poniedziałek, 19 listopada 2012

David Mitchell: Atlas chmur


Czasami spotykamy książki, które niczym zacny osobnik płci przeciwnej potrafią nas zauroczyć. Lecz czymże jest zauroczenie wobec prawdziwej miłości? Jest to tylko chwilowe uczucie, które kierowane jest niczym więcej jak powierzchownymi cechami i wyobrażeniami. Ta książka uosabia miłość do literatury. Zauroczenie to za mało, gdyż mija ono po paru chwilach. Skończywszy tę powieść miałem dzikie i nieokiełznane wrażenie, że to nie jest przelotny romans, lecz związek z zasadami… jeśli nie niemal małżeństwo. Jestem totalnie, całkowicie i bez reszty oddany tej powieści, będę wracał do niej latami (o ile to śmiechu warte wydanie tyle wytrzyma).

Zacznijmy od wad, bo dostrzegłem tylko jedną (lecz któż jest idealny?). Powieść jest podzielona na jedenaście rozdziałów, w których występuje sześciu narratorów (to jeszcze nie jest ta wada, za chwilę). Każda z historii, choć kompletnie różniąca się od poprzedniej i następnej ma w sobie coś niesamowitego, aczkolwiek na początku nie można tego stwierdzić i objawia nam się główny defekt tej ksiązki: nuda. Koszmarna, zła, gnijąca, śmierdząca, paskudna, ohydna, psująca jakże wspaniałość tegoż dzieła nuda rozprzestrzenia się po rozdziałach niczym zaraza. Gdyby każdą z historii opisać osobno, tknąłbym tylko połowę…a może i to nie. Mam natomiast jakieś dziwne wrażenie, że chyba tak właśnie miało być: losy bohaterów wcale bowiem nie muszą być naszpikowane gwałtownymi zwrotami akcji, niesamowitymi pościgami i mrożącymi krew w żyłach zdarzeniami, gdyż są to zwykłe losy zwykłych ludzi, połączonych zgrabnie cosiem, o którym dowiecie się czytają książkę.

Reszta to już same zalety. Na pierwszy rzut oka dostrzegamy warsztat autora. Niesamowity, wspaniały, paskudnie doskonały talent, który ujawnił się już na pierwszych stronach powieści to tylko przedsmak, jak przepyszna zakąska przed niemal doskonałym obiadem. I choć na początku gryzie się to z panującym poczuciem znużenia to brnąć w powieść rozdział po rozdziale nasza paszczęka ląduje coraz niżej i niżej aż trzasnąwszy o glebę przypomina nam, że to tylko książka.

Następnie mamy coś, co wyniosło tego autora na szczyty list bestsellerów i spowodowało posypanie go nominacjami do prestiżowych nagród: konstrukcja powieści. Za mało w życiu przeczytałem aby stwierdzi, czy jest to po całości oryginalne, niebanalne i całkowicie niespotykane, aczkolwiek ja się z czymś tak genialno-totalnie-wspaniałym nie zetknąłem, nawet o czymś takim nie słyszałem , zakładam zatem, iż istotnie jest to pomysł nowatorski. Odda to napis, który znajdziecie na okładce, a także plakacie: Nic nie jest przypadkowe. Tak… cudo… cudo powiadam!

Większość powieści, które mają jednolite tło cały czas cierpiałaby okrutne męki z taką mnogością bohaterów, ta natomiast nie cierpi, przeciwnie, bohaterowie Ci, w większości wspaniale-cudownie-przesympatyczni skaczą po powieści niczym słodkie, emocjonalne  wisienki na pysznym, egzystencjalnym torcie. Doskonale dobrane charaktery wspaniale uzupełniają powieść w każdym aspekcie, kolejna cudowność.

I jak tu podsumować takie dzieło? Jak? Nijak…odczuwając kompletne poczucie błogiego odmóżdżenia emocjonalnego i wyczerpania duchowego spowodowanego piękną podróżą pośród kart tej książki mogę je tylko polecić, zarówno czytelnikom młodszym jak i starszym, tym doświadczonym literacko jak i zupełnym nowicjuszom.
I pamiętajcie… nic nie jest przypadkowe…


Autor: David Mitchell
Tytuł: Atlas chmur
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 536
Wydawnictwo: Mag
Ocena: 9,5/10


5 komentarzy:

  1. Boszeee, czemu tak kusisz? Jak nic muszę iść do księgarni :D A potem obejrze film, o! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie nie wejdę, tam Atlas Chmur - czy to film, czy to książka :D na premierę idę w piątek, książkę postaram się zdobyć w podskokach:d

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mam ochotę na tę książkę! Zazdroszczę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje uczucia po przeczytaniu recenzji utożsamiam z wypowiedzią Tirindeth :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...