poniedziałek, 31 grudnia 2012

Wszystkiego książkowego w nowym roku!

W nadchodzącym 2013 roku z całego naszego papierowego serca chcielibyśmy życzyć wszystkim bloggerom a także książko-maniakom, którzy bloga tego odwiedzają:
Marzeń na tony,
życzeń spełnionych,
książek po uszy,
szczęścia w duszy,
życzliwości od każdego,
portfela wypchanego,
miłości co niemiara,
weny, tak z pół gara,
czasu pod dostatkiem,
i popularności, by wasze blogi miały masę gości!

Pamiętniki Wampirów Pamiętnik Stefano tom IV


Pamiętnik Stefano jest to IV tom z cyklu Pamiętniki Wampirow Pamiętnik Stefano. Na podstawie powieści autorki został nakręcony serial telewizyjny, który jest bardzo fajny. Wcześniejsze tomy zostały dawno już przeczytane i bardzo mi i spodobały, zostaną na pewno zrecenzowane, ponieważ są mi potrzebne do pracy maturalnej.

Książka ta jest to kolejna część historii z życia  wampira o imieniu Stefano. Po przygodach w Nowym Jorku, znalazł spokój w małej wiosce niedaleko Londynu. Przyjęła go rodzina Abbottów, u której mieszkał i pracował. Był im bardzo wdzięczny za zaufanie i miłość, której tak bardzo potrzebował, ale bał się jej. Stefano bardzo polubił tą rodzinę, czuł się w niej akceptowany i był obdarzony miłością, na którą uważał, że nie zasłużył. George traktował go jak syna. Oliver i Luke synowie gospodarza bardzo mu przypominali dzieciństwo. Ich zachowanie, zabawy bardzo mu przypominały jego i Damona, tęsknił za bratem i żałował tego co mu zrobił.

Wciąż pamiętał o Collie, bardzo ją kochał. Żałował, że nie mógł pożegnać się z nią. Sen czy rzeczywistość sam nie wiedział. Wszystko wydawało mu się takie realne. Katherine znów pojawiła się w jego życiu. Chociaż czy na pewno? Jego życie to ciągła walka o przetrwanie i chęć odkupienia win jakie zrobił jako młody wampir. Droga przez śmierć, żal, ból, poczucie winy i ciągłe kłamstwa to jest jego życie.

W książce poznajemy Londyn szary, brudny. Ludzi, którzy chcieli spełnić swoje marzenia w wielkim mieście, a znaleźli ból, cierpienie i strach. Morderstwa i tajemnica, którą postanowił odkryć Stefano za wszelką cenę. Ale czy było warto? Przyjaźń i potrzeba ochrony sprawiła, że znowu poczuł się potrzebny. Przyjaźń jest czymś najważniejszym i świetnie pokazuje to ta książka. Ale również rodzina,  która mamy jedną i kochamy bez względu na wszystko. Nie ważne jakie błędy popełnimy rodzina zawsze jest i nawet jeśli uważamy, że ją straciliśmy ona nam pomoże.

Książkę czyta się lekko i bardzo szybko. Jest napisana łatwym językiem, który sprawia, że czyta się ją swobodnie. Uwielbiam Pamiętniki Wampirów na nich się nie zawiodłam i na Pamiętniku Stefano również. Tomy są krótkie, ale treść jest wyjątkowa.
Przeżywanie emocji z bohaterem, jego cierpienie i sny, jest czymś wspaniałym. A Damon czarny charakter nadaje książce uroku. Dzięki niemu ciągle nie wiemy co będzie dalej. Przystojny, szarmancki i tajemniczy.

Okładka jest filmowa co prawda pasuje do treści książki, ale wolałam poprzednie. Z pierwszych tomów okładki są oryginalne i przyjemne w dotyku.

Autor: L. J. Smith
Tytuł: Pamiętniki Wampirów Pamiętnik Stefano
Okładka: miękka
Część: IV
Stron: 255
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 9/10

piątek, 28 grudnia 2012

Olga Tokarczuk: Dom dzienny, dom nocny



O samej autorce przed tegorocznymi nominacjami do nagród Nobla wiedziałem niewiele, niemal nic, lecz widząc, iż znajduje się na liście nominowanych do tejże nagrody, a w dodatku jest najczęściej tłumaczoną polską pisarką nie mogłem oprzeć się pokusie aby będąc w bibliotece nie pokusić się o coś jej autorstwa. Padło na tę, i chyba był to zły wybór. Według mnie to nie jest dobra książka na początek poznawania twórczości tej autorki, gdyż jest to podobno jej najambitniejszy projekt, a początki, przynajmniej ja, wolę zaczynać od czegoś lżejszego, bez ciężaru oczekiwań i chęci zaimponowania.

Ciężko tu nakreślić fabułę, bo książka praktycznie nie posiada jednej, długofalowej historii. Przez karty powieści przewija się masa narratorów, którzy w jakiś sposób łączą się ze sobą, bądź nie, co z kolei wprowadza element przyjemnego zamętu i odrobiny ciekawości.

Tę powieść czyta się lekko i ciężko jednocześnie. Odczucia względem czytania są analogiczne do treści, bo opowiada ona historię zwykłych ludzi, których każdy z nas mógłby spotkać na ulicy, więcej, opowiada historię ludzi, którymi możemy być my sami, jednocześnie ukazują te ich cechy, które zwykły człowiek chowa głęboko w sobie bojąc się o swoją normalność; pokazuje abstrakcję i psychodelię naszych umysłów schowaną gdzieś daleko, zapominaną, a jednak tak fascynującą.

Zazwyczaj czytam książki szybko, a jeśli już wolno, to z dwóch powodów: delektuję się nią, lub męczę. Tę czytałem bardzo długo, lecz żadne z wymienionych wcześniej odczuć względem książki nie odpowiada temu dlaczego czytałem ją tyle czasu. Widząc ją miałem chęć jednocześnie machnąć cała zarywając noc oraz oddać do biblioteki i nie zobaczyć jej nigdy więcej.

Tytuł książki można odczytywać na masę sposobów, ja jednak rozumiem go jak swojego rodzaju dwie strony medalu, dom dzienny odpowiada masce jaką nakładamy na co dzień, dom nocny psychodelię, powszechnie uznane za nienormalne emocje i wszystko to, co chcielibyśmy ukryć przed innymi, wszystko to, co czyni nas pięknymi, wyjątkowymi i strasznymi jednocześnie.

To książka dziwna, abstrakcyjna, zaskakująca, momentami okrutna, jednocześnie zachowuje piękno człowieka, uwypukla je. Niesamowita. Polecam wszystkim fanom pisarki, a także osobom szukającej literatury ambitnej, skłaniającej do refleksji.

Tytuł: Dom dzienny, dom nocny
Autor: Olga Tokarczuk
Część: -
Okładka: twarda
Stron: 390
Wydawnictwo: Wyd. Literackie
Ocena: 8,5/10



niedziela, 16 grudnia 2012

Pedro Mairal: Noc z Sabriną Love



Książka ta jest dla mnie wyjątkowa pod wieloma względami. Recenzja jej była moją pierwszą przeczytaną w Internecie, miała stać się moją pierwszą kupioną książką na własność oraz, co się okazało dosyć niedawno, posłuży mi jako jedna z książek na maturę ustną z języka polskiego. Lecz wyjątkowość jaką obrosła w moich oczach nie odpowiada historii jaką zawiera… szkoda.

Siedemnastoletni Daniel zmuszony żyć poniekąd na własną rękę pracuje w przetwórni kurczaków. Po pracy, korzystając z kradzionej kablówki ogląda filmy dla dorosłych, lecz jego uwagę skupia jeden, niezwykły program – z Sabriną Love. Raz na jakiś czas zostaje zorganizowany konkurs, w którym zwycięzca może spędzić noc z gwiazdą. Nie wierzy własnym uszom i oczom gdy piękna Sabrina wyczytuje numer jego losu. Lecz jak on bez grosza przy duszy pojedzie do samej Sabriny Love?

