czwartek, 4 października 2012

Steven Erikson: Ogrody księżyca



Przyznam szczerze, kupiłem tę książkę głównie przez okładkę. Pozytywne recenzje także miały w tym swój spory udział, lecz widząc to cudo, które jakże godnie i dostojnie prezentuje to dzieło nie mogłem odpuścić sobie i zaniechać chęci posiadania jej na swojej półeczce. Często bywa tak, jak zapewne wielu się przekonało, że okładka, choć kusi, prezentuje dzieło, które nie jest wiele warte. W przypadku tej książki natomiast okładka kusi coś, co na kuszenie w pełni zasługuje.

Fabuła jest tak rozległa, że chcąc opisać choćby jej początek tak, aby miało to ręce i nogi zajęłoby mi to jakąś… tonę słów, dlatego streszczę go w wyjątkowym skrócie. Ganoes Paran, szlachcic, zostaje zauważony przez przyboczną Lorn, prawą rękę cesarzowej Laseen. Dostaje więcej władzy i spełnia się jego marzenie o przyszłości w wojsku. Niestety, przyszłość nie wygląda tak pięknie jakby sobie tego chciał. Czarodziejka Tattersail, przygotowując się na wielką bitwę z Odpryskiem Księżyca odczuwa niepewność. Jej przypuszczenia potwierdzają się, niestety, jest już za późno. Gubiąc się w sieci intryg boi się komuś zaufać i choć jest wspaniałą czarodziejką zaczyna bać się o własne życie. Crokus, siedemnastoletni złodziejaszek nie zdając sobie sprawy w jaką kabałę wpakowali go Oponn, bogowie przypadku, podnosi monetę ładując się tym samym w machinę wielkiej wojny, która zaprowadzi go do rzeczy, o których nie powinien mieć pojęcia.

Rozumiecie coś z tego? Nie? Jak ja was dobrze rozumiem… Jedną trzecią książki, pomimo jej rozległości można spokojnie opisać jednym słowem: chaos. Nie twierdzę absolutnie, że jest źle skonstruowana, po prostu mnogość bohaterów, wątków i intryg daje o sobie znać i to bardzo dobitnie. Potem jest już lepiej i niewątpliwy kunszt autora jest doskonale widoczny. Chciałbym napomknąć, iż kilka zdań fabuły, które tu zamieściłem odnosi się do bohaterów, których lubię najbardziej. Wszystkich głównych bohaterów jest około dziesięciu… tak, widać rozmach. Nie twierdzę, że jest ich tylu w rzeczywistości, gdyż są zapewne osoby, które uważają inaczej. Spotkałem się nawet z opinią, iż głównym bohaterem jest alchemik Baruk, którego ja osobiście zaliczyłbym do postaci nawet trzecioplanowej… z kolei ja do głównych zaliczam Vorcan i Laseen (gdyż są bardzo znaczące w powieści) co niektórzy skwitowaliby tym samym zachowaniem, jakie zaprezentowałem ja względem Baruka.

Wspomniany wcześniej rozmach powala, dosłownie. Książkę czytałem dosyć długo, nawet jak na jej objętość, aczkolwiek to nie była męczarnia. Biorąc pod uwagę mnogość wszystkiego w tej powieści styl autora nie zrobił na mnie wrażenia. Widać doskonale, iż był w  pełni świadom wszystkiego co pisze, jak pisze i o czym pisze, czego pozazdrościć mogą mu czytelnicy, których od świadomości tego co się tam dzieje, dzieli wielki mur chaosu, stworzony z wielowątkowości i zawiłości wydarzeń.

Książkę polecam wszystkim fanom fantastyki, aczkolwiek proszę przygotować się na to, że będzie tego aż dziesięć tomów i radzę wziąć pod uwagę objętość.

Autor: Steven Erikson
Tytuł: Ogrody księżyca
Część: I
 Okładka: miękka
Stron: 590
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10

7 komentarzy:

  1. Ta pozycja zdecydowanie do mnie nie przemawia

    OdpowiedzUsuń
  2. Luby mój kończy cykl i jest zachwycony. Ja w wolnej chwili też sięgnę, bo to już klasyka, więc chciałabym być w temacie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Och kurcze, mam natką ochotę na tę serię - choć nie spodziewam się niczego powalającego, ale mimo wszystko COŚ mnie ciągnie do powieści Eriksona :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tyle, że w przypadku Eriksona trudno mówić o głównych bohaterach - chyba, że ma się na myśli bogów ;) No i z perspektywy drugiego tomu na pewno warto skupić swą uwagę na Podpalaczach Mostów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może ktoś chciałby sprzedać swój egzemplarz właśnie w nowym wydaniu?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest to absolutnie rewelacyjny cykl :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...