości przypadków, tak i tu, książka jest lepsza od ekranizacji. Film był świetny, ale kilka fragmentów zostało pominiętych niepotrzebnie, w tym mój ulubiony fragment o artyście, dla którego pozowała Sayuri.

Fabułę pewnie większość zna z filmu, ale opiszę początek. Otóż mała Chiyo, wraz z starszą siostrą i rodzicami mieszka w trzęsichatce, domku nad brzegiem morza, którym co raz trzęsie wiatr. Niestety, jej matka zachorowała. Dziewczynka wraz z siostrą wyjeżdża do Kioto. Życie dziecka przypomina horror, odizolowana od siostry, poniżana i prowokowana przez zazdrosną Hatsumomo, niezwykle piękną gejszę, nie ma łatwego życia. Jedyne pocieszenie znajduje w Dyni, swojej rówieśniczce, która trafiła do tego samego okiya co ona. Pewnego dnia na jej drodze staje Prezes, daje dziewczynce kilka groszy na loda. Zachwycone dziecko kupuje sobie smakołyk, a resztę przekazuje na ofiarę, modli się, aby móc kiedykolwiek zostać gejszą i spotkać go jeszcze raz. Jak sama później wspomina, był to jeden z najgorszych i najlepszych dni w jej życiu. Zostaje gejszą, choć nie bez problemów, i zdaje sobie sprawę z tego, że życie pięknej damy nie jest tak różowe jak się wydawało.

To debiutancka powieść tego autora, i byłem pod wielkim wrażeniem warsztatu, choć mnie osobiście przeszkadzał brak wczucia się w klimat Japonii. Nie ma tak pięknych opisów miasta, a słynne japońskie kwiaty wiśni i inne kultowe symbole są lekko zbagatelizowane. Nadmienić tu trzeba, iż autor na napisanie jej poświęcił aż 10 lat. W takim czasie mógł stworzyć coś lepszego, choć absolutnie nie twierdzę, że to jest złe.

Wątpię, że powieść ta przypadnie do gustu feministkom. Gejsze są traktowane strasznie przedmiotowo. Mizuage, czyli sprzedaż dziewictwa to tylko jeden z przykładów zachowania kobiet w tamtych czasach. To smutne, ale większość z nich nie miała wyboru. Albo do okiya, szkolić się na piękną i szanowaną gejszę… albo na ulicę.

Tytuł: Wyznania gejszy
Autor: Arthur Golden
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 460
Wydawnictwo: Albatros
Ocena 8/10

środa, 4 lipca 2012

"Lato z książką" - wyzwanie

Dla wszystkich, dla których lato bez książki to lato stracone ciekawe wyzwanie czytelnicze:

 W okresie kalendarzowego lata, czyli od 22 czerwca do 23 września zapraszamy do wspólnej zabawy Lato z książką.

 

Zasady i resztę informacji  można zdobyć w klikając banner obok.

wtorek, 3 lipca 2012

Daniel H. Wilson: Robokalipsa



Nigdy nie przepadałem za literaturą science-fiction. Moja pierwsza przygoda z tym gatunkiem zakończyła się niepowodzeniem. Nawet nie doczytałem książki do końca. Ale z tą było inaczej. Podszedłem do niej z rezerwą, bo nigdy fanem takiej literatury nie byłem, ale teraz to się chyba zmieni.

Książka podzielona jest na 5 części. Każdy rozdział mówi o kimś innym, lecz wydarzenia opisuje Cormac Wallace- człowiek, który znalazł czarną skrzynkę i postanowił spisać tę historię. Na początku mamy pokazane dziwne zachowanie robotów. Jakby zaczęły myśleć samodzielnie. Przestały słuchać rozkazów. Zaczęły masowo zabijać ludzi. Wszystkich zaczęła ogarniać panika. Każdy rozdział, mimo iż mówiący o kimś innym, jest napisany chronologicznie, więc na bieżąco wiemy, co dzieje się na świecie, a dzieje się naprawdę źle.
Bo złe maszyny są wszędzie.

Akcja wciąga niesamowicie. Przeczyłem połowę książki nie orientując się nawet, że jest już 2:00 w nocy. Każda z historii m.in. mechanika, zakochanego w robocie, Pająka, który z aroganckiego nastolatka zamienia się w bohatera, pani senator za wszelką cenę chcąca ochronić własne dzieci dodaje książce walor w postaci absolutnie odmiennych punktów postrzegania tego, co dzieje się wokół. Na mnie osobiście najbardziej podziałała historia Pająka.

Jest to powieść bardzo dobrze napisana, czego byłem pod wielkim wrażeniem. Autor ograniczył ilość profesjonalnego słownictwa, niezrozumiałego dla laika, do minimum, a te, które występują, można łatwo zrozumieć domyślając się z kontekstu. Wielki podziw ode mnie za to, że wszystkie wątki tak spójnie ze sobą połączył. To musiało wymagać naprawdę sporo pracy.

Patrząc na otaczający nas świat widzę, że wydarzenia z tej książki niedługo mogą przestać być fikcją literacką. Nie mówię już tu o zabójstwach, ale roboty, które mogą wszystko, i mimo zaprogramowanej łagodności pod okiem opętanego hakera zamieniają się w maszyny do zabijania to nie jest miła perspektywa.