Choć tytuł i opis trochę to sugeruję, książka erotykiem nie jest. Historia ta reprezentuje gatunek powieści drogi. Nie wiem czy to stały element czy tylko w tej książce to jest, ale taka ciągła tułaczka strasznie nudzi. Tu jest to dostrzegalne dosyć słabo, bowiem nie jest to długa książka, lecz już wiem, że od dłuższych powieści drogi niż ta będę raczej stronił. Długość (lub raczej jej krótkość) w tym przypadku jest niewątpliwie zaletą, gdyż przeciąganie w nieskończoność jednej podróży byłoby nużące, nawet przy ciągłych, niezwykłych wydarzeniach.

Choć objętością nie powala, mamy tu bardzo ciekawie skonstruowanych bohaterów, szkoda, że głownie trzecioplanowych. Autor w wyjątkowy sposób potrafi kilkoma zdaniami przedstawić sylwetkę bohatera, cechy, które jakże fantastycznie kreują w naszej wyobraźni całokształt danej osoby. Ogólnie rzecz biorąc zostało to napisane zgrabnie i lekko, ze swojego rodzaju finezją.

Całość powieści wypada dobrze, lecz nie tak, jak tego oczekiwałem. Co prawda nie jest też źle, aczkolwiek zalatuje to trochę banałem. Zagubiony młodzieniec, który wyrusza w podróż by stać się mężczyzną przemierzając drogę usłaną niebezpieczeństwami wzdłuż i wszerz pokonuje niemal wszystkie przeszkody… mam wrażenie, że to już było, nawet niejednokrotnie… aczkolwiek, jest to miła, lekka, przyjemna i krótka lektura, idealna na długi wieczór, że tak powiem, na jeden kęs.

Autro: Pedro Mairal
Tytuł: Noc z Sabriną Love
Część: -
Okładka: miękka, ze skrzydełkami
Stron: 144
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 6,5/10
 

sobota, 15 grudnia 2012

Końcowo - światowy stosik numer dziewięć!


Jako że koniec świata tuż tuż, trzeba było trochę podreperować swoją biblioteczkę, bo jak tu przeżyć apokalipsę bez dobrej książki? Koszmar. Perspektywa oglądania zagłady ludzkości bez książki i herbaty (ewentualnie mleka czekoladowego) napawa mnie przerażeniem. I oto jest! 
Od góry:
J.K.Rowling: Trafny wybór - musiałem to mieć, opcji innej nie ma, chociaż po mieszanych opiniach w internecie książka czeka na swoją kolej
John Marsden: Jutro 3/4/5/6 - tak jakoś się uzbierały, trochę mimowolnie, ale nie narzekam
Pedro Mairal: Noc z Sabriną Love: książka ta, choć niepozorna, jest wielce wyjątkowa, bowiem miała być pierwszą moją zakupioną książką, niestety, los chciał inaczej, i dorwałem ją dopiero teraz. Poza tym, posłuży mi na maturę.
David Mitchell: Atlas chmur - co tu dużo mówić, wspaniałości... recenzja
Stieg Larsson: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - trzeba w końcu sprawdzić fenomen skandynawskich kryminałów.

To byłoby na tyle, stosik może trochę skromny, aczkolwiek chciałem zdążyć jeszcze przed końcem świata. Macie jakieś plany na zakończenie naszej cywilizacji? Jakie książki ze swojej biblioteczki najchętniej uchronilibyście prze Apokalipsą?

środa, 5 grudnia 2012

Cormac McCarthy: To nie jest kraj dla starych ludzi





Proza McCarthy’ego, jak podaje okładka, jest jedną z najlepszych wśród żyjących amerykańskich pisarzy. Jest to moja pierwsza powieść tego autora z jaką mam styczność lecz już teraz dostrzegam, iż twierdzenie, że autor tejże powieści jest niewiarygodnie wspaniały jest mocno przesadzone. Stawia się go obok takich nazwisk jak Roth, DeLillo czy Pynchon, z prozą żadnego z wyżej wymienionych pisarzy nie miałem jeszcze styczności, lecz jeśli będzie równie przereklamowana jak ta, to… w sumie, i tak bardzo chętnie.

Nie twierdzę bowiem, że jest to książka zła, absolutnie, lecz twierdzenie, iż ktoś jest jednym z najlepszych żyjących amerykańskich pisarzy do czegoś zobowiązuje, a moim zdaniem powieść nie sprostała wymaganiom, które postawiłem autorowi, który dostał m.in. Pulitzera oraz National Book Award.

Powieść przenosi nas na pogranicze Teksasu i Meksyku. Llewelyn Moss podczas polowania na pustyni zauważa samochód. Podchodzą bliżej, dostrzega mnóstwo krwi, trupy, narkotyki i… pieniądze. Głupi nie jest, zatem zabiera kasę i odchodzi, jednak nie może przestać o tym myśleć i wraca. Niestety, nie tylko on postanowił odwiedzić to miejsce i kilku ludzi rusza za nim w pościg. Chigurh (zawsze nazywałem go chirurgiem) uciekłszy z więzienia bierze sobie Mossa za cel. Bezwzględny, niemal socjopatyczny morderca zaczyna ścigać bohatera… ale nie on jeden. Bell, policjant, stara się rozwikłać zagadkę morderstw, niestety, nie wszystko pójdzie po jego myśli.

Główną wadą książki jest nuda. Akcja rozkręca się dopiero 50 stron przed zakończeniem. Wcześniej wlecze się jak flaki z olejem, albo i gorzej. Pościg tu, pościg tam… ja rozumiem, uciekają, ale ileż można? To co dzieje się później wprawdzie trochę wynagradza, aczkolwiek niesmak pozostał.

Ostatnio, zapewne przez ‘’Atlas chmur’’ wzięło mnie na książki, które posiadają już ekranizację, tak stało się i z tą. Nie dziwię się, iż powieść doczekała się ekranizacji, gdyż cały czas miałem wrażenie, że tylko i wyłącznie po to została stworzona. To powieść idealna na film – autor zastosował tu jakiś dziwny chwyt, który objawiał się nagła teleportacją bohaterów. Określenie, że pojechał tam i siam rozumiem, ale nie ciągle, a tam było to używane nadmiernie.

Kreacje bohaterów także bardzo filmowe. Zwłaszcza Chigurha, którego zagrał Javie Bardem, co według mnie było koszmarnym pomysłem, lecz ogólnie został przyjęty ciepło przez widzów.

Nazywanie ksiązki arcydziełem to przegięcie, lecz powieść, choć przereklamowana, jest niezła, i polecam wszystkim, których zainteresować mogą pościgi, strzelaniny i Teksański klimat pustyni. 


Autor: Cormac McCarthy
Tytuł: To nie jest kraj dla starych ludzi
Część: -
Okładka:  miękka
Stron: 238
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena 7/10


A tu trailer filmu:



czwartek, 29 listopada 2012

Rick Riordan: Cień węża



Rick Riordan zasłynął na świecie dzięki bestsellerowe serii ‘’Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy’’. Dostrzegając popularność zmitologizowania współczesnych nastolatków kontynuował swą passę tworząc ‘’Kroniki Rodu Kane’’. Jest to trzecia i, dzięki Bogu, ostatnia część tych wypocin. Od początku ‘’Czerwonej piramidy’’, przez ‘’’Ognisty tron’’ aż do teraz zastanawiam się, jakim cudem jest to tak popularne. Może pseudo-oryginalny pomysł na powieść młodzieżową? Któż wie?

Po ‘’niezwykle emocjonujących’’ wydarzeniach z drugiej części Sadie – o Boże, jakiż on przystojny – Kane nadal rozdarta między dwoma, jakżeby inaczej, niezwykle przystojnymi chłopakami, musi zostawić swe emocjonalne rozterki na boku, gdyż chaos rozprzestrzeniając się grozi wszystkiemu na świecie. Carter – o, ja, nieszczęśliwy wszechwiedzący – Kane podzielając rozdarcie siostry głowi się nad miłością… bo czymże jest chaos wobec uczuć nastolatków?

