poniedziałek, 3 września 2012

Joanna Chmielewska: Dzikie białko




Popularne, zwłaszcza u początkujących pisarzy, jest nagminne marnowanie wymyślonego przez siebie tematu marnym wykonaniem. Debiutanci bardzo często, choć pomysły na książki mają świetne, wykonaniem załamują niejednego czytelnika zastanawiającego się, jak można zepsuć tak wspaniałą historię. ‘’ Dzikie białko’’ prezentuje całkowicie odmienną sytuację. Jest to książka, w której praktycznie rzecz biorąc ciekawego nie dzieje się nic. Na 300 stron powieści 200 można z czystym sumieniem wywalić, bo nuda wylewa się z pomiędzy kartek kusząc, aby rzucić tę książkę i nigdy do niej nie wrócić, czemu sprzeciwia się styl.

Takie książki czyta się głównie dla rozrywki, więc rzeczą najważniejszą (lub jedną z ważniejszych) jest fabuła. Zazwyczaj streszczam 1/3 książki, tak, aby nie zdradzić zbyt wiele, ale i wprowadzić czytelnika tejże recenzji w klimat, który ów książka prezentuje. Tu natomiast będę musiał streścić trochę więcej, bowiem na samym początku książki nie dzieje się prawie nic.

Karolek ma problem. Aby wybudować pralnie brakuje mu 52 centymetry terenu. Jak temu zaradzić? Można dać łapówkę, oszukać, pokombinować- ale nie! Nie ma terenu? To trzeba go zrobić samemu! Angażując kilku współpracowników, pod osłoną nocy zakradają się, aby przestawić ogrodzenie (60 stron przestawiania ogrodzenia(!!) sam się sobie dziwię, że to przeczytałem) i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że niespodziewanie zjawia się właściciel willi od którego potrzebny im teren próbują podprowadzić. I tu zaczyna się gruba afera, bowiem właściciel ów przytachał ze sobą ciało, które skrzętnie próbując ukryć w czeluściach swej lodówki odkrywają główni bohaterowie.

Jeszcze przed przestawianiem ogrodzenia Karolek napotyka w sklepie na dziwnych ludzi- małżeństwo, które skrzętnie krytykuje każdy produkt twierdząc, iż jest chemiczny, rakotwórczy i ogólnie niezdrowy. Obawy przed rakiem wzrastają, gdy jeden z pracowników odkrywa, iż wielkie płyty, na których budowane są osiedla także są rakotwórcze. W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno- trzeba znaleźć sposób, żeby odseparować się od wszystkiego, co złe, chemiczne, rakotwórcze i pięknie wyhodowane, bowiem tylko te brzydkie warzywa są naturalne.

Nie rozumiem tego zabiegu ze zdrobnieniem imion bohaterów. Po co to? Żeby byli oryginalni? W sumie nie bardzo to wadzi, aczkolwiek czytając, iż bohater ma na imię Lesio automatycznie wyobrażam go sobie jako maminsynka i infantylnego idiotę… przecież to są dorośli ludzie. Może miał to być zabieg humorystyczny- nie wiem, jeśli tak, to na mnie nie podziałał.

Inne zabiegi humorystyczne natomiast działały fenomenalnie. Jak już wspomniałem wcześniej, pod względem stylistycznym książka napisana jest co najmniej satysfakcjonująco. Wielo(wielo)krotnie złożone zdania czasem doprowadzały do obłędu, na szczęście z rzadka, gdyż wypierało je poczucie humoru, które autorka zamieściła między wydarzeniami. Dziw mnie bierze, że sąsiedzi nie przyszli ze skargą, chichrałem się bowiem tak głośno, że szyby się trzęsły, a i kilka łez poleciało (ja często ryczę gdy się śmieję). Jest to chyba najzabawniej napisana książka jaką czytałem w życiu, zaraz obok przygód Myrona & Wina z powieści H.Cobena.

Książka jest podobno kryminałem (występuje nawet w serii ’’Kolekcja kryminałów’’) jednakże do kryminału to jej daleko, przynajmniej do takiego konwencjonalnego. Zaliczyłbym ją prędzej do powieści humorystycznej, bo częściej śmiałem się, niż próbowałem dociec któż (nie)zabił. To nie jest powieść, od której powinno się zaczynać czytać Chmielewską i liczę, że w innych będzie się działo o wiele więcej. Polecam głównie fanom ów autorki, bo styl jest dość specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. 

Tytuł: Dzikie białko
Autor: Joanna Chmielewska
 Część: - (kolekcja tom VI a Lesio tom II, piszę zatem, że brak)
Okładka: miękka
Stron: 316
 Wydawnictwo: Kobra
Ocena 5/10
 

4 komentarze:

  1. hmm, tylko potwierdziły się moje poglądy na tę autorkę. kiedyś zacząłem czytać Klin, ale mnie znudził... domyślam się, że większość jej książek to coś z pogranicza kryminału, obyczajówki, itp. A samej intrygi i akcji pewnie niewiele :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się absolutnie z tobą nie zgodzę. Dzieje się sporo, aczkolwiek, jako że to nie jest typowy kryminał, nie ma tu niesamowitej akcji czy krwi lejącej się strumieniami. Ja się nie nudziłam przy lekturze tej ksiązki. A pani Chmielewska zdrabnia imiona bohaterów we wszystkich swoich ksiązkach, to częśc jej specyficznego stylu pisania. No i autorka nie była już debiutantką, pisząc Dzikie białko, bo to jej 18 ksiązka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że mogę sobie z czystym sumieniem odpuścić. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. nie słyszałam o tej książce, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad. Dziękujemy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...