Spójrzcie na telefon. Wyobraźcie sobie, że gdzieś, daleko, na Alasce, jest wielki mózg, który steruje wszystkim. Wasz telefon dzwoni. Przemawia do was dziecko z dziwnie mechanicznym głosem. Uciekacie z domu. Na ulicy dzwonią telefony wszystkich przechodniów. Każdy pyta o Ciebie.
Od teraz wszystko ma swój rozum.

Za książkę chciałbym bardzo serdecznie podziękować mojej polonistce i najlepszej nauczycielce z jaką kiedykolwiek miałem przyjemność mieć lekcje, gdyż to ona sprezentowała mi ją na zakończenie roku.
Dziękuję bardzo!

Tytuł: Robokalipsa
Autor: Daniel H. Wilson
Cześć: -
Okładka: miękka
Stron: 404
Wydawnictwo: Znak litera nova
Ocena 9/10

L. J. Smith: Wizje w mroku



Uwielbiam książki Pani Smith w każdej znajduje coś ciekawego. Książka jest napisana prostym językiem, podzielona na trzy działy, w których są wciągające wątki. Książkę czyta się szybko i dobrze. Wątki wciągają i trzymają czytelnika w napięciu do końca. 

Główna bohaterka ma na imię Kaitlyn, jest nie lubiana w szkole i nazywana czarownicą. Chodzi do ostatniej klasy w liceum. Ma paranormalne zdolności, jej rysunki przedstawiają wizję tego co się stanie w najbliższym czasie. Wizje na rysunkach przychodzą same, czuje swędzenie ręki i ołówek sam w jej dłoniach rysuje. Przez wydarzenie z dzieciństwa, w którym przewidziała zdarzenie została nazwana czarownicą.
Jej mama szybko zmarła była wychowywana przez ojca. Nie mieli za dużo pieniędzy, ale bardzo się kochali.
Pewnego dnia znowu namalowała rysunek, który przedstawiał pajęczynę i małe dziecko. Nie wiedziała co może to oznaczać. Gdy przyszła pani i powiedziała, że dyrektor ją wzywa nie była zdziwiona. Często uciekała, bo nie wytrzymywała w szkole. W gabinecie poznała Joyce, która była naukowcem i chciała zabrać dziewczynę do swojego instytutu w celu zbadanie jej zdolności paranormalnych. Zaprosiła także jeszcze cztery osoby, z różnych części kraju, w zamian za badania otrzymają pokaźną sumę pieniędzy. Dzięki min Kait będzie mogła pójść na studia. Wychodziła ze szkoły razem z Joyce i na jej oczach zdarzył się wypadek. Była w szoku, bo pajęczyna którą narysowała to była pęknięta szyba samochodu, a na niej dziecko. Po rozmowie z tata zgodziła się na wyjazd. Przyleciała do San Francisco, na lotnisku spotkała mężczyznę, który był dziwnie ubrany i coś od niej chciał. Uciekła od niego, razem z Joyce przyjechali do instytutu. Miała pokój razem z Anną, poznała Lewisa. Gdy szła przez korytarz po schodach wchodził Rob. Dziewczyna potknęła się i pobiła nogę, chłopak miał uzdrawiające zdolności. Pomógł Kaitlyn (uzdrowił jej nogę), spodobał się jej i bardzo chciała, żeby odwzajemnił jej uczucie. Gabriel chłopak o ciemnej przeszłości, który rozmawia tylko z Kait i darzy ją sympatią choć tego nie okazuje. Badania odbywają się w laboratorium, głównym szefem jest Pan Zetem, a Marisol jest studentką i pomaga w badaniach. Do Kaitlyn przychodzi Marisol i ostrzega ją, każe jej uciekać z tego miejsca. Dziewczyna mówi wszystko dla Joyce, a potem dowiaduje się, że studentka jest w szpitalu. Zaczyna odkrywać dziwne rzeczy w instytucie. Mówi o wszystkim dla pozostałej czwórki kolegów i robią własne śledztwo co nie jest łatwe. Po odkryciach uciekają i przeżywają różne historie. 

Przygoda, magia i wyjaśnienie do końca sprawy z instytutu. Trzyma w napięciu, zdarzenia, które mrożą krew w żyłach. Świetna fabuła i wyobraźnia autorki. I co najbardziej lubię uczucie do dwóch chłopaków. Kait musi wybrać między dwóją chłopaków, a decyzja nie będzie prosta, lecz serce samo wie którego kocha najbardziej.

Świetna wciągająca książka, trzymająca w napięciu. Wątki i przygody bardzo dobrze ukazane. Strach, ucieczka i uczucia. Wszystko w niej jest wciągające, jest świetna do samego końca.
Polecam ją każdej dziewczynie, miłość gra w niej dużą rolę, ale większą przygoda i śledztwo. Książkę też mogę polecić chłopakom, jest naprawdę dobra wątki przygodowe wciągają.

Tytuł: Wizje w mroku
Autor: Lisa Jane Smith
Okładka: miękka
Stron: 547
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 10/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...