Na wstępie zostajemy ostrzeżeni, gdyż zapis od Sadie i Cartera, którzy po raz kolejny przysłali autorowi nagranie, jest, jak zwykle, co najmniej niepokojący. Bohaterowie mają plan rozwalenia chaosu, niestety ciemność nie da się tak łatwo i czując gorycz niepowodzenia genialne rodzeństwo obmyśla co raz nowy , oczywiście strasznie niebezpieczny sposób, z którego tak czy siak nie ma ucieczki i trafią do podziemi.

Nic się od ostatniej części nie poprawiło, przeciwnie, Sadie jest jeszcze bardziej rozkochana, Carter jeszcze bardziej tęskni, fabuła jest chaotyczna, styl pisarza koszmarny. Każdy jak jeden mąż ma w sobie coś, czego nie lubię. W powieści zawiodło mnie absolutnie wszystko, Poczucie humoru, którego miało być tu wiele nie pojawiło się niemal w ogóle. Satysfakcjonujące zakończenie to bujda na resorach. Napięcia brak.

Gdybym opinie wynoszące tę powieść pod niebo słyszał od mało doświadczonych czytelników, którzy nie potrafią docenić książki, zrozumiałbym. Istotnie, na początki z czytaniem nadaje się idealnie – naiwna, infantylna, przesłodzona, prosto napisana – lecz także ludzie którzy mają za sobą ’’kilka’’ powieści doceniają tę historię… za co? Nie mam pojęcia. Nie polecam. Szkoda czasu.

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Cień węża
Część: III
Okładka: miękka
Stron: 410
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena: 4/10

czwartek, 22 listopada 2012

Konkurs u Wiedźminki!

Na blogu Książki Wiedźminki zorganizowany został konkurs w którym do wygrania będzie :


Gorąco zapraszam do udziału w konkursie.

poniedziałek, 19 listopada 2012

David Mitchell: Atlas chmur


Czasami spotykamy książki, które niczym zacny osobnik płci przeciwnej potrafią nas zauroczyć. Lecz czymże jest zauroczenie wobec prawdziwej miłości? Jest to tylko chwilowe uczucie, które kierowane jest niczym więcej jak powierzchownymi cechami i wyobrażeniami. Ta książka uosabia miłość do literatury. Zauroczenie to za mało, gdyż mija ono po paru chwilach. Skończywszy tę powieść miałem dzikie i nieokiełznane wrażenie, że to nie jest przelotny romans, lecz związek z zasadami… jeśli nie niemal małżeństwo. Jestem totalnie, całkowicie i bez reszty oddany tej powieści, będę wracał do niej latami (o ile to śmiechu warte wydanie tyle wytrzyma).

Zacznijmy od wad, bo dostrzegłem tylko jedną (lecz któż jest idealny?). Powieść jest podzielona na jedenaście rozdziałów, w których występuje sześciu narratorów (to jeszcze nie jest ta wada, za chwilę). Każda z historii, choć kompletnie różniąca się od poprzedniej i następnej ma w sobie coś niesamowitego, aczkolwiek na początku nie można tego stwierdzić i objawia nam się główny defekt tej ksiązki: nuda. Koszmarna, zła, gnijąca, śmierdząca, paskudna, ohydna, psująca jakże wspaniałość tegoż dzieła nuda rozprzestrzenia się po rozdziałach niczym zaraza. Gdyby każdą z historii opisać osobno, tknąłbym tylko połowę…a może i to nie. Mam natomiast jakieś dziwne wrażenie, że chyba tak właśnie miało być: losy bohaterów wcale bowiem nie muszą być naszpikowane gwałtownymi zwrotami akcji, niesamowitymi pościgami i mrożącymi krew w żyłach zdarzeniami, gdyż są to zwykłe losy zwykłych ludzi, połączonych zgrabnie cosiem, o którym dowiecie się czytają książkę.

Reszta to już same zalety. Na pierwszy rzut oka dostrzegamy warsztat autora. Niesamowity, wspaniały, paskudnie doskonały talent, który ujawnił się już na pierwszych stronach powieści to tylko przedsmak, jak przepyszna zakąska przed niemal doskonałym obiadem. I choć na początku gryzie się to z panującym poczuciem znużenia to brnąć w powieść rozdział po rozdziale nasza paszczęka ląduje coraz niżej i niżej aż trzasnąwszy o glebę przypomina nam, że to tylko książka.

Następnie mamy coś, co wyniosło tego autora na szczyty list bestsellerów i spowodowało posypanie go nominacjami do prestiżowych nagród: konstrukcja powieści. Za mało w życiu przeczytałem aby stwierdzi, czy jest to po całości oryginalne, niebanalne i całkowicie niespotykane, aczkolwiek ja się z czymś tak genialno-totalnie-wspaniałym nie zetknąłem, nawet o czymś takim nie słyszałem , zakładam zatem, iż istotnie jest to pomysł nowatorski. Odda to napis, który znajdziecie na okładce, a także plakacie: Nic nie jest przypadkowe. Tak… cudo… cudo powiadam!

Większość powieści, które mają jednolite tło cały czas cierpiałaby okrutne męki z taką mnogością bohaterów, ta natomiast nie cierpi, przeciwnie, bohaterowie Ci, w większości wspaniale-cudownie-przesympatyczni skaczą po powieści niczym słodkie, emocjonalne  wisienki na pysznym, egzystencjalnym torcie. Doskonale dobrane charaktery wspaniale uzupełniają powieść w każdym aspekcie, kolejna cudowność.

I jak tu podsumować takie dzieło? Jak? Nijak…odczuwając kompletne poczucie błogiego odmóżdżenia emocjonalnego i wyczerpania duchowego spowodowanego piękną podróżą pośród kart tej książki mogę je tylko polecić, zarówno czytelnikom młodszym jak i starszym, tym doświadczonym literacko jak i zupełnym nowicjuszom.
I pamiętajcie… nic nie jest przypadkowe…


Autor: David Mitchell
Tytuł: Atlas chmur
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 536
Wydawnictwo: Mag
Ocena: 9,5/10


czwartek, 8 listopada 2012

Nigel Goodall: Johny Depp. Sekretne życie




Na początku chciałbym ostrzec, że jest to pierwsza biografia jaką miałem przyjemność przeczytać i moja opinia nie będzie oparta na doświadczeniach związanych z tą literaturą. Przeczytałem jednak już w życiu kilka książek i mogę stwierdzić, czy coś mi się podoba, czy nie, a ta książka zdecydowanie mnie zauroczyła.

Ciężko tu mówić o fabule… jest to, jak zwykle w biografii, zbiór faktów na temat osoby, o której dana biografia jest. Poznajemy tu trudne, choć dla wielu będzie zapewne fascynujące, dzieciństwo Deppa. Następnie mamy pierwsze role i miłości. Z każdą kolejną stroną uważni czytelnicy zaobserwują zmiany, jakie działy się w aktorze.

Tytuł jest mylący, bo ‘’Sekretnego życia’’ w tej książce brak… i dobrze. Osoby, które spodziewają się po niej smakowitych, plotkarskich kąsków ujawniających zdeprawowanie, obłudę i chamstwo będą strasznie zawiedzeni tą książką. Najwięcej jest bowiem o filmach. Tematy jego związków są wspomniane, opatrzone komentarzami aktora oraz innych, aczkolwiek ogólnie zostały potraktowane po macoszemu. Jego role, przygotowania i chęci względem kinematografii wyszły tu na pierwszy plan. Na szczęście.

Biografia ta jest napisana  językiem bardzo prostym i przystępnym co normalnie uznałbym za wadę, tu jednak taki niewymagający styl idealnie wpasował się w konwencję książki, bo nie o warsztat autora, popisywanie się słownictwem i wymyślanie fraz tu chodzi, lecz o Johny'ego, który jest opisany w sposób wspaniały. 

To, czy książka wiernie oddaje życie aktora może stwierdzić tylko on sam. Zakładam, że skoro dotychczas nikt nie wnosił specjalnych sprzeciwów, wszystko jest z nią w porządku. Mogę natomiast stwierdzić, że jest to biografia tendencyjna. Nie brak tu zarówno złych jak i dobrych momentów z życia bohatera, lecz te złe są lekko bagatelizowane i Depp komentuje je w sposób bardzo obojętny i niejednoznaczny.

Bardzo ciekawym elementem były także komentarze Johny’ego, do większości wydarzeń opisanych w książce. Na pochwałę zasługuje także spory słowniczek terminów filmowych, który znajdziemy na końcu. Gorąco polecam fanom aktora. Inni, jak to z biografiami bywa, byliby nią znudzeni.

Autor: Nigel Goodall (konsultacje: Tomasz Raczek)
Tytuł: Johny Depp. Sekretne życie
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 492 (z czego ponad 50 to słowniczek i objaśnienia na końcu)
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 7.5/10

środa, 7 listopada 2012

Czylenicze postanowienia czas złamać, czyli ósmy blogowy stosik!

Nieliczni, którzy czytają tego bloga wiedzą zapewne, że przy okazji poprzedniego stosiku obiecałem sobie nie wypożyczać książek z biblioteki. Trzeba przeczytać co się ma, nie pożyczać, nie kupować, a pieniądze na studniówkę... nic bardziej mylnego. Czas pokazał, że z mojej studniówki nici, zatem postanowienia do kosza i dałem się ponieść w bibliotece, a oto efekty (pomijając dwie pierwsze):


Od góry:
 Harlan Coben: Schronienie -  zakup własny, jako fan książek o Myronie nie mogłem odpuścić książki o jego bratanku: recenzja
Nigel Goodall: Johny Depp. Sekretne życie: jw. obecnie wykańczana, zdradzę tylko, że jestem mile zaskoczony
Marcin Szczygielski: Furie i inne groteski -  pożyczona ze względu na sposób napisania (same dialogi... przyda mi się na studia, o ile mnie przyjmą)
Olga Tokarczuk: Dom dzienny, dom nocny - o autorce dowiedziałem się stosunkowo niedawno, bo za sprawą jej wysokiego jak na polskich autorów miejsca w nominacjach do nobla.
Arturo Perez-Reverte: Batalista
Joanne Harris: Śpij, kochanie, śpij -  polowałem na ''Czekoladę'' tej autorki, ale z tej też jestem zadowolony
Cormac McCarthy: To nie jest kraj dla starych ludzi
Rick Riordan: Cień węża - poprzednie mnie nie zachwyciły, ale skończę tę trylogię i będę miał spokój
 Joel Rose: Kruk - coś wzięło mnie na literaturę hiszpańską...
Barbara Corrado Pope: Kamieniołom Cezanne'a - jw.
Maria Nurowska: Nakarmić wilki/ Requiem dla wilka - czas nadrobić zaległości w polskiej literaturze
Stanisław Wyspiański: Wesele - tym razem z biblioteki szkolnej, lektura...
Władysław Stanisław Reymont: Chłopi - jw.

Tak, cały ja. Czasu brak, stos książek do przeczytania, stos do kupienia a ja obładowuję się jeszcze w bibliotece... moja logika mnie zatrważa, ale jak się oprzeć takim cudownościom...

Jak mija wam jesień? Czujecie już zapach świąt (o co zaczynają dbać niektóre sklepy już teraz wywieszając ozdoby)?


środa, 17 października 2012

Sara Blakley-Cartwright: Dziewczyna w czerwonej pelerynie



‘’Zmierzch’’ to nie tylko słaba książka. Jest to także zUo, które zstąpiło na umysły czytelników (głównie czytelniczek) i zaraziło miłością do paranormalnych romansów, co skrzętnie postanowiły wykorzystać średniawe pisarki bez talentu i pomysłów na własne, oryginalne książki. Czasem jednak pojawi się powieść, która choć powstała pod niewątpliwym wpływem zUa, wyłamuje się schematom rządzącym wyżej wymienionej literaturze, niestety takich książek jest mało, i rzadkością jest trafić na taką gdziekolwiek (na co nie narzekam, i tak osobiście bym jej nie tknął). Ta książka miała taka być. Nie jest nawet paranormalnym romansem, co stanowi dowód na chęć odosobnienia jej od tej literatury, jednak fabuła oraz wstęp napisany przez osobę odpowiedzialną za ekranizację wyżej wymienionego zUa dają poczucie przynależności jej do modnego nurtu uwielbianego przez, głównie młode, czytelniczki.

Główna bohaterka jest baśniową kopią Belli, z wyłączeniem głównych wad swojego pierwowzoru. Nie jest żałośnie zawstydzoną, niezdarną i przygłupią dziewczynką która kocha się w niedostępnym wampirze. Rezolutna i żywa Valerie jest za to pełna kompleksów, w które wpędziła ją nieświadomie jej siostra. Urocza i piękna Lucie chadza sobie po wsi wzbudzając u wszystkich zachwyt, gdy nagle jej śmierć wstrząsa małą wioską i rodziną dziewczyny. Ale co tam! Valerie ma większe problemy. Syn kowala chce, by za niego wyszła. Przystojny drwal chce, by z nim uciekła, a tajemniczy, wielki wilk chce, by stała się taki jak on. Cóż ona biedna ma w takiej sytuacji uczynić?

Tytułowa czerwona peleryna ma tu wielkie znaczenie, nie wspomniałem bowiem o tym, co jeszcze wyłamuję tę powieść ze schematów popularnych romansideł. Wszyscy znają, a jeśli nie, to kojarzą historię czerwonego kapturka. Ta książka to jakby ich połączenie, co jest niemal profanacją. Piękna baśniowość dzieła o czerwonym kapturku i połączenie rozterek emocjonalnych głównej bohaterki, powodują chęć porwania książki na pół i wywalenia całej miłości a zostawienia tej, dobrze napisanej, baśni.

Klimat odziedziczony po ‘’Czerwonym kapturku’’ oraz po części zakończenie to jedyne według mnie zalety tej powieści. Zalecana tylko dla koneserek paranormali, reszta będzie męczyć z wewnętrznym rozerwaniem spowodowanym piękną baśnią i żałosnymi, rozterkami emocjonalnymi. 

Autor: Sara Blakley-Cartwright
Tytuł: Dziewczyna w czerwonej pelerynie
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 358
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena: 3/10


piątek, 12 października 2012

Seth Grahame-Smith: Abraham Lincoln. Łowca wampirów



Przestałem już liczyć przypadki, w których to zwiedziony piękną okładką doznałem niemiłego rozczarowania książką, którą dana okładka reprezentowała. Ta widniejąca powyżej mnie po prostu zafascynowała, ale chyba nie tylko dlatego nabyłem tę powieść. Najbardziej skusił mnie fakt, że za jakiś czas ma w kinach ukazać się ekranizacja tej powieści. Licząc na wyjście do kina na ten film, nie mogłem pozostawić książki nie przeczytanej, bo taka powinna być według mnie kolejność. Ale bez zbędnego ględzenia czas przedstawić fabułę.

Książka rozpoczyna się bardzo przyjemnie, bowiem już na samym początku autor raczy nas cytatem Edgara Allana Poego. Jakże mógłbym nie uwierzyć, że choć natykając się na słabe recenzje książka mnie zachwyci? No cóż, myślę, że cytat tylko pogłębił moje odczucia co do tej książki, bo uwydatnił kontrast między wspaniałością Poego a tą książką.

Abe Lincoln był dzieckiem wyjątkowym. Choć mieszkał na wsi i wychował ojciec, którego oświeconym nazwać nie można, matka usilnie starała się udostępnić mu wszystkiego, czego potrzebował: czyli książek. Niestety nie było mu dane cieszyć się tym długo w towarzystwie matki, gdyż zmarła na dziwną chorobę. Abe pogrąża się w rozpaczy z której wyrywa go tajemniczy nieznajomy. Do młodego człowieka dochodzą niepokojące wiadomości, straszne wspomnienia ojca oraz mętna i niebezpieczna przyszłość, którą spędzi, na mszczeniu się.

Dlaczego na książka jest zła? Bo miesza w głowie. Mam nadzieję, że to nie miało być śmieszne, bo uśmiech, a raczej jego cień, nawiedził mnie może ze dwa razy, a może i to nie. Nie jest to kolejna książka, która jest parodią jakich ostatnio sporo. Nie ma nic wspólnego z ‘’Barrym Trotterem’’ lub ‘’Opowieściami z Blarni’’, gdyż te książki to zwykłe, acz niegroźne parodie i jeśli ktoś lubi (jak ja) to i przeczyta. Książka o Lincolnie jest zła, bo zamiast dostarczać rozrywki miesza, ogłupia i mąci wiadomości.

Czyta się to szybko, i choć miejscami potrafi znudzić ogół książki wypada dosyć nieźle. Podobał mi się pomysł z tym, aby między treścią samej książki wpleść kawałki z wymyślonego dziennika Abrahama Lincolna. Lekka do czytania i z wartką akcją będzie problemem dla osób, którym ciężko trzymać dystans do książki (jak dla mnie). Nie polecam jej ze względu na to, że ktoś, nawet niechcący, może palnąć na lekcji, że Lincoln biegał z toporem i ścinał głowy wampirom.

Autor: Seth Grahame-Smith
Tytuł: Abraham Lincoln. Łowca wampirów
Część: -
Okładka: miękka
Stron: 374
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 4,5/10


środa, 10 października 2012

Michael Grant: Gone: Faza druga



Po pierwszej, średnio udanej części postanowiłem, że po jednej książce nie będę się zrażał i dam tej serii szansę. Miałem nadzieję, że rzeczy, które mnie denerwowały choć trochę zmaleją, fabuła będzie trochę ciekawsza a styl pozostanie na tym samym, dobrym poziomie. Niestety. Nie można mieć wszystkiego.

W tej części następuje kryzys. Miasto, którym rządzi Sam Temple stoi na skraju buntu. Początkową rozpustę zastąpiły złe nastoje w związku z brakiem jedzenia, ale Burmistrz ma inne zadania. Nie tylko w Pedido Beach panuje głód. Coates planuje zemstę, ale bez Caine’a, który pogrążony w letargu nic nie może zrobić są bezsilni. W końcu chłopak staje na nogi. Jego plan polega na tym, by ‘’głodny w ciemności’’ przestał być głodny.

Poprzedniej części zarzucałem, że ma sztucznych bohaterów. Błąd. To ta część ma sztucznych bohaterów. Tamta miała piłeczki pingpongowe założone na żywe palce. Teraz piłeczki tocząc się na Perdido we-need-a-hero Beach są jeszcze gorsze. Sam obrońca-bez-końca Temple jest jeszcze bardziej szablonowy. Uosobienie dobra, światłości, prawości i uczciwości powoduje niemal chęć, żeby nagle sam trafił się swoimi mocami. Najlepiej w okolice między oczyma. Caine, zły, bardzo zły, niemal szatański sprzymierzeniec ciemności powinien za bycie dzieckiem bez perspektyw zesłany…. gdziekolwiek. Z dala ode  mnie. Jedyny bohater, który posiada w miarę ludzkie odczucia to Edilio. Na szczęście.

Jedyną rzeczą, która względem poprzedniej uległa poprawie, to styl, który stał się jeszcze bardziej lekki. Część pierwszą czytało się bardzo szybko, a tę pochłonąłem jeszcze szybciej. Jest to największy atut tych książek, i nie rozumiem jak większość czytelników może nie dostrzegać, że prócz fabuły, jedyny.

Po część trzecią sięgnę z powodu Brittney, bohaterki, która ujawnia się pod koniec. Bardzo zaciekawił mnie jej wątek. Nie będę zdradzał na czym polegał, bo to zakrawałoby już o spoiler, ale zapowiada coś ciekawego… a może po prostu mam skłonności literacko-masochistyczne?… nie wiem, wolę ich nie mieć, bo kto wie, jak to się skończy. 

 Tytuł: Gone: Faza druga: Głód
Autor: Michael Grant
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 543
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 4/10



poniedziałek, 8 października 2012

Harlan Coben: Schronienie



Zaczynając tę powieść nie spodziewałem się czegoś specjalnego, i słusznie, bo zdziwienie, którego doświadczyłem było bardzo przyjemne. Bardzo nieprzyjemnego zaskoczenia dostałem natomiast w księgarni, widząc, iż szata graficzna książek Harlan Cobena została po raz setny zmieniona… i po co to? Przecież gdyby wszystkie wyglądały tak samo pasując do siebie człowiek nie szukałby wydań pasujących mu do innych, co za tym idzie nie zwlekałby tyle z kupnem. Jeśli chodzi o okładkę tej książki, to tu jeszcze zmianę potrafię zrozumieć, bo jest to nowa seria. Na pierwszy rzut oka wydawała mi się paskudna, jednak po przeczytaniu książki doszedłem do wniosku, ze ma w sobie coś, i dla osób które przeczytają nie będzie już tak enigmatyczna.

Mickey Bolitar przeprowadza się do swojego wujka, Myrona. Z matką na odwyku musi gdzieś zamieszkać, i jego pobyt w domu znienawidzonego wuja jest jednym z warunków kompromisu, który zawarli. Pierwsze dni w szkole nie obfitują w rzeczy, którymi można się pochwalić, gdyż zdobył więcej wrogów niż przyjaciół… ale tych drugich też kilu znalazł. Pewnego dnia, siedząc na stołówce widzi piękną, skromną blondynkę. Po krótkiej gadce i kilku rozmowach zbliżają się do siebie. Niestety, Ashley znika. W poszukiwaniu jej wędruje do przeszłości nie tylko jej, ale także swojej oraz do zakamarków historii świata.

Win, Esperanza i Wielka Cindy są nieodłącznym i niezbędnym elementem książek o Myronie. Tu mamy ich zastępców, i choć są od nich zupełnie różni, widać schemat, który rządzi wyborem bohaterów. Jest Łyżka, który jako kujon nie ma znajomych, jest Ema, która jako ‘’Emo’’ nie ma znajomych, i jest Mickey, który nie ma znajomych, bo ma Łyżkę i Emę.

Ale czy schematy są złe? Nie wiem… ten nie jest, przynajmniej dla mnie. Lubię go. To jak z paranormalnym romansami, podobają się tylko ich fanom, i jaki by im nie dać, to większość będzie zadowolona, bo wszystkie opierają się na niemal takim samym pomyśle. Tu jest podobnie. Lecz ten schemat lubię. Powieść jest przesycona analogiami z książek o Myronie… ale tego się akurat spodziewałem.

Autor usilnie starał się wykreować bohatera na młodszą wersję jego wujka, ale mu się nie udało, bo daleko Mickey’owi do Myrona. Choć ma piętnaście lat zna kilka chwytów sztuk walki. Jest nad wyraz wysoki, prawie jak wujek, i tak samo jak on, ma ‘’kompleks batmana’’. Jest to najgorsza postać tej powieści, choć wcale nie zła.

Tę książkę od przygód jego wuja odróżnia to, i myślę, że jest to dobry pomysł, że zdarzenia w pierwszej części będą dużo bardziej powiązane ze zdarzeniami z kolejnych tomów, przynajmniej na to się zapowiada, i mam nadzieję, że tak też będzie. Książki o Myronie łączyły głównie jego związki, niewiele poza tym, a fabuła była w każdej części zupełnie (no… prawie) inna. Tu mamy jeden wątek, który, mam nadzieję, będzie przewijał się dłużej.

Jest to książka niewątpliwie dla młodzieży… co nie do końca rozumiem, bo teoretycznie cała historia zaczyna się w dziesiątym tomie serii o Myronie. Czy zatem trzeba przeczytać najpierw całą serię ‘’dla dorosłych’’ a potem zabrać się za tę powieść? Otóż nie, bo wszystko jest w miarę możliwości wyjaśnione, więc zarówno nowi czytelnicy jak i fani autora będą się przy niej świetnie bawić. 

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Schronienie
Część: I
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Stron: 365
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 7,5/10
 

niedziela, 7 października 2012

Lauren Beukes: Zoo city



Reklama dźwignią handlu, jak mawia wielu. Obsypana nagrodami niczym ciasto na święta kruszonką książka Lauren Beukes trafiła w końcu w moje pazerne na literaturę łapska za sprawą konkursu na blogu Dabudubida i pochłonięta została szybko, aczkolwiek nie bez oporów. Zważywszy na mnogość ałardów, grand prixów i całej innej rzeszy nagród spodziewałem się po tym dziele czegoś więcej. Nie twierdzę, że była zła, bo i pomysł i wykonanie robią wrażenie dopracowanego, profesjonalnego i bardzo ciekawego i czytając nie miałem wrażenia, że czegoś mi brakuje… po prostu jest to powieść nie więcej, jak zwyczajnie dobra. Niektóre nagrody lub nominacje (jak za okładkę lub oryginalność) rozumiem, aczkolwiek większość jest tam przesadzona. No, ale do rzeczy…

Dziewczę zwane Zinzi December jest niegrzeczną osobą, choć nie sprawia takiego wrażenia. Leniwiec na jej plecach jest symbolem i karą, jaką ponosi za błędy przeszłość. PŻ, jak nazywa poprzednie życie, nie raz dało jej w kość w życiu realnym, ale nikt inny, jak tylko ona sama, jest sobie winna. Jej nowe życie oficjalnie polega na znajdowaniu zagubionych przedmiotów.  Jen nieoficjalne życie polega na oszustwach internetowych i ćpaniu, względnie piciu. Pewnego dnia wracając ze znalezionym pierścionkiem dzieje się coś dziwnego – linia łącząca przedmiot z osobą, która go zgubiła zanika. Docierając na miejsce widzi karetkę i już wie, że jest za późno. Pierścionek wraz z zapłatą zostaje skonfiskowany na policji a ona jest pierwszą podejrzaną do morderstwa… a to tylko początek.

Zinzi nie przyjmuje zleceń, które polegają na m.in. znajdowaniu ludzi. Niestety, pazerność na wielkie pieniądze skłania ją do odnalezienia gwiazdki afropopu, Songwezy. Jej decyzja niczym reakcja łańcuchowa powoduje ciąg nieprzewidzianych i niebezpiecznych zdarzeń, które wbrew jej woli i spełniając jej najgorsze obawy wciągną ją w wir zdarzeń w ‘’wielkim świecie’’. Angażując się jednak brnie dalej między rekinami by pomóc nie tylko dziewczynie, ale także sobie.

Autorka jest cenioną dziennikarką, która pisała artykuły dla znanych i renomowanych gazet, co widać na pierwszy rzut oka. Lekki styl daje momentami wrażenie czytania artykułu… których faktycznie kilka się tam pojawiło. Ciekawym elementem są wplątane gdzieś między rozdziałami wyżej wymienione artykuły, ale też rozmowy internetowe i inne dające wrażenie jeszcze większej realności dodatki.

Największą wadą powieści jest, moim zdaniem, konstrukcja fabuły, przynajmniej większej części. Nie jest źle, aczkolwiek mogło być lepiej. Końcówka książki natomiast jest po prostu wspaniała. Idealnie skonstruowana, i, przyznać trzeba, lekko przerażająca. Powieść jest określana mianem połączenia urban fantasy, thrillera SF i powieści noir. Nigdy nie miałem styczności z żadnym z poszczególnych gatunków, aczkolwiek powieść ta na pewno skłania do sięgnięcia po powieści z wyżej wymienionych gatunków. Ja mam zamiar spróbować czegoś, co nazywa się powieścią  nor, urban fantasy ewentualnie, a thriller SF, z czego jest to bardziej thriller niż SF, chyba sobie odpuszczę.

Przeczytawszy kilka recenzji doszedłem do wniosku, że w wielu przewijał się wątek ‘’wspaniałego klimatu Johannesburga’’, który ja osobiście odczułem dosyć słabo. Klimat ów ma reprezentować niebo, które ma piękny kolor spowodowany wydobywaną tam siarką oraz wielkim, niebezpiecznym miastem, w którym nadal jest mnóstwo gangów. Jak niemalże wszystko w tej książce -  było dobre, ale bez szału.

Autor: Lauren Beukes
Tytuł: Zoo city
Część: -
Okładka: miękka, ze skrzydełkami
Stron: 379
Wydawnictwo: Rebis
Ocena: 6,5/10



czwartek, 4 października 2012

Harlan Coben: Wszyscy mamy tajemnice



Nie przypuszczałem, że uda mi się ją przeczytać w takim tempie, bo objętościowo jest to najgrubsza ze wszystkich powieści, które dotychczas ukazały się o Myronie. No, ale cóż, to co dobre, szybko się kończy i książka, jako że świetna, poszła w kilka chwil.

Jak w kilku już wcześniejszych powieściach Cobena wszystko zaczyna się od tenisistki. Suzze T., dawna gwiazda sportu przychodzi do Myrona i prosi o pomoc. Burzliwa przeszłość dziewczyny daje o sobie znać, gdy tenisistka wraz ze swoim mężem, gwiazdą rocka zachodzi w ciążę, a ktoś na Facebooku pod zdjęciem pisze ‘’NIE JEGO’’. Mąż ucieka, a Myron musi go znaleźć. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż w sporawa ma o wiele szerszy zasięg i niż ktokolwiek by się spodziewał zahaczając głęboko w jego więzy rodzinne.

W książkach tego autora, zwłaszcza tych o Myronie widać pewnie schemat. Jest intryga, powiązania rodzinne a wszystko okraszone psychopatycznym zachowaniem Wina (którego, dzięki Bogu, autor nam nie oszczędzał) oraz humorem Myrona (patrz: nawias wyżej). Jest to najlepsza powieść o Myronie, bo łączy ze sobą doskonałych bohaterów z części z początków przygód Myrona oraz fantastycznie wykreowaną intrygę, którą cechują się te dalsze części. Nie jest lepsza od powieści ‘’Najczarniejszy strach’’ ale obie są na tym samym, świetnym poziomie.

Więzy rodzinne, które zawsze serwował nam autor występują tu w szczególnym natężeniu. Jego miłość, Terese, jest nieobecna, co jest wyjątkowe, lecz jej miejsce zajmuje natomiast reszta familii bohatera, chyba całkiem słusznie. Nie twierdzę, że narzeczona w każdej części to coś złego, aczkolwiek miło było od tego odpocząć.

Niedawno (wczoraj?) ukazała lub ukazać się ma pierwsza powieść o Mickey’u Bolitarze  - bratanku Myrona. W tej powieści poznajemy go po raz pierwszy i szczerze przyznam, nie zrobił na mnie wrażenia ten chłopak. Mam nadzieję, że zmienię zdanie po przeczytaniu książki, po którą na pewno sięgnę, aczkolwiek czytając odniosłem wrażenie, że powieści o nim nie zachwycą mnie tak, jak o jego wujku.   

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Wszyscy mamy tajemnice
Część: X
 Okładka: miękka
Stron: 462
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10


Steven Erikson: Ogrody księżyca



Przyznam szczerze, kupiłem tę książkę głównie przez okładkę. Pozytywne recenzje także miały w tym swój spory udział, lecz widząc to cudo, które jakże godnie i dostojnie prezentuje to dzieło nie mogłem odpuścić sobie i zaniechać chęci posiadania jej na swojej półeczce. Często bywa tak, jak zapewne wielu się przekonało, że okładka, choć kusi, prezentuje dzieło, które nie jest wiele warte. W przypadku tej książki natomiast okładka kusi coś, co na kuszenie w pełni zasługuje.

Fabuła jest tak rozległa, że chcąc opisać choćby jej początek tak, aby miało to ręce i nogi zajęłoby mi to jakąś… tonę słów, dlatego streszczę go w wyjątkowym skrócie. Ganoes Paran, szlachcic, zostaje zauważony przez przyboczną Lorn, prawą rękę cesarzowej Laseen. Dostaje więcej władzy i spełnia się jego marzenie o przyszłości w wojsku. Niestety, przyszłość nie wygląda tak pięknie jakby sobie tego chciał. Czarodziejka Tattersail, przygotowując się na wielką bitwę z Odpryskiem Księżyca odczuwa niepewność. Jej przypuszczenia potwierdzają się, niestety, jest już za późno. Gubiąc się w sieci intryg boi się komuś zaufać i choć jest wspaniałą czarodziejką zaczyna bać się o własne życie. Crokus, siedemnastoletni złodziejaszek nie zdając sobie sprawy w jaką kabałę wpakowali go Oponn, bogowie przypadku, podnosi monetę ładując się tym samym w machinę wielkiej wojny, która zaprowadzi go do rzeczy, o których nie powinien mieć pojęcia.

Rozumiecie coś z tego? Nie? Jak ja was dobrze rozumiem… Jedną trzecią książki, pomimo jej rozległości można spokojnie opisać jednym słowem: chaos. Nie twierdzę absolutnie, że jest źle skonstruowana, po prostu mnogość bohaterów, wątków i intryg daje o sobie znać i to bardzo dobitnie. Potem jest już lepiej i niewątpliwy kunszt autora jest doskonale widoczny. Chciałbym napomknąć, iż kilka zdań fabuły, które tu zamieściłem odnosi się do bohaterów, których lubię najbardziej. Wszystkich głównych bohaterów jest około dziesięciu… tak, widać rozmach. Nie twierdzę, że jest ich tylu w rzeczywistości, gdyż są zapewne osoby, które uważają inaczej. Spotkałem się nawet z opinią, iż głównym bohaterem jest alchemik Baruk, którego ja osobiście zaliczyłbym do postaci nawet trzecioplanowej… z kolei ja do głównych zaliczam Vorcan i Laseen (gdyż są bardzo znaczące w powieści) co niektórzy skwitowaliby tym samym zachowaniem, jakie zaprezentowałem ja względem Baruka.

Wspomniany wcześniej rozmach powala, dosłownie. Książkę czytałem dosyć długo, nawet jak na jej objętość, aczkolwiek to nie była męczarnia. Biorąc pod uwagę mnogość wszystkiego w tej powieści styl autora nie zrobił na mnie wrażenia. Widać doskonale, iż był w  pełni świadom wszystkiego co pisze, jak pisze i o czym pisze, czego pozazdrościć mogą mu czytelnicy, których od świadomości tego co się tam dzieje, dzieli wielki mur chaosu, stworzony z wielowątkowości i zawiłości wydarzeń.

Książkę polecam wszystkim fanom fantastyki, aczkolwiek proszę przygotować się na to, że będzie tego aż dziesięć tomów i radzę wziąć pod uwagę objętość.

Autor: Steven Erikson
Tytuł: Ogrody księżyca
Część: I
 Okładka: miękka
Stron: 590
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10

piątek, 28 września 2012

Gwen Hayes: Śniąc na jawie


 Czekałam na wydanie tej części dość długo. Gdy tylko udało mi się ją kupić to musiałam przeczytać. Nie żałuje. Książka jest rewelacyjna tak samo dobra jak jej  pierwsza część - Strąceni .  Mogą być spojlery. 

Życie dziewczyny nadal nie jest wesołe. Po długiej nie obecności w domu została chłodno powitana przez ojca. Jej stosunki z nim się pogorszyły. Ich brak relacji między sobą oddalał ich od siebie i tworzył między nimi barierę. Ojciec, który ignoruje córkę i nie daje jej oparcia w najtrudniejszym momencie jej życia. Chociaż nie może wiedzieć co Theia przeżyła i co się dzieje teraz w jej życiu powinien dawać jej wsparcie. A niestety tak nie jest.

Theia wróciła do swojego zimnego domu. Ale gdy przychodziła noc jej sny przenosiły ją do podziemi gdzie czuła się dobrze. Jej uczucia do tego mrocznego miejsca zmieniły się po zawarciu przysięgi z Marą. Podziemia były piękne, ale zawsze wiedziała, że to pozory bo piękno ma swoje „pazury”. Wiedziała dobrze, że coś jest z nią nie tak. Krew demona krążyła w niej. A jej życie na zawsze miało się zmienić. Trudne chwile przychodziły, a walka z największym wrogiem nie była łatwa. Przecież to matka ukochanego, to ona namiesza dobrze w jej życiu. Nie podoba jej się że dziewczyna jest szczęśliwa z jej synem. Zawali cały świat Thei. Czy dziewczynie uda się być z ukochanym i rozwiązać problem, którym jest Mara? Co czeka dziewczynę i jej przyjaciół? Czy można zmienić relacje między córką, a ojcem?

Theia to rozsądna i mądra dziewczyna. Nie poddała się i walczyła do końca. Miłość, która łączy ją z Hadenem jest silna i nie rozerwalna. To ona daje życie i przetrwanie nie tylko dla niej, ale też dla niego. W końcu chłopak mógł poczuć co to znaczy mieć przyjaciół, mógł posmakować miłości. I w końcu dowiedział się najważniejszego… Ale nic nie trwa wiecznie ból przychodzi, a najgorsze jak wszystko to co go uszczęśliwia chce zabrać mu własna matka.

Książka jest świetna. Szybko i łatwo się ją czyta. Wzbudza różne emocje. Wzrusza i ciekawi, a także przeraża, daje poczucie lekkości i trzyma w napięciu. Jest to dobra książka do zrelaksowania się i nauczenia się czegoś. Zwykła historia jak ich wiele dziewczyna zakochana w demonie. Ale ona jest inna, ma w sobie historię jakiej jeszcze nie czytałam. Przenosi nas do świata podziemi, koszmarów. Gdzie kościotrupy i potwory to normalność, a jednak pokazuje, że jest nawet w takim świecie piękno. W złu zawsze kryje się cząstka dobra, jeśli potrafimy to dostrzec pokonamy zło, a nawet możemy dokonać nie możliwego. Choć to jest bardzo trudne zamienić zło w dobro.

Autor: Gwen Hades
Tytuł: Śniąc na jawie
Okładka: miękka
Część: II
Stron: 318
Wydawnictwo: Amber
Ocena:10/10


poniedziałek, 24 września 2012

Harlan Coben: Zaginiona




Jest to dziesiąta książka tego autora, którą miałem przyjemność przeczytać i dziewiąta, która opowiada o przygodach Myrona Bolitara. Dotychczas zrecenzowałem tylko część piątą, bo nie czytałem ich w porządku w jakim się ukazały. Ta część, różni się od poprzedniczek, pod wieloma względami niestety na gorsze, aczkolwiek ogólnie rzecz biorąc, jest to jedna z lepszych powieści o genialnym agencie sportowym.

Myron będąc w szczęśliwym jego zdaniem związku z Ali nagle doznaje szoku, gdy Terese, powód jego dawnego napadu spontaniczności, który zaowocował trzytygodniowym wypadem na wyspę, dzwoni, prosząc, aby w tej chwili przyjeżdżał do Paryża. Jako człowiek zajęty odmawia, niestety, kilka chwil później Ali z nim zrywa i gdy Terese dzwoni ponownie bez wahania udaje się do miasta zakochanych. Po przyjeździe Myron ma przeczucie, że coś jest nie tak. Okazuje się, że Terese oprócz spontanicznego seksu oczekuje, że Myron znajdzie jej byłego męża, który sprowadził ją do Paryża, po czym ślad się po nim urwał. Mąż zostaje znaleziony martwy, a Myron jest pilnie poszukiwany przez policję…

Ta książka trochę różni się od pozostałych. Wcześniej były to lekkie sensacyjno-kryminalne powieści o dosyć ograniczonym polu manewru, tym razem bohater musi mierzyć się z międzynarodową aferą, która pochłaniając coraz więcej ofiar ściąga na bohatera poważne kłopoty. Fabuła jest główną zaletą tej powieści, bo cechy, za które uwielbiałem poprzednie książki zostały, niestety… ograniczone.

Poczucie humoru Myrona Bolitara to świętość, i straszliwą zbrodnię popełnił autor, że było go tu tak mało. Nie powiem, momentami się uśmiałem, ale względem innym Myronowych przygód jest go tu stosunkowo niewiele. Bardzo ciekawym bohaterem części poprzednich był także Win… który został tu brutalnie ograniczony, stłamszony i… uwaga… normalny. Oczywiście w granicach rozsądku, ale jednak sprawia wrażenie dużo normalniejszego od tego psychopaty z poprzednich części, którego tak lubiłem.

Fabuła, rozwijająca się dużo bardziej dynamicznie i sprawnie niż w poprzednich częściach (tam też nie było źle) jest tu główną zaletą. Nie jest to najlepsza powieść o Myronie (‘’Najczarniejszy strach’’ nadal wymiata) ale jest na pewno jedną z lepszych, i fani tego autora na pewno będą się przy niej świetnie bawić. 

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Zaginiona
Część: IX
Okładka: miękka
Stron: 421
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10

sobota, 22 września 2012

Agata Christie: Entliczek pentliczek





Jest to typowy dla tej autorki sposób tworzenia kryminału. Mamy zamknięte, choć dosyć rozległe pole do popisu. Przyznam szczerze, tym razem byłem bliżej odkrycia mordercy niż kiedykolwiek, co w żaden sposób nie wpływa na świetność tej książki, bo po raz kolejny jestem po wielkim wrażeniem kunsztu autorki. Nie mam pojęcia, skąd wziął się  tak absurdalny tytuł, który nijak ma się do książki… ale cóż, to tylko tytuł i w niczym nie przeszkadza.

Tym razem Herkules Poirot, zafascynowany sprawą dziwnych, niewytłumaczalnie absurdalnych kradzieży w pensjonacie, w którym pracuje siostra jego sekretarki odwiedza ów przybytek i wygłasza pogadankę na temat kryminalistów. Studenci zamieszkujący budynek głupi nie są, i choć Pirota słuchają wcale nie dali się oszukać, że słynny detektyw odwiedził ich tylko dla pogadanki. Do kradzieży przyznaje się jedna z osób, ale nie wszystkich, i gdy tylko sprawa może rozwiązać się, świadek ważnych zdarzeń umiera… a Poirot, wraz ze swoim genialnym umysłem podkręcając wąsa wkracza do akcji.

Względem innych książek Agaty Christie ta nie wyróżnia się specjalnie- jak reszta jest bardzo dobra. Bardzo dobrze skonstruowana fabuła, nawet jak na tą autorkę, oraz genialny detektyw dają kilka godzin bezprecedensowej rozrywki.

Książka jest napisana niezwykle lekko, nawet jak na ta autorkę… może po prostu wpływ na to miała duża czcionka (którą ja preferuję) ale czytało się to bardzo sprawnie i szybko- po prostu idealnie. Na pochwałę zasługuje tu także otoczka morderstwa, jaką zaprezentowała nam autorka. Kliku inteligentnych, młodych studentów do dokonały materiał na podejrzanych. Zwłaszcza, że w trakcie czytania dowiedzieć się można, że każdy ma coś ‘’za plecami’’ i praktycznie wszyscy stają w kolejce do morderstwa zarówno jako mordercy, oraz ofiary.

W każdej książce autorka porusza jakiś ważny temat, ten zawarty w tej książce nie jest jakoś specjalnie wymyślny, aczkolwiek nie zdradzę, bo naprowadziłoby was to, gdy sięgniecie kiedyś przy okazji po tę książkę, na trop mordercy, i choć pewności nigdy mieć nie będziecie, może wam to popsuć zabawę. Książkę polecam wszystkim, zarówno fanom autorki przypadnie do gustu jak i na początek (może zwłaszcza na początek) będzie wprost idealna, bo nie znając niektórych chwytów, które pani Christie tak zgrabnie stosuje nigdy nie uda się wam odgadnąć ‘’kto jest kim, i kto co komu’’.

Autor: Agata Christie
Tytuł: Entliczek pentliczek
Część: -
Okładka: twarda
Stron: 204
Wydawnictwo: Hachette
Ocena: 7/10
 

czwartek, 20 września 2012

Rick Riordan: Ognisty tron




Ta część, jak i poprzednia, niespecjalnie mnie zachwyciła. Tom pierwszy był niczym więcej, jak książką dobrą, a ta jest na podobnym poziomie. Może jestem po prostu za stary, nie wiem, w końcu wiek dorosłości już osiągnąłem i młodzieżówki (?) to nie dla mnie. Skoro o młodzieżówkach mowa- w tych książkach powinna występować młodzież a nie dzieci! No ja rozumiem czternastolatków, ale trzynaście (lub jak w przypadku ‘’Gone’’, jedenaście) lat to już trochę za mało, zwłaszcza, że dzieci ów zachowują się niemal jak dorośli ludzie. Co ten zabieg ma na celu, nie mam pojęcia, ale zaczyna mnie to denerwować.

Po wielkiej bitwie Sadie i Carter mają do spełnienia misję jeszcze ważniejszą, jeszcze bardziej niebezpieczną i o wiele bardziej bezsensowną od poprzedniej- trzeba obudzić boga Ra. Jednak wyruszając w podróż każde ma oprócz misji uratowania świata swoje własne cele (Czy spotkam ponownie Anubisa?, Czy Ziya mnie pokocha?). Ich celem jest zebranie trzech części księgi odwzorowujących trzy części duszy Ra. Niestety, Dom Życia przeciwstawia się i jeden z największych magów na świecie Wład Mienszykow depcze bohaterom po piętach, lecz czy na pewno Dom nie chce, aby Ra powstał?

Bohaterowie (zwłaszcza Sadie) są tu jeszcze bardziej denerwujący. Trójkącik miłosny, który autor dla niej zaplanował przypomina mi te Zmierzchopodobne, nieudane produkcje. Ona sama nie wie co ze sobą zrobić, i zamiast być fajną dziewczyną w glanach bardziej przypomina mi pustą idiotkę. Carter natomiast zyskał w tej części, już nie jest taką straszną ciapą jak w poprzedniej części, stał się też bardziej… nijaki, ale wyszło mu to na dobre. W tym tomie pojawia się także Walt- członek miłosnego trójkąta Sadie. Koszmar.

Poczucie humoru stoi tu na poziomie bardzo dobrym, i choć w poprzedniej części było z tym nieźle, tu jest jeszcze lepiej. Co więcej, to nie Sadie śmieszyła mnie najbardziej, tylko Carter, na co nie narzekam, ale jest dowodem na zepsucie Sadie jako bohaterki. Akcja też jakby nabrała właściwego dla siebie tempa, co sprawia, że ciężko zorientować się ile już czasu się przy książce siedzi. Myślę, że dla czytelników mało doświadczonych oraz fanów autora ta książka będzie nie lada gratką. 

Autor: Rick Riordan
Tytuł: Ognisty tron
Część: II
Okładka: miękka
Stron: 448
Wydawnictwo: Galeria książki
Ocena 6/